REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Kraj » Społeczeństwo

Społeczeństwo

Od zera do bestsellera

Piotr Gociek, Bartosz Marzec 06-08-2010, ostatnia aktualizacja 06-08-2010 04:18
Na podstawie debiutanckiej powieści Małgorzaty Kalicińskiej „Dom nad rozlewiskiem” powstał dla TVP 1 popularny serial  z Małgorzatą Braunek i Joanną Brodzik w rolach głównych
autor: Robert Pałka
źródło: Rzeczpospolita
Na podstawie debiutanckiej powieści Małgorzaty Kalicińskiej „Dom nad rozlewiskiem” powstał dla TVP 1 popularny serial z Małgorzatą Braunek i Joanną Brodzik w rolach głównych
Na tysiąc nadesłanych powieści do druku udaje się wybrać jedną – mówi Paweł Szwed, redaktor naczelny wydawnictwa Świat Książki
autor: Jakub Ostałowski
źródło: Fotorzepa
Na tysiąc nadesłanych powieści do druku udaje się wybrać jedną – mówi Paweł Szwed, redaktor naczelny wydawnictwa Świat Książki
Małgorzata Kalicińska
autor: Darek Golik
źródło: Fotorzepa
Małgorzata Kalicińska

Miłosne wiersze chowane w szufladzie nie są już w modzie. Dziś, gdy Polak coś pisze, to powieść. Zwykle grubą

„Szukam wydawcy”, „Wydawnictwa i ich obyczaje”, „Jak znaleźć wydawcę” – takich grup dyskusyjnych jest w polskim Internecie coraz więcej: od społecznościowych portali typu GoldenLine po największe fora jak Gazeta.pl. Gatunek? Dowolny: powieść historyczna, kryminalna, współczesna, o miłości, fantasy, horror. Szuflady domorosłych autorów są pełne.

Co na to wydawcy? Na ich stronach powtarzają się zwroty: „zostań naszym autorem”, „zapraszamy do współpracy”. I zwykle groźne memento „nie wydajemy poezji”. Niektórzy ostrożniej: proszą o telefon, a dopiero potem o nadesłanie wydruku komputerowego.

Kandydatom na mistrzów pióra cierpliwości nie brakuje: odesłani z kwitkiem w jednym wydawnictwie dzwonią do drugiego. Wiedzą, co robią. Mistrz horroru Stephen King otrzymał listy odmowne z 12 wydawnictw, zanim udało mu się zadebiutować. Pierwszego tomu przygód Harry’ego Pottera pióra Joanne K. Rowling także z początku nikt nie chciał.

Do wydawców trafiają więc tysiące powieści Polaków marzących o karierze na miarę Kinga czy choćby Katarzyny Grocholi.

Wzór: Mniszkówna

– Pierwsza selekcja odbywa się jeszcze w sekretariacie – wyjaśnia Paweł Szwed ze Świata Książki, jednego z największych polskich wydawnictw. – Tam odrzuca się historie osobników uprowadzonych przez kosmitów, kryminały, w których już po pierwszych kilku stronach wiadomo, że mordercą jest kamerdyner, i romanse, przy których „Trędowata” to proza wielce metaforyczna i niebanalna.

Później do akcji wkracza wydawca, który albo sam ocenia książkę, albo zamawia recenzję u krytyka współpracującego z redakcją. – W efekcie z tysiąca nadesłanych propozycji wybieramy jedną – ujawnia Szwed.

– Bardzo mało jest dobrej prozy wśród przysyłanych próbek – twierdzi Monika Sznajderman, założycielka Wydawnictwa Czarne. – Dostajemy ich miesięcznie blisko 100. Ale gdy się na te dzieła spojrzy, widać, że autor niczego nie przeczytał. Najwidoczniej nie chciał się sugerować... Dla sprawiedliwości trzeba dodać, że zdarzają się autorzy oczytani. Ale to też nie wystarcza, by pisać dobrą prozę – śmieje się Sznajderman.

Jej zdaniem o niebo lepiej jest w przypadku literatury non fiction. Poziom reportaży jest bez porównania wyższy.

Tadeusz Zysk, prezes wydawnictwa Zysk i S-ka, wskazuje, że w USA działają agencje literackie, które selekcjonują maszynopisy. – Do wydawców trafiają już poważne propozycje – tłumaczy Zysk. – Za wydanie oceny nadesłanej prozy agent wystawia rachunek, więc autor dwa razy się zastanowi, zanim ze swym dziełem pójdzie na pocztę.

U nas panują inne obyczaje i dlatego zaczynamy powoli przypominać Francję, o której mówi się z ironią, że autorów jest tam więcej niż czytelników. 20 lat temu przewidział tę sytuację Tadeusz Konwicki. Pytany, dlaczego już nie pisze, odparł, że teraz piszą wszyscy, więc on nie czuje się w obowiązku.

Sława czy pieniądze

Zawodowi pisarze mają często o kolegach amatorach jak najgorsze zdanie.

– Długo zastanawiało mnie, jak to się dzieje, że do literatury masowo lgną analfabeci – mówi Jerzy Pilch, powieściopisarz, dramaturg i felietonista. – Dzieje się tak m.in. z tej przyczyny, że pisarskie rzemiosło z pozoru dostępne jest każdemu. No, bo żeby coś namalować, wyrzeźbić czy skomponować, trzeba jednak zdobyć pewną podstawową wiedzę, trzeba posiąść pewne zdolności. Pod tym względem literatura wydaje się bardziej demokratyczna: jeśli opanowałeś składanie liter w słowa, natychmiast możesz zostać artystą.

Kilka lat temu Jerzy Pilch ogłosił w tygodniku „Polityka”, gdzie wówczas zamieszczał felietony, konkurs na opowiadanie. Miało być krótkie i nie przekraczać siedmiu tysięcy znaków.

– Spodziewałem się, że nadejdzie 500 tekstów i lekko dam sobie z tym radę – wspomina. – Tymczasem napłynęły trzy tysiące. Pierwsze otrzymałem pocztą elektroniczną tuż po ósmej rano w dniu, kiedy rozpisaliśmy konkurs. Czyli że facet o siódmej poszedł do kiosku, wrócił i napisał opowiadanie. Niezły refleks.

Pilch wspomina, że niesłychanie zaskoczył go ten zalew słów także z tego powodu, że szedł pod prąd obiegowego twierdzenia, iż „sztuka pisania zanika”.

Poprzednia
1 2 3
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Pożegnanie Wisławy Szymborskiej

Przy dźwiękach piosenek Elli Fitzgerald na Cmentarzu Rakowickim żegnaliśmy poetkę Wisławę Szymborską, laureatkę literackiej Nagrody Nobla >>