Obcy w swoim państwie

aktualizacja: 23.06.2010, 00:54
Foto: Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek

Podczas exposé premiera Donalda Tuska trzy lata temu kluczowym hasłem było odbudowanie zaufania. Niestety do dziś się to nie powiodło.
Kryzys wiary obywateli w państwo narasta – pisze publicysta „Rzeczpospolitej”

[wyimek][b][link=http://blog.rp.pl/janke/2010/06/23/obcy-w-swoim-panstwie/]Skomentuj na blogu [/link][/b] [/wyimek]
Dlaczego firmy badawcze popełniły tak duże błędy w prognozowaniu wyniku wyborów prezydenckich? Czy to problem socjologów, czy może objawy jakiejś społecznej choroby? Z jednej strony oczywiście mieliśmy do czynienia z błędami metodologicznymi i niewątpliwie firmy przygotowujące sondaże muszą mocno zweryfikować swój sposób pracy. Jednak problem jest poważniejszy.
[srodtytul]Słuchawką o widełki[/srodtytul]
Gdy pisałem ten tekst, pracę przerwał mi telefon. „Moje nazwisko Antkowiak, prowadzę ogólnopolską akcję…”. Nie usłyszałem jaką, bo wściekły trzasnąłem słuchawką o widełki. Polacy mają coraz mniej czasu, dostają coraz więcej telefonów z rozmaitymi propozycjami, czy to od sprzedawców koców, garnków, czy wycieczek do Lichenia. Kiedy dzwonią ankieterzy z PBS, CBOS czy SMG, część ludzi zapewne reaguje podobnie. Wszystko jedno, czy pytają ich o garnki, czy o partie polityczne. Zawracają znowu głowę, a mamy coraz mniej czasu, bo dwie prace, film, komputer, zakupy...
To normalne zjawisko. I w dodatku powszechne na całym świecie. Wszędzie są grupy pytanych, którzy nie chcą rozmawiać z ankieterami. – Stopień realizacji badań jest u nas i tak ciągle wyższy niż w krajach Europy Zachodniej, jak np. w Niemczech. To jest ogólnoświatowy trend – przekonuje socjolog profesor Henryk Domański. A jednak tak duża rozbieżność między sondażami a wynikami wyborów przydarzyła się właśnie Polsce.
[srodtytul]Świat oficjalny[/srodtytul]
Podczas exposé premiera Donalda Tuska trzy lata temu kluczowym słowem było „zaufanie”. Szef rządu powtarzał je wtedy kilkadziesiąt razy i potem wracał na wiele sposobów. Zaufanie miało się stać „fundamentem wielkiej nowej umowy politycznej Polaków” i mottem jego rządu. Ta obietnica mogła budzić nadzieje. Ale czy tę wiarę obywateli w państwo udało się odbudować?
Polakom coraz częściej brakuje zaufania do instytucji życia publicznego, do państwa. Do tego wszystkiego, co można nazwać światem oficjalnym: polityków, rządu, parlamentu, do operatorów telefonicznych, poczty, urzędów.
– To jest problem zaufania części obywateli do III Rzeczypospolitej, w której nie udało się zbudować szacunku dla państwa – uważa socjolog Tomasz Żukowski. A częścią tego „świata oficjalnego” dla wielu ludzi są także ankieterzy biur badania opinii publicznej. – Ludzie nie odpowiadali na pytania ankieterów, bo nie byli pewni, czy mogą pozwolić sobie na szczerość wobec instytucji życia publicznego – dodaje Żukowski. I uzupełnia katalog instytucji, których Polacy nie darzą zaufaniem, o media.
Tę sytuację zarejestrowali twórcy głośnego filmu dokumentalnego „Solidarni 2010”. Padające w dniach żałoby przed Pałacem Prezydenckim wypowiedzi, mniej i bardziej sensowne, były przejawem tej frustracji i braku wiary w państwo. – Widać było brak zaufania do władzy – potwierdza prof. Henryk Domański. Ale jednocześnie dodaje, że obecność tłumów na warszawskim Krakowskim Przedmieściu była też przejawem tęsknoty za zaufaniem do instytucji prezydenta. – Zobaczyliśmy, że istnieje potencjał zaufania do władzy – mówi.
[srodtytul]Atrakcyjny towar[/srodtytul]
Problem z zaufaniem do instytucji publicznych, tak silnie odzwierciedlony w wynikach przedwyborczych sondaży, istnieje już od wielu lat. Bez wątpienia rację ma Tomasz Żukowski, kiedy mówi, że w ciągu ostatnich 20 lat nie udało się wykształcić zaufania i szacunku do państwa. Po roku 2000 było to widać w badaniach socjologicznych bardzo wyraźnie. W tym czasie poziom zaufania do Andrzeja Leppera wahał się od 30 do 50 proc. Nieprzypadkowo. Uczestniczyłem wówczas w badaniach, które prowadziły „Rzeczpospolita” oraz SMG/KRC w kilkunastu miejscach w Polsce. Pokazały one, że nieufność, a wręcz wrogość, obywateli do wszystkiego, co kojarzy się z oficjalnymi strukturami, jest ogromna. Popularność lidera Samoobrony była wyrazem buntu i frustracji wobec struktur państwa, które wyłącznie żeruje na obywatelach i czyha cały czas na jego potknięcie.
Od tego czasu – jak twierdzi prof. Henryk Domański – sytuacja znacząco się nie poprawiła. A w dodatku doszedł jeszcze kryzys zaufania do „świata mediów i sondaży”. Spowodowany poniekąd przez same media. Gazety i telewizje zamawiają wszak badania na potęgę, przy każdej okazji i na każdy temat. To atrakcyjny towar. Wynikami wszyscy się ekscytują, jest co komentować, rośnie cytowalność. Trzeba tylko wykonać je jak najtaniej...
I w końcu ten wózek, który wszyscy razem ciągnęliśmy, musiał się wywrócić.
[srodtytul]Byliśmy okłamywani[/srodtytul]
Inny socjolog, proszący o zachowanie anonimowości, na podstawie prowadzonych przez siebie pogłębionych badań jakościowych wyborców, twierdzi, że część ludzi nie rozmawiała z ankieterami, bo nie wiedziała, jak im odpowiadać. Po 10 kwietnia mówili: „byliśmy okłamywani na temat tego, jaki jest Lech Kaczyński”. Podczas badań fokusowych powtarzają: „czujemy, że nami manipulowano”. Zdali sobie sprawę, że rzeczywistość jest bardziej skomplikowana, niż sobie wyobrażali. Ale to nie znaczy, że wszystko zrozumieli i mieli jasność. Oni sami sobie nie umieli powiedzieć, co się zdarzyło.
Część z nich zdecydowała się oddać głos na Jarosława Kaczyńskiego, ale nie do końca rozumiała dlaczego. Oni nie umieją jeszcze o tym opowiedzieć.
A Kaczyński im do tej pory w tym nie pomógł. Dlatego, gdy dzwonił ankieter, bali się powiedzieć: „chcę głosować na Kaczyńskiego”, bo obawiali się, że zaraz padnie pytanie „a dlaczego?”, na które już odpowiedzieć nie będą umieli. Woleli więc nie odpowiadać wcale albo mówić, że wybierają Komorowskiego – bo takiej odpowiedzi uzasadniać nie trzeba.
To spostrzeżenie socjologa to kamyczek wrzucony do ogródka sztabu Jarosława Kaczyńskiego, który nie potrafił swoim wyborcom przekazać jasnego uzasadnienia, dlaczego mają na niego głosować.
[srodtytul]Żal i nadzieja[/srodtytul]
Czy kryzys zaufania do instytucji publicznych to zjawisko trwałe? Czy będzie już tylko coraz gorzej, wyniki sondaży będą mniej dokładne, a Polacy coraz bardziej zamknięci w sobie?
Socjologowie uważają, że po 10 kwietnia coś się jednak zmieniło. Przed Pałacem Prezydenckim ludzie wyrzucali z siebie swoje żale, ale też przyszli z nadzieją. Są dziś bardzo zagubieni, ale coraz bardziej zdają sobie sprawę, że nie można pozostawić wszystkiego tak, jak jest. Czują, że państwo wymaga naprawy i wzmocnienia. Akurat pod tym względem nastroje społeczne zmieniły się dość mocno. Zrozumiały to sztaby kandydatów do urzędu prezydenckiego – nieprzypadkowo mówili oni w tej bardzo krótkiej kampanii przed pierwszą turą innym językiem niż przed poprzednimi wyborami. I, jak widać po nie najgorszej frekwencji, taki sposób prowadzenia kampanii nie został odrzucony.
A wręcz przeciwnie.
[srodtytul]Trochę przerysowany[/srodtytul]
Jeśli Polacy zauważą, że jakość życia politycznego się poprawia, to pojawi się też szansa na podniesienie poziomu zaufania do państwa i jego instytucji. Oczywiście taka zamiana musi być głęboka i długotrwała. Polityka musi być porządna i solidna. Media muszą być bardziej odpowiedzialne. Podobnie jak biura zajmujące się prowadzeniem badań społecznych.
Wtedy będzie szansa na budowę prawdziwego państwa obywatelskiego, w którym każdy czuje się odpowiedzialny i za swoje życie, i za sferę publiczną. Bo dziś trudno namówić do aktywności (a nawet do krótkiej rozmowy z ankieterami) ludzi, którzy czują się obco w swoim państwie, którzy mają poczucie, że to państwo jest czymś wrogim, że media wciskają im ciemnotę, a sondaże ich okłamują.
Ten obraz pewnie jest trochę przerysowany. Ale tylko trochę.

POLECAMY

KOMENTARZE