Winni piloci, samolot czy mgła?

aktualizacja: 12.04.2010, 04:50
Miejsce katastrofy
Miejsce katastrofy
Foto: AFP

Trwa badanie czarnych skrzynek prezydenckiego tupolewa. Zdaniem Rosjan maszyna była sprawna

Rosyjskie władze wprost wskazują na winnych katastrofy: to kapitan samolotu zadecydował, że będzie lądować w Smoleńsku. Uczynił tak mimo ostrzeżeń o fatalnej pogodzie i gęstej mgle.
Rosyjskie władze wprost wskazują na winnych katastrofy: to kapitan samolotu zadecydował, że będzie lądować w Smoleńsku. Uczynił tak mimo ostrzeżeń o fatalnej pogodzie i gęstej mgle.
– Pilot został poinformowany o trudnych warunkach pogodowych, a jednak podjął decyzję o lądowaniu – powiedział szef Komitetu Śledczego przy prokuraturze Federacji Rosyjskiej Aleksander Bastrykin. Rosjanie proponowali lądowanie w Moskwie lub Mińsku.
– Pilot został poinformowany o trudnych warunkach pogodowych, a jednak podjął decyzję o lądowaniu – powiedział szef Komitetu Śledczego przy prokuraturze Federacji Rosyjskiej Aleksander Bastrykin. Rosjanie proponowali lądowanie w Moskwie lub Mińsku.
Wcześniej także Białorusini informowali polskich pilotów o fatalnej sytuacji pogodowej w rejonie Smoleńska.
Wcześniej także Białorusini informowali polskich pilotów o fatalnej sytuacji pogodowej w rejonie Smoleńska.
– To ja radziłem, by lądowali na zapasowym lotnisku – relacjonuje Paweł Plusnin, kontroler lotów, cytowany przez TVN 24 za portalem Life News. Jak twierdzi, Polacy mieli problem ze zrozumieniem komend.
– To ja radziłem, by lądowali na zapasowym lotnisku – relacjonuje Paweł Plusnin, kontroler lotów, cytowany przez TVN 24 za portalem Life News. Jak twierdzi, Polacy mieli problem ze zrozumieniem komend.
Jednak w TVN 24 były dowódca 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego płk Tomasz Pietrzak temu zaprzeczył i zapewnił, że dowódca samolotu doskonale znał rosyjski.
Jednak w TVN 24 były dowódca 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego płk Tomasz Pietrzak temu zaprzeczył i zapewnił, że dowódca samolotu doskonale znał rosyjski.
 
 
 
 
Śledztwo w sprawie katastrofy wszczęła zarówno strona rosyjska, jak i polska.
Śledztwo w sprawie katastrofy wszczęła zarówno strona rosyjska, jak i polska.
W wyjaśnianie przyczyn tragedii zaangażowanych jest 12 polskich prokuratorów: czterech zajmuje się sprawą w kraju, ośmiu pojechało do Rosji.
W wyjaśnianie przyczyn tragedii zaangażowanych jest 12 polskich prokuratorów: czterech zajmuje się sprawą w kraju, ośmiu pojechało do Rosji.
– Równolegle pracują tam także polscy patomorfolodzy, którzy biorą udział w oględzinach i identyfikacji ciał – mówi „Rz” Mateusz Martyniuk, rzecznik prokuratora generalnego.
– Równolegle pracują tam także polscy patomorfolodzy, którzy biorą udział w oględzinach i identyfikacji ciał – mówi „Rz” Mateusz Martyniuk, rzecznik prokuratora generalnego.
Trwa analiza zapisów z czarnych skrzynek, które otwarto o 10.40 w niedzielę. Taśma z zapisem parametrów lotów przemieściła się, zapewne na skutek wstrząsu, ale urządzenie jest w dobrym stanie.
Trwa analiza zapisów z czarnych skrzynek, które otwarto o 10.40 w niedzielę. Taśma z zapisem parametrów lotów przemieściła się, zapewne na skutek wstrząsu, ale urządzenie jest w dobrym stanie.
– Zapisy są czytelne. Ich analiza potrwa kilka dni. To żmudna praca – opowiada płk Zbigniew Rzepa, rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej, który jako jedyny z polskich prokuratorów uczestniczył w odsłuchiwaniu zapisów z czarnych skrzynek.
– Zapisy są czytelne. Ich analiza potrwa kilka dni. To żmudna praca – opowiada płk Zbigniew Rzepa, rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej, który jako jedyny z polskich prokuratorów uczestniczył w odsłuchiwaniu zapisów z czarnych skrzynek.
Zachowały się dwie: rejestrator rozmów prowadzonych w kabinie pilotów (załogi i kontroli lotu) oraz rejestrator lotu, w którym są dane dotyczące m.in. pułapu i wszystkich zmian jego wysokości.
Zachowały się dwie: rejestrator rozmów prowadzonych w kabinie pilotów (załogi i kontroli lotu) oraz rejestrator lotu, w którym są dane dotyczące m.in. pułapu i wszystkich zmian jego wysokości.
Nasi prokuratorzy, którzy pojechali do Rosji, zabezpieczają dowody, m.in. przedmioty należące do ofiar, znalezione na i wokół miejsca tragedii.
Nasi prokuratorzy, którzy pojechali do Rosji, zabezpieczają dowody, m.in. przedmioty należące do ofiar, znalezione na i wokół miejsca tragedii.
Z informacji „Rz” wynika, że są trudności z identyfikacją niektórych ciał przetransportowanych do Moskwy. Niewykluczone, że aby ustalić ich tożsamość ,niezbędne będą badania DNA. Dlatego naczelny prokurator wojskowy płk Krzysztof Parulski zapowiedział wczoraj: – Dzięki szybkiej reakcji ministrów Kwiatkowskiego i Klicha samolot z próbkami DNA rodzin odleci rano do Moskwy.
Z informacji „Rz” wynika, że są trudności z identyfikacją niektórych ciał przetransportowanych do Moskwy. Niewykluczone, że aby ustalić ich tożsamość ,niezbędne będą badania DNA. Dlatego naczelny prokurator wojskowy płk Krzysztof Parulski zapowiedział wczoraj: – Dzięki szybkiej reakcji ministrów Kwiatkowskiego i Klicha samolot z próbkami DNA rodzin odleci rano do Moskwy.
A płk Rzepa dodaje: – Współpraca z Rosjanami jest na bardzo wysokim poziomie. Niczego przed nami nie ukrywają, o wszystkim nas informują.
A płk Rzepa dodaje: – Współpraca z Rosjanami jest na bardzo wysokim poziomie. Niczego przed nami nie ukrywają, o wszystkim nas informują.
Prokurator generalny Andrzej Seremet jeszcze w sobotę rozmawiał z Jurijem Czajką – prokuratorem generalnym Federacji Rosyjskiej. Rosjanie zadeklarowali, że będą sukcesywnie przekazywać nam wszystkie zgromadzone w śledztwie materiały. – Polska prokuratura już skierowała do strony rosyjskiej wniosek o przekazanie nam całej zgromadzonej dotychczas dokumentacji – mówi Martyniuk.
Prokurator generalny Andrzej Seremet jeszcze w sobotę rozmawiał z Jurijem Czajką – prokuratorem generalnym Federacji Rosyjskiej. Rosjanie zadeklarowali, że będą sukcesywnie przekazywać nam wszystkie zgromadzone w śledztwie materiały. – Polska prokuratura już skierowała do strony rosyjskiej wniosek o przekazanie nam całej zgromadzonej dotychczas dokumentacji – mówi Martyniuk.
Nie ma podstaw, by wątpić w szczerość deklaracji rosyjskich śledczych
Nie ma podstaw, by wątpić w szczerość deklaracji rosyjskich śledczych
Nieoficjalnie rozmówcy „Rz” zaangażowani w sprawę uważają, że nie ma podstaw, by wątpić w szczerość deklaracji rosyjskich śledczych.
Nieoficjalnie rozmówcy „Rz” zaangażowani w sprawę uważają, że nie ma podstaw, by wątpić w szczerość deklaracji rosyjskich śledczych.
Także w Polsce trwa dochodzenie. – Z polecenia Naczelnej Prokuratury Wojskowej wykonano czynności zabezpieczające materiał dowodowy na lotnisku Okęcie, skąd startował prezydencki samolot. Zabezpieczana jest dokumentacja związana ze stanem technicznym samolotu – mówił rzecznik Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Poznaniu płk Mikołaj Przybył.
Także w Polsce trwa dochodzenie. – Z polecenia Naczelnej Prokuratury Wojskowej wykonano czynności zabezpieczające materiał dowodowy na lotnisku Okęcie, skąd startował prezydencki samolot. Zabezpieczana jest dokumentacja związana ze stanem technicznym samolotu – mówił rzecznik Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Poznaniu płk Mikołaj Przybył.
Zabezpieczono paliwo, którym zatankowano samolot prezydencki, oraz dokumenty.
Zabezpieczono paliwo, którym zatankowano samolot prezydencki, oraz dokumenty.
 
 
 
 
Zanim w pełni przeanalizowano zawartość czarnych skrzynek, Aleksander Bastrykin oświadczył, że informacje już z nich pozyskane wykazują, że katastrofa nie była związana z problemami technicznymi – tak pisała RIA Nowosti. Według niego informacje odczytane z rozbitego kokpitu są zbieżne z danymi uzyskanymi z nagrań rozmów pilotów. Mieli oni narzekać na złą pogodę, ale nie mówili nic o kłopotach technicznych z urządzeniami samolotu.
Zanim w pełni przeanalizowano zawartość czarnych skrzynek, Aleksander Bastrykin oświadczył, że informacje już z nich pozyskane wykazują, że katastrofa nie była związana z problemami technicznymi – tak pisała RIA Nowosti. Według niego informacje odczytane z rozbitego kokpitu są zbieżne z danymi uzyskanymi z nagrań rozmów pilotów. Mieli oni narzekać na złą pogodę, ale nie mówili nic o kłopotach technicznych z urządzeniami samolotu.
Dwudziestoletni prezydencki tupolew był niedawno remontowany w zakładach Awiakor w rosyjskiej Samarze. Ich dyrektor Aleksiej Gusiew mówił w telewizji Rossija–24, że samolot „przelatał zaledwie 5004 godziny i lądował 1823 razy”, czyli „całkiem niewiele dla maszyny tej klasy”.
Dwudziestoletni prezydencki tupolew był niedawno remontowany w zakładach Awiakor w rosyjskiej Samarze. Ich dyrektor Aleksiej Gusiew mówił w telewizji Rossija–24, że samolot „przelatał zaledwie 5004 godziny i lądował 1823 razy”, czyli „całkiem niewiele dla maszyny tej klasy”.
 
 
 
 
Jednak najbardziej prawdopodobną przyczyną katastrofy była mgła. Eksperci podkreślają, że na lotnisku widoczność była tak słaba, że Tu-154M nie powinien lądować. Tym bardziej że lotnisko nie było wyposażone w nowoczesne urządzenia naprowadzające pozwalające na lądowanie w złych warunkach.
Jednak najbardziej prawdopodobną przyczyną katastrofy była mgła. Eksperci podkreślają, że na lotnisku widoczność była tak słaba, że Tu-154M nie powinien lądować. Tym bardziej że lotnisko nie było wyposażone w nowoczesne urządzenia naprowadzające pozwalające na lądowanie w złych warunkach.
„Komsomolskaja Prawda” zwróciła uwagę na podobieństwo katastrofy do tej, która wydarzyła się 22 marca na podmoskiewskim lotnisku Domodiedowo. Samolot wracał z Egiptu, dokąd zawiózł turystów. Też lądował przy gęstej mgle. Gazeta pisała: „i tam piloci przecenili swoje siły i źle ocenili wysokość, na jakiej się znajdowali. Gdy zobaczyli ziemię, było już za późno”. W Domodiedowie ośmiu członków załogi przeżyło, trafili do szpitala.
„Komsomolskaja Prawda” zwróciła uwagę na podobieństwo katastrofy do tej, która wydarzyła się 22 marca na podmoskiewskim lotnisku Domodiedowo. Samolot wracał z Egiptu, dokąd zawiózł turystów. Też lądował przy gęstej mgle. Gazeta pisała: „i tam piloci przecenili swoje siły i źle ocenili wysokość, na jakiej się znajdowali. Gdy zobaczyli ziemię, było już za późno”. W Domodiedowie ośmiu członków załogi przeżyło, trafili do szpitala.

POLECAMY

KOMENTARZE