Polityka

Pogłoska o rezygnacji Kaczyńskiego podzieliła PiS

Fotorzepa, Rob Robert Gardziński
W partii się mówi, że Jarosław Kaczyński jesienią zrezygnuje z prezesury. Jedni wierzą, inni wietrzą spisek
Według krążącej wśród posłów PiS pogłoski Jarosław Kaczyński po wakacjach miałby zachować formalnie honorowe przywództwo nad partią, namaścić następcę i samemu wycofać się do któregoś ze stowarzyszeń zajmujących się wyjaśnieniem katastrofy smoleńskiej. Tam poświęciłby się temu, co sam nazywa swym moralnym obowiązkiem, czyli wyjaśnieniu okoliczności śmierci swojego brata. Nadal kontrolowałby partię, choć tylko nieformalnie, ale PiS przestałby się koncentrować na sprawie katastrofy. Partia mogłaby się zająć tematami, które zdominują politykę tej jesieni – kampanią samorządową, reformą służby zdrowia i finansów publicznych. – Była taka koncepcja, ale to bez sensu. PiS to Kaczyński, a Kaczyński to PiS – mówi "Rz" eurodeputowany Jacek Kurski. – Słyszałam o tym, ale to tylko spekulacje, w które nie wierzę – dodaje posłanka Joanna Kluzik-Rostkowska.
[srodtytul]Sygnał z lipca [/srodtytul] Ekscytująca polityków PiS pogłoska ma swoje źródło w wydarzeniu z 5 lipca, gdy po ogłoszeniu zwycięstwa Bronisława Komorowskiego zebrał się sztab wyborczy Kaczyńskiego. Prezes PiS powiedział wówczas, że zastanawia się nad wycofaniem z polityki i zajęciem się wyłącznie wyjaśnianiem katastrofy. Część obecnych zaczęła protestować, argumentując, że partia rozpadnie się bez niego. Kaczyński wskazał jako następczynię szefową sztabu Joannę Kluzik-Rostkowską. Ta zaczęła oponować, mówiąc Kaczyńskiemu, że jest "krnąbrna". – Wtedy był to wynik zrozumiałych emocji. Ale dziś to przypomina zachowanie cara, który rozpowiada o swej abdykacji i tylko patrzy, kto zaczyna przebierać nogami, aby przejąć po nim schedę – komentuje polityk PiS sympatyzujący z Kluzik-Rostkowską. Przypomina, że podobnie postępował Donald Tusk, wielokrotnie rozpuszczając w PO pogłoski o rezygnacji ze startu w wyborach prezydenckich, na długo przed tym, zanim podjął decyzję. [srodtytul]Ferment liberałów czy kanał Ziobry [/srodtytul] W PiS większość osób nie wierzy, że Kaczyński może odejść. Wszyscy za to są przekonani, że pogłoski o tym wypuszcza konkurencyjna grupa. Tzw. liberałowie oskarżają o to grupę Zbigniewa Ziobry. Ci kojarzeni z byłym ministrem sprawiedliwości i Antonim Macierewiczem wskazują na liberałów. – Te pogłoski to szczur wypuszczony przez liberałów. Służy tylko wywołaniu fermentu i wrażenia, że oni są niezastąpieni – atakuje kojarzony z grupą Ziobry poseł PiS Andrzej Jaworski. – Nie będę komentować takich bzdur. I nie chcę, aby moje nazwisko pojawiło się w takim kontekście – to standardowa odpowiedź liberałów. Z pewnością afera abdykacyjna pokazała ostrą konkurencję między dwiema grupami wewnątrz PiS. Jej przejawem mógł być opublikowany niedawno list otwarty europosła PiS Marka Migalskiego, który sympatyzuje z partyjnymi liberałami. W tej wojnie na pogłoski z boku trzyma się grupa polityków najwierniej stojących przy Kaczyńskim, nazywanych Zakonem PC. Choć ostatnio bliżej im do ziobrystów. – Pogłoski o rezygnacji to przykład ordynarnej prowokacji – mówi jeden z uczestników wewnętrznej wojny. Według niego oczywiście autorstwa drugiej strony. – Liberałowie napuszczają prezesa na Ziobrę i Jacka Kurskiego – słychać od przedstawicieli frakcji ziobrystów. – My jesteśmy lojalni – odpowiada przedstawiciel liberałów. I tłumaczy: – Ziobro i Macierewicz wpuścili Jarosława w kanał, podpowiadając mu stosowanie ostrej retoryki. W czasie kampanii okazało się, że nie trzeba jeździć do Torunia (do Radia Maryja – red.), aby osiągnąć dobry wynik. Oni tego się przestraszyli, bo okazało się, że są niepotrzebni – przekonuje. Stąd krok do teorii o spisku Zbigniewa Ziobry zmierzającego do obalenia Jarosława Kaczyńskiego. – Najpierw suflował mu zmianę taktyki, która doprowadziła do spadku sondaży, a potem pod pretekstem słabych notowań zabierze Jarosławowi partię – zapowiada polityk z grupy liberałów. – To bzdura, bez namaszczenia Jarosława Ziobro nie jest w stanie przejąć partii – ripostuje stronnik byłego ministra sprawiedliwości. – A ja uważam, że abdykacja może być realnym planem, choć nie wiem, czy Jarosław zdecyduje się na to – twierdzi inny poseł, były minister w rządzie Prawa i Sprawiedliwości. Jego zdaniem wszystkie struktury partii, jej aparat, a przede wszystkim finanse są całkowicie kontrolowane przez ludzi Zakonu PC, czyli ludzi o wypróbowanej lojalności wobec Kaczyńskiego. – Ktoś, kto by teraz przyszedł, potrzebowałby kilku lat na odkręcenie tego – mówi nasz informator. [i]- Michał Szułdrzyński[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL