Wielki wyścig po e-książki

aktualizacja: 05.07.2010, 18:06
Złota era eksiążek właśnie się zaczyna
Złota era eksiążek właśnie się zaczyna
Foto: AFP

Rok 2010 przejdzie do historii jako ten, w którym ludzkość pokochała elektroniczne czytanie

Jeszcze kilka miesięcy temu eksiążki były zagadnieniem dla futurologów i miłośników niszowych zjawisk. Co prawda, pierwsze ebooki powstały w latach 70., a od kilku lat toczy się dyskusja o tym, czy era druku dobiega końca, brakowało jednak dowodów, że ludzie naprawdę chcą czytać książki w formacie elektronicznym. Teraz już wiadomo, że zainteresowanych przybywa błyskawicznie, a złota era eksiążek właśnie się zaczyna. O podział nowego wydawniczego rynku walczą trzy wielkie firmy: Amazon, Apple i Google.
Do niedawna niezagrożonym liderem eliteratury był sklep internetowy Amazon, który opanował 55 procent rynku. W ciągu roku potroił sprzedaż eksiążek, teraz zarabia na nich 46 mln dolarów co kwartał. Przebojem okazał się Kindle, wyprodukowany przez Amazon w 2007 r. elektroniczny czytnik, którego używa ponad 2,5 mln osób. Urządzenie pozwala w ciągu 60 sekund ściągnąć dowolny tytuł z oferty liczącej ponad 400 tys. pozycji. Nie wymaga połączenia z Internetem, wystarczy telefon komórkowy. Jest lekki i poręczny, wyświetla tekst dzięki technologii eink (elektroniczny atrament, który układa się w znaki), nie męczy wzroku i daje wrażenie czytania z papieru.
[srodtytul]Barwny rywal[/srodtytul]
Wyglądało na to, że Amazon zaszachował potencjalnych rywali – inne eczytniki, produkowane przez konkurencję, prezentowały się przy Kindle'u jak pospolity odtwarzacz MP3 przy supermodnym iPodzie.
Ale 3 kwietnia wszystko się zmieniło. Do gry o przyszłość książek weszła firma Apple, choć jeszcze niedawno jej szefowie się zarzekali, że biznes literacki ich nie interesuje. – Ludzie nie czytają. 40 procent Amerykanów bierze do ręki jeden tytuł rocznie – mówili. Apple zmienił jednak zdanie i wiosną wprowadził na rynek iPady – niewielkie komputery w formie ekranu dotykowego, które nie tylko umożliwiają, ale rewolucjonizują czytanie. Cieszą się rekordową popularnością, w ciągu niespełna dwóch miesięcy sprzedano 2 miliony sztuk. Teraz prognozy mówią, że w ciągu roku rozejdzie się nawet 7 mln urządzeń (trzy razy więcej, niż planowano).
W porównaniu z Kindle'em iPad katapultuje książki w nowy wymiar. Kindle po prostu wyświetla czarnobiały tekst, pozwala zaznaczać fragmenty, wyszukiwać hasła. Natomiast iPad daje znacznie więcej: łączenie z Internetem, korzystanie z gier komputerowych, oglądanie filmów i zdjęć, słuchanie muzyki. Wreszcie czytanie, ale interaktywne, dynamiczne. W iPadzie książki są wzbogacone o komentarze wideo i krótkie filmy, bogato ilustrowane, a więc ich definicja się poszerza – literatura to już nie tylko sam tekst.
Produkt Apple'a przynosi estetyczne doznania i umożliwia aktywne uczestnictwo – wirtualne strony (dostępne w kolorze) czytelnik przewraca palcem, może też ingerować w treść. Specjalnie ilustrowane elektroniczne wydanie "Alicji w krainie czarów" pozwala własnoręcznie zmniejszać i powiększać Alicję. Przekręcanie tabletu lub potrząsanie nim tworzy fabułę – np. w bajkach dla dzieci ze stołu spadają talerze, w pokoju robi się bałagan. Dwa tygodnie po premierze iPada w USA Apple zanotował sprzedaż 600 tys. eksiążek, a od kilku dni urządzenie sprzedawane jest w wielu krajach, m.in. Australii, Wielkiej Brytanii i Japonii.
[srodtytul]Czytanie palcem [/srodtytul]
iPad może szybko pokonać Kindle'a, bo włącza literaturę w świat rozrywki, zwiększa jej atrakcyjność, także dla tych, którzy czytają rzadko. W porównaniu z nim Kindle już wydaje się staromodnym gadżetem dla moli książkowych, a nie gorącym, pożądanym gadżetem. Mimo to Amazon zachowuje przewagę, bo ma ogromny katalog książek, a Apple i jego elektroniczna księgarnia iBook Store oferuje tylko kilkadziesiąt tysięcy tytułów. Ale ta różnica stopnieje, bo wydawcy książek dostrzegli w iPadzie swego zbawcę. Po miesiącach kryzysu i latach spadającego czytelnictwa uwierzyli, że właśnie to urządzenie uratuje ich kulejące budżety, zapewni zyski na przyszłość. Dotąd Amazon był de facto monopolistą i dyktował warunki – eksiążki sprzedawał za 9,99 dolara. Apple zapowiada wyższe ceny, dlatego pięć z sześciu największych wydawnictw w USA od razu przyjęło jego ofertę. By nie stracić ich katalogów, Amazon musiał ustąpić i także podnieść ceny książek.
Dwie porażki Amazonu wyglądały jak zapowiedź nieuchronnego sukcesu Apple'a. Ale do wyścigu właśnie dołącza Google. Trzeci amerykański gigant próbował zdominować światowy rynek eksiążek poprzez kontrowersyjny projekt Google Books – globalną czytelnię połączoną z księgarnią. Plany i metody działań Google'a (firma bez pozwolenia skanowała książki) budzą protesty. O losie Google Books zdecyduje sąd, ale bez względu na wyrok firma chce w lipcu uruchomić serwis Google Editions, w którym sprzedawać będzie zeskanowane książki (mowa o 12 milionach tytułów; są wśród nich nowości, klasyka i stare dzieła już niechronione prawem autorskim). Google nie stworzy własnego czytnika. Umożliwi ściąganie eksiążek na różne urządzenia: iPady, Kindle, laptopy, telefony i in. Firma zamierza sprzedawać swój potężny księgozbiór wszędzie, gdzie się da.
Bogactwo możliwości, przed którymi właśnie stają czytelnicy, wzmocni zainteresowanie eksiążkami. Dziś stanowią one 5 procent literackich zakupów, za rok sięgną 10 procent. Teoretyczne rozważania o przyszłości czytania przeniosły się w sferę praktyki. Będziemy kupować książki w nowy sposób, inaczej je czytać, a co za tym idzie – inaczej przeżywać i tworzyć. Przepowiednie z powieści science fiction właśnie znalazły się w pliku z literaturą faktu.
[ramka] Coraz bardziej popularne stają się również audiobooki, zapraszamy do naszej wirtualnej księgarni - [link=http://audioteka.rp.pl/]audioteka.rp.pl[/link] [/ramka]
Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita OnLine

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE