Długie czekanie na analizy

aktualizacja: 26.04.2010, 20:35
Z wraku samolotu Tu-154 wydobyto trzy czarne skrzynki
Z wraku samolotu Tu-154 wydobyto trzy czarne skrzynki
Foto: Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński

Rosjanie wciąż badają zapisy z czarnych skrzynek tupolewa. To normalne tempo – twierdzą eksperci

W Moskwie wciąż przebywa pilot z 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego, który kilka dni temu pojechał do Moskwy, by pomóc rozpoznawać głosy swoich kolegów – członków załogi Tu -154, który 10 kwietnia rozbił się pod Smoleńskiem – utrwalone w czarnych skrzynkach. Rosjanie nie zakończyli jeszcze analizy nagrań.
– Badanie zapisów czarnych skrzynek strona rosyjska powinna zakończyć lada dzień. Liczymy, że to nastąpi w tym tygodniu – mówi "Rz" Zbigniew Rzepa, rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej w Warszawie.
Od zakończenia prac przez rosyjskich prokuratorów zależą postępy polskiego śledztwa w sprawie katastrofy. Nasi prokuratorzy czekają na stenogramy zapisów z czarnych skrzynek – kluczowego dowodu, który ma pomóc wyjaśnić przyczyny katastrofy i tego, co działo się w ostatnich sekundach lotu.
Czy tempo, w jakim Rosjanie badają zapisy, różni się od tego, jakie ma miejsce w przypadku innych katastrof? Specjaliści twierdzą, że nie, i zapewniają, że takie badania zwykle długo trwają. – To specyficzny materiał, więc jego analiza wymaga czasu – mówi płk Rzepa, który był obecny przy otwieraniu i odczytywaniu nagrań. – Jedna minuta odsłuchu nagrania to zazwyczaj kilka godzin pracy.
Tomasz Hypki, ekspert lotnictwa: – O ile głosy pilotów dość łatwo zidentyfikować, to resztę załogi znacznie trudniej. A to jest konieczne, chociażby ze względu na sugestie o możliwości nacisków na pilota.
Rozmówcy "Rz" twierdzą, że w przypadku katastrof na Zachodzie tempo jest podobne. Płk Zbigniew Drozdowski z Komisji Badania Wypadków Lotniczych MON, która bada obecną katastrofę, przypomina spektakularne awaryjne lądowanie AirBusa na rzece Houston w styczniu 2009 r. Dzięki kunsztowi pilota pasażerowie wyszli cało z opresji. – To awaryjne lądowanie pokazywane przez media miało miejsce rok temu. A końcowego raportu nie ma do dziś – zauważa Drozdowski. – Musimy się uzbroić w cierpliwość.
Eksperci twierdzą, że szybko podawane są tylko bardzo wstępne informacje o przyczynach katastrof. Jak wtedy, gdy w listopadzie 2001 r. w Nowym Jorku rozbił się airbus z 260 osobami. Nazajutrz oficjalnie podano, że powodem była awaria silnika, wykluczając spekulacje o zamachu terrorystycznym. W przypadku lądowania na Houston za wstępny powód uznano awarię silników, do których dostały się ptaki.
W przypadku prezydenckiego Tu -154 – jak podano wstępnie – do tragedii przyczyniła się mgła, silniki miały być sprawne.
Wojciech Łuczak, ekspert ds. lotnictwa wojskowego, zwraca uwagę na inny element mogący wpływać na tempo prac strony rosyjskiej. – Premier Putin polecił, żeby badanie było zrobione w najwyższym standardzie, dlatego ci, którzy je prowadzą, uczynią wszystko, by strona polska otrzymała analizę zapisów z czarnych skrzynek w maksymalnie uporządkowanym stanie – uważa.
Prokurator generalny Andrzej Seremet zapowiedział w ubiegłym tygodniu, że analizy zapisów dotrą do naszych śledczych w ciągu dwóch tygodni.
 
 
Nie ma prawnej możliwości powołania wspólnego polsko-rosyjskiego zespołu śledczego prowadzącego postępowanie w sprawie katastrofy w Smoleńsku – uważa Prokuratura Generalna. Jej rzecznik Mateusz Martyniuk powiedział, że możliwości powołania takiego zespołu muszą być zapisane w umowie dwustronnej.
pap
 

POLECAMY

KOMENTARZE