Wiadomości

Dziwne wnioski z sekcji

W dokumentach z oględzin zwłok w rubryce przyczyny śmierci Rosjanie zapisali: „mnogie obrażenia”. Na zdjęciu przylot trumien z ciałami ofiar 15 kwietnia
Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
8.50 – taką godzinę śmierci wpisał do protokołów rosyjski lekarz. „Rz” pierwsza do nich dotarła
Dziennikarze „Rz” widzieli protokoły oględzin zwłok trzech osób tragicznie zmarłych w katastrofie samolotu Tu-154 pod Smoleńskiem. Do nich dołączone są protokoły przesłuchań bliskich ofiar. Najważniejsze informacje w protokole oględzin zapisane są w punktach 18 – 23.
Punkt 18. zawiera informację o osobie przeprowadzającej sekcję. W każdym protokole, który widzieli dziennikarze „Rz”, napisane jest, że wykonywał ją lekarz zakładu medycyny sądowej w Moskwie. Punkt 19. dotyczy przyczyn śmierci. Tutaj lekarz wpisał dwa lakoniczne słowa: „mnogie obrażenia”.
W punkcie 23. zawarty jest opis okoliczności, w jakich doszło do zgonu. Lekarze napisali w nim, że śmierć nastąpiła w wyniku katastrofy samolotu Tu-154 pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 roku o godz. 10.50 czasu miejscowego (czyli 8.50 czasu polskiego – red.). [srodtytul]Lekarz ustala godzinę[/srodtytul] Według pierwszych doniesień prezydencki samolot rozbił się o 8.56 czasu polskiego – wtedy włączyły się syreny alarmowe lotniska Smoleńsk-Siewiernyj informujące o katastrofie. Ale w ubiegłym tygodniu premier Donald Tusk na konferencji prasowej powiedział, że czarne skrzynki Tu-154 miały przestać pracować o 8.41. To wtedy prawdopodobnie samolot się rozbił. Wiadomo, że służby medyczne na miejsce katastrofy dotarły dopiero po godz. 9. Skąd zatem w protokołach godzina 8.50? Płk Zbigniew Rzepa, rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej, nie chce się na ten temat wypowiadać. Zapytani przez nas prawnicy są bardziej rozmowni. – Myślę, że informacja dotycząca godziny zgonu została skądś uzyskana, bo lekarz przeprowadzający sekcję może tylko w przybliżeniu określić taki czas – mówi Kazimierz Olejnik, były prokurator krajowy. Zdaniem prof. Zbigniewa Ćwiąkalskiego, byłego ministra sprawiedliwości, „lekarz przyjął godzinę katastrofy, która była najbardziej prawdopodobna”. [srodtytul]Czy byli tam polscy prokuratorzy[/srodtytul] Protokoły, które widziała „Rz”, przynoszą też inne ciekawe informacje. Według zapewnień naszego rządu polscy prokuratorzy na miejscu w Moskwie uczestniczyli w pracach tamtejszych śledczych. Tyle że w protokołach nie ma śladu ich obecności. Rosyjski lekarz w rubryce przyczyny zgonu pisze: „stwierdziłem”. „Rz” widziała polskie tłumaczenie jednego z tych dokumentów. W nim też nie pojawia się informacja o polskich śledczych. Płk Rzepa zapewnia, że polscy prokuratorzy brali udział w identyfikacji zwłok. – Dopóki nie zobaczymy tego dokumentu i nie będzie on przetłumaczony przez tłumacza przysięgłego, nie będziemy sprawy komentować – ucina wszelkie pytania. Na razie polscy prokuratorzy nie otrzymali jeszcze dokumentów z sekcji. – Czekamy na realizację tego wniosku – mówi Rzepa. Olejnika dziwi brak w raporcie informacji o polskich przedstawicielach. Według niego powinny w nim być ich podpisy. Co do innych zapisów w protokołach mówi: – Nie można umrzeć z powodu mnogości obrażeń. Sekcja zwłok polega na tym, by konkretnie określić, co było przyczyną śmierci, np. uderzenie w głowę, rana cięta, kłuta. Zdaniem Ćwiąkalskiego zaś, stwierdzenie użyte przez Rosjan przy opisie przyczyn zgonu można wytłumaczyć. – Takie określenie („mnogie obrażenia” – red.) oznacza, że wszystko jest roztrzaskane – mówi „Rz”. – Czymś zasadniczo innym jest katastrofa lądowa, a inaczej jest w przypadku katastrofy lotniczej. Nie można tego oddać tymi samymi słowami – dodaje.  Tyle że protokoły, które widziała „Rz”, dotyczą osób, których ciała w wyniku katastrofy zostały uszkodzone nieznacznie. – Na zewnątrz nie wyglądał jak ofiara katastrofy lotniczej. Tak było też w przypadku innych ofiar – mówi nam bliski jednej z ofiar będący w Moskwie podczas okazania. [ramka][srodtytul]Urządzenia z wraku zbadają w USA [/srodtytul] Przedstawiciele Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego i polscy specjaliści wyjaśniający przyczyny katastrofy Tu-154 udali się do USA, gdzie z amerykańskimi ekspertami zbadają niektóre urządzenia z rozbitej maszyny. W tym system ostrzegania przed zderzeniem z ziemią TAWS i system nawigacji satelitarnej GNSS w zakładach w USA, które je wyprodukowały. Tymczasem o terminach dostarczenia przez Rosjan materiałów, jakie zebrali w śledztwie w sprawie przyczyn katastrofy, ma rozmawiać prokurator generalny Andrzej Seremet, który dziś jedzie do Moskwy na spotkanie ze swym rosyjskim odpowiednikiem Jurijem Czajką i jego zastępcą. – Chodzi o ustalenie harmonogramu przekazywania nam materiałów, o które wystąpiliśmy – mówi Mateusz Martyniuk, rzecznik Seremeta. Nasi śledczy nie dostali dotąd żadnego z istotnych dokumentów. Czekają na zapisy z czarnych skrzynek, zapis korespondencji załogi z wieżą lotniska i wyjaśnienia, dlaczego Rosjanie tuż po katastrofie wymieniali żarówki na pasie startowym lotniska. [i]—graż[/i][/ramka] [i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autorów [mail=m.kowalewski@rp.pl]m.kowalewski@rp.pl[/mail], [mail=p.nisztor@rp.pl]p.nisztor@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL