Surowce
Gaz z Kataru zmorą Gazpromu
- Dzięki kontraktowi z Katarem Gazprom zyskał potężnego konkurenta, do którego będzie porównywany. I już tylko to czyni opłacalną inwestycję w terminal LNG w Polsce - pisze Greg Pytel
Od czasu podpisania ponad miesiąc temu kontraktu na dostawy skroplonego gazu ziemnego (LNG) z Kataru do Polski nie ustają krytyczne komentarze, które mogą prowadzić do zdyskredytowania tego kontraktu. Nie służy to budowaniu kontaktów handlowych z Katarem oraz w ogóle z krajami Zatoki Perskiej. Nie jest to sprawa błaha: państwa te są bardzo istotnymi potencjalnymi inwestorami, nie wspominając o ich olbrzymim dostępie do źródeł energetycznych niezależnych od naszego największego sąsiada.
Ciszej nad stoczniami
W tym kontekście warto zaznaczyć, że nie wygląda na to, by prywatyzacja stoczni w Gdyni i Szczecinie miała cokolwiek wspólnego z kapitałem z Zatoki Perskiej. Przetarg wygrała firma z Antyli Holenderskich i byłoby absolutnie zaskakujące i absurdalne, gdyby inwestorzy z Zatoki Perskiej, która sama w sobie – i dla siebie – ma charakter raju podatkowego, posługiwali się strukturami raju. Przebieg transakcji wskazuje, że inwestor, który z niewyjaśnionych powodów ukrywa swoją tożsamość za spółką z Antyli, korzysta z usług firm z Kataru, takich jak pełniący funkcję doradczą bank inwestycyjny Qinvest, aby stworzyć wrażenie, że sam jest także z Kataru.
Wiązanie sprawy prywatyzacji stoczni z kontraktem na dostawy gazu LNG służy tylko umacnianiu takiego wrażenia. W przypadku jakiegokolwiek niefortunnego końca tej prywatyzacji może paść cień, zupełnie niesłusznie, na naszych obecnych partnerów i potencjalnych inwestorów z Zatoki Perskiej.
Start dywersyfikacji
Analizując kontrakt na dostawy gazu LNG z Kataru do Polski, które według informacji przekazanej przez rząd mają się rozpocząć w 2014 roku, w ilości 1,38 miliarda metrów sześciennych rocznie, wiadomo, że strona polska będzie płacić niecałe 400 dolarów za 1000 metrów sześciennych gazu (550 dolarów za 1 tonę w postaci skroplonej). Czyli tyle samo, ile przy obecnej formule cenowej płaci Rosji, przy aktualnej cenie ropy 65 dolarów za baryłkę. Formuła cenowa w kontrakcie z Rosją przewiduje, że wraz ze wzrostem ceny ropy naftowej wzrasta także cena gazu ziemnego. Np. przy cenie 70 dolarów za baryłkę wynosi 420 dol. za 1000 m sześc.
Ponadto rząd zagwarantował sobie dostawy dodatkowego 1 mld metrów sześciennych gazu LNG z Kataru na zasadzie krótkoterminowych kontraktów według formuły „spot”. Biorąc pod uwagę, że produkcja LNG stale wzrasta, wiele inwestycji kapitałowych w jego produkcję zostało już zamortyzowanych, a znaczna część dostaw ma trafiać na zliberalizowany rynek Stanów Zjednoczonych, rynek dostaw gazu LNG podlega stopniowemu procesowi handlowego upłynniania (czyli staje się podobny do rynku dostaw ropy naftowej). To, poprzez konkurencyjność, sprzyja spadkowi cen. Zatem słuszne było niewiązanie całości przewidywanych dostaw gazu LNG w ramy kontraktu długoterminowego, ale rozpoczęcie gry rynkowej. Takie podejście jest świadectwem pozytywnej zmiany myślenia: od długoterminowych kontaktów (jako żywo przypominających nakazowo-rozdzielczy model gospodarczy słusznie już minionego okresu) do kontraktów spotowych charakteryzujących najbardziej rozwinięte rynki ekonomiczne.
Można więc mówić o realnym sukcesie dywersyfikacyjnym. Prawie 2,4 miliarda metrów sześciennych dostaw gazu rocznie jest istotną częścią polskiego bilansu zapotrzebowania na gaz. Co więcej, chociaż może to zabrzmieć w warunkach obecnego politycznego sporu absurdalnie, jest to wspólnym sukcesem PiS i PO. Inicjatywę rozpoczął rząd PiS. Rząd PO (z PSL), nie bez zakrętów, dobiegł do mety.
Komu to przeszkadza
Niemniej jednak nie ustają słowa krytyki wobec ceny, jaką Polska będzie musiała płacić Katarowi za gaz. I te słowa dominują: od krytyki samego kontraktu jako takiego po jego pochwałę, ale z zastrzeżeniem, że dywersyfikacja musi kosztować. Tymczasem kontrakt z Katarem pokazuje, że dywersyfikacja nie musi wcale kosztować. Co więcej: można na niej zarobić.
Chociaż w warunkach obecnych politycznych sporów brzmi to absurdalnie, gazowy kontrakt z Katarem to wspólny sukces PO i PiS















