REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Opinie » Publicystyka

Publicystyka

Doktor Obama i jego pacjenci

Mariusz Max Kolonko 28-03-2010, ostatnia aktualizacja 28-03-2010 23:38
źródło: Rzeczpospolita

Amerykanie jeszcze nie w pełni zdają sobie sprawę z konsekwencji tego, co się stało. Koszt powszechnej opieki medycznej uderzy w nich dopiero po następnych wyborach prezydenckich – pisze publicysta

Pierwszy raz w historii Stanów Zjednoczonych rząd zmusza obywateli do zakupu usługi i chce karać tych, którzy jej nie kupią.

Według różnych szacunków w Ameryce żyje ponad 30 milionów ludzi (na 307 mln obywateli), którzy nie korzystają z ubezpieczenia zdrowotnego. To duży, niezagospodarowany rynek, a zarazem łakomy kąsek, któremu od lat przyglądają się politycy nad Potomakiem. Od lat zabiegają też o niego rozmaici domokrążcy sprzedający polisy różnej maści, reklamodawcy oferujący „prywatnego doktora dla ciebie i psa” – i co? I nic. Amerykanie nie mają pieniędzy, nie chcą usługi albo jej nie potrzebują. Milcząca Trzydziestka nie otwiera drzwi.

W niedzielę, 21 marca, po te pieniądze przyszedł doktor Obama. „Chcecie opiekę zdrowotną czy nie, zmusimy was do tego rządową ustawą, która poprawi wam życie” – oznajmił. Według tej w istocie „historycznej” ustawy, jeśli obywatel nie wykupi polisy medycznej, zapłaci karę. Aby wyegzekwować nowe prawo, urząd podatkowy (Internal Revenue Service) zatrudni ponad 16 tysięcy nowych pracowników, którzy – jak policjanci drogówki – co roku karać będą delikwentów mandatami od 90 dolarów lub jednego procentu zarobków wzwyż aż do 695 dolarów lub 2,5 proc. zarobków za lekceważenie swojego zdrowia.

Jednak nie tylko z tego powodu 60 procent Amerykanów sprzeciwia się powszechnej opiece medycznej. Ale aby pojąć opór tego narodu, trzeba zrozumieć jego ducha.

Bogu zawierzamy

Amerykanie cenią wolność. „Life, Liberty and Pursuit of Happiness” (życie, wolność i dążenie do szczęścia) – prawa te zapisano w Deklaracji niepodległości i 5. poprawce do konstytucji. Według twórców amerykańskiej konstytucji są to niezbywalne prawa człowieka pochodzące od Boga. Upamiętniają to m.in. tablice dekalogu w budynkach sądowych oraz credo: „In God We Trust” (Bogu zawierzamy) wybite na monetach.

Cała reszta należy do wolnych ludzi dążących do szczęścia w wolnym kraju. Podstawową zaś cechą tego kraju jest możliwość dokonywania wyboru. Samochodu, jakim jeżdżę, domu, który chcę kupić, Boga, w którego wierzę, czy sprzedawcy, z którego usług chcę skorzystać. Nigdzie w konstytucji nie ma zapisu gwarantującego Amerykanom lekarza. Podobnie jak konstytucja nie gwarantuje obywatelowi samochodu, domu, żony, dzieci i wczasów na Hawajach.

Ale opanowany przez demokratów Kongres, pod przewodnictwem Baracka Obamy, po raz pierwszy w historii przejął uprawnienia Boga, a prezydent stał się panem doktorem, który każe pacjentowi zażyć lekarstwo, choć pacjent – patrząc na wyniki sondaży – wcale tego nie chce. Co więcej, chciałby skorzystać z usług innego lekarza, ale doktor Obama na to nie pozwoli. Wie on bowiem lepiej, czego pacjentowi potrzeba.

Tę sprzeczność nowej ustawy z zapisami konstytucyjnymi wytknęli demokratom republikanie i w sądach 36 z 50 stanów zamierzają zakwestionować jej zgodność z konstytucją.

Przegrane bitwy prezydenta

Innym powodem niechęci pacjentów Obamy jest sposób, w jaki demokraci (dominujący w obu izbach Kongresu) przepchnęli tę ustawę.

Od momentu objęcia władzy Obama stopniowo tracił popularność do poziomu najniższego w swej krótkiej prezydenckiej historii (46 proc. poparcia, 18 marca, Instytut Gallupa). Jeszcze gorzej jest z Kongresem – jego działań nie aprobuje aż 80 proc. społeczeństwa.

Obama walczył i poległ w bitwie o ustawę „Limit i handel” (kontrolowanie przez rząd kosztów energii). Walczył i poległ w bitwie o Guantanamo. Walczył i poległ także w bitwie o gospodarkę – pomimo pakietów stymulacyjnych bezrobocie w USA utrzymuje się na poziomie ponad 10 proc., choć prezydent zapewniał, że jak wpompuje w rynek pieniądze, to bezrobocie nie przekroczy 8,5 proc.

Pakiet stymulacyjny wyszedł.... i nie wrócił w postaci nowych miejsc pracy. Wyszły natomiast na jaw skandaliczne deale majstrowane przez demokratów za pomocą miliardów społecznych pieniędzy – przekazano np. 219 tys. dolarów na promowanie zdrowych zachowań seksualnych studentek uniwersytetu w Syracuse, ponad 8 tys. dolarów dla uniwersytetu na Florydzie na badanie zachowań myszy po spożyciu alkoholu, 200 tys. dolarów dla uniwersytetu w Kalifornii na podróże studentów do Afryki, żeby sprawdzili, dlaczego Murzyni w Ameryce głosują, jak głosują, 50 tys. dolarów na obchody Dnia Ziemi w Minnesocie czy 1,5 mln dolarów dla uniwersytetu w Oklahomie na wysłanie trzech badaczy na Alaskę, by ustalili, jak tamtejsi dziadkowie przekazują wiedzę wnukom.

Poprzednia
1 2 3
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Semka: Zabawa cudzym kosztem

W imię jakich zasad Ruch Palikota ma prawo niepokoić wierzących zapowiedziami swoich profanatorskich happeningów? >>