Muzyka

Na taką artystkę jak Edita Gruberova warto było czekać długie lata

Edita Gruberova z dyrygentem Andrijem Jurkiewiczem
Fotorzepa, Danuta Matloch Danuta Matloch
Na prestiżowej scenie Staats-oper w Wiedniu Edita Gruberova zadebiutowała cztery dekady temu, światową karierę rozpoczęła sześć lat później
W tym czasie rozbłysnęła i zgasła niejedna operowa gwiazda. A ona wciąż elektryzuje publiczność, bo też wie, na czym polega prawdziwe belcanto. Podczas pierwszego występu w Polsce całkowicie podbiła publiczność.
Jej sopran nie brzmi tak jak dawniej, wysokie dźwięki mają ostre, szkliste brzmienie, co zresztą zawsze było jej znakiem charakterystycznym. Ale olśniewająca technika pozwala ukazać wszystkie inne walory głosu: delikatne koloratury, piękne piana. A pozornie katarynkowym melodiom oper belcanta jej interpretacje dodają tysiące emocjonalnych odcieni. Na piątkowym koncercie w Operze Narodowej Edita Gruberova była więc obłąkaną Łucją z Lammermooru czy groźną Lukrecją Borgią z oper Doni-zettiego. Dwie jednak kreacje szczególnie pozostaną w pamięci: dramatyczna Verdiowska Traviata oraz królowa Elżbieta I w finale opery „Roberto Devereux” Donizettiego, gdy dowiaduje się, iż wykonano egzekucję na jej ukochanym.
A kiedy publiczność całkowicie oszalała z zachwytu, Edita Gruberova pokazała na bis zupełnie inne, komediowe oblicze. Przemieniła się w pokojówkę Adelę z „Zemsty nietoperza”, marzącą o aktorskiej karierze. Wysoki poziom koncertu zapewnił też bardzo muzykalny dyrygent ukraiński Andrij Jurkiewicz, prowadzący orkiestrę Opery Narodowej. Edicie Gruberovej partnerowali zaś polscy śpiewacy: Anna Lubańska, Rafał Bartmiński, Wojciech Gierlach i Adam Kruszewski.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL