Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Styl życia

Tak, straszmy dzieci baśniami

Prof. Grzegorz Leszczyński
Fotorzepa, Dominik Pisarek Dominik Pisarek
Rozmowa z prof. Grzegorzem Leszczyńskim, kierownikiem Pracowni Badań nad Literaturš Dziecięcš i Młodzieżowš w Instytucie Literatury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego
[b]2 kwietnia obchodzony był w Europie Międzynarodowy Dzień Ksišżki Dziecięcej. Fetuje się go od ponad 40 lat. W Polsce bez echa, ale był Wielki Pištek i ważna rocznica – œmierci Jana Pawła II. Grzegorz Leszczyński:[/b] Gdyby œwięto ksišżki dziecięcej przypadało u nas w innym czasie, również byłoby niezauważone. [b]Dlaczego pan tak uważa? [/b]
Bo w Polsce nie ma społecznego i medialnego zainteresowania literaturš dla dzieci. To jest bardzo specyficzna cecha naszej kultury. Wiem, że w modzie jest narzekanie na własny dom i ja tak utyskiwać nie lubię. Ale w tym przypadku, niestety, dzieje się coœ naprawdę dziwnego i powód do narzekania jest ogromny, bo nie dotyczy jakiejœ błahostki, tylko duchowej kondycji młodego pokolenia. Dla porównania – w Szwecji recenzuje się każdš nowš ksišżkę dla dzieci w prasie codziennej, odnotowywane sš też wznowienia. W Danii na tworzenie sztuki dla dziecka przeznaczanych jest 25 proc. budżetu resortu kultury. W Finlandii powołano narodowy Instytut Ksišżki Dziecięcej zajmujšcy się badaniem tej literatury i jej promocjš. Poważnie traktuje się ksišżkę dziecięcš i duży nacisk kładzie się na wyrabianie nawyków czytelniczych u młodego pokolenia we Francji, Włoszech i w Niemczech. [b]Dlaczego w Polsce literatura dziecięca traktowana jest niepoważnie? [/b] Widzę trzy powody tej sytuacji. Po pierwsze, wielu uważa, że zajmowanie się w jakikolwiek sposób dziecięcoœciš jest infantylne. Po drugie – nie udało nam się wytworzyć tradycji, powszechnego zainteresowania ksišżkš dla dziecka, pospolitego w tym kierunku ruszenia. Próbowała to robić akcja „Cała Polska czyta dzieciom” (rok 2010 to jej dziewišta edycja, red.), ale bez specjalnego wsparcia władz. Jedynie minister Rafał Skšpski (wiceminister kultury w rzšdzie Leszka Millera, red.) mówił głoœno, że priorytetem jest ksišżka dziecięca, ale były to tylko deklaracje. Trzeci powód – przy całym szacunku dla rodzimej twórczoœci, nie mamy swojego Andersena, Milne’a, Astrid Lindgren, braci Grimm czy Tove Jansson... [b]Pański wybór „Polskie baœnie i legendy” wydany w 2005 r. œwiadczy o tym, że w Polsce wielu pisało bšdŸ pisze œwietnie dla dzieci. [/b] Ale nie mamy do czynienia z czymœ takim jak duma narodowa z dokonań tych twórców. Nie umieliœmy ich wypromować na œwiecie. Tylko jak promować coœ, czego sami nie znamy? Zaprzepaœciliœmy np. absolutnie pionierskš ksišżkę wprowadzajšcš najmłodszych w tematykę œmierci, naprawdę wielkiego kalibru powieœć dla dzieci – „Zwierzoczłekoupiór” Tadeusza Konwickiego. Do dziœ utwór znany nielicznym w kręgach inteligenckich... [b] Zauważył pan, że po okresie disneylandyzacji literatury dziecięcej w latach 90. mamy wreszcie ogrom, wręcz zalew pięknie ilustrowanych ksišżek. Zastanawiam się jednak nad ich zawartoœciš literackš. Mówišc wprost: czy nie mamy przerostu formy nad treœciš? [/b] Nie, zdecydowanie nie. To nie sš ksišżki tylko do oglšdania, bardzo wiele z nich ma znakomity poziom literacki. Sš również œwietne tekstowo. Fenomenalnie pisze dla dzieci Lilijana Bardijewska, jej „Moja ciotka sroka” jest rewelacyjna. Poza tym cišgle aktywne sš Joanna Papuzińska, Joanna Kulmowa i Wanda Chotomska, z poetów Małgorzata Strzałkowska. Z piszšcych panów – Grzegorz Kasdepke, Paweł Beręsewicz. Ten ostatni napisał œwietnš rzecz – „Warszawa. Spacery z Ciumkami”. Stworzył ksišżkę, która uczy miłoœci do tzw. małych ojczyzn. Poruszajšcy, pięknie wydany jest "Wroniec" Jacka Dukaja, baœń osnuta wokół wydarzeń zwišzanych ze stanem wojennym. [b] Gdy mamy niewiele czasu na czytanie, to dobry pomysł, by sięgać do dawnej literatury dziecięcej operujšcej archaicznym językiem? [/b] Oczywiœcie. Doceńmy poznawcze i intelektualne możliwoœci dzieci. Dawny język to dawny sposób myœlenia, poszerza sferę doœwiadczeń młodego czytelnika. Dzięki temu w przyszłoœci nie będzie miał barier językowych, obcujšc w szkole np. z utworami Kochanowskiego. [b] A co pan myœli o wszechobecnych w księgarniach tzw. skrótach klasyki dziecięcej, streszczeniach baœni, cenzurowaniu ich z tzw. drastycznych momentów? [/b] Te dzikie przeróbki, wariackie, amatorskie adaptacje słynnych baœni sš straszne. Wydawcy chcš sprzedać jak najwięcej produktu. Celowo używam tu słowa „produkt”, a nie ksišżka. Stšd na półkach księgarskich wszechobecny wyrób ksišżkopodobny, jakieœ pseudoliterackie utwory „na podstawie”. Najgorsze, że udajš oryginały. Nikt nie informuje o rzeczywistym autorstwie, napisane jest: Hans Christian Andersen „Baœnie”! A za tym opakowaniem kryje się obrzydliwa, nieudolna grafomania. [b] Przerabianie na łagodniejsze wersje np. baœni braci Grimm tłumaczy się dobrem dziecka. [/b] Kaleczy się w ten sposób jednak nie tylko literaturę, ale i dziecko. Baœń to gatunek idealny, od zarania œwietnie sprawdzone przedszkole ludzkoœci, elementarz osobisty uczšcy systemu wartoœci, w którym dobro zwycięża, a zło musi być ukarane. Nie możemy więc wolno puœcić wilka i zaprzyjaŸniać się z nim, bo postanowił zostać jaroszem, choć przedtem zjadł Czerwonego Kapturka i babcię. To wbrew baœniowej logice. Przy takiej wersji wydarzeń młody czytelnik nigdy nie zrozumie toposu wilka, nie pozna ważnego kodu kulturowego. Wilk jest uosobieniem zła, podobnie jak Baba Jaga. Uważam, że tak jak nie należy chronić dziecka przed przerażajšcš bšdŸ dziwnš ilustracjš (bo i takš powinno oglšdać, by dobrze rozwijała się jego wrażliwoœć i wyobraŸnia) – tak też nie powinno się chronić go przed okrucieństwem zawartym w baœniach. Pokazywanie tylko dobra i piękna to pozbawianie dzieci tej drugiej częœci œwiata. To tak jakby próbować wmawiać im, że doba nie ma nocy, a w roku sš tylko dni pogodne. Potem te dzieci w wieku nastoletnim sš przerażone œwiatem, złem i sš kompletnie nieprzystosowane do życia. Mało tego, zaobserwowałem coœ takiego jak efekt czytelniczego wahadła u dzieci. [b] Co to znaczy? [/b] Jeœli w dzieciństwie karmione były łagodnš literaturš, to potem tym chętniej sięgajš tylko po powieœci grozy, horrory i science fiction. Dzieci i młodzież chcš od ksišżki wrażeń i emocji. Jeœli ich tam nie znajdš, odrzucš ksišżkę, zadowolš się pełnymi emocji filmami i grami komputerowymi. Ale tam nie ma tej mapy, którš dajš baœnie uczšce odróżniania dobra od zła, a przyjaciela od wroga. Tylko baœń, zawarte w niej symbole, archetypy, jej ogromna, przez pokolenia sprawdzona mšdroœć, daje człowiekowi ten wewnętrzny kompas pomagajšcy póŸniej w poruszaniu się po emocjonalnym œwiecie.
ródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL