Czy Polska będzie gazową potęgą

aktualizacja: 06.08.2010, 01:21
Foto: Rzeczpospolita, Mirosław Owczarek MO Mirosław Owczarek

- Polska ma ogromne złoża gazu. Zarówno tradycyjne, jak i z łupków. Ich wykorzystanie to test na sprawność państwa - pisze Grzegorz Pytel, ekspert Instytutu Sobieskiego

Jest temat, na który jednym głosem mówią tak odlegli i zagorzali, także osobiście, adwersarze jak prezes PiS Jarosław Kaczyński i minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. W ciągu kilku ostatnich tygodni stwierdzili, że jeżeli wielkość złóż gazu ziemnego zawartego w polskich łupkach się potwierdzi to mamy szanse stać się „drugą Norwegią”.
Warto zastanowić się nad tą szansą i to nie pod kątem zasobów gazu, ale szerszego sensu tych wypowiedzi.
[srodtytul]Norwegia czy Turkmenistan[/srodtytul]
Norwegia nie dlatego jest „Norwegią” – czyli krajem bogatym z bardzo sprawnie działającymi strukturami państwa i wręcz przykładową sprawiedliwością społeczną – że ma olbrzymie złoża gazu. Nie ulega wątpliwości, że gdyby Norwegia tak olbrzymich ilości gazu nie miała, byłaby „Danią” lub „Szwecją”. A Polska drugą „Danią” lub „Szwecją” jednak nie jest. Olbrzymie złoża gazu mają Turkmenistan i Uzbekistan, które jak Polska były częścią bloku sowieckiego i z niego, podobnie jak Polska, wywodzą swoje tradycje zarządzania państwem. Mimo tak wielkich ilości gazu drugą i trzecią Norwegią nie są. Podobnie jest z krajami takimi jak Nigeria, Libia i Gwinea Równikowa...
Przykłady można by mnożyć. To nie olbrzymie złoża gazu czynią Norwegię „Norwegią”. Historia odkryć pokazuje, że jest ona wyjątkiem. Większość bogatych w gaz i ropę krajów na świecie cierpi na gigantyczną korupcję i bardzo niski poziom zarządzania państwem, a w najlepszym razie na tzw. chorobę holenderską. Złoża stają się przekleństwem.
[wyimek]Jeżeli Polska pokaże, że kompetentnie zarządza rozwojem wydobycia gazu, wzrośnie także jej wiarygodność na międzynarodowych rynkach finansowych[/wyimek]
Obecna gorączka gazu łupkowego w Polsce musi poniekąd także budzić zdziwienie i właśnie powyższe refleksje. Przecież Polska ma tradycyjne złoża gazu ziemnego na podobnym poziomie, na jakim szacuje się obecnie złoża gazu łupkowego i to znacznie lepiej zbadane i rozwinięte: prawie 100 mld m sześc. złóż zagospodarowanych, całościowo ponad 200 mld m sześc. złóż potwierdzonych, do tego jeszcze 100 mld m sześc. potwierdzonych metanu spod węgla i 1,78 bln m sześc. złóż perspektywicznych. I zapewne znacznie więcej, jeżeli zacznie się szukać gazu w głębszych strukturach geologicznych, które okazały się bardzo gazonośne na Morzu Północnym i w Holandii (złoże Groningen).
A jednak nad tym tematem panuje grobowa cisza. Mimo iż od dziesiątek lat wiadomo, że Polska ma bardzo duże zasoby własnego „tradycyjnego” gazu, gigantyczne wręcz w porównaniu ze swoimi potrzebami (ok. 14 mld m sześc.), „zadbano” o to, aby Polska była tak uzależniona od Rosji, że nawet brak śladowych ilości dostaw, 2,1 mld m sześc. rocznie, może wywołać kryzys.
Takie gospodarowanie zasobami gazu ziemnego, zupełnie niezrozumiałe na zewnątrz, pokazuje, że w zarządzaniu państwem raczej bliżej Polsce do Turkmenistanu niż Norwegii. Jeżeli zasoby gazu ziemnego w łupkach się potwierdzą Polska ma szansę stać się drugim Turkmenistanem. Czyż nie brzmi to dumnie? A może bardziej otrzeźwiająco, aby powrócić z nierzeczywistości własnych iluzji.
W ciągu dwóch ostatnich lat Polska pokazała, że Polnische Wirtschaft nabierało nowego, pozytywnego, znaczenia. Niezwykle sprawne i skuteczne ochronienie się przed globalnym kryzysem. Niezwykle trzeźwe podejście w polityce ochrony zdrowia wobec „epidemii” ptasiej grypy. I chciałoby się, aby tak było zawsze, a nie aby to były tylko pierwsze jaskółki. Tymczasem mamy niebywałą wręcz prowizorkę i nieudolność organów państwa.
[srodtytul]Odrobić zadanie domowe[/srodtytul]
Tę nieudolność i prowizorkę potwierdza sposób, w jaki przyznawane są licencje na poszukiwanie, a w efekcie także i wydobycie gazu w Polsce. W celach licencji powinno być ujęte przyznanie ich w taki sposób, aby uzyskać jak najbardziej efektywny i produktywny rozwój zasobów, aby państwo było jak najwięcej w stanie ściągnąć z producentów w podatkach i innych opłatach (opłaty licencyjne, dzierżawa, tzw. royalty). To decyduje, ile dany kraj będzie miał korzyści z licencjonowanych do wydobycia przez prywatne podmioty złóż naturalnych i czy w efekcie będzie „Norwegią”, „Turkmenistanem” czy też „Gwineą Równikową”.
W ekonomii wolnorynkowej sprawdzoną metodą jest konkurencja. Dlatego każda licencja przyznawana powinna być w wolnorynkowym przetargu (w ramach tzw. regularnych rund licencyjnych), w którym głównym kryterium jest intensywność i efektywność programu poszukiwawczo-rozwojowego, które zwiększa szanse znalezienia gazu i lepszego rozwoju. Ponadto licencja nie powinna być przyznawana tylko zwycięzcy. Oprócz zwycięzcy, który otrzymałby znaczny udział w złożu (np. 51 proc.) i z reguły operatorstwo, dodatkowo od dwóch do czterech firm otrzymałoby także udziały.
Tego rodzaju struktura zapewnia znacznie bardziej efektywny rozwój złoża, ponieważ udziałowcy automatycznie muszą się dzielić swym operacyjnym i technologicznym „know-how” i patrzą sobie na ręce. Co więcej, w przypadku jednego posiadacza licencji całkiem realna jest niezbyt czysta gra wobec państwa (np. w przypadkach konfliktów czy problemów rozwojowych, tak częstych w działalności wysokiego ryzyka jakim jest poszukiwanie i wydobycie gazu ziemnego). Jest to zupełnie naturalna skłonność ochrony własnego interesu, która w przypadku potężnych firm może być bardzo skuteczna. W przypadku kilku posiadaczy licencji, taka gra jest znacznie utrudniona, bowiem wymagałaby konspiracji kilku podmiotów, które de facto są konkurentami.
Strategia przyznawania jednej licencji więcej niż jednemu podmiotowi ma jeszcze jeden bardzo istotny aspekt w tak ryzykownej i kapitałochłonnej dziedzinie jaką jest poszukiwanie i wydobycie gazu ziemnego. Cechą licencji jest to, że jedne okażą się pełne gazu, inne mniej, a jeszcze inne wręcz puste. W przypadku przyznawania jednej licencji jednemu podmiotowi jest spora szansa, że niektóre firmy okażą się zwycięzcami, a inne podniosą porażkę. W takiej sytuacji, w średniej i długiej perspektywie, konkurencyjność znacząco spadnie.
Co więcej, mniejsze i średnie firmy często nie są w stanie wziąć na siebie ryzyka jednej całej licencji, natomiast są przygotowane, by wziąć mniejsze udziały w kilku licencjach, rozkładając w ten sposób ryzyko. Udział tych firm jest istotny ponieważ zwiększa ilość graczy na rynku. Udzielanie jednej licencji kilku podmiotom rozkłada ryzyko między nimi i tym samym wpływa na zapewnienie długoterminowej konkurencyjności.
Tymczasem w Polsce licencje przyznawane były z wolnej ręki przy wręcz minimalnych zobowiązaniach prac i w dodatku tylko jednemu podmiotowi. W efekcie jest spore niebezpieczeństwo, że za kilka lat Polska będzie zdominowana przez jedną lub dwie gigantyczne firmy (bo tylko takie są w stanie brać duże ryzyko w ramach dużego portfolio inwestycji), które będą na państwie wymuszać jak najlepsze dla siebie warunki. Jednak jeszcze gorszym od tej choroby byłoby na nią lekarstwo, aby licencje w ogóle przestać przyznawać.
[srodtytul]Gazowy elementarz[/srodtytul]
Zupełnie pusta jest debata nad tym, jakoby Polska za darmo oddała swoje złoża. Jeżeli rzeczywiście Polska zbyt tanio, czy wręcz za darmo oddała swoje złoża, to jest to w stanie zmienić, odpowiednio zmieniając system podatkowy i opłat od produkcji gazu ziemnego.
Ale i tu jest szkopuł: o ile zachodnie koncerny poprzez swoją bardzo wysoką efektywność będą w stanie to wytrzymać, o tyle nasz rodzimy monopol gazowy może zostać postawiony w bardzo trudnej sytuacji. Ponieważ nie można mieć jednego prawa podatkowego i opłat dla spółek prywatnych a innych dla rodzimego monopolu, zatem, paradoksalnie jest on na razie gwarantem bardzo korzystnych warunków dla prywatnych firm.
Powyższe zasady są elementarzem zarządzania licencjonowaniem poszukiwania i wydobycia nie tylko gazu ziemnego, ale generalnie wszelkich bogactw naturalnych. Oparte są one na racjonalności ekonomicznej. Tymczasem w Polsce dominuje tradycjonalizm biurokratyczny oparty na wzorcach wschodnich udomowionych w słusznie już 20 lat temu minionej epoce.
Koła wynajdywać ponownie nie trzeba. Jeżeli Polska chce być drugą Norwegią, tak jak to w swych myślach snują Jarosław Kaczyński i Radosław Sikorski, to powinna wziąć z niej przykład: jak oni to robią. Norwegowie swój system wypracowali z olbrzymim sukcesem przez dziesiątki lat doświadczeń, często przechodząc przez niełatwe konfrontacje z interesami rosyjskimi jak i zachodnich supergigantów naftowo-gazowych.
Nie wystarczy mieć marzenia czy liczyć na cud. Przede wszystkim należy pragmatycznie i racjonalnie dążyć do realistycznych celów w oparciu o najlepsze wzorce. Romantyzm nie jest wrogiem pozytywizmu. Trzeba tylko pozytywnie przełożyć romantyczne marzenia na twardą rzeczywistość.
Nie brak natomiast w Polsce „obaw” czy w ogóle mamy gazu. Nie tylko zresztą łupkowy. Brzmi to o tyle paradoksalnie, że w środowisku szukających gaz z Teksasu, których los niedawno rzucił na ziemie polskie, powstało już powiedzenie, że „Polska dlatego gazu nie znajduje, bo go po prostu nie szuka”.
Departament Stanu w Waszyngtonie ocenia zasoby polskiego gazu łupkowego na 3 bln m sześc. Czyli więcej niż obecnie ma Norwegia. Mimo iż nie ma żadnych gwarancji, to dotychczasowa historia poszukiwania węglowodorów pokazuje, że całościowo złoża z reguły okazują się znacznie większe niż się pierwotnie zakłada. Zatem należy się liczyć, że Polska ma ok. 5 – 10 bln m sześc. gazu ziemnego w łupkach możliwego i opłacalnego do wydobycia. Zatem nie ma się co dziwić, że amerykański ConocoPhillips uważa obecnie Polskę za trzeci najbardziej perspektywiczny obszar bogaty w węglowodory na świecie.
Równie obiecująco wyglądają perspektywy technologiczne. Jak pokazuje historia technologii wydobywczych węglowodorów, jeżeli technologia jest sprawdzona (a taką jest technologia wydobycia gazu ziemnego z łupków) to z czasem staje się tańsza, bardziej efektywna, bezpieczniejsza i przyjazna dla środowiska. Przynajmniej w krajach cywilizowanych. Zatem tworzenie mitów o drogim gazie z łupków jest nie tylko niezgodne z rzeczywistością, co pokazują obecne ceny gazu w Stanach Zjednoczonych, ale jest także dowodem na nieznajomość historii.
[srodtytul]Polska szansa[/srodtytul]
Przed Polską stoi wielka szansa, która jest w stanie umożliwić jej awans do pierwszej ligi krajów najbardziej rozwiniętych. Przy kompetentnym zarządzaniu złożami gazu (nie tylko łupkowego), Polska ma szansę stać się krajem nie tylko bezpiecznym jeśli chodzi o jego dostawy. Może także bardzo dużo zarabiać, eksportując gaz, znacznie przyczyniając się do gwarantowania bezpieczeństwa dostaw w Europie. Co więcej, Polska może postawić na produkcję energii elektrycznej z gazu, zwłaszcza jeżeli chodzi o zapotrzebowanie w przyszłości czy możliwości eksportowe.
Jeżeli Polska będzie w stanie pokazać, że rozwój wydobycia gazu jest bardzo prawdopodobny i będzie zarządzany kompetentnie, jej wiarygodność automatycznie wzrośnie na międzynarodowych rynkach finansowych. Tym samym koszt obsługi polskiego zadłużenia spadnie. Polskie obligacje staną się bardziej atrakcyjne w stosunku do innych walut. Polska będzie w lidze takich krajów, jak Norwegia, Kanada i Dania.
Aby taką pozycję uzyskać należy przekonać rynki finansowe, że dojdzie do znacznego rozwoju wydobycia gazu i wraz z nim sprawność państwa polskiego będzie je przybliżać do Norwegii: będzie maksymalizować korzyści płynące z własnego bogactwa naturalnego. Bo dotąd, niestety, rynki finansowe postrzegają pod tym względem Polskę na poziomie Turkmenistanu. No, może w wersji „upgrade”.
Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych". Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE