Radość Niedźwieckiego

aktualizacja: 23.04.2010, 14:29
Marek Niedźwiecki
Marek Niedźwiecki
Foto: Fotorzepa, Seweryn Sołtys

„Lista Przebojów Trójki”, jedna z najpopularniejszych polskich audycji radiowych kończy w sobotę, 24 kwietnia, 28 lat. Urodzinowe wydanie przygotowano wcześniej — w piątek.

Zaplanowano wizytę wielu gości, wspomnienia i tort ze świeczkami. W związku z jubileuszem, fani listy zorganizowali zlot na Myśliwieckiej 3/5/7.
A w sobotę, w „Markomanii” (godz. 11.00), Marek Niedźwiecki przypomni czego słuchano w Trójce 28 lat temu. Pierwsze notowanie „Listy Przebojów Programu Trzeciego” odbyło się 24 kwietnia 1982. Na pierwszym miejscu znalazła się wtedy piosenka duetu Jon and Vangelis „I'll Find My Way Home”
[srodtytul] Rozmowa z Markiem Niedźwieckim [/srodtytul]
[b]Wyobraźmy sobie, że nie słucha pan muzyki. Co pan wtedy czyta i ogląda?[/b]
Uwielbiam czytać, choć na początku trudno było mnie zagonić do lektury. Potem, po „Potop” i tego typu książki, mogłem sięgać wielokrotnie. Nie jestem czytelnikiem wyrafinowanym. Jednym z moich ulubieńców jest Dan Brown.
[b]Ma pan śmiałość przyznać się do tego?[/b]
Tak, nie wstydzę się. Kiedy wziąłem „Kod da Vinci” na wakacje, dozowałem sobie lekturę po kilka stron, żeby nie skończyć jej jednego dnia.
[b]A filmy? [/b]
Lubię te, które już widziałem. „Kate i Leopold” mogę oglądać zawsze. Podobnie jak „Australię”, bo kręcono ją w miejscach, gdzie byłem wiele razy. Do kina chodzę rzadko. Jestem za wygodny. Czekam na premiery DVD. Za koncertowymi nie przepadam. Wyjątkiem jest „Hell Freezes Over” The Eagles, wydane przez muzyków, którzy powiedzieli, że wcześniej piekło zamarznie niż oni staną razem na estradzie.
[b]Ale stanęli. [/b]
Nie wolno się zarzekać.
[b]A pan się zarzekał, że nie wróci do Trójki? [/b]
Nie. A kolega powiedział: „Poszedł Niedźwiedź do wojska i wróci”.
[b]To co się stało? [/b]
Miałem potrzebę, żeby odejść. Podświadomie myślałem, że to na chwilę. Złote Przeboje kojarzyły mi się z piosenkami z mojej młodości, z lat 70. W tej chwili odmłodziły się, a ja pozostałem taki, jak byłem. I cały czas kolegowałem się z ludźmi z Myśliwieckiej. Dyrektor Magda Jethon zaproponowała mi powrót. Po powrocie już jej nie zastałem, ale są słuchacze. Czuję się jak w domu.
[b]Czy w muzyce może pana jeszcze coś zaskoczyć? [/b]
Tak. Na przykład piękna kobieta śpiewająca jazz, czyli Melody Gardot i jej album „My One and Only Thrill”. Znałem poprzednią płytę, ale nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia. Dopiero ta ostatnia. Słucham jej już od roku. Jednak tak silne muzyczne fascynacje zdarzają mi się coraz rzadziej.
[b]Śledzi pani nowe gatunki?[/b]
Jestem, jak to mówię, „staroczesny”, dlatego do nowinek podchodzę z rezerwą. Rap mnie nigdy nie zachwycił. Polski wydaje mi się sztuczny — to kopiowanie amerykańskich artystów. Z ostatnich tendencji spodobał mi się chill out. Zrobiłem kilka składanek w tym stylu. Niestety każda z nowych form się zużywa. Tak było choćby ze smooth jazzem.
[b]Używa pan iPoda?[/b]
Oczywiście. Długie loty samolotowe powodują, że chce się mieć ze sobą ulubioną muzykę. Podczas ostatniej wyprawy słuchałem Petera Cincotti i The Eagles. Ale kiedy już wyląduję, nie sięgam po odtwarzacz.
[b]Czy płyty kompaktowe są dla pana pieśnią przeszłości? [/b]
Nie zmienię ich na nic nowszego. Co bym zrobiłbym z kolekcją dziesięciu tysięcy albumów?
[b]Czy tak jak inni muzyczni dziennikarze pierwsze kroki za granicą kieruje pan do sklepów płytowych?[/b]
Trochę mi to mija. Gubię się już w mojej płytotece. Ale wcześniej, kiedy przylatywałem do Chicago, jechałem do sklepu. Kupowanie płyt jest uzależnieniem. Może lepszym niż inne, ale jednak. Niejednokrotnie po powrocie z Ameryki okazywało się, że mam trzy egzemplarze jednego albumu. Kupowałem bez opamiętywania. Ale szukam też tytułów, które w polskich sklepach są niedostępne. Nie podobają mi się tańsze, polskie wersje CD. Wyglądają jak pirackie. Dlatego Sade kupiłem w Chicago. Chcę mieć płytę ładnie wydaną. Lubię przeczytać książeczkę, teksty. Wiedzieć, jacy muzycy zagrali na płycie.
[b]Czy przez ostatnie trzy dekady polska muzyka zmieniła się na lepsze?[/b]
Patrząc na ostatnie notowania można zauważyć Hołdysa, Muńka. Niedawno był Markowski i Sygitowicz, Maanam, których pamiętam z początku listy. Myślę, że polski rock na przełomie lat 70. i 80. był najciekawszy. Możemy to stwierdzić dopiero z dzisiejszej perspektywy, co pokazał film „Beats of Freedom”. Kolejny przełom nastąpił po 1989 r., kiedy debiutowała Edyta Bartosiewicz, Hey. Nie wszyscy przetrwali. Na przykład Big Day. Ale wspomnijmy o dwóch potęgach — Kayah i Annie Marii Jopek. Każda ich płyta jest dla mnie dobra. Żałuję, że w tym roku album Kayah nie dostał Fryderyka. Po kolejnym zwycięstwie Hey wyszło jakby nikogo innego nie było na rynku.
[b]Tymczasem młode zespoły kopiują zachodnie gwiazdy. Muchy, które okupują pierwsze miejsce — The Strokes. [/b]
Rzeczywiście, słychać fascynacje zachodnimi zespołami, co nie było tak silne w latach 80. Maanam, Perfect stworzyły własny styl.
[b]TSA i Lady Pank inspirowały się AC/DC i Police, ale dodały własną wartość[/b].
A u młodych zespołów często jej brakuje. Kończy się na naśladownictwie. Mnie to nie przeszkadza. Niech się uczą. Poza tym, jest coraz więcej wykonawców niezależnych — Czesław Śpiewa, Gaba Kulka. Rozwijają się Pustki, Lao Che, Strachy na Lachy. Trzeba dać im szansę, choć nie są to artyści, których słucham na co dzień.
[b]Ma pan świadomość, kto jest po drugiej stronie odbiornika?[/b]
Myślę, że tak. Osoby mające powyżej trzydziestu lat, wykształcone — matura minimum. Cenią dobry pop, chcą wiedzieć co się dzieje w jazzie. Lubią audycje, w których można wziąć udział, zadzwonić. Mogą liczyć, że nie zagram italo disco czy disco polo. Nie zaproponuję radiowego zgiełku, bo robię takie radio, jakiego sam chciałbym słuchać.
[b]Kiedy to się zaczęło? [/b]
W dzieciństwie. Mieliśmy w domu Pioniera, takiego z zielonym oczkiem. Niedzielny teatr o godzinie 15 był tak ważny jak msza. Głosowałem na listę Studia Rytm, wysyłałem kartki pocztowe. Chciałem być panem Markiem od listy przebojów.
[b]Co czuje pan przed wejściem na antenę po trzech dekadach radiowej praktyki? [/b]
Radość.
[i]rozmawiał Jacek Cieślak [/i]
Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE