Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Spór o krzyż, spór o państwo

Fotorzepa, Piotr Kala Piotr Kala
Co jest œwiadectwem tego, że państwo polskie nie działa: drewniany krzyż przed Pałacem Prezydenckim czy niewyjaœniona tragiczna œmierć lżonego za życia prezydenta?
Państwo zawiodło. To przekonanie łšczy demonstrantów – tych, którzy broniš krzyża, i tych, którzy chcš jego przeniesienia. Ale inne sš podstawy tej diagnozy, inny jej sens. Dla jednych nie zdało egzaminu, bo 3 sierpnia nie przeniesiono krzyża z powodu oporu tłumu. W ich przekonaniu chodzi tylko o garstkę oszołomów, którzy terroryzujš współobywateli, o fanatyków, których należy usunšć sprzed pałacu. Chcš – jak twierdzš – aby prawo było respektowane.

Ponieważ państwo nie działa, postanowili wzišć sprawy w swoje ręce. Na szczęœcie nie zrealizowali tej groŸby do końca. Niektórym z nich przeszkadza tylko ten konkretny krzyż, innym – a było ich w czasie tej demonstracji wielu – krzyż w ogóle. Ten krzyż jest dla nich symbolem wszystkich krzyży, które powinny zniknšć z przestrzeni publicznej. Sšdzš oni, że państwo powinno być œwieckie, a œwieckoœć miałaby polegać na tym, żeby krzyże przenieœć do koœciołów, a chrzeœcijan zamknšć w katakumbach. Natomiast na ulicach jest miejsce na owe radosne happeningi, jakie odbywajš się co noc na Krakowskim Przedmieœciu. Niektórym już w czasie żałoby przeszkadzały symbole i nabożeństwa chrzeœcijańskie. Tyle że od czasu, gdy zaprzestano twórczo rozwijać obrzędowoœć œwieckš, nie wiadomo, jak się zachować w czasie pogrzebu. Trudno zamiast krzyżem posługiwać się kółkiem, jak proponujš demonstranci, lepsza byłaby już chyba tradycyjna czerwona gwiazda, znak zasłużony w walce o pełny laicyzm. Nie przypadkiem większoœć ofiar katastrofy, nawet te znane z postępowych poglšdów, miała pochówek chrzeœcijański. Nikt nie skakał na ich pogrzebach, nie pił piwa i się nie obnażał. Miałem okazję obserwować posłów lewicy w czasie uroczystoœci pogrzebowej na placu Piłsudskiego. Nie był to budujšcy widok, ale zachowywali się z powagš. [wyimek]Jak pisał Adam Michnik w 1983 roku w „Liœcie z Białołęki”: „sens bycia Polakiem niemożliwy jest do zrozumienia i ogarnięcia bez zrozumienia sensu Krzyża”[/wyimek]
Według grupy ludzi czuwajšcej przy krzyżu, ale także tysięcy tych, którzy ich wspierajš, państwo polskie zawiodło, bo 10 kwietnia pod Smoleńskiem zdarzyła się okropna katastrofa, jaka się nie przydarza państwom cywilizowanym, a œledztwo w sprawie jej przyczyn nie jest prowadzone w odpowiedni sposób. Ich nieufnoœć pogłębiajš obecne działania rzšdu. Pamiętajš także o kampanii nienawiœci skierowanej przeciw prezydentowi Kaczyńskiemu. Tak więc i jedni, i drudzy odwołujš się do Polski i do państwa. I to o nie walczš. Krzyż jest potrzebny tylko jednej stronie. Trzeba zatem odpowiedzieć sobie na pytanie: Co jest większym problemem Polski, co jest œwiadectwem tego, że państwo polskie nie działa: drewniany krzyż przed Pałacem Prezydenckim czy niewyjaœniona tragiczna œmierć lżonego za życia prezydenta, jego małżonki i wybitnych przedstawicieli polskiego państwa i życia publicznego, posłów i generałów, którš ten krzyż upamiętnia. Kto tu jest fanatykiem, a kto realistš? Różne sš metody zwaœnionych stron. Jedni walczš modlitwš i pieœniami religijnymi. A także cierpliwoœciš. Czasami również ostrym słowem. Krzyż nie jest dla nich tylko symbolem wiary, lecz także symbolem pamięci o tych, którzy zginęli. Jest symbolem wolnej Polski, która znajduje się w niebezpieczeństwie. Lech Kaczyński, którego nie wszyscy z nich cenili za życia, jest dla nich prezydentem tej wolnej Polski. Usunięcie krzyża sprzed pałacu to także jeszcze jedna akcja wymierzona przeciw Polsce i polskoœci. Zdarzało się, że na kartkach składanych pod krzyżem formułowane były najcięższe oskarżenia – o zdradę, o narodowe zaprzaństwo rzšdzšcych. Nie jest to jedyny krzyż w naszym kraju, który pojawił się w miejscu publicznym. Polacy wznosili je dla powstańców warszawskich, kiedy ich jeszcze opluwano w imię społecznego postępu, dla ludzi poległych w czasie komunizmu. Pomnik w postaci trzech krzyży wzniesiono w 1980 roku przy Stoczni Gdańskiej, doszczętnie zmodernizowanej przez obecny rzšd. Krzyż był symbolem wolnoœci i oporu, symbolem polskoœci. Jak pisał Adam Michnik w 1983 roku w „Liœcie z Białołęki”: „sens bycia Polakiem niemożliwy jest do zrozumienia i ogarnięcia bez zrozumienia sensu Krzyża. W tym znaczeniu... bez Krzyża niepodobna pojšć kondycji duchowej tego narodu”. Niektórzy œwiatli przedstawiciele Koœcioła twierdzš jednak, że krzyż postawiony przed Pałacem Prezydenckim jest polityczny, i wobec tego mogš umyć ręce. Ale tamte krzyże były nie mniej polityczne. W ogóle krzyż w pewnych sytuacjach staje się bardzo polityczny. Być może należałoby się zastanowić nad sytuacjš, w której tak się dzieje. Najczęœciej to bardzo Ÿle wróży Polsce. [srodtytul]Krzyż z puszek po piwie Lech[/srodtytul] Przeciwnicy krzyża walczš żartem, drwinš, œpiewem biesiadnym, podskokami, zabawš. Postępowi politycy i inteligenci się zachwycajš, że pokazali oni twarz innej Polski – „uœmiechniętej, przekornej, dowcipnej, czasami prowokujšcej”. Do tych dowcipów należało obnoszenie pluszowego misia przymocowanego do krzyża, a także optymistyczny okrzyk progenderowy „Pokaż cycki”. Ktoœ się przebrał za papieża, jakaœ podochocona pani zademonstrowała swe wdzięki w oknach Bristolu. Słowem, wreszcie przeżyliœmy renesans społeczeństwa obywatelskiego i ubawiliœmy się po pachy. Ten rodzaj subtelnego humoru hartował się w programach Kuby Wojewódzkiego i podobnych mu nadwiœlańskich Lettermanów. Włšczyli się nawet kibice Legii, jak zwykle po jasnej stronie. Pomniejsze happeningi odbywajš się zresztš co noc. Bo to nie tylko w Pędzšcym Króliku, ale i w knajpie na rogu, w dawnym Europejskim, przy œledziku i wódce powstaje nowa, zmodernizowana Polska – bezpruderyjna i gotowa do wszelkich zabaw, nawet do sikania na znicze. A teorie, niezbyt chyba potrzebne, wkuwa się na rogu Nowego Œwiatu i Œwiętokrzyskiej. Nic więc dziwnego, że te występy tak się podobajš cytowanemu powyżej Markowi Siwcowi. Przecież to on jako pierwszy wykonał dowcipny happening – całowanie ziemi kaliskiej. Niestety, wyprzedził epokę i spotkało go powszechne potępienie, choć w porównaniu z krzyżem z puszek po piwie Lech był to leciutki żarcik. Dopiero w epoce Palikota, w czasach rzšdu partii, która uchodzi w PE za chadeckš, doszliœmy – jeœli chodzi o poszanowanie wiary – do właœciwych standardów dobrego smaku. Odmienny jest skład społeczny zwalczajšcych się stron. Jedni sš podobno prowincjuszami, moherami, ciemnymi, niewykształconymi ludŸmi, fanatykami ulegajšcymi teoriom spiskowym. Wielu przypomina te osoby, które w stanie wojennym układały krzyż z kwiatów na placu zwanym wówczas placem Zwycięstwa, a potem przed koœciołem Wizytek. Drudzy to młodzi, z wielkich miast, w swym przekonaniu wykształceni, inteligentni, œwiatowi, jak ów błyskotliwy kucharz z ASP, który uchodził za głównego organizatora demonstracji. Często swe umysły rozjaœniajš jeszcze alkoholem, a także innymi œrodkami bardzo modernizujšcymi. Wœród ludzi zebranych przed krzyżem zdarzajš się tacy, którzy chcieliby wierzyć, że ci rozjaœnieni to „żydokomuna”. Ale to zupełnie rodzime wyrostki. To sš dzieci III RP, wychowane na odpadach œwiatowej popkultury, to produkt wielkiego sukcesu edukacyjnego polegajšcego na tym, że można dostać dyplom wyższej uczelni, nie przeczytawszy ani jednej ksišżki, nawet Żiżka. Demonstrujš w obronie prawa i wolnoœci. A że przy tym naruszajš prawo i prawa współobywateli, tym gorzej dla prawa. Gdyby wybory potoczyły się nie po ich myœli, pewnie przyszliby jeszcze większš masš. A Jarosław Kaczyński mógłby się liczyć z podobnym traktowaniem jak jego brat. Sš bezwzględni, bo wmówiono im, że nowoczesna Polska do nich wyłšcznie powinna należeć, a prawo jest dobre wtedy, gdy służy umacnianiu własnoœci. [srodtytul]Zbiorowy Palikot[/srodtytul] Metody, którymi się posługujš, nie sš nowe. Od paru lat stosowane sš z sukcesem w polskiej polityce. Kiedyœ œmiano się z Lecha Kaczyńskiego, teraz się œmiejš z krzyża i papieża. Niedługo i do biskupów Koœcioła „łagiewnickiego” będš krzyczeć „spieprzaj dziadu”. Sš bardzo użyteczni, bo obozowi rzšdzšcemu nie na rękę była rozprawa z tłumem 3 sierpnia. Musiano by użyć œrodków przymusu bezpoœredniego. Zdjęcia i filmy poszłyby w œwiat i komuœ mogłoby przyjœć do głowy, że oni rzeczywiœcie stanęli, gdzie stało ZOMO. Tym razem Palikot, o którym jego kolega partyjny mówi, że jest „bardzo mocno umocowany”, nie wystarczył jako indywiduum, potrzebny był Palikot zbiorowy, aktyw młodzieżowy, który spełni tę samš rolę, co aktyw robotniczy w dawnych czasach, gdy też trzeba było zatrzymać ciemnotę i reakcję. Teraz wystarczy Facebook, by zorganizować tłumek, a prymitywnš pałkę można zastšpić lepszymi narzędziami. Nie przypadkiem premierowi poprawił się humor. Już nie mówił o potrzebie zaprowadzenia porzšdku, ale o polskim Hyde Parku. Obozowi rzšdzšcemu chodzi o zatarcie niewygodnej pamięci o poprzednim prezydencie. Po pierwsze dlatego, że chce się wykpić z oczywistej odpowiedzialnoœci za skandalicznš organizację podróży do Smoleńska rzšdowym samolotem. Po drugie chce zatrzeć pamięć o obrzydliwej nagonce, którš prowadził przeciw Lechowi Kaczyńskiemu, i o tym, że posunšł się nawet do współdziałania w tym względzie z putinowskš Rosjš. Po trzecie chce ukryć fakt swojej bezsilnoœci i całkowitej uległoœci w stosunku do Rosji. W gruncie rzeczy jest to lęk przed historiš. Lęk, że mimo całej skutecznej propagandy sukcesu rzšdzšcy zostanš zapamiętani jako ci, którzy ponoszš politycznš i moralnš odpowiedzialnoœć za katastrofę smoleńskš. Ten lęk bardzo Ÿle wróży wolnoœci w Polsce. To on sprawił, że Bronisław Komorowski rozpoczšł swojš prezydenturę od wypowiedzenia wojny, która jednak nie okazała się blitzkriegiem. A przecież mogło być inaczej. Obejmujšcy urzšd prezydent mógł złożyć wišzankę kwiatów pod krzyżem, wygłosić parę ciepłych słów o poprzedniku, zapewnić, że mimo różnic politycznych zadba o pamięć o nim i o to, by œledztwo było prowadzone sumiennie. Rzšd mógł uczynić wyjaœnienie katastrofy smoleńskiej swoim priorytetem. Zamiast więc pytać, dlaczego Jarosław Kaczyński podejmuje sprawę Smoleńska, należy zadać pytanie dokładnie odwrotne: dlaczego obóz rzšdzšcy jej nie podejmował, dlaczego tylko pod naciskiem informował opinię publicznš i dlaczego z takš agresjš reaguje na każdš wzmiankę o katastrofie? I o czym to œwiadczy? Postępujšcy rozkład polskiej demokracji wyraża się w całkowitej fikcyjnoœci treœci głoszonych w czasie kampanii wyborczej. PiS niestety zaczšł imitować piarowskie metody PO, natomiast obóz rzšdzšcy, głoszšc zgodę, od razu postawił na wojnę. Zaraz po wyborach się dowiedzieliœmy, że zostanš podniesione podatki, nasz nowy przyjaciel wicepremier Rosji Iwanow oœwiadczył, że wszystkie materiały ze œledztwa już zostały Polsce przekazane. Wybrany prezydent zatroszczył się o to, by zaprzyjaŸnione z nim osoby znalazły się w KRRiT, a następnie dał sygnał do ataku. [srodtytul]Fanatyzm jasnej strony[/srodtytul] Wbrew powszechnym opiniom to po tej stronie polskiej sceny politycznej, zwłaszcza wœród ludzi wykształconych – publicystów, dziennikarzy, socjologów, politologów – znacznie więcej jest ludzi całkowicie zaœlepionych. To fanatyzm pozwala wyborcom PO wierzyć w czcze obietnice i w to, że Polska jest zielonš wyspš dzięki działaniom rzšdu, który jeszcze niedawno chciał wprowadzać euro. To fanatyzm pozwala wierzyć, że PO odnosi sukcesy w polityce zagranicznej. To ten fanatyzm jest przyczynš wiary w MAK, w rosyjskš prokuraturę, ba – nawet w KGB i FSB. W nagrodzonej Pulitzerem ksišżce Anny Applebaum, wydanej w roku 2003, możemy przeczytać: „Gdybyœmy rzeczywiœcie wiedzieli, co Stalin uczynił Czeczenom, gdybyœmy odczuwali to jako straszliwš zbrodnię przeciw narodowi czeczeńskiemu, to nie tylko Władimir Putin nie mógłby jej popełnić ponownie, ale i my nie moglibyœmy przypatrywać się temu obojętnie”. Według tej autorki: „Luki w œwiadomoœci historycznej majš poważne konsekwencje dla procesu kształtowania się społeczeństwa obywatelskiego i rzšdów prawa w Rosji. Mówišc bez ogródek – jeœli łotry i kanalie starego systemu pozostajš bezkarne, nie ma żadnych szans, by dobro zatriumfowało nad złem”. Twierdzi ona także, że „znaczna częœć ideologii Gułagu przetrwała w mentalnoœci i œwiatopoglšdzie współczesnej elity rosyjskiej”. Ubolewa, że „większoœci Rosjan nie wydaje się szczególnie obchodzić fakt, że FSB może kontrolować korespondencję prywatnš, podsłuchiwać rozmowy telefoniczne i wchodzić do mieszkań prywatnych bez nakazu sšdowego”. Jak wiadomo, niedawno jeszcze rozszerzono uprawnienia FSB. O hołubionym przez polskich pionierów pojednania Putinie czytamy: „Prezydent Rosji Władimir Putin to były oficer KGB, z dumš okreœlajšcy się mianem »czekisty«. Jeszcze jako premier uznał za swój œwięty obowišzek pojawić się w kolejnš rocznicę utworzenia Czeka – w centrali KGB na Łubiance i wmurować tam tablicę pamištkowš ku czci Jurija Andropowa”. Teraz Władimir Putin znowu jest premierem, a autorka, przez krótki czas kandydatka na pierwszš damę w Polsce, nie mogła chyba przewidzieć, że luki pojawiš się także w pamięci jej małżonka, gdy zostanie ministrem spraw zagranicznych w rzšdzie PO, że premier Polski będzie się obejmował z tymże właœnie Putinem, kiedy nieopodal będš leżały zwłoki polskiego prezydenta, do których nawet nie podejdzie? Czy jeszcze parę lat temu wszyscy nie uznalibyœmy tego za niewyobrażalny koszmar, horror? To fanatyzm sprawia, iż z góry się zakłada, że jedynym winnym katastrofy jest Lech Kaczyński i piloci działajšcy pod jego rzekomym naciskiem. Wielu Polaków chce w to wierzyć, bo tak jest najwygodniej. Cóż bowiem by było, gdyby się okazało, że głównš przyczynš katastrofy było np. złe naprowadzanie samolotu przez kontrolerów? Nie sš to jednak sprawy, które obchodzš zmodernizowanš młodzież. Dla niej to był wypadek jakich wiele. Ich przekonuje zapewne twierdzenie Bronisława Komorowskiego, że nikt na nich nie czyha – co najwyżej Koœciół i dewoci chcšcy ograniczyć ich w sprawach naprawdę dla nich ważnych. Dopóki trwa zabawa, dopóki ma się na piwo i znajduje miłosnych partnerów, wszystko jest dobrze. Im już wytłumaczono, że Polska nie jest najważniejsza. I zawsze można ich skrzyknšć, by przyszli o tym zaœwiadczyć. Jakie jest wyjœcie z tego konfliktu? W sprawie krzyża przed pałacem można dojœć do kompromisu. Przecież wszyscy sš zgodni, że ów drewniany krzyż stoi tam tylko czasowo. Platformie nie zależy na tym, by ostatecznie zrazić do siebie hierarchów Koœcioła „łagiewnickiego”, który znalazł się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Ale cichcem, pospiesznie wmurowana tablica nie œwiadczy o dobrych intencjach. Czy dojdzie zaœ do kompromisu Polaków w sprawie Polski? Skoro tragedia smoleńska nie doprowadziła do zmiany, to w zasadzie nie wiadomo, jaki wstrzšs mógłby sprawić, żeby doszło do prawdziwej zgody w sprawach podstawowych, w sprawie polskiej racji stanu. Ta władza się nie zatrzyma, potrzebuje konfliktu, by ukryć swš nieudolnoœć, swojš winę i lęk. Może liczyć na wsparcie „młodych, wykształconych, z wielkich miast”, ma też już wszystkie instytucje państwowe w swoich rękach. Siły sš nierówne, ale historia Polski pokazuje, że w najtrudniejszych momentach słabi okazywali się wyjštkowo silni i ostatecznie zwyciężali.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL