Błogosławiony ksiądz Jerzy Popiełuszko
Czuję się szczęśliwa
Marianna Popiełuszko, matka ks. Jerzego
Cieszy się pani, że doczekała beatyfikacji syna?
Marianna Popiełuszko: Byłam we łzach po śmierci syna, teraz jestem w radości. Cieszę się, że Pan Bóg pozwolił doczekać tej chwili.
Co oznacza być matką błogosławionego?
Czuję się szczęśliwa.
Modli się pani do Boga za wstawiennictwem ks. Jerzego?
Nie tylko ja, ale ludzie się modlą. I uświadamiają mi, że otrzymali dużo łask.
A pani?
Nie przeszkadzam Bogu. Bóg wie, co komu potrzeba. Ludzie listy przysyłają i proszą o modlitwę.
I modli się pani?
O, tu jest różaniec. Odmawiam za wszystkich, którzy proszą o modlitwę w różnych intencjach. W ubiegłym roku była tu duża grupa, stu osób motorami. To był międzynarodowy rajd motocyklowy do Katynia. Potem list przysłali, że mieli dobrą drogę, bez wypadku.
W pani domu modlitwa zawsze była ważna.
W maju odmawiamy nabożeństwo do Matki Bożej, w czerwcu do Serca Pana Jezusa, w lipcu do Krwi Jezusa, w październiku – różaniec. Dzieci o tym wiedziały i teraz wnuki uczą się tego. Bez bożej pomocy nic nie będzie. Jak Bóg będzie na pierwszym miejscu, to wszystko będzie na miejscu.
W państwa rodzinie Bóg był zawsze na pierwszym miejscu.
Był, jest i będzie.
To Bóg dał siłę?
Bez Boga nie ma nic. Co Pan Bóg czyni, to ludzka zazdrość nie ukradnie. A jeżeli nie, to i z ręki wypadnie.
Pani już dawno przebaczyła mordercom syna.
Bóg nie chce śmierci grzesznika. Chce, żeby żył i żeby się nawrócił.
Czuje pani opiekę syna?
W każdej chwili.
—rozmawiała Ewa K. Czaczkowska















