Od żółtaczki do depresji

aktualizacja: 16.03.2010, 01:30
Skutkiem ubocznym leczenia żółtaczki typu C może być depresja. Jej obj...
Skutkiem ubocznym leczenia żółtaczki typu C może być depresja. Jej objawy pojawiają się zwykle po jednym – trzech miesiącach podawania interferonu
Foto: Corbis

Wielu leczonych na żółtaczkę typu C wymaga pilnie pomocy psychiatry, ale jej nie dostaje. Skutki bywają opłakane

Sprawa Marka B. to precedens. W maju 2006 r. 24-letni wówczas muzyk zaatakował nożem działacza organizacji anarchistycznych. Media spekulowały, że zrobił to z powodów światopoglądowych, co się nie potwierdziło. Podczas procesu wyszło na jaw, że miesiąc przed atakiem B. zakończył ponadroczne leczenie żółtaczki typu C. Stosował interferon.
Sprawa Marka B. to precedens. W maju 2006 r. 24-letni wówczas muzyk zaatakował nożem działacza organizacji anarchistycznych. Media spekulowały, że zrobił to z powodów światopoglądowych, co się nie potwierdziło. Podczas procesu wyszło na jaw, że miesiąc przed atakiem B. zakończył ponadroczne leczenie żółtaczki typu C. Stosował interferon.
Skutki uboczne takiej terapii są dobrze znane pacjentom i ich rodzinom. Depresja, lęk, psychozy występują obok gorączki, bólów brzucha, chudnięcia, wypadania włosów. Publikacje naukowe wśród możliwych skutków ubocznych wymieniają skłonności samobójcze oraz myśli o popełnieniu morderstwa.
Skutki uboczne takiej terapii są dobrze znane pacjentom i ich rodzinom. Depresja, lęk, psychozy występują obok gorączki, bólów brzucha, chudnięcia, wypadania włosów. Publikacje naukowe wśród możliwych skutków ubocznych wymieniają skłonności samobójcze oraz myśli o popełnieniu morderstwa.
W połowie kuracji interferonem rodzina Marka B. zauważyła u niego zmienność nastrojów i niekontrolowane wybuchy agresji. Zgłosiła to lekarzowi prowadzącemu. Ten wypisał Markowi B. skierowanie do psychiatry w innej placówce. Tam trzeba było czekać pod gabinetem nawet kilka godzin, bez gwarancji, że się zostanie przyjętym. Marek B. po kilku wizytach zrezygnował.
W połowie kuracji interferonem rodzina Marka B. zauważyła u niego zmienność nastrojów i niekontrolowane wybuchy agresji. Zgłosiła to lekarzowi prowadzącemu. Ten wypisał Markowi B. skierowanie do psychiatry w innej placówce. Tam trzeba było czekać pod gabinetem nawet kilka godzin, bez gwarancji, że się zostanie przyjętym. Marek B. po kilku wizytach zrezygnował.
W opinii dla sądu prof. Janusz Cianciara, hepatolog (specjalista od chorób wątroby), napisał: „Jest bardzo prawdopodobne, że szereg zaburzeń u pana Marka B. było związanych z leczeniem interferonem”.
W opinii dla sądu prof. Janusz Cianciara, hepatolog (specjalista od chorób wątroby), napisał: „Jest bardzo prawdopodobne, że szereg zaburzeń u pana Marka B. było związanych z leczeniem interferonem”.
Sąd nie przychylił się do tego zdania. Wyniki obserwacji psychiatrycznej, którą przeprowadzono po pół roku od terapii, wykazały, że B. jest zdrowy psychicznie. Problem w tym, że skutki uboczne działania leków odczuwa się zwykle nie dłużej niż pół roku po leczeniu.
Sąd nie przychylił się do tego zdania. Wyniki obserwacji psychiatrycznej, którą przeprowadzono po pół roku od terapii, wykazały, że B. jest zdrowy psychicznie. Problem w tym, że skutki uboczne działania leków odczuwa się zwykle nie dłużej niż pół roku po leczeniu.
W takiej sytuacji jak Marek B., czyli bez stałego kontaktu z psychologiem lub psychiatrą, jest większość pacjentów leczonych interferonem. Terapia tym lekiem lub jego kombinacją z rybawiryną jest obowiązującym w Polsce i na świecie standardem w przypadku zapalenia wątroby typu C wywołanego przez wirus HCV. Nieleczona choroba może prowadzić do marskości lub raka wątroby.
W takiej sytuacji jak Marek B., czyli bez stałego kontaktu z psychologiem lub psychiatrą, jest większość pacjentów leczonych interferonem. Terapia tym lekiem lub jego kombinacją z rybawiryną jest obowiązującym w Polsce i na świecie standardem w przypadku zapalenia wątroby typu C wywołanego przez wirus HCV. Nieleczona choroba może prowadzić do marskości lub raka wątroby.
Ile osób w Polsce stosowało interferon w ubiegłym roku? NFZ nie ma takich danych. Podaje jedynie, że na żółtaczkę typu B i C (tylko w tej drugiej stosuje się interferon) było leczonych ponad 6500 osób, w grudniu 2009 r. na terapię czekało dalsze ponad 3300 chorych. Średnia długość oczekiwania na leczenie to 180 dni. Ale w niektórych rejonach kraju, np. na Śląsku, można czekać latami.
Ile osób w Polsce stosowało interferon w ubiegłym roku? NFZ nie ma takich danych. Podaje jedynie, że na żółtaczkę typu B i C (tylko w tej drugiej stosuje się interferon) było leczonych ponad 6500 osób, w grudniu 2009 r. na terapię czekało dalsze ponad 3300 chorych. Średnia długość oczekiwania na leczenie to 180 dni. Ale w niektórych rejonach kraju, np. na Śląsku, można czekać latami.
 
 
 
 
Teoretycznie przed rozpoczęciem leczenia interferonem pacjent powinien zgłosić lekarzowi wszystkie problemy zdrowotne, zwłaszcza choroby psychiczne, depresję, zmienność nastrojów. Wskazana jest też wizyta u lekarza psychiatry.
Teoretycznie przed rozpoczęciem leczenia interferonem pacjent powinien zgłosić lekarzowi wszystkie problemy zdrowotne, zwłaszcza choroby psychiczne, depresję, zmienność nastrojów. Wskazana jest też wizyta u lekarza psychiatry.
Prof. Cianciara nie ma jednak złudzeń: – Takie postępowanie nie jest w Polsce powszechne, co powoduje, że wielu chorych nie ujawnia swoich problemów psychicznych i nasilają się one w czasie leczenia interferonem.
Prof. Cianciara nie ma jednak złudzeń: – Takie postępowanie nie jest w Polsce powszechne, co powoduje, że wielu chorych nie ujawnia swoich problemów psychicznych i nasilają się one w czasie leczenia interferonem.
Dlaczego pacjenci boją się mówić o problemach psychicznych? Wynika to z faktu, że zgodnie z zarządzeniem NFZ są one przeciwwskazaniem do zakwalifikowania do terapii. Przyznając się do zaburzeń psychicznych, pacjent naraża się na skreślenie z kolejki.
Dlaczego pacjenci boją się mówić o problemach psychicznych? Wynika to z faktu, że zgodnie z zarządzeniem NFZ są one przeciwwskazaniem do zakwalifikowania do terapii. Przyznając się do zaburzeń psychicznych, pacjent naraża się na skreślenie z kolejki.
W Stowarzyszeniu Pomocy Chorym z HCV Prometeusze opowiadają historię Katarzyny. Gdy otwarcie przyznała się do choroby psychicznej, leczenia odmawiali jej kolejni lekarze. Nikt nie chciał wziąć na siebie odpowiedzialności za skutki uboczne leczenia.
W Stowarzyszeniu Pomocy Chorym z HCV Prometeusze opowiadają historię Katarzyny. Gdy otwarcie przyznała się do choroby psychicznej, leczenia odmawiali jej kolejni lekarze. Nikt nie chciał wziąć na siebie odpowiedzialności za skutki uboczne leczenia.
Katarzyna trafiła w końcu w ręce doświadczonego lekarza, który nie bał się podjąć ryzyka. Przy współpracy z dwoma psychiatrami przeprowadził ją przez terapię. Dziś, pół roku po jej zakończeniu, Katarzyna ma ujemny wynik testu na obecność wirusa. Została wyleczona.
Katarzyna trafiła w końcu w ręce doświadczonego lekarza, który nie bał się podjąć ryzyka. Przy współpracy z dwoma psychiatrami przeprowadził ją przez terapię. Dziś, pół roku po jej zakończeniu, Katarzyna ma ujemny wynik testu na obecność wirusa. Została wyleczona.
– Z mojego doświadczenia wynika, że pacjenci, którzy na początku zgłaszają chorobę i są pod stałą opieką psychologów oraz psychiatrów, przechodzą przez terapię dużo lepiej niż ci, u których problemy psychiczne wychodzą dopiero w trakcie leczenia – mówi dr Ewa Janczewska-Kazek ze Szpitala Specjalistycznego w Chorzowie, która prowadziła już kilku chorych odrzuconych z powodu problemów psychicznych. Jej zdaniem najważniejsza jest dobra współpraca hepatologa z psychiatrą. Jednorazowa konsultacja niewiele może pomóc.
– Z mojego doświadczenia wynika, że pacjenci, którzy na początku zgłaszają chorobę i są pod stałą opieką psychologów oraz psychiatrów, przechodzą przez terapię dużo lepiej niż ci, u których problemy psychiczne wychodzą dopiero w trakcie leczenia – mówi dr Ewa Janczewska-Kazek ze Szpitala Specjalistycznego w Chorzowie, która prowadziła już kilku chorych odrzuconych z powodu problemów psychicznych. Jej zdaniem najważniejsza jest dobra współpraca hepatologa z psychiatrą. Jednorazowa konsultacja niewiele może pomóc.
 
 
 
 
Na forach internetowych chorych na żółtaczkę typu C ciągle powraca temat złego samopoczucia psychicznego. Leczeni przeżywają załamania nerwowe, nie śpią po nocach, są nadpobudliwi, bywają agresywni.
Na forach internetowych chorych na żółtaczkę typu C ciągle powraca temat złego samopoczucia psychicznego. Leczeni przeżywają załamania nerwowe, nie śpią po nocach, są nadpobudliwi, bywają agresywni.
– Zazwyczaj uznawana jestem za siłę spokoju. Jednak podczas terapii wybuchałam jak Etna. Najgorsze było zbieranie się we mnie agresji, nad którą nie miałam kontroli. Wiedziałam, że nieuchronnie musi być wyładowana, nieważne na kim. Potem był płacz, przepraszanie. Potem znów wybuch – opowiada Ewa.
– Zazwyczaj uznawana jestem za siłę spokoju. Jednak podczas terapii wybuchałam jak Etna. Najgorsze było zbieranie się we mnie agresji, nad którą nie miałam kontroli. Wiedziałam, że nieuchronnie musi być wyładowana, nieważne na kim. Potem był płacz, przepraszanie. Potem znów wybuch – opowiada Ewa.
Z badań wrocławskich psychiatrów i psychoterapeutów opublikowanych w piśmie „Psychiatria Polska” (nr 4, 2006) wynika, że nawet ponad połowa pacjentów leczonych interferonem wymaga konsultacji psychiatrycznych, a w 10 – 25 proc. przypadków wskazane jest podjęcie leczenia. Depresja ujawnia się zwykle po jednym – trzech miesiącach podawania interferonu. Jeśli problem jest monitorowany, można w porę zapewnić pomoc specjalisty i leki antydepresyjne.
Z badań wrocławskich psychiatrów i psychoterapeutów opublikowanych w piśmie „Psychiatria Polska” (nr 4, 2006) wynika, że nawet ponad połowa pacjentów leczonych interferonem wymaga konsultacji psychiatrycznych, a w 10 – 25 proc. przypadków wskazane jest podjęcie leczenia. Depresja ujawnia się zwykle po jednym – trzech miesiącach podawania interferonu. Jeśli problem jest monitorowany, można w porę zapewnić pomoc specjalisty i leki antydepresyjne.
Ale w wielu szpitalach, w których prowadzi się terapię interferonem, nie ma psychologów ani psychiatrów. Poradnie chorób zakaźnych pytane o pomoc psychologiczną często odsyłają do innych placówek.
Ale w wielu szpitalach, w których prowadzi się terapię interferonem, nie ma psychologów ani psychiatrów. Poradnie chorób zakaźnych pytane o pomoc psychologiczną często odsyłają do innych placówek.
W szpitalu przy ul. Jana Pawła II w Ostrołęce na wizytę u psychiatry czeka się kilka miesięcy. Trwają właśnie zapisy na koniec maja. Poradnia sugeruje korzystanie z pomocy szpitala w pobliskich Wojciechowicach.
W szpitalu przy ul. Jana Pawła II w Ostrołęce na wizytę u psychiatry czeka się kilka miesięcy. Trwają właśnie zapisy na koniec maja. Poradnia sugeruje korzystanie z pomocy szpitala w pobliskich Wojciechowicach.
W niektórych szpitalach, np. zakaźnym na warszawskiej Woli lub w Pomorskim Centrum Chorób Zakaźnych i Gruźlicy, prowadzący pacjenta hepatolog wzywa psychiatrę na konsultację. Chorzy wiedzą jednak, że mówiąc o problemach psychicznych, narażają się na przerwanie terapii (mimo że lekarze zastrzegają, że nie robi się tego z błahych przyczyn), i wolą milczeć, bo na leczenie czekali kilka miesięcy.
W niektórych szpitalach, np. zakaźnym na warszawskiej Woli lub w Pomorskim Centrum Chorób Zakaźnych i Gruźlicy, prowadzący pacjenta hepatolog wzywa psychiatrę na konsultację. Chorzy wiedzą jednak, że mówiąc o problemach psychicznych, narażają się na przerwanie terapii (mimo że lekarze zastrzegają, że nie robi się tego z błahych przyczyn), i wolą milczeć, bo na leczenie czekali kilka miesięcy.
– Pacjenci często bagatelizują objawy zaburzeń psychicznych przed terapią, nie przyznają się do nich lub bez wiedzy specjalisty od chorób zakaźnych prowadzą równolegle wspomaganie lekami, np. antydepresantami – przyznaje Monika Rachoń, psycholog z Lublina, która od lat pomaga pacjentom ze stowarzyszenia Prometeusze. – Wynika to chyba z mitu, jaki kiedyś powstał: jeśli przyznasz się do tego, że „bywasz smutny”, to wstrzymają ci terapię.
– Pacjenci często bagatelizują objawy zaburzeń psychicznych przed terapią, nie przyznają się do nich lub bez wiedzy specjalisty od chorób zakaźnych prowadzą równolegle wspomaganie lekami, np. antydepresantami – przyznaje Monika Rachoń, psycholog z Lublina, która od lat pomaga pacjentom ze stowarzyszenia Prometeusze. – Wynika to chyba z mitu, jaki kiedyś powstał: jeśli przyznasz się do tego, że „bywasz smutny”, to wstrzymają ci terapię.
 
 
 
 
Często zresztą to nie pacjent szuka pomocy, lecz jego rodzina. I w starciu z biurokratyczną machiną jest bez szans.
Często zresztą to nie pacjent szuka pomocy, lecz jego rodzina. I w starciu z biurokratyczną machiną jest bez szans.
– Pani musi podać nazwisko pacjenta, bo może trzeba przerwać terapię – krzyczy zdenerwowana doktor z Białej Podlaskiej, gdy podaję się za członka rodziny pacjenta, który zaczął zachowywać się agresywnie.
– Pani musi podać nazwisko pacjenta, bo może trzeba przerwać terapię – krzyczy zdenerwowana doktor z Białej Podlaskiej, gdy podaję się za członka rodziny pacjenta, który zaczął zachowywać się agresywnie.
Jeszcze gorzej jest z dostępem do psychologów, choć w pierwszym okresie prowadzenia terapii ich pomoc w wielu przypadkach by wystarczyła. Można się do nich dostać tylko ze skierowaniem, a terminy są długie. Rzadko przyjmują w przychodniach przyszpitalnych. Kierownicy placówek redukują ich etaty z powodu oszczędności.
Jeszcze gorzej jest z dostępem do psychologów, choć w pierwszym okresie prowadzenia terapii ich pomoc w wielu przypadkach by wystarczyła. Można się do nich dostać tylko ze skierowaniem, a terminy są długie. Rzadko przyjmują w przychodniach przyszpitalnych. Kierownicy placówek redukują ich etaty z powodu oszczędności.
Maciej Skibiński, który pomocą dla osób leczonych interferonem zajmuje się od 2003 r., napisał pracę doktorską na temat wpływu terapii ludzi leczonych interferonem na jakość ich życia. – Jeśli na początku leczenia pacjent jest w kiepskim stanie psychicznym i w depresji, to prawdopodobnie przenosi sytuacje stresowe z życia przed leczeniem. Psychoterapia wtedy pomaga. Jeśli natomiast objawy depresyjne występują po trzecim miesiącu leczenia, mają związek z działaniem interferonu na układ nerwowy. Wtedy potrzebne są leki – wyjaśnia.
Maciej Skibiński, który pomocą dla osób leczonych interferonem zajmuje się od 2003 r., napisał pracę doktorską na temat wpływu terapii ludzi leczonych interferonem na jakość ich życia. – Jeśli na początku leczenia pacjent jest w kiepskim stanie psychicznym i w depresji, to prawdopodobnie przenosi sytuacje stresowe z życia przed leczeniem. Psychoterapia wtedy pomaga. Jeśli natomiast objawy depresyjne występują po trzecim miesiącu leczenia, mają związek z działaniem interferonu na układ nerwowy. Wtedy potrzebne są leki – wyjaśnia.
Skibiński przyjmował pacjentów w Poradni Chorób Wątroby w Poznaniu. Od stycznia tam nie pracuje, bo na jego etat zabrakło pieniędzy.
Skibiński przyjmował pacjentów w Poradni Chorób Wątroby w Poznaniu. Od stycznia tam nie pracuje, bo na jego etat zabrakło pieniędzy.
 
 
 
 
U prawie co trzeciego pacjenta leczonego interferonem występuje depresja – wynika z badań, które w 2000 r. przeprowadził Robert J. Fontana, psychiatra z Uniwersytetu w Michigan (USA), na temat objawów neurologicznych i psychiatrycznych u chorych na wirusowe zapalenie wątroby typu C. Badaniu poddano pacjentów w okresie między szóstym a 12. tygodniem leczenia interferonem alfa lub interferonem z rybawiryną.
U prawie co trzeciego pacjenta leczonego interferonem występuje depresja – wynika z badań, które w 2000 r. przeprowadził Robert J. Fontana, psychiatra z Uniwersytetu w Michigan (USA), na temat objawów neurologicznych i psychiatrycznych u chorych na wirusowe zapalenie wątroby typu C. Badaniu poddano pacjentów w okresie między szóstym a 12. tygodniem leczenia interferonem alfa lub interferonem z rybawiryną.
 
 
Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: a.rybak@rp.pl
Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: a.rybak@rp.pl

POLECAMY

KOMENTARZE