Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Literatura

Wolność od eufemizmu

Tadeusz Korzeniewski „W Polsce” , Bellona SA, Oficyna Wydawnicza Volumen
Rzeczpospolita
Nikt ostrzej od Tadeusza Korzeniewskiego nie ocenił tego, co się stało z nami w ostatnim ćwierćwieczu. Może dlatego jego opowiadanie „W Polsce” pozostaje znane tylko w wšskim kręgu wtajemniczonych
Gdy w 1976 roku Tadeusz Korzeniewski zaczšł pisać „W Gdańsku”, publikacja tego opowiadania – ze względów cenzuralnych – była niemożliwa. Po bezskutecznych próbach przełamania bariery druku ukazała się ona dwa lata póŸniej w drugoobiegowym „Zapisie” pod tytułem „W Polsce”. Wzbudzajšc zachwyt, z koniecznoœci nielicznych czytelników, zainteresowanie osobš 27-letniego wtedy autora, uznanie salonu warszawskiego. Salon zawył jednak ze zgrozy, kiedy Tadeusz Korzeniewski postanowił wytłumaczyć, dlaczego napisał „W Polsce”. Zauważył bowiem wówczas, niejako mimochodem, że od czasu powstania w Polsce tzw. opozycji demokratycznej „wszystko się w naszym kraju pokiełbasiło. Gęgacze stali się rewolucjonistami, dotychczasowi rewolucjoniœci (typ Machejek) ni stšd, ni zowšd stali się gęgaczami, przy czym gęgać zaczęli na gęgaczy, którzy przecież nie sš już gęgaczami tylko rewolucjonistami (typ Kuroń), w ogóle jaja – jeden tylko Gierek z Wyszyńskim pozostali na swoich miejscach, a nawet przysunęli z lekka fotele”. I nic dziwnego, że następne teksty Korzeniewski publikował już w „Pulsie” czy „Opinii”. Salon nie skreœlił jednak ostatecznie niepokornego pisarza i we wrzeœniu 1981 r. podziemna NOW-a, w której – nawiasem mówišc – Korzeniewski pracował jako drukarz, wydała „W Polsce”, w którym to tomie znalazła się również nowela „Primaaprilis” z towarzyszšcym jej komentarzem. Znów szyderczym – bynajmniej nie tylko wobec komuchów, bo to było już całkiem „po linii i na bazie”, ale i opozycjonistów. Cóż miał jednak poczšć autor, skoro – jak twierdził – miał doœć „wszystkich już 150 na krzyż dysydenckich twarzy, które jak wesoła procesja krzyżowa przewalały się przez 15 na krzyż dysydenckich salonów”.
Korzeniewski w swoich niesłychanie ożywczych i odœwieżajšcych tekstach używał zupełnie innego języka niż ten, którym opisywał rzeczywistoœć areopag peerelowskiej literatury. To co najważniejsze w tej prozie, tkwi w samej adekwatnoœci słów do ich desygnatów. To dlatego bohater „Portretu rewolucjonisty” (fragmentu „W Polsce”), gdy w barze mlecznym Obywatelski natknie się w zupie na mysie gówna, z uporem będzie utrzymywał, że to nie żadne fekalia, żaden kał czy nieczystoœci – „tylko gówno! Gówno! Gówno!”. Bartosz Kalicki w posłowiu do tomu „W Polsce”, wydanego teraz w „Kanonie literatury podziemnej”, pisze o Korzeniewskim, że dopominał się „o wolnoœć od mętnego eufemizmu i wymuszonej państwowš bšdŸ towarzyskš cenzurš peryfrazy (...). Inny outsider tamtych lat, Piotr Wierzbicki, przyrównywał go do kota, który chadza własnymi drogami”. [srodtytul]***[/srodtytul] W listopadzie 1981 r. Tadeusz Korzeniewski wyjechał do Francji, gdzie wystšpił o azyl polityczny. Przez dwa lata pracował w Bibliotece Polskiej w Paryżu, w 1984 r. za „W Polsce” otrzymał Nagrodę Fundacji im. Koœcielskich. Następnie wyemigrował do Ameryki, gdzie mieszka do dziœ – od 1998 r. w Seattle. Nie starał się o obywatelstwo amerykańskie, choć od lat pisze już po angielsku. Jego przygotowywana do druku ksišżka „To Wyoming” (fragment drukowaliœmy w „Plusie Minusie” w 2008 roku) będzie efektem podróży po Ameryce, jakš w latach 1991 – 1998 odbył „w celu znalezienia tego, czego się szuka”. Niemniej, czytajšc jego teksty w Internecie (a zabiera głos w wielu ważnych sprawach), nie sposób nie odnieœć wrażenia, że wcišż – jak przystało na autora „W Polsce” – żyje sprawami polskimi. Tymczasem „W Polsce” jak było w kraju prozš znanš jedynie wtajemniczonym, tak i takš pozostaje. W 1996 r. – o czym Korzeniewski pisze w „Po słowiu” do obecnego tomu – odnalazł go w Ameryce Marian Terlecki i kupił od niego prawa filmowe do tego opowiadania. Z filmu nic nie wyszło, nie znalazły na niego pieniędzy ani Komitet Kinematografii, ani telewizja. Ale czy to był dobry czas dla „W Polsce”? W „Po słowiu” padajš mocne sformułowania. I prawdziwe, choć bezlitosne w ocenie nas wszystkich, często bezrefleksyjnie dumnych z tego, że „Solidarnoœć” narodziła się w Gdańsku, a Wałęsa przeskoczył płot, zanim runšł mur w Berlinie. „Solidarnoœć – pisze Korzeniewski – wkrochmaliła się w tektoniczny proces politnarodowy wielokrotnie ogromniejszy od Polski. Jak dzieciak o 6 rano powiedziawszy Słońcu »wzejdŸ« – dziœ samołudzi się, że była primus movens. Kiedy w latach 90., jadšc przez Amerykę, zobaczyłem pożar prerii, myœl popruła mi właœnie prosto do polskiej Solidarnoœci. Której ani w sierpniu 1980, ani nigdy potem nie czułem – i poszedłem z tym do druku, ponieważ uważałem, że czułem (nie czujšc) czšstkę ważnej prawdy. Z punktu widzenia tego, o co mi chodzi, myœlę, że rejestrowałem prawidłowo. Solidarnoœć na Placu Zwycięstwa AD 1979 od »Ducha Twego« jak trawa prerii od pioruna się zajęła, ochotš podeschłego patriotyzmu polubownie maluczkich wszechrozbuchała, a kiedy przyszło pierwsze większe gradobicie, zadymiła gasnšco i siadła, posykujšc tu i tam w kępkach. A potem wiadomo. Sowiety się samozapadły i Historia znowu wrzuciła Polakom do ich kataryny z »Jeszcze Polska« czerwońca wolnoœci. Tak, œwinkę, niestety. (...) My musimy – sš różne sposoby – jeszcze nasz rok 1920 mieć. Nie wiem jak reszta; ja przynajmniej tego tak nie zostawię”. ? A co dziœ pisze Korzeniewski? Oto jego całkiem œwieży, prosto z sieci, krótki „kawałek” zatytułowany „Nie wierzcie Warszawie”. I o wczoraj, i o dziœ, i o jutrze. „W filmiku »Errata do biografii« o Stanisławie Dygacie jest sekwencja, jak zarzucono mu niedługo przed œmierciš antypolskoœć. Reżyser Poręba i kulturfunk Wilhelmi na kolaudacji filmu według scenariusza Dygata pojechali po nim na gruncie lekceważenia polskoœci. Ostro, bo chodziło o nasz kręgosłup podziemny, okupację. I w filmiku niektórzy sugerujš, że to dotknęło Dygata głęboko i prawdopodobnie przyœpieszyło jego œmierć. Zgadzam się, że dotknęło – pamiętam chyba w 1979 czytałem w którejœ drugoobiegowej bibule transkrypt z tamtej kolaudacji. Dygat rzeczywiœcie wybuchnšł defensywnie patriotycznie, włšcznie z wyliczaniem powstańczych przodków (miał francuskie korzenie biologiczne). Uważam, że dotknęło to Dygata głęboko, ponieważ on był uczciwszy wewnętrznie niż ogromna większoœć ówczesnych pisarzy warszawskich, w sumieniu wiedział, że w sumie to jednak zboczył, dał się warszawce nie tylko w tamtym ostatnim czasie, ale w ogóle przez całoœć kariery stopniowo œcišgnšć na ironizujšco-polskie pobocze. Podległ grawitacji. W 1978 na biurku jednego z liderów opozycji tzw. narodowej stała maszyna do pisania, na której wystukiwał on kolejne numery bibułowego pisma. Maszyna była od Dygata. Dygat miał takie życzenie, żeby tę maszynę po jego œmierci tej grupie przekazać i żona według woli tak uczyniła. Tak mi powiedziała osoba z tego kręgu. Przyjmuję, że prawda. To było o Stanisławie Dygacie i o wczoraj. Dziœ jest nie lepiej. Nasza Warszawa cišgle jest bardzo niezdrowa dla polskoœci. (...) Przeciętnego medialnego jajogłowego chcšcego utrzymać się z pracy swojego 115 – 125 IQ œcišga jurgieltniczo na pozapolskie pobocza, skutecznie poddaje obcopolskim grawitacjom. Ja to odbieram tu, w Seattle, jak antena, jak kiedyœ ci astronomowie, co wyliczyli z orbity dalszej planety naszego układu, że tam musi być jakiœ dodatkowy księżyc, bo orbita podlega fluktuacji. Więc ja ten księżyc, te księżyce obcych pozapolskich interesów w was medialnych i intelektualnych warszawskich niby przejętych interesem polskim i »Polskš« wyczuwam jak leci, kiedy zakłamujecie, kiedy robicie owale, pętle i ósemki wokół prostych tak-tak nie-nie prawdy polskiej, ze strachu, z autodecepcji, tam w Warszawie. Kiedyœ się z tym w sobie spotkacie. Będziecie starali się to w sobie zagłaskać, jak Stanisław Dygat przedœmiertnie maszynš do pisania”. Wydaje mi się, że nikt ostrzej od Tadeusza Korzeniewskiego nie ocenił tego, co się stało z nami w ostatnim ćwierć (pół?) wieczu. Cholera, wyglšda na to, że z dala – rzeczywiœcie – lepiej widać.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL