Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Borusewicz o strajku w 1980 r. i podziałach w Solidarności

Narada członków Prezydium Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego podczas strajku w Stoczni Gdańskiej. Pierwsza z prawej – Alina Pieńkowska, czwarty – Andrzej Gwiazda, pišty – Bogdan Borusewicz. Sierpień 1980 r.
Forum
Rozmowa z Bogdanem Borusewiczem, marszałkiem Senatu, organizatorem strajku w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 roku
Rz: To pan wymyœlił strajk sierpniowy. Rozmawiamy 24 sierpnia, pamięta pan, co pan robił dokładnie 30 lat temu?

Trwał strajk. 22 sierpnia 1980 roku zaczęły się rozmowy z rzšdem, ja w nich nie brałem udziału. Odpoczywałem, leżałem z robotnikami na trawie, rozmawiałem sobie z dziennikarzami w Sali BHP. To, że rozpoczęły się rozmowy z władzami, oznaczało, że najpewniej nie będzie rozwišzania siłowego, ataku na stocznię. W Gdańsku obok Komisji Krajowej na œcianie „Zieleniaka” wisi ogromna reprodukcja postulatów z 1980 roku, wyremontowano Salę BHP, ale atmosfery œwięta nie widać. Dlaczego? Chyba jest co œwiętować? Z tym œwiętem wišżš się różne rachuby polityczne.
Jest powišzany z PiS zwišzek zawodowy, który uważa się za jedynego dziedzica œwięta i rocznicy. On zawłaszcza sobie i czas, i przestrzeń. Jest Koœciół – bardzo podzielony, i arcybiskup Sławoj Leszek GłódŸ, który jakie ma poglšdy wszyscy widzimy. Jest też rzšd i prezydent, którzy nie chcš się przepychać pod pomnikiem. W zeszłym roku – przypomnijmy – doszło do przepychanek, w tym roku rzšd nie ma na to ochoty. W końcu jesteœmy my – uczestnicy i organizatorzy strajku, takie sieroty po Sierpniu. Spotykamy się półprywatnie po to, żeby pokazać, że jesteœmy, że jesteœmy razem, no i dlatego, że zwyczajnie chcemy się spotkać i podkreœlić, że to rocznica ważna dla wszystkich. Gdyby właœnie trwała kampania wyborcza, pewnie politycy chętniej włšczyliby się do œwiętowania? To prawda, gdyby nie katastrofa smoleńska, wybory prezydenckie byłyby we wrzeœniu i obchody rocznicy stałyby się ważnym wydarzeniem. Wszyscy chcieliby się dołożyć. Ale stało się inaczej. Rozgrywanie polityczne katastrofy smoleńskiej położyło się cieniem na obchodach Sierpnia. Co pan ma na myœli? Jak się patrzy, co się dzieje przed Pałacem Prezydenckim, jak się patrzy na tzw. obrońców krzyża, to się odechciewa œwiętować. Walczyliœmy o coœ innego, a tu wyszły najgorsze instynkty. Fanatyzm. Wielkš wartoœciš Sierpnia było to, że choć byliœmy w œmiertelnym zwarciu, to nigdy nie byliœmy fanatykami. Zawsze mówiłem kolegom: „Nie dociskajmy władzy do œciany”. Były oczywiœcie fanatyczne postawy i w Sierpniu, ale one były spychane na margines. Mówi pan marszałek o obrońcach krzyża, ale z drugiej strony też sš radykalne zachowania. Pewien poseł z Lublina mówi, że byłby szczęœliwy, gdyby w tym roku umarł Jarosław Kaczyński. Ale to sš głosy indywidualne, których swojš drogš nie pochwalam. A z drugiej strony jest cały ruch, któremu tę przestrzeń wolnoœci wywalczyliœmy. Nie ma œwięta, bo nie ma nastroju. Żeby być sprawiedliwym. Tych ludzi pod krzyżem chamsko obrażano, poniżano… Oczywiœcie, ale jest akcja i reakcja. Siła pierwszej „Solidarnoœci” była w tolerancji i otwartoœci. Potem zwišzek, który się odtworzył w latach 90., zaczšł się zamykać. Wprowadzano elementy chadeckie i to odepchnęło znacznš częœć ludzi. Zwišzek zawodowy jest siłš rzeczy etatystyczny, socjalny… Ten zwišzek jest ideologicznie jednoznaczny. Popierał to, co jest na prawo od centrum. A ostatnio zwišzał się bezpoœrednio z konkretnš partiš, z PiS. Tego nigdy nie było. Ludzie w „Solidarnoœci” mieli swoje poglšdy, ale nie było tak, że przewodniczšcy z całš strukturš wspierał jednš partię i angażował się w kampanię jej kandydatów. Na œwiecie jest inaczej? Zwišzki przecież sš blisko z konkretnymi partiami politycznymi. Tworzš sobie partie, sš potem ich częœciš. W Polsce też mieliœmy taki przykład, czyli AWS, co wyszło raczej tak sobie. Rozmawiał pan z prezydentem Komorowskim, po tym jak w ostatnich dniach nie został zaproszony na uroczystoœci z okazji 30. rocznicy podpisania porozumień w Jastrzębiu? Do Jastrzębia na rocznicowe uroczystoœci nikt znaczšcy nie jeŸdził. Miały charakter lokalny. Ten, kto ogłasza, że nie zaprosił tam prezydenta, robi sobie rozgłos, i o to chodziło. On będzie kontrkandydatem Jerzego Œniadka w wyborach na szefa zwišzku. To pokazuje, na jakich nastrojach można grać. Mówi pan o szefie Regionu Œlšsko-Dšbrowskiego „S” Piotrze Dudzie. Jeœli Duda wygra ze Œniadkiem, to jaka będzie „Solidarnoœć”? Radykalniejsza? „Solidarnoœć” nie jest radykalna, jest upolityczniona. I nic się nie zmieni w najbliższym czasie. Wiele osób miało nadzieję, że po Smoleńsku polityka się zmieni, że pewne podziały zostanš zasypane i nie będzie powrotu do bezwzględnej konfrontacji. Tymczasem tendencja jest odwrotna, spór się zaostrza. Dlaczego? Jedno ugrupowanie idzie w niedobrym kierunku i to jest wina tego ugrupowania. Nie chcę komentować tego, co się dzieje z PiS, bo oni wewnštrz partii krytykujš się nawzajem. Niestety, tłem do tego, co teraz widzimy, jest kwietniowa katastrofa. Powiem tylko, że na jesieni, po dokładniejszym odczytaniu zapisu z czarnych skrzynek tupolewa przez polskich specjalistów, będziemy mieli pewnš jasnoœć, co tam się stało tuż przed tragediš. Chociaż pole do najróżniejszych interpretacji i spiskowym teorii nadal będzie. Pan przez pierwszš częœć kadencji Lecha Kaczyńskiego miał z nim dobre, ciepłe relacje. Jak rozeszły się wasze drogi? Mój wybór na stanowisko marszałka Senatu w 2005 roku był jedynš decyzjš realizujšcš koncepcję PO – PiS. Jedynš, bo szybko się okazało, że idea PO – PiS jest niemożliwa do przeprowadzenia. A moja współpraca z Kaczyńskimi się zakończyła, gdy premier Jarosław Kaczyński zawišzał koalicję z Samoobronš i LPR. To był dla mnie moment nie do przejœcia. W takim układzie dla mnie miejsca nie było. I to nas poróżniło. Z prezydentem? Przede wszystkim z premierem, bo to on podejmował wszelkie decyzje polityczne. Były też incydenty. Jarosław Kaczyński zaatakował w 2006 roku dziennikarzy z „Gazety Wyborczej”. Powiedział, że piszš tak, a nie inaczej, bo rodzinnie wywodzš się ze œrodowiska Komunistycznej Partii Polski. Nie wytrzymałem i zadzwoniłem do Leszka: „Zatelefonuj do brata i powiedz, że tak nie można”. Myœlałem, że uzyskam od niego wsparcie, a Leszek zaczšł nie tyle nawet bronić Jarosława, ile atakować w jego imieniu. Padały argumenty: „On tylko odpowiadał, my jesteœmy obiektem agresji”. Wtedy spytałem, czy zaraz nie usłyszymy marcowej argumentacji. – Tego to się nie obawiaj – odparł. Ale tamta publiczna wypowiedŸ prezesa PiS była także przekroczeniem granic, którego nie mogłem akceptować. Był czas, że był pan pomiędzy obozami, na które podzielili się ludzie dawnej „Solidarnoœci”. Mógł pan ze wszystkimi rozmawiać. Teraz wszedł pan za jednš z barykad. Nie szkoda panu pozycji łšcznika, który miał otwarte niemal wszystkie drzwi? Ale ja nadal mogę ze wszystkimi rozmawiać, tyle że nie ma o czym. Tak się rozwinęła sytuacja w Polsce. Właœnie przed chwilš wróciłem z otwarcia odrestaurowanej Sali BHP w stoczni. Ale nie widziałem tam ochoty do dyskusji, do rozmów. Było nawet zabawnie, bo my, uczestnicy i organizatorzy strajku sierpniowego przyszliœmy ubrani na luzie, a kierownictwo zwišzku siedziało w garniturach – wyglšdali jak dyrekcja. Ci, którzy robili Sierpień, sš poza uroczystoœciami, na tym polega problem. Mówicie o radosnym œwięcie, a ja mówię, że nie widzę chęci, żeby robić w tym roku radosne œwięto. Skoro tak jest, zamiast fiesty róbmy badania nad Sierpniem, bo wiele wydarzeń cišgle nie jest zdokumentowanych, a pamięć uczestników się zaciera. Œwięto od czasu do czasu – tak. Może na 35-lecie, na 40-lecie? Może dożyjemy. Powiedział pan, że jesteœcie „sierotami po Sierpniu”. Jak często spotyka się pan w składzie: Borusewicz, Ludwik Pršdzyński, Jerzy Borowczak, Bogdan Felski – czyli w drużynie, która odpalała strajk? Indywidualnie spotykamy się często, ale w grupie zazwyczaj raz do roku. Nie spotykamy się częœciej, bo Felski zapuœcił korzenie w Bremie, dokšd trafił dzień przed ogłoszeniem stanu wojennego. Losy waszej czwórki potoczyły się różnie: pan jest marszałkiem Senatu, Borowczak radnym w Gdańsku. Pršdzyński i Felski takich politycznych karier nie zrobili. Sš robotnikami. Pršdzyński pracuje nadal w Stoczni Gdańskiej w narzędziowni i ma gospodarstwo rolne pod Gdańskiem, Felski w Bremie jest mechanikiem w rzeŸni. Oni w przeciwieństwie do nas nie stali się politykami. Dlatego też robię te spotkania, żeby ich wycišgać z cienia, pokazywać. Ważnš postaciš przy poczštku strajku był Lech Wałęsa. Dlaczego nie ma go na tych spotkaniach? Wałęsa jakby wyrósł ponad. Dla niego takie spotkania nie sš ważne. Jakie ma pan relacje z Wałęsš? Dobre. Pan się z nim przyjaŸni? Tak, oczywiœcie, przyjaŸnimy się. Ale reguła jest taka, że jak któryœ z moich przyjaciół zostanie prezydentem, to przyjaŸnie się psujš. I to dotyczyło nie tylko Lecha Wałęsy. Pršdzyński i wielu innych ludzi „Solidarnoœci” doœć póŸno zostało uhonorowanych medalami za swojš działalnoœć. Zrobił to dopiero Lech Kaczyński. Tak, zwracałem na to uwagę prezydentowi. Dlaczego Lech Wałęsa ich nie honorował? Nie wiem, ale wydaje mi się, że wtedy to było jeszcze zbyt œwieże. Nie było jeszcze kultu kombatanctwa. Nie czuliœmy takiej potrzeby. Widać było jednak, że dla wielu ludzi, którzy nie znaleŸli się na pierwszych stronach gazet, te odznaczenia były ważne. Zgadzam się, że ich należało uhonorować wczeœniej, ale moje stosunki z Lechem Wałęsš i Kaczyńskimi psuły się doœć wczeœnie. Tak więc dużego wpływu na odznaczenia nie miałem. Na pocieszenie powiem, że ja też nie mam żadnego odznaczenia. JeŸdzi pan wiele po œwiecie jako marszałek Senatu. Proszę powiedzieć, czy 20 – 25-latki we Francji, Niemczech, Ameryce wiedzš, co to „Solidarnoœć”? Wiedza jest zależna od wieku. 20 – 25-latki nie będš wiedziały. 50-latki owszem, tak. Byli wtedy ludŸmi dorosłymi, czytali gazety, słuchali radia, oglšdali telewizję. O „Solidarnoœci” mówił cały œwiat. Ci, którzy obalali reżimy, czerpali z dokonań „S”. Tak jak ja analizowałem upadki wczeœniejszych reżimów: Salazara w Portugalii czy ewolucyjne przejœcie od rzšdów frankistów do demokracji w Hiszpanii. Analizował pan, dlaczego „Solidarnoœć” przegrała w 1981 roku? Dlatego, że zarzewia „Solidarnoœci” nie udało się przerzucić do innych krajów komunistycznych. Dla mnie było jasne, że œcigamy się z czasem. Wiadomo było, że nas przycisnš. Inaczej było w 1989 roku, wtedy nie dało się Polski izolować. W ZSRR była już pieriestrojka, Gorbaczow naruszył system. Nie dało się użyć tych samych œrodków co na poczštku lat 80. A izolacja w 1981 roku była bardzo skuteczna. Propaganda, choć prymitywna, spełniała swoje zadanie. Niemcom, Czechom i Słowakom mówiono, że Polacy nie chcš jak zwykle pracować, a w ZSRR, że Polacy jak zwykle bez powodu się buntujš, choć majš lepiej niż inni. Na Zachodzie to 25 – 30-latki wiedzš, co to upadek muru berlińskiego. Z „Solidarnoœciš” jest już gorzej. Dlaczego nie zrobiliœmy z „Solidarnoœci” polskiej Nokii? Zgadzam się, że co pewien czas trzeba powtarzać, jakie mamy zasługi. Jednak uważam, że nie należy robić tego zbyt nachalnie. Dlaczego? Nikt nie lubi natarczywej propagandy. Lepiej, żeby inni nas chwalili, a nie żebyœmy my cišgle powtarzali: „My jesteœmy najlepsi, to my byliœmy pierwsi”. Przecież to nie był wyœcig! Obalaliœmy komunizm głównie dla siebie. Chcieliœmy być wolni. Oczywiœcie myœleliœmy także o innych, ale przy okazji, bo głównie myœleliœmy o sobie. Mieliœmy jakšœ przewagę nad innymi krajami demoludów? Tak, i to dzięki Sierpniowi. Tylko w Polsce była niekomunistyczna elita. Policzmy – jeœli w „S” w 1980 – 1981 roku było 9 mln, a w stanie wojennym bardzo aktywnie działało 5 procent, to znaczy, że niekomunistyczna elita wynosiła 450 tysięcy. Popatrzmy, jak było w innych krajach. Nawet w Czechosłowacji ta elita była bardzo płytka. A w większoœci innych krajów władzę od komunistów przejmowali np. partyjni liberałowie. W swojej biografii „Jak runšł mur” mówi pan, że strajku w sierpniu 1980 r. mogłoby nie być, gdyby nie udało się wykryć agenta SB w samym œrodku Wolnych Zwišzków Zawodowych. Edwin Myszk był bardzo blisko, podpisywał deklarację założycielskš WZZ, był w stopce redakcyjnej „Robotnika Wybrzeża” i ja bym go zapewne wtajemniczył w to, że organizujemy strajk w Stoczni Gdańskiej. Myszk powiadomiłby bezpiekę, funkcjonariusze zamknęliby nas wszystkich i byłoby po wszystkim. No, ale został wykryty już w 1979 roku. Myszk potem wypłynšł jako członek grupy przestępczej Nikodema Skotarczaka, zwanego Nikosiem. To prawda? Pojawił się w grupie „Nikosia”, która przerzucała na masowš skalę samochody z Niemiec. Auta nie były kradzione, ale przekazywane im przez Niemców, którzy wyłudzali odszkodowania od firm ubezpieczeniowych. Myszk był aresztowany w tej sprawie, ale nie było nawet procesu. Jakoœ się z nim porozumieli. Podobno teraz jest biznesmenem? Tak. W 1988 roku założył drukarnię. Robił reprinty zakazanych w PRL wydawnictw. Pod szyldem Oficyny Graf wydał m. in., i to bez żadnych opłat, wszystkie tomy „Najnowszej historii politycznej Polski” Władysława Poboga-Malinowskiego. Rynek był chłonny, to wszystko sprzedawało się na pniu, zrobił więc olbrzymie pienišdze. Potem założył oficjalne wydawnictwo Tower Press i zatrudnił nawet ludzi z dawnej opozycji. O ile wiem, teraz ma pole golfowe, robi interesy w Szwajcarii i jakieœ rozbierane programy telewizyjne. Nie wchodzi w politykę. Jest bogaty? Doœć bogaty. Jak pan marszałek spaceruje po Trójmieœcie w weekend i spotyka dawnych działaczy z Sierpnia, to więcej jest reakcji pozytywnych: coœ nam się udało, czy raczej dominujš negatywne emocje, że poszło nie tak, jak chcieliœmy? Dziewięć na dziesięć uwag jest pozytywnych. Chociaż sš problemy np. peryferyjnoœci Trójmiasta, problem ze stoczniami, mamy portowš konkurencję z Hamburgiem, którš przegrywamy. Niestety, odpływajš od nas najlepsze firmy, takie jak Bank Gdański, a teraz Energa. Œwięto œwiętem, medale medalami, a życie właœnie tak się toczy. A pan jak myœli o Sierpniu? Słychać nieraz głosy: „ja robiłem to, ja robiłem tamto, ja byłem ważniejszy”. Powiem wam, że to było tak wielkie zwycięstwo, że każdy, kto tam był, otrzymał jego kawałek. Ja 30 lat temu, gdy strajk się kończył i podpisywano porozumienia, miałem przeœwiadczenie, że nic większego w życiu nie zrobię! To była deprymujšca refleksja dla kogoœ, kto miał 31 lat. Okazała się prawdziwa. Posłowanie, marszałkowanie – to niewiele w porównaniu z tamtym sukcesem. Myœlał pan, że wygracie? Tuż przed strajkiem drukowałem ulotki w Gdańsku-Wrzeszczu, w mieszkaniu przy ulicy Matejki. Piotr Kapczyński przyszedł mi pomóc z walizkowym czeskim powielaczem. W nocy, gdy byliœmy już bardzo zmęczeni, Piotr mnie nagle spytał, co będę robił, jeœli zwyciężymy. Ja mu w poetyce absurdu odpowiedziałem, że będę prezydentem Sopotu!
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL