Polityka

Bronisław Komorowski spogląda z portretu

Bronisław Komorowski dostał portret 4 czerwca na urodziny, podczas spotkania z wyborcami w Obornikach Śląskich
Fotorzepa, BS Bartek Sadowski
Wizerunki Bronisława Komorowskiego mają się znaleźć w placówkach dyplomatycznych. Czy trafią też do urzędów?
– Nowa kadencja prezydencka to zawsze czas nowych zwyczajów – tak szef MSZ Radosław Sikorski uzasadniał pomysł, by w polskich placówkach dyplomatycznych zawisły portrety prezydenta Bronisława Komorowskiego.
MSZ czeka więc nie lada wyzwanie. Trzeba będzie dostarczyć wizerunki do ok. 350 placówek dyplomatycznych i konsulatów honorowych na całym świecie. – Ważne, by nie różniły się znacząco od siebie. Dlatego powinno zamówić je ministerstwo, a nie same placówki – mówi "Rz" Roman Czyżycki, były dyrektor protokołu dyplomatycznego w MSZ. Zwraca uwagę, że na wprowadzenie takiego pomysłu powinna być zgoda wszystkich sił politycznych. Inaczej, gdyby np. za rok zmienił się rząd, nowy minister spraw zagranicznych mógłby zdecydować o zdejmowaniu portretów Komorowskiego. Chętnych do wykonania portretów nie brakuje. – Głowa państwa zasługuje na porządny portret, a nie byle co – uważa Tomasz Mrowiński z galerii obrazów Vinci. Proponuje namalowanie obrazu olejnego o rozmiarach 60 na 80 centymetrów. – Koszt to ok. 2,5 tys. zł. Czas wykonania przez dobrego malarza – ok. trzech tygodni. To powinno być tzw. długie popiersie prezydenta. Najlepiej siedzącego w godnej pozycji na krześle lub fotelu – mówi Mrowiński.
[srodtytul]W ozdobnych ramach?[/srodtytul] Ponieważ z pieniędzmi w budżecie ostatnio krucho, prezydent Komorowski może się jednak takiego portretu nie doczekać. W takim razie może obraz wykonany na płótnie, ale za pomocą techniki komputerowej? – Koszt takiego obrazu powinien się zamknąć w 300 zł – szacuje Justyna Skiba, która wykonuje takie obrazy na podstawie zdjęć. – Jest przy tym możliwość korekcji zmarszczek, usunięcia zarostu oraz poprawienia lub rekonstrukcji drobnych detali. Jeśli zamówiona byłaby większa liczba obrazów, to można liczyć na spory rabat. Niewykluczone jednak, że skończy się na eleganckim zdjęciu Komorowskiego rozesłanym do placówek dyplomatycznych. – Tak czy siak, podobizna prezydenta powinna być godnie oprawiona – usłyszeliśmy w krakowskiej Pracowni Oprawy Obrazów B.M.R. Lachmanowie. Firma wysłała już nawet ofertę do MSZ. – Koszt oprawy może się wahać od 100 zł do nawet tysiąca. Wszystko zależy, czy zdecydujemy się na zwykłe ramy czy np. na zdobione – tłumaczą w zakładzie. Na wizerunkach prezydenta można więc nieźle zarobić. A przecież na razie mówimy tylko o placówkach dyplomatycznych. – W międzywojniu portret prezydenta Ignacego Mościckiego wisiał we wszystkich ważniejszych urzędach państwowych – wspomina prof. Antoni Dudek, historyk z Uniwersytetu Jagiellońskiego. – Podobnie było w PRL z portretami Bolesława Bieruta czy Władysława Gomułki, zwyczaj ten zarzucił dopiero Edward Gierek. Zresztą właśnie ta wszechobecna w PRL portretomania, która wiązała się też z wieszaniem portretów Lenina czy Stalina, zraziła do tego pomysłu Polaków. Kto wie, może teraz też nie skończy się na placówkach dyplomatycznych. – Do tej pory nie spotkaliśmy się z takim pomysłem, ale czemu nie, w końcu chodzi o głowę naszego państwa – mówi "Rz" rzecznik Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego Roman Nowak. – Uważam, że jest to zbędne. Jeśli ktoś chce się wpatrywać w piękne oczy prezydenta, to może sobie sam indywidualnie zorganizować obraz – usłyszeliśmy z kolei w Urzędzie Marszałkowskim w Łodzi. – Co tam ambasady i urzędy. Myślę, że najpierw portret prezydenta powinien obowiązkowo zawisnąć we wszystkich biurach poselskich PO – żartuje jeden z działaczy tej partii. Czy portrety zawisną w szkołach? MEN odpowiada, że na razie nikt o tym nie myślał. Wiadomo za to, w jakim miejscu takie portrety powinny się znaleźć w ambasadach. – Z reguły wiszą w gabinecie ambasadora, w którym przyjmuje gości – mówi Czyżycki. Wyjaśnia, że praktyka wieszania portretów jest powszechna dla krajów, w których głową państwa jest monarcha. – Tak jest też najczęściej w krajach o ustroju prezydenckim, dużo rzadziej w parlamentarno-gabinetowych – dodaje. [srodtytul]W Rosji prezydent i premier [/srodtytul] – W USA zarządzenie o wieszaniu wizerunku prezydenta, a nawet sekretarza stanu, obowiązuje we wszystkich ambasadach – mówi amerykanista prof. Zbigniew Lewicki. – W urzędach też można je zauważyć, ale nie wynika to już z obowiązku. Podobnie jest w szkołach. W Rosji wieszanie portretów prezydenta nie jest wymagane przez przepisy. Ale, jak mówią Rosjanie, jest "obowiązkowo dobrowolne". To dawna tradycja trwająca od czasów imperialnych przez sowieckie do dziś. Do 2008 r. sprawa była jasna – w urzędzie powinien wisieć portret prezydenta. Jednak kiedy doszło do zmiany władzy – prezydentem został Dmitrij Miedwiediew, a Władimir Putin przesiadł się na fotel premiera – armia rosyjskich urzędników popadła w konfuzję. Formalnie numerem jeden jest prezydent, ale co w takim razie zrobić z Putinem, który przecież z polityki nie odchodzi? Problem był na tyle poważny, że rosyjskie gazety poświęcały mu całe kolumny. W końcu znaleziono salomonowe rozwiązanie i znakomita większość urzędników postanowiła umieścić na ścianach dwa portrety. Wizerunki Miedwiediewa lub Putina można też spotkać w przedsiębiorstwach, zwłaszcza państwowych, a nawet w wiejskich sklepach. Jednak i tak nikt nie przebije Korei Północnej. Tam portrety przywódców są obowiązkowe nie tylko w zakładach pracy i urzędach, ale także w domach mieszkalnych. Istnieje też specjalna instrukcja na okoliczność trzęsienia ziemi – w pierwszej kolejności trzeba ratować portrety wodzów. [i]prus, yaz, kle, msz[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL