Ekonomia

Botoks i do roboty

Na zabieg wstrzyknięcia botoksu Amerykanie wydają coraz więcej miliardów dolarów
AFP
Nawet w kryzysie szanujący się biznesmen czy analityk z Wall Street muszą jakoś wyglądać. Wolą jednak drobne zabiegi, bo nie stać ich na dwa tygodnie rekonwalescencji
[b]Georgetown.[/b] Jedna z najbardziej prestiżowych dzielnic amerykańskiej stolicy. Na zadbanej M Street – pełnej luksusowych sklepów i zamieszkanych przez wpływowych ludzi drogich apartamentowców – kryzysu nie widać. Nie widać go też na piątym piętrze położonego w okolicy nowoczesnego budynku, w którym za przeszklonymi drzwiami mieści się Centrum Chirurgii Kosmetycznej. W stylowo urządzonej poczekalni z głośników sączy się kojąca nerwy muzyka klasyczna, a na ciekłokrystalicznym ekranie ukazują się kolejne sposoby na polepszenie wyglądu. Czy chirurgia plastyczna jest odporna na kryzys? – Mnóstwo ludzi wciąż decyduje się na zabiegi. Wielu pacjentów rezygnuje jednak z poważniejszych operacji, a zamiast tego wybiera procedury, które nie wymagają długiego okresu rekonwalescencji, takie jak na przykład wstrzyknięcie botoksu – mówi "Rzeczpospolitej" Steven Hopping, dyrektor waszyngtońskiego Centrum Chirurgii Kosmetycznej, w latach 2008 – 2009 prezes Amerykańskiej Akademii Chirurgii Kosmetycznej (AACS).
– W czasach kryzysu gospodarczego mało kto może sobie pozwolić na wzięcie dwóch tygodni urlopu, żeby zrobić sobie na przykład face lifting. Po pierwsze, było to źle widziane. A po drugie, można się obawiać, że po dwóch tygodniach nie będzie już gdzie wracać – zaznacza doktor Hopping, który operuje od ponad 20 lat, a wśród jego klientów są głównie adwokaci, biznesmeni, lobbyści z Kongresu, a także politycy i ich żony. [srodtytul]Zawsze dużo pracy[/srodtytul] Doktor Hopping podkreśla, że powiedzenie "Czas to pieniądz", zwłaszcza na wschodnim wybrzeżu Stanów, jest bardzo aktualne. Większość klientów może więc przeznaczyć na rekonwalescencję tydzień, maksymalnie dziesięć dni. I choć chcą wyglądać młodziej, to tak, żeby nie było widać, iż mieli operacje. Jak zauważa, choć większość chirurgów plastycznych mówi, że ich przychody w ubiegłym roku spadły o prawie jedną piątą, to w tym roku liczba zabiegów znów rośnie. Według statystyk Amerykańskiego Stowarzyszenia Chirurgii Estetycznej (ASAPS) w ubiegłym roku w całych Stanach Zjednoczonych przeprowadzono niemal 10 milionów operacji i zabiegów kosmetycznych. To wprawdzie o 2 proc. mniej niż w roku 2008, ale jednak o 147 proc. więcej niż 13 lat temu. Na poprawę wyglądu Amerykanie wydali w sumie w 2009 roku 10,5 mld dol. – Czy nam nie grozi recesja? Tego bym nie powiedział. Na pewno jednak w przeciwieństwie do innych branż możemy szybko zaadaptować się do nowych warunków i zaoferować ludziom np. kilka mniejszych zabiegów, zanim będą mieli czas i pieniądze na przeprowadzenie poważniejszej operacji. Dzięki temu zawsze mamy dużo pracy – przekonuje "Rzeczpospolitą" dr Richard Fleming, jeden z dyrektorów w Beverly Hills Institute w Kalifornii, który pracuje w tej branży już od 35 lat. Podobnymi obserwacjami dzieli się też pochodzący z Polski chirurg w Chicago. – Zaskakujące było to, że mimo wszystkich złych informacji na temat gospodarki nie odczułem spadku zainteresowania pacjentów. W tym roku chyba ich jeszcze przybywa. Zwłaszcza na wiosnę każdy chce wyglądać lepiej – mówi nam Grzegorz Turowski, dyrektor kliniki New Horizons Center for Cosmetic Surgery na przedmieściach Chicago. – Zmiana polega jednak na tym, że coraz częściej ludzie, zamiast zaplanować operację, przychodzą i chcą ją robić natychmiast – dodaje. [srodtytul]Dla biznesmenów i... bezrobotnych[/srodtytul] Operacje kosmetyczne są oczywiście bardzo modne wśród aktorek i aktorów, ale także analityków z Wall Street, którzy potrafią przeznaczyć na nie sporą część rocznej premii. Na zabiegi decydują się jednak nie tylko zarabiający krocie bankowcy, adwokaci czy też lobbyści. Tysiące na upiększanie wydają również osoby średnio i mało zarabiające. – Kiedyś operacje plastyczne były tylko dla bogatych. Dziś jednak, podobnie jak w całym społeczeństwie, w gabinecie chirurgii plastycznej najbardziej popularna jest klasa średnia – zauważa doktor Turowski. Dodaje, że wśród pacjentów ma też osoby z niższej klasy średniej, które z myślą o zabiegu oszczędzają pieniądze albo po prostu biorą na niego pożyczki. Do klinik chirurgii plastycznej w całych Stanach na operacje zgłaszają się również osoby bezrobotne. Wiele z nich uważa bowiem, że operacja zwiększy ich szanse na zdobycie pracy. – Wygląd odgrywa niesamowitą rolę i znacząco zwiększa szanse na rynku, zwłaszcza w korporacyjnym świecie – przekonuje doktor Richard Fleming. – Dlatego zarówno menedżerowie, jak i zwykli ludzie traktują pieniądze wydane na poprawę wyglądu jak inwestycję w siebie, inwestycję w swoją przyszłość zawodową. Wygląd jest bowiem ważny nie tylko w czasie recesji, ale również w czasie boomu gospodarczego. Zawsze musisz bowiem konkurować z innymi o pracę czy awans – dodaje. Podczas spowolnienia gospodarczego i rosnącego bezrobocia konkurencja jest jeszcze większa. – Dlatego ludzie, zamiast wydawać pieniądze na wakacje, samochody czy nawet wielkoekranowe telewizory, wolą inwestować w siebie i poprawić swoje możliwości konkurowania na rynku pracy. Amerykanie to społeczeństwo, w którym ceni się młody wygląd i osoby, które są pełne wigoru. Wystarczy spojrzeć na Biały Dom i zobaczyć, w jakim wieku jest nasz prezydent – zauważa Steven Hopping. Podobny trend obowiązuje nie tylko w polityce, ale i w prywatnych korporacjach. – Jeśli pracodawca ma do wyboru dwie osoby o podobnych kwalifikacjach, to wybierze tę, która sprawia wrażenie bardziej wypoczętej, a nie tę, która wygląda na tak zmęczoną, jakby od pół roku nie miała dnia wolnego – twierdzi dr Fleming. I dodaje, że bardzo często do jego kliniki zgłaszają się bezrobotni, którzy decydują się na operację plastyczną. – Nie robią tego ze względów osobistych, żeby po prostu ładniej wyglądać. To ich prywatny pakiet stymulujący – podkreśla. Dzięki operacjom plastycznym pacjenci myślą o sobie lepiej, stają się bardziej pewni siebie i dzięki temu bardziej przebojowi. – Gdy nie przechodzą kolejnej rozmowy kwalifikacyjnej, zaczynają się zastanawiać, co jest nie tak. Czy chodzi o mój wiek? A może o mój wygląd? Przychodzą do mnie zasmuceni. Często wystarczy trochę botoksu lub innego wypełniacza, by odzyskali wiarę w siebie – mówi dr Hopping. – Już ćwierć wieku temu przeprowadziliśmy badania na grupie mężczyzn, którzy poddali się operacji plastycznej. Odkryliśmy wówczas, że 90 proc. z nich miało lepsze posady i więcej zarabiało. Doszliśmy wtedy do wniosku, że w dużej mierze zawdzięczają ten sukces właśnie efektowi psychologicznemu i poprawie mniemania o sobie – opowiada Richard Fleming. Podobne wyniki badań uzyskali naukowcy z University of California w 2007 r. "Ludzie postrzegani jako atrakcyjni zarabiają więcej niż średnio atrakcyjni, którzy z kolei zarabiają więcej od osób, które są oceniane jako nieatrakcyjne" – napisali w "Journal of Economic Psychology". Różnica w zarobkach ładnych i brzydszych może sięgać kilkunastu procent. Nic więc dziwnego, że część osób chce poprawić wygląd, by poprawić lub utrzymać swoją pozycję w firmie. – Dotyczy to zwłaszcza mężczyzn, którzy chcą być bardziej konkurencyjni na rynku i gdy zaczynają się starzeć, to przychodzą i robią na przykład operację oczu czy face lifting – opowiada doktor Grzegorz Turowski. [srodtytul]Rewolucja seksualna[/srodtytul] Ze statystyk ASAPS wynika, że kobiety stanowią zdecydowaną większość klientów gabinetów piękności (ok. 90 proc.). – Największy procent moich pacjentów to młode, dwudziestoparoletnie kobiety. Chcą być bardziej atrakcyjne dla potencjalnych mężów czy narzeczonych, więc proszą o powiększenie piersi, liposukcję czy operację nosa. Druga duża grupa zaś to matki, które chcą poprawić piersi czy brzuch po porodzie – opowiada Grzegorz Turowski. Pod skalpele i igły w Ameryce zgłosiło się jednak w ubiegłym roku również 900 tys. mężczyzn – a więc o ponad 8 proc. więcej niż rok wcześniej. Nie, nie, nie! Nie wszyscy byli aktorami, politykami i członkami grup typu Chippendales! – Dziesięć lat temu w mojej klinice mężczyźni stanowili ok. 5 proc. pacjentów, a teraz 30 – 35 proc. W przypadku operacji plastycznych możemy więc w ostatnich latach mówić o rewolucji seksualnej – zauważa Steven Hopping z waszyngtońskiej kliniki. – Mężczyźni stanowią u nas już połowę pacjentów. Osiem – dziewięć lat temu było ich tylko 25 proc., a 20 – 25 lat temu poniżej 10 proc. – opowiada Richard Fleming z Kalifornii. Na jakie zabiegi się decydują? – Dokładnie te same co kobiety, oczywiście za wyjątkiem powiększania piersi – dodaje, podkreślając, że era kowboi i surowych facetów już w Ameryce minęła. A reklamy kreują teraz zupełnie inny wzór idealnego mężczyzny. Mężczyzny dobrze ubranego, zadbanego i pewnego siebie. [srodtytul]Zatrzymać młodość[/srodtytul] Specjaliści, z którymi rozmawialiśmy, zwracają uwagę, że na zabiegi kosmetyczne decydują się coraz młodsi ludzie. Dzięki temu chirurdzy mogą jedynie pomóc pacjentom zatrzymać młody wygląd i nie muszą przeprowadzać ryzykownej, chirurgicznej rewolucji. Również statystyki ASAPS pokazują, że ludzie nie czekają z operacją do wieku emerytalnego. Najwięcej zabiegów, 44 proc., przypada na 35 – 50-latków. Na drugim miejscu – 27 proc. – są pacjenci w wieku od 51 do 64 lat, a na trzecim – 20 proc. – osoby od 19. do 34. roku życia. Grupą wiekową, która najrzadziej decyduje się na tego typu operacje i zabiegi, są nastolatki przed ukończeniem 18. roku życia – stanowią one 2 proc. klientów. 7 proc. to zaś osoby, które skończyły 65 lat. Na kosmetycznej liście przebojów w kategorii nieoperacyjnych zabiegów upiększających króluje botoks. Na jego zastosowanie zdecydowało się 2,56 mln klientów. Na kosmetycznym podium znalazło się również wstrzykiwanie kwasu hialuronowego – 1,3 mln zabiegów – oraz laserowa depilacja, na którą również zdecydowało się ok. 1,3 mln Amerykanek i Amerykanów. Wśród operacji plastycznych na pierwszym miejscu w 2009 r. znalazł się zabieg powiększania piersi, na który zdecydowało się 312 tys. kobiet. Niewiele mniej Amerykanek i Amerykanów – 284 tys. – postawiło na odsysanie tłuszczu. W operację powiek zainwestowało 150 tys. osób. Coraz większą popularnością cieszyły się też operacje nosa (138 tys.) – w porównaniu z 2008 rokiem ich liczba skoczyła aż o 74 proc. Na piątym miejscu znalazła się zaś plastyka brzucha (128 tys. zabiegów). [srodtytul] Nowa twarz za 50 tysięcy[/srodtytul] W zależności od regionu kraju i konkretnej kliniki za botoks i inne wypełniacze na konto gabinetu kosmetycznego trzeba wstrzyknąć średnio od 500 do 1000 dol. (1,4 – 2,8 tys. zł). Face lifting to już jednak koszt dobrych wakacji dla całej rodziny, a więc od 7 do 18 tys. dol. (ok. 20 – 50 tys. zł). Operacja nosa kosztuje natomiast 7 – 10 tys. dol. (20 – 28 tys. zł). Powiększanie piersi i plastyka brzucha to wydatek rzędu 8 tys. dol. (ok. 22 tys. zł). Odsysanie tłuszczu kosztuje ok. 7 – 9 tys. dol. (ok. 20 – 25 tys. zł), przeszczep włosów mniej więcej 6 tys. dol. (ok. 17 tys. zł), a operacja powiek ok. 5 – 8 tys. dol. (14 – 22 tys. zł). A potem błysk zazdrości w oczach kolegów – bezcenny. [i]Jacek Przybylski z Waszyngtonu[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL