REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Kultura » Muzyka

Muzyka

Diabeł w palcach, blues w duszy

Jacek Cieślak 28-05-2010, ostatnia aktualizacja 28-05-2010 01:20
Angus Young w duecie z Brianem Johnsonem pokazali, że niezmiennie płynie przez nich prąd. Podziwiało to 70 tys. fanów
autor: Rafał Guz
źródło: Fotorzepa
Angus Young w duecie z Brianem Johnsonem pokazali, że niezmiennie płynie przez nich prąd. Podziwiało to 70 tys. fanów
Redakcja poleca:

Angus Young potwierdził, że jest królem gitary i nie zamierza abdykować

Ze sceny nakrytej dwoma gigantycznymi czapkami a la Angus – wyposażonymi w nieodzowne rogi – prysnęły iskry. Zazgrzytało, zahuczało i wtoczył się „Rock N’Roll Train”.

Bohater bezprecedensowego tournée złożonego ze 150 koncertów, rozpoczętego jesienią 2008 roku.

Na telebimach widzieliśmy, że lider AC/DC przeprowadził pociąg nie do końca legalnie. Porwał bowiem stojącą na bocznicy lokomotywę i łamał ograniczenia szybkości. Zabawiał się z seksownymi panienkami, ale nie zaniedbał o dorzucanie węgla do paleniska, by być u nas punktualnie o dziewiątej wieczorem.

Tym, którzy oczekiwali, że Angus wyjdzie z lokomotywy – gitarzysta zrobił psikusa. Wyskoczył niczym diabeł z pudełka, na początku wysuniętego między widownię wybiegu.

Bądźmy szczerzy – gimnazjalny garniturek muzyka z nieodłącznymi krótkimi spodenkami i czapka skrywająca coraz większe zakola nas nie zmylą. Kilkudziesięciometrowy podest jest pamiątką po nieprawdopodobnym szaleństwie młodości i wieku średniego, gdy Young potrafił w ciągu dwugodzinnego show przebiec z gitarą kilka kilometrów.

Trzeba jednak docenić niemalejącą ambicję gitarzysty. Nie chciał zamknąć się w pudełku sceny i utracić bliski kontakt z fanami. Dlatego z wybiegu nie zrezygnował. Zmienił tylko dynamikę ruchu. Rozpędzony Angus, machając głową nad gitarą, przeistoczył się w dystyngowanego króla estrady. Unosił kolana w słynnym kroku Chucka Berry’ego wolniej, ale wyżej i majestatyczniej. Wypinał dumnie pierś do przodu, powyżej gryfu, i jakby walcząc z oporem powietrza, sunął po scenie z kocią zwinnością.

Przerwy między utworami były dłuższe niż przed laty. Już dawniej liderowi AC/DC podawano maskę z tlenem. Kto wie, co działo się w kulisach. Może i odbywała się tam reanimacja. Może i niejedna! Nieważne! Bo po chwili niezniszczalny muzyk ruszał do walki, by po raz kolejny udowodnić, że jest mistrzem.

Gdy po starszych przebojach „Hell Ain’t a Bad Place To Be” i „Back in Black” publiczność chłodniej przyjęła nowszy „Big Jack”, grupa użyła swoich muzycznych asów. Posypały się jak z rękawa „Dirty Deeds Done Dirt Cheap”, „Shot Down in Flames” i zaintonowany dłuższym niż zwykle vibrattem „Thunderstruck”.

Koncerty AC/DC są rytuałem, dlatego nie mogło zabraknąć „Hells Bells”. Utwór rozpoczął wokalista Brian Johnson – bujał się rozkosznie na linie uruchamiającej gigantyczny dzwon. Wystrzały z armat zapowiedziały „For Those About to Rock”.

A kiedy Johnson powiedział, że zagra dla nas gitarzysta mający diabła w palcach i bluesa w duszy, usłyszeliśmy „The Jack”. Angus cudownie przeciągał dźwięki gitary, żebyśmy mogli smakować ich niepowtarzalną soczystość. Nie zabrakło uświęconego blisko czterdziestoletnią już tradycją striptizu.

Na Bemowie nie było gorąco, a mimo to Young zdjął marynarkę i koszulę. Kiedy pozostał tylko w spodenkach, przyszedł czas na bokserki. Tym razem gitarzysta ich nie zdjął. Miał mocne alibi – na bieliźnie czerwieniła się nazwa najlepszego rockandrollowego zespołu na świecie: AC/DC. Lepszego nie słyszałem.

Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Po pięciu latach McCartney nagrał rewelacyjną płytę

Na nowym albumie sir Paul śpiewa amerykańskie standardy i utrzymane w ich klimacie dwa własne utwory - pisze Jacek Cieślak >>