Zła jakość nagrań opóźnia śledztwo

aktualizacja: 08.05.2010, 02:21

Oryginały zapisów z czarnych skrzynek mogą trafić
do Polski dopiero za kilka
miesięcy

Do dziś nie wiadomo, o której dokładnie godzinie prezydencki Tu-154 runął na ziemię. Godziny katastrofy nie zna również strona rosyjska. – Polska prokuratura dotąd jej nie podaje, ponieważ nie dysponuje tak kategorycznym dowodem, który pozwalałby ustalić tę godzinę ponad wszelką wątpliwość – zaznaczył prokurator generalny Andrzej Seremet.
Inną opinię przedstawił dziennikarzom Edmund Klich, akredytowany przy rosyjskiej komisji badającej okoliczności tragedii. Twierdzi, że do katastrofy doszło sześć sekund po godz. 8.41.
Seremet, który spotkał się w Moskwie z rosyjskimi prokuratorami, nie wykluczył, że oryginały czarnych skrzynek i stenogramy z ich zapisu do Polski trafią dopiero za kilka miesięcy.
– Materiał na nich zebrany jest tak złej jakości, że trzeba przedłużyć badania – tłumaczył i zapewniał, że zależy mu na upublicznieniu treści rozmów załogi z ostatnich 30 minut lotu.
Prokurator generalny mówił, że załoga Tu-154 nie zgłaszała technicznych problemów. – Żadne z urządzeń samolotu nie wykazywało usterek do chwili zderzenia samolotu z ziemią – powiedział.
Podobnie twierdzi Edmund Klich. – Na tym etapie można wykluczyć usterkę techniczną jako przyczynę katastrofy – stwierdził. Według niego przyczyniły się do niej błędy w systemie szkolenia pilotów.
Seremet nie chciał potwierdzić ani zaprzeczyć doniesieniom o tym, że piąty głos nagrany w kokpicie należy do dyrektora protokołu dyplomatycznego Mariusza Kazany.
Szef MSWiA Jerzy Miller powiedział, że w sobotę do Moskwy udaje się osoba, która ma rozpoznać ten głos. – To będzie osoba, która na tyle znała autora zarejestrowanej wypowiedzi, że potrafi, słuchając nagrania, stwierdzić, kto to powiedział – dodał.
Radio RMF podało, że do Moskwy zidentyfikować głos poleci pracownik MSZ.
Świadek katastrofy samolotu potwierdza, że w kabinie pilotów przed lądowaniem mogła przebywać dodatkowa osoba.
Nikołaj Łosiew, emerytowany pilot wojskowy, właściciel pobliskiej działki, był na miejscu 20 minut po tragedii. Polskiemu Radiu powiedział, że w rozbitej kabinie widział – oprócz członków załogi przypiętych pasami do foteli – ciało jeszcze jednej osoby. Kim była? Nie wiadomo.
Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE