Publicystyka

Obcy w swoim państwie

Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Podczas exposé premiera Donalda Tuska trzy lata temu kluczowym hasłem było odbudowanie zaufania. Niestety do dziś się to nie powiodło. Kryzys wiary obywateli w państwo narasta – pisze publicysta „Rzeczpospolitej”
[wyimek][b][link=http://blog.rp.pl/janke/2010/06/23/obcy-w-swoim-panstwie/]Skomentuj na blogu [/link][/b] [/wyimek] Dlaczego firmy badawcze popełniły tak duże błędy w prognozowaniu wyniku wyborów prezydenckich? Czy to problem socjologów, czy może objawy jakiejś społecznej choroby? Z jednej strony oczywiście mieliśmy do czynienia z błędami metodologicznymi i niewątpliwie firmy przygotowujące sondaże muszą mocno zweryfikować swój sposób pracy. Jednak problem jest poważniejszy. [srodtytul]Słuchawką o widełki[/srodtytul]
Gdy pisałem ten tekst, pracę przerwał mi telefon. „Moje nazwisko Antkowiak, prowadzę ogólnopolską akcję…”. Nie usłyszałem jaką, bo wściekły trzasnąłem słuchawką o widełki. Polacy mają coraz mniej czasu, dostają coraz więcej telefonów z rozmaitymi propozycjami, czy to od sprzedawców koców, garnków, czy wycieczek do Lichenia. Kiedy dzwonią ankieterzy z PBS, CBOS czy SMG, część ludzi zapewne reaguje podobnie. Wszystko jedno, czy pytają ich o garnki, czy o partie polityczne. Zawracają znowu głowę, a mamy coraz mniej czasu, bo dwie prace, film, komputer, zakupy... To normalne zjawisko. I w dodatku powszechne na całym świecie. Wszędzie są grupy pytanych, którzy nie chcą rozmawiać z ankieterami. – Stopień realizacji badań jest u nas i tak ciągle wyższy niż w krajach Europy Zachodniej, jak np. w Niemczech. To jest ogólnoświatowy trend – przekonuje socjolog profesor Henryk Domański. A jednak tak duża rozbieżność między sondażami a wynikami wyborów przydarzyła się właśnie Polsce. [srodtytul]Świat oficjalny[/srodtytul] Podczas exposé premiera Donalda Tuska trzy lata temu kluczowym słowem było „zaufanie”. Szef rządu powtarzał je wtedy kilkadziesiąt razy i potem wracał na wiele sposobów. Zaufanie miało się stać „fundamentem wielkiej nowej umowy politycznej Polaków” i mottem jego rządu. Ta obietnica mogła budzić nadzieje. Ale czy tę wiarę obywateli w państwo udało się odbudować? Polakom coraz częściej brakuje zaufania do instytucji życia publicznego, do państwa. Do tego wszystkiego, co można nazwać światem oficjalnym: polityków, rządu, parlamentu, do operatorów telefonicznych, poczty, urzędów. – To jest problem zaufania części obywateli do III Rzeczypospolitej, w której nie udało się zbudować szacunku dla państwa – uważa socjolog Tomasz Żukowski. A częścią tego „świata oficjalnego” dla wielu ludzi są także ankieterzy biur badania opinii publicznej. – Ludzie nie odpowiadali na pytania ankieterów, bo nie byli pewni, czy mogą pozwolić sobie na szczerość wobec instytucji życia publicznego – dodaje Żukowski. I uzupełnia katalog instytucji, których Polacy nie darzą zaufaniem, o media. Tę sytuację zarejestrowali twórcy głośnego filmu dokumentalnego „Solidarni 2010”. Padające w dniach żałoby przed Pałacem Prezydenckim wypowiedzi, mniej i bardziej sensowne, były przejawem tej frustracji i braku wiary w państwo. – Widać było brak zaufania do władzy – potwierdza prof. Henryk Domański. Ale jednocześnie dodaje, że obecność tłumów na warszawskim Krakowskim Przedmieściu była też przejawem tęsknoty za zaufaniem do instytucji prezydenta. – Zobaczyliśmy, że istnieje potencjał zaufania do władzy – mówi. [srodtytul]Atrakcyjny towar[/srodtytul] Problem z zaufaniem do instytucji publicznych, tak silnie odzwierciedlony w wynikach przedwyborczych sondaży, istnieje już od wielu lat. Bez wątpienia rację ma Tomasz Żukowski, kiedy mówi, że w ciągu ostatnich 20 lat nie udało się wykształcić zaufania i szacunku do państwa. Po roku 2000 było to widać w badaniach socjologicznych bardzo wyraźnie. W tym czasie poziom zaufania do Andrzeja Leppera wahał się od 30 do 50 proc. Nieprzypadkowo. Uczestniczyłem wówczas w badaniach, które prowadziły „Rzeczpospolita” oraz SMG/KRC w kilkunastu miejscach w Polsce. Pokazały one, że nieufność, a wręcz wrogość, obywateli do wszystkiego, co kojarzy się z oficjalnymi strukturami, jest ogromna. Popularność lidera Samoobrony była wyrazem buntu i frustracji wobec struktur państwa, które wyłącznie żeruje na obywatelach i czyha cały czas na jego potknięcie. Od tego czasu – jak twierdzi prof. Henryk Domański – sytuacja znacząco się nie poprawiła. A w dodatku doszedł jeszcze kryzys zaufania do „świata mediów i sondaży”. Spowodowany poniekąd przez same media. Gazety i telewizje zamawiają wszak badania na potęgę, przy każdej okazji i na każdy temat. To atrakcyjny towar. Wynikami wszyscy się ekscytują, jest co komentować, rośnie cytowalność. Trzeba tylko wykonać je jak najtaniej... I w końcu ten wózek, który wszyscy razem ciągnęliśmy, musiał się wywrócić. [srodtytul]Byliśmy okłamywani[/srodtytul] Inny socjolog, proszący o zachowanie anonimowości, na podstawie prowadzonych przez siebie pogłębionych badań jakościowych wyborców, twierdzi, że część ludzi nie rozmawiała z ankieterami, bo nie wiedziała, jak im odpowiadać. Po 10 kwietnia mówili: „byliśmy okłamywani na temat tego, jaki jest Lech Kaczyński”. Podczas badań fokusowych powtarzają: „czujemy, że nami manipulowano”. Zdali sobie sprawę, że rzeczywistość jest bardziej skomplikowana, niż sobie wyobrażali. Ale to nie znaczy, że wszystko zrozumieli i mieli jasność. Oni sami sobie nie umieli powiedzieć, co się zdarzyło. Część z nich zdecydowała się oddać głos na Jarosława Kaczyńskiego, ale nie do końca rozumiała dlaczego. Oni nie umieją jeszcze o tym opowiedzieć. A Kaczyński im do tej pory w tym nie pomógł. Dlatego, gdy dzwonił ankieter, bali się powiedzieć: „chcę głosować na Kaczyńskiego”, bo obawiali się, że zaraz padnie pytanie „a dlaczego?”, na które już odpowiedzieć nie będą umieli. Woleli więc nie odpowiadać wcale albo mówić, że wybierają Komorowskiego – bo takiej odpowiedzi uzasadniać nie trzeba. To spostrzeżenie socjologa to kamyczek wrzucony do ogródka sztabu Jarosława Kaczyńskiego, który nie potrafił swoim wyborcom przekazać jasnego uzasadnienia, dlaczego mają na niego głosować. [srodtytul]Żal i nadzieja[/srodtytul] Czy kryzys zaufania do instytucji publicznych to zjawisko trwałe? Czy będzie już tylko coraz gorzej, wyniki sondaży będą mniej dokładne, a Polacy coraz bardziej zamknięci w sobie? Socjologowie uważają, że po 10 kwietnia coś się jednak zmieniło. Przed Pałacem Prezydenckim ludzie wyrzucali z siebie swoje żale, ale też przyszli z nadzieją. Są dziś bardzo zagubieni, ale coraz bardziej zdają sobie sprawę, że nie można pozostawić wszystkiego tak, jak jest. Czują, że państwo wymaga naprawy i wzmocnienia. Akurat pod tym względem nastroje społeczne zmieniły się dość mocno. Zrozumiały to sztaby kandydatów do urzędu prezydenckiego – nieprzypadkowo mówili oni w tej bardzo krótkiej kampanii przed pierwszą turą innym językiem niż przed poprzednimi wyborami. I, jak widać po nie najgorszej frekwencji, taki sposób prowadzenia kampanii nie został odrzucony. A wręcz przeciwnie. [srodtytul]Trochę przerysowany[/srodtytul] Jeśli Polacy zauważą, że jakość życia politycznego się poprawia, to pojawi się też szansa na podniesienie poziomu zaufania do państwa i jego instytucji. Oczywiście taka zamiana musi być głęboka i długotrwała. Polityka musi być porządna i solidna. Media muszą być bardziej odpowiedzialne. Podobnie jak biura zajmujące się prowadzeniem badań społecznych. Wtedy będzie szansa na budowę prawdziwego państwa obywatelskiego, w którym każdy czuje się odpowiedzialny i za swoje życie, i za sferę publiczną. Bo dziś trudno namówić do aktywności (a nawet do krótkiej rozmowy z ankieterami) ludzi, którzy czują się obco w swoim państwie, którzy mają poczucie, że to państwo jest czymś wrogim, że media wciskają im ciemnotę, a sondaże ich okłamują. Ten obraz pewnie jest trochę przerysowany. Ale tylko trochę.
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL