Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Rozdzielenie wojny i wypędzeń

Berlińska wystawa poœwięcona wypędzeniom
Fotorzepa, Witold Chojnacki Wit Witold Chojnacki
Szef Widomego Znaku Manfred Kittel w swoich publikacjach na temat wypędzeń zawarł wiele półprawd i opinii, które nie sposób pozostawić bez komentarza - wskazuje niemiecki publicysta Kurt Nelhiebel
Żadna niemiecka grupa ludnoœci nie doœwiadczyła po Drugiej Wojnie Œwiatowej tak wiele politycznej uwagi jak Wypędzeni – ani osoby poszkodowane w wyniku bombardowań, ani wdowy wojenne, nie wspominajšc już całkiem o politycznych ofiarach władzy narodowosocjalistycznej. Mimo to Wypędzeni zawsze czuli się skrzywdzeni. Ponad 60 lat po wypędzeniach ich cierpienie w opinii Zwišzku Wypędzonych wcišż jeszcze nie jest w wystarczajšcym stopniu przyjmowane do wiadomoœci. Zaradzenia temu rzekomemu złu podjšł się urodzony w 1962 r. historyk Manfred Kittel. W studium o sytuacji wypędzonych po zakończeniu wojny[1] przejmuje on ich skargi i po 185 stronach tekstu z pomocš 242 cytatów z „Deutscher Ostdienst” (DOD), organu Zwišzku Wypędzonych, dochodzi do wniosku, jakoby od poczštku strukturalnie trudna sytuacja ”kultury pamięci o historycznym niemieckim Wschodzie” w latach siedemdziesištych za czasów koalicji socjalliberalnej rozwinęła się tak niekorzystnie, że przyjęła „cechy drugiego, duchowego wypędzenia Wypędzonych” (str. 183). Kittel podchwytuje tym samym stworzone przez Ralpha Giordano pojęcie „drugiej winy”, wedle którego Niemcy po pierwszej winie z czasów Hitlera poprzez jej póŸniejsze wyparcie œcišgnęli na siebie drugš winę.[2]. Tezę tę uważa za legendę. Jego własna legenda o „wypędzeniu Wypędzonych” kończy się przyznaniem, że u socjaldemokratów Wypędzeni zawsze mogli czuć się dobrze. Według niego pod względem polityki wschodniej Willy Brandt dokonał tylko tego, czego czołowi politycy CDU już po nim oczekiwali, ale tylko nie wypowiadali głoœno. Brzmi to tak: „Zadziwiajšco duża gotowoœć ludnoœci Republiki Federalnej nie tylko do politycznego uznania granicy na Odrze i Nysie, ale też niejako do duchowego skreœlenia starego Wschodu, zdaje się nie być w żadnym razie wyłšcznie rezultatem pozapolitycznego zmysłu rzeczywistoœci w erze odprężenia lub tendencji do wypierania motywowanych politykš odprężenia. O wiele bardziej była ona zakorzeniona w tendencjach, które miały swój poczštek już w latach pięćdziesištych” (str. 175). Tak samo jak Brandt, również Adenauer miał być przekonany o tym, „że tereny wschodnie nigdy więcej nie będš już należały do Niemiec” (str. 77). Pomiędzy partiami Unii a Socjaldemokratami już w czasach Wielkiej Koalicji Kurta Georga Kiesingera miał istnieć wyższy stopień konsensusu w sprawach polityki wschodniej, niż powszechnie przypuszczano. Decyzję o negocjacjach ze Zwišzkiem Radzieckim miała podjšć już Wielka Koalicja, a nie dopiero koalicja socjalliberalna (str. 102). Mimo to Kittel surowo osšdza socjaldemokratów, nierzadko stosujšc przy tym „przeraŸliwš wymowę swoich Ÿródeł”.[3] Jego krytyka rzekomo niedostatecznego uwzględnienia historycznego niemieckiego Wschodu w kulturze pamięci Republiki Federalnej pokrywa się z zasadniczš postawš Zwišzku Wypędzonych, który konsekwentnie powitał powołanie Kittela na dyrektora federalnej fundacji „Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie” stwierdzeniem, że tym samym „zostały wyznaczone właœciwe kierunki”.[4] Aplauz otrzymał Kittel także z szeregów partii Unii. Przewodniczšcemu Grupy Wypędzonych, Uciekinierów i Wysiedleńców z frakcji CDU/CSU w Bundestagu, Jochanowi-Konradowi Fromme przydarzył się przy tym wstydliwy lapsus; użył on w odniesieniu do Republiki Czeskiej okreœlenia z żargonu nazistowskiego „Tschechei”. Berliński Tagesspiegel skorzystał z okazji do przypomnienia „apologetycznie ugruntowanej rozprawy doktorskiej” Kittela o pokonywaniu przeszłoœci w erze Adenauera, która œcišgnęła na niego zarzut usprawiedliwiania sšdów wojennych Hitlera.[5] Jego promotor Horst Möller nie tylko przymknšł oczy na to usprawiedliwienie, ale także na szereg nieprawidłowoœci rzeczowych. Möller wybił się w roku 2000 tym, że na znak swojej łšcznoœci z Ernstem Nolte zastšpił Angelę Merkel w funkcji laudatora, po tym jak przewodniczšca CDU odmówiła wygłoszenia uroczystej mowy z okazji przyznania przez Fundację Niemieckš Nagrody im. Konrada Adenauera Ernstowi Nolte, powołujšc się na „osobiste trudnoœci” z laureatem.[6] Möller zdystansował się wprawdzie od najbardziej spornych tez Noltego, ale jego wystšpienie było tak samo ostro krytykowane przez kolegów, jak zbiór wypracowań na temat spornej „Czarnej Księgi Komunizmu”, którš wydał pod tytułem „Czerwony Holocaust i Niemcy” w roku 1999. Natomiast „Junge Freiheit” chwaliła ten zbiór jako „wspaniały œrodek” do zrozumienia i oceny najbardziej spornych wypowiedzi w (Czarnej) Księdze.[7]
[srodtytul] Luki w wiedzy [/srodtytul] Przez szeœć lat ordynariusz historii nowszej i najnowszej na Uniwersytecie Monachijskim zapoznawał wschodzšcego historyka Kittela, według jego słów, z zagadnieniami historii czasu i przede wszystkim historii federalnej. Na koniec wyszło z tego œwiadectwo czystoœci dla ery Adenauera, które czyta się miejscami jak artykuł z organu CSU Bayern-Kurier w erze Marcela Heppa lub Wilfrieda Scharnagla. Naturalnie Kittel nie może powstrzymać się od wspomnienia kilku najgorszych skandali Republiki Federalnej, jak choćby przypadku sekretarza stanu w Federalnym Urzędzie Kanclerskim i komentatora norymberskich ustaw rasowych, dr Hansa Globke, którego deputowany SPD Carlo Schmid niegdyœ w Bundestagu zaliczył do tych osób, których postępowanie obiektywnie prowadzi do Auschwitz.[8] Nie omija też nazwisk byłego Naczelnego Radcy Sšdu Wojennego Ernsta Kantera i byłego Federalnego Ministra ds. Wypędzonych Theodora Oberländera. Dla niego sš to jednak tylko przykłady politycznych nagonek. Wysoce nieposzlakowane osobistoœci nie brały Globkemu za złe, że „pomógł tysišcom Żydów dyskretnie, ale w sposób prawnie niepodważalny”, pisze Kittel w swojej legendzie o „drugiej winie” (str. 368), nie nazywajšc jednak konkretnie choćby jednego jedynego przypadku. Ani słowa także o tym, że Globke sam póŸniej odczuł swój komentarz do ustaw rasowych jako „okropny i przerażajšcy” i ani słowa o tym, że jego przypadek „musiał przesunšć straszne wydarzenia przeszłoœci w półmrok tego, co być może nie jest całkiem nieusprawiedliwione, ale w każdym razie wybaczalne, nie wspominajšc już o negatywnych skutkach dla porzšdku publicznego, społeczno-politycznego”, jak zauważył Hermann Greive, profesor judaistyki w Instytucie Martina Bubera w Kolonii w swojej historii nowożytnego antysemityzmu.[9] Do tych negatywnych skutków należało między innymi to, że jeden z najgorszych oprawców z obozu koncentracyjnego, skazany póŸniej na dożywotnie ciężkie więzienie Oswald Kaduk, w procesie w sprawie Auschwitz przytoczył przypadek Globkego na swoje odcišżenie. On sam miał być przecież „tylko pomocnikiem”. Osoby „naprawdę winne” miały chodzić wolne. „Gdy pomyœlę o sekretarzu stanu Globkem, to pytam się, dlaczego mierzy się dwiema różnymi miarami.”[10] Była lekarka-więŸniarka dr Ella Lingens nie robiła tajemnicy ze swojej pogardy wobec póŸniejszych prób oczyszczenia. W rejonie chorych obozu kobiecego w Auschwitz spotkała lekarza SS dr Rohde, który sšdził, że zna jš z czasów wspólnych studiów w Marburgu. „On uratował mi życie”, powiedziała œwiadek, „ale jest też odpowiedzialny za œmierć dziesištek tysięcy. Wszyscy, którzy w ten sposób próbowali sobie stworzyć alibi, mordowali w innych przypadkach bez wahania”.[11] Minister ds. Wypędzonych Theodor Oberländer (CDU) według relacji Kittela stał się ofiarš celowego oszczerstwa. „W tej sprawie” jego dymisja była jakoby nieuzasadniona (str. 342). Chociaż Oberländer z powodu memorandum dla wojskowego „Oberbefehlshaber Russland Süd” w 1943 r. został wyrzucony z NSDAP i obłożony zakazem wykładania, to „mocno zainspirowane przez SPIEGLA dziennikarstwo akcyjne” postawiło ministra w roku 1959 „ponownie pod pręgierzem” (str. 83). W rzeczywistoœci skandal polityczny wokół Ministra ds. Wypędzonych został wywołany przez frankfurcki tygodnik Die Tat. Organ pozostałych przy życiu i ofiar reżimu narodowosocjalistycznego w wydaniu z 26 wrzeœnia 1959 r. pod tytułem „Minister Oberländer ciężko podejrzany” napisał, że w czasie obecnoœci stojšcego pod politycznym kierownictwem Oberländera batalionu „Nachtigall” [Słowik] po niemieckim wkroczeniu do Lwowa doszło do masowych mordów na Żydach i intelektualistach.[12] Aby wstrzymać rozpowszechnianie wydania, minister w godzinach nocnych w miejscu druku w Fuldzie uzyskał zarzšdzenie o zajęciu i zadbał tym samym niechcšcy o taki rozgłos, jakiego właœnie chciał uniknšć. Oberländer nie mógł wypowiedzieć się publicznie o zajœciach w Lwowie. Po tym jak sam Adenauer odwrócił się od niego, w dniu 3 maja 1960 r. wręczył swojš dymisję. Karne postępowanie przygotowawcze przeciwko niemu zostało umorzone z powodu braku podejrzenia o przestępstwo. Prokuratura w Bonn w postanowieniu o umorzeniu potwierdziła, że w Lwowie rzeczywiœcie doszło do pogromu. Nie można też wykluczyć, że pojedynczy członkowie batalionu „Nachtigall”, których nazwisk nie da się stwierdzić, wbrew jednoznacznym rozkazom dowódcy batalionu dr Herznera i oficera łšcznikowego Oberländera brali udział w ekscesach w Lwowie.[13] Bez przywišzywania wagi do historycznego znaczenia tego przypadku akta zostały zniszczone jako „niegodne archiwizacji”. Także były Naczelny Radca Sšdu Wojennego Ernst Kanter, który po Drugiej Wojnie Œwiatowej pełnił funkcję przewodniczšcego 3. Senatu w Trybunale Federalnym w politycznych postępowaniach karnych, znajduje w Kittelu usilnego, choć nieszczególnie dobrze znajšcego się na rzeczy obrońcę. Kantera oskarżono o to, że jako główny sędzia Wehrmachtu w okupowanej Danii był odpowiedzialny za egzekucję dużej liczby niemieckich żołnierzy i duńskich bojowników ruchu oporu.[14] Kittel, powołujšc się na publikację prasowš z wydawnictwa Axel Springer twierdzi, że Kanter należał do ruchu oporu, a ze strony duńskiej po roku 1945 nie podnoszono przeciwko niemu wyraŸnie żadnych zarzutów.[15] Na obronę wywodzi dalej, że niemieckie sšdy wojenne miały do wypełnienia tylko „zwykłe zadania sędziów karnych” i nie były „typowš instytucjš narodowosocjalistycznš”. Ani słowa o tym, że 23 000 niemieckich żołnierzy zostało straconych na podstawie wyroków niemieckich sšdów wojennych, podczas gdy amerykańskie siły zbrojne w latach wojny dokonały egzekucji 146 własnych żołnierzy, Francuzi 102 a Brytyjczycy 26.[16] Twierdzenie, że ze strony duńskiej po roku 1945 nie były podnoszone żadne zarzuty przeciwko Kanterowi, jest fałszywe. W 1958 r. duński „Komitet byłych więŸniów politycznych i członków narodowego ruchu wyzwoleńczego” przekazał niemieckiej ambasadzie w Kopenhadze oœwiadczenie protestacyjne, w którym twierdzono, że miejsce Kantera jest „nie na krzeœle sędziowskim, ale na ławie oskarżonych”.[17] Fałszywe jest również przedstawienie przez Kittela afery orderowej wokół zastępcy przewodniczšcego rady nadzorczej Ruhrchemie AG, dr Heinricha Bütefischa, wedle którego oburzona opinia publiczna zapobiegła przyznaniu Wielkiego Krzyża Zasługi Republiki Federalnej byłemu dyrektorowi IG-Farben (str. 172). Prawdš jest raczej, że Bütefisch, którego nazwisko Kittel przemilcza, otrzymał order. Jako dyrektor należšcych do koncernu IG-Farben zakładów Leunawerke Bütefisch był odpowiedzialny za przymusowy zakład w Auschwitz-Monowitz, gdzie więŸniowie obozu masowej zagłady byli przed uœmierceniem osadzani do pracy przymusowej. Aliancki Trybunał Wojskowy w Norymberdze skazał z tego powodu Bütefischa w dniu 20 lipca 1948 r. na szeœć lat więzienia. Federalny Krzyż Zasługi został mu przekazany w marcu 1964 przez Ministra Gospodarki Północnej Nadrenii-Westfalii Gerharda Kienbauma podczas Tygodnia Braterstwa – w cztery miesišce po rozpoczęciu frankfurckiego procesu oœwięcimskiego. Dopiero telefon szwajcarskiej gazety żydowskiej unaocznił uczestnikom, jakš niezręcznoœć popełnili. Ukazujšcy się w Zurychu Israelitisches Wochenblatt zwrócił się do kancelarii orderu w Bonn z zapytaniem, czy rzeczywiœcie zgadza się to, co się tam wydarzyło i czy nie wiedziano, o kogo chodzi w przypadku Heinricha Bütefischa. Kancelaria zaalarmowała po tym prezydenta federalnego Heinricha Lübke (CDU) i premiera Północnej Nadrenii-Westfalii Franza Meyersa (CDU), z takim skutkiem, że Bütefisch musiał zwrócić swój order.[18] Inny z drużyny byłych dyrektorów IG-Farben mógł zatrzymać Order Zasługi, mianowicie dr Friedrich Jähne. Cztery lata wczeœniej otrzymał nawet Wielki Federalny Krzyż Zasługi z Gwiazdš, przy czym nikt już nie pamiętał o tym, że Jähne z powodu „zbrodni grabieży cudzej własnoœci na terenach okupowanych” został skazany na półtora roku więzienia. [srodtytul] W „królestwie legendy” [/srodtytul] To, co Kittel prezentuje czytelnikowi jako przykład publicznej czujnoœci, było więc w rzeczywistoœci jednym z wielu przykładów wypartej przeszłoœci narodowosocjalistycznej, którymi era Adenauera była prawie wybrukowana. Wszystko to Kittel z wielkim gestem odsuwa na bok, bo „w obliczu decydujšcego pytania o ‘pokonywanie przeszłoœci’ w drodze urzšdzenia stabilnej demokracji” wydaje mu się to „ostatecznie drugorzędne” (str. 228). Niemiecka historia federalna jawi mu się w wielu miejscach „jako jedyna próba ideowego i materialnego pokonania narodowosocjalistycznej przeszłoœci” (str. 387). Wszelkie „’antyfaszystowskie’, neomarksistowskie lub inne krytykujšce przywrócenie dawnego porzšdku politycznego teorie na temat nieudanego ‘pokonania przeszłoœci’ w erze Adenauera” miałyby należeć do „królestwa legendy” (str. 385). Tymczasem w relacji Kittela nowe „pokonanie przeszłoœci” przesunęło się na horyzont czasowy, pokonanie przeszłoœci NRD. Tego też jednak nie rozumie do końca. Jego twierdzenie, że „straszni” prawnicy SED byli „trudni do pojmania”, bo rzšd Modrowa dał im okazję „do przefarbowania swoich akt kadrowych”, nie ma nic wspólnego z rzeczywistoœciš (str. 383). W rzeczywistoœci federalny wymiar sprawiedliwoœci potrafił bardzo dobrze pojmać sędziów z NRD. W toku „zasadniczo zmienionego orzecznictwa” (BGH AZ 5 StR 747/94 [Trybunał Federalny sygn. akt 5 StR 747/94]) wyrzucił z pokładu wszystko, co dotychczas wymyœlił dla ochrony obcišżonych sędziów narodowego socjalizmu; po uniewinnieniu nazistowskiego wymiaru sprawiedliwoœci w żadnym wypadku nie mogło nastšpić uniewinnienie wymiaru sprawiedliwoœci NRD. Tak więc Bundestag zmienił ustawowe terminy przedawnienia, a Trybunał Federalny w odniesieniu do obywateli NRD pozbawił mocy najwyższš zasadę działania państwa prawa, zakaz karania wstecz na podstawie artykułu 103 Ustawy Zasadniczej, posunięcie, które do dzisiaj pozostało w dalekim stopniu niezauważone. Jak słychać Kittel tymczasem zdystansował się do swojej nieudanej próby na temat udanego pokonania przeszłoœci w erze Adenauera. W młodzieńczym uniesieniu podszedł ponoć do tego tematu zbyt ostro. PóŸniej na gruncie międzynarodowych kontaktów naukowych zrewidował swojš pozycję i doszedł do odmiennego zdania.[19] Taka rewizja zrobiłaby też dobrze jego ksišżce z roku 2007 o rzekomym wypędzeniu wypędzonych, już tylko z powodu twierdzenia, że podczas przymusowego wysiedlenia zmarły szacunkowo „jakieœ dwa miliony ludzi”.[20] Rok wczeœniej wyrażał się daleko ostrożniej. W swojej napisanej wspólnie z Horstem Möllerem pracy o dekretach Beneša, o której jeszcze będzie mowa, czytamy, szacunki sięgały „od kilkuset tysięcy do ponad dwóch milionów”.[21] Archiwum Federalne w roku 1975 oszacowało liczbę ofiar na 600 000. Kittel zna tę liczbę, ale nie podaje jej, jawnie dlatego, że Zwišzek Wypędzonych obstawał wtedy przy dwóch milionach, liczbie, którš Ingo Haar tymczasem tak samo odrzucił jako nieuzasadnionš. Prawidłowo należy wyjœć od 500 000 do 600 000 ofiar przemocy.[22] Przymusowe wysiedlenie 12 do 14 milionów Niemców z Europy Œrodkowowschodniej Kittel nazywa „największš akcjš wypędzeń w historii œwiata” (str. 7). Według Gottholda Rhode to wydarzenie było jednak częœciš obszerniejszej akcji łšcznej. „Uprzytomnijmy sobie”, pisze Rohde, „że w ostatnich dwunastu latach ponad 40 milionów ludzi w Niemczech Wschodnich i Europie Wschodniej, gnanych przymusem i strachem, musiało opuœcić swojš ojczyznę.”[23] Między innymi Rhode przypomina o rygorystycznym wysiedleniu 1,2 miliona Polaków i 300 000 Żydów, którzy pomiędzy rokiem 1939 a 1940 zostali przeniesieni do tak zwanego Generalnego Gubernatorstwa. Te przeprowadzane przeważnie w nocy z zaskoczenia ewakuacje były dla osób nimi dotkniętych nadzwyczaj ciężkie, co bardzo zaszkodziło Niemcom na wschodzie, „bo podczas wszystkich póŸniejszych przedsięwzięć można było wskazywać na ten przykład”. Sam Kittel i jego mentor Horst Möller mówiš o 40 do 70 milionach Europejczyków, którzy w epoce obydwu wojen œwiatowych „od Finlandii aż po Kaukaz” stracili swš ojczyznę.[24] [srodtytul]Instrumentalizacja „niemieckich cierpień i ofiar” [/srodtytul] Co oznacza wymuszona strata ojczyzny, może w rzeczywistoœci ocenić tylko ten, kto sam przeżył wypędzenie. Także osoby wygnane z kraju przez narodowych socjalistów czuły się głęboko zranione utratš ojczyzny. Poruszajšce opisy, stworzone na dalekim wygnaniu, w ciężkich warunkach życiowych dajš temu najwymowniejsze œwiadectwo. Tym wypędzonym zabrania się równoprawnego miejsca w zbiorowej pamięci, nie dlatego, że chodzi o porównywalnie małš grupę – ziomkostwo Niemców z Litwy liczy według własnych informacji w końcu także tylko tysišc osób -, ale dlatego, że ich los w przeciwieństwie do losu „normalnych” wypędzonych nie dał się zinstrumentalizować. Według Kittela w czasach Zimnej Wojny w Republice Federalnej istniało „wystarczajšco dużo okazji politycznych do uwypuklenia (wschodnio)niemieckich cierpień i ofiar” i do tego, aby zbrodni popełnionych przez Niemców na wschodzie „nie stawiać w centrum wydarzeń” (str. 9). Zachodni sojusznicy tolerowali wypieranie przeszłoœci narodowosocjalistycznej, tak długo jak uważali swojš politykę odpychania komunistycznej strefy wpływów za obiecujšcš. Zmieniło się to w roku 1959 wraz z wygłoszonym po raz pierwszy publicznie żšdaniem francuskiego prezydenta Charlesa de Gaulle’a, aby Niemcy zachodni uznali granicę na Odrze i Nysie jako warunek ponownego zjednoczenia Niemiec. Strona niemiecka poddaje się „niebezpiecznej iluzji na temat stanu faktycznego i możliwoœci jego korekty”, mówiono do tego uzupełniajšco z Paryża.[25] Nie zważajšc na to rzšd i opozycja wcišż schlebiały Wypędzonym, aby nie odstraszyć ich jako wyborców. Jeszcze w roku 1961 zarzšd SPD domagał się „powrotu Wypędzonych, czyli urzeczywistnienia ich prawa do ojczyzny”.[26] Kittel wspomina wypowiedŸ de Gaulle’a jedynie na marginesie (str. 77). W zamian wyczerpujšco zajmuje się mediami niemieckimi, które odegrały „głównš rolę w zmianie klimatu wokół polityki wschodniej i kultury pamięci” (str. 31). Wymienia z nazwiska warszawskiego korespondenta Frankfurter Allgemeine Zeitung, Hansjakoba Stehle, który jako „bardziej zdecydowany zwolennik nowej polityki wschodniej” został przez wydawców FAZ zastšpiony przez „bardziej wstrzemięŸliwš koleżankę”, dziennikarza telewizyjnego Jürgena Neven du Mont, który z powodu artykułu o Wrocławiu został przez zwišzki Wypędzonych nazwany „zamaskowanym komunistš na służbie Gomułki” oraz dziennikarza telewizyjnego Klausa Bednarza, którego filmy dokumentalne miały być „problematyczne” (str. 153). O ataku wœciekłych Wypędzonych na Neven du Monta podczas spotkania Œlšzaków w 1963 r. w Kolonii Kittel umiał napisać tylko, że pół tuzina radykalnych nerwusów dało się porwać do obelg i gróŸb, „podczas gdy sto tysięcy innych uczestników spotkania jedynie buczeniem artykułowało swoje niezadowolenie” (str. 44). Na taœmie to niezadowolenie brzmiało tak: „Zabić Neven du Monta! Nie potrzebujemy tych œwiń, które zdradzajš ojczyznę. Wyœlijcie tego osobnika do Polski! Żydowska œwinia! Komunistyczna œwinia! Polski pies! Zabić! Bolszewicy z Niemiec Wschodnich precz!”[27] Konserwatywna Deutsche Zeitung z 11 czerwca 1963 uznała to za „odmianę wolnoœci opinii” i mówiła o wybuchu złoœci „z rozgoryczenia z powodu własnej niemocy”, chociaż Wypędzeni w żadnym czasie nie byli wydani bezbronnie wrogiemu w ich mniemaniu œwiatu mediów. Oprócz 336 własnych periodyków o łšcznym nakładzie okršgłych dwóch i pół miliona egzemplarzy również szeroko rozgałęziona według Kittela prasa Springera dbała o „pewnš przeciwwagę”. O ile już Konrad Adenauer starał się, aby, jak przyznał Kittel, „nie zawsze łatwe w utrzymaniu pod względem polityki zagranicznej” zwišzki Wypędzonych nie urosły ponad miarę (str. 77), to SPD i FDP musiały użyć już naprawdę wszystkich sił, aby utrzymać w ryzach „najradykalniejszš grupę walczšcš z politykš wschodniš Brandta i Scheela”, jak sam okreœlił się BdV.[28] Znały one bolesne miejsce „notorycznie potrzebujšcego pieniędzy” BdV i cięły, aby zapewnić sobie nieco oddechu, między innymi œrodki dla prezydium Zwišzku Wypędzonych. Ministerstwo ds. Stosunków Wewnštrzniemieckich wyjaœniło, że organizacja, która według własnych danych reprezentuje okršgłe 11 milionów ludzi, powinna właœciwie być w stanie finansować swoje biuro federalne własnymi siłami. Według relacji BdV dopłaty do organizacji dla zwišzków Wypędzonych w cišgu trzech lat zostały zmniejszone o połowę. Kittel łšczy z tym pytanie, czy tego zdarzenia nie można interpretować „jako symptomu ‘wypędzenia Wypędzonych’ z niemieckiego społeczeństwa federalnego”. „Na pewno nie bezpoœrednio”, brzmi jego odpowiedŸ, ale może kryło się za tym problematyczne wyobrażenie, że wschodnioniemieckie dziedzictwo kulturowe można pielęgnować bez tych, którzy pochodzš z odnoœnych rejonów i sš demokratycznie legitymowani do mówienia o starej ojczyŸnie (str. 111). Przypuszczenie to trafia w próżnię, tym bardziej, że – jak przyznaje Kittel – rozwój etatu kulturalnego Ministerstwa ds. Wypędzonych nie musiał być koniecznie interpretowany jako oznaka „nowej wrogoœci” rzšdu federalnego wobec pracy kulturalnej Wypędzonych. Także w latach po roku 1969 istniały realne podwyżki w „znanej ograniczonej wysokoœci” (str. 113). [srodtytul] Mylne obrazy [/srodtytul] To, co zostało przedstawione jako konflikt pomiędzy Socjaldemokratami a Wypędzonymi, w rzeczywistoœci było konfliktem pomiędzy SPD a kierownictwem Zwišzku Wypędzonych. W przeciwieństwie do wrażenia, jakie usiłuje wywołać prezydium BdV, opinie polityczne wypędzonych w każdym czasie różniły się pomiędzy sobš tak samo, jak u innych grup ludnoœci. I tak w roku 1970 tylko 20 000 osób uczestniczyło w wielkiej manifestacji BdV przeciwko nowej polityce wschodniej z Franzem Josefem Straußem w roli głównego mówcy, czyli o wiele mniej niż podczas zwykłych zielonoœwištkowych spotkań Wypędzonych. Rzeczywiœcie ta manifestacja symbolizowała strzał w plecy; najpóŸniej od tego momentu Zwišzki Wypędzonych według Kittela stały w jednej linii z CDU, a przede wszystkim z CSU i stawiały, jak wyrazili się Strauß i funkcjonariusz Wypędzonych Czaja, „legalny opór” przeciwko „partii rezygnacji Brandta i Scheela” (str. 105 i 111). Nie zważajšc na „duchowy stan wojny” (Kittel) pomiędzy partiami koalicji SPD/FDP i wielkimi zwišzkami Wypędzonych (str. 171) rzšd nigdy nie zakręcił całkowicie kurka z pieniędzmi dla zwišzków Wypędzonych, ale nadal wspierał wschodnioniemieckš kulturę pamięci pomimo jej „potencjalnie rewizjonistycznych implikacji”[29]. To nie Bawaria, Badenia Wirtembergia czy Szlezwik-Holsztyn, ale kierowany przez SPD kraj zwišzkowy Północna Nadrenia Westfalia według analizy BdV z roku 1974 uznawana była za „wzorowy kraj” dla patronatów nad byłymi niemieckimi powiatami i gminami na wschodzie. Kittel przyznaje, że „stara niemiecka narodowa nauka o Wschodzie” w niektórych punktach „rzeczywiœcie wymagała przeglšdu”.[30] Mylny obraz rysuje frankoński historyk również w odniesieniu do wyroku z Karlsruhe w sprawie Traktatu podstawowego z NRD. Czytelnik dowiaduje się tylko, że Trybunał Federalny w roku 1973 mocno pod względem prawnym zapisał dalsze istnienie Rzeszy Niemieckiej w granicach z 1937 r., że na gruncie prawa międzynarodowego nie można jeszcze ostatecznie dysponować Niemcami Wschodnimi i że tereny na wschód od Odry i Nysy Łużyckiej nawet w wyniku wejœcia w życie Układu Warszawskiego nie stały się zagranicš. Brzmi to jak zwycięstwo krytyków Willy Brandta, w rzeczywistoœci jednak – i o tym u Kittela nie znajdziemy ani słowa – doznali oni klęski pod względem prawnym. Bawarskiemu rzšdowi w drodze wniosku w Karlsruhe nie udało się mianowicie odrzucić Traktatu o podstawach stosunków z NRD jako niekonstytucyjnego i tym samym nieważnego. Konstrukcja prawna o dalszym istnieniu Rzeszy Niemieckiej w granicach z 1937 r. rozbiła się tymczasem o normatywnš siłę faktów. „Umowš o ostatecznej regulacji w odniesieniu do Niemiec” z 12 wrzeœnia 1990 r. ostateczny charakter granic zjednoczonych Niemiec został potwierdzony i uznany za istotny składnik pokojowego porzšdku w Europie. Tak zwana Umowa Dwa plus Cztery w imieniu Republiki Federalnej Niemiec została podpisana przez ówczesnego Ministra Spraw Zagranicznych Hansa-Dietricha Genschera (FDP). Ani on, ani Kanclerz Federalny Kohl (CDU) nie zostali z tego powodu zwymyœlani jako „politycy rezygnacji”. Z widowni znikł nie tylko okrzyk bojowy „Rezygnacja to zdrada”, ale także stawiane przez zwišzki Wypędzonych żšdanie stworzenia centralnej placówki zbiorczej dla rejestracji zbrodni wypędzeń, która w taki sam sposób, jak działo się to w przypadku „godnych potępienia zbrodni z czasów Hitlera” miała rejestrować również „godne potępienia zbrodnie sił zwycięskich”. Nie byłby to Manfred Kittel – żałuje on, że to żšdanie pojawiło się ponownie dopiero w połowie lat szeœćdziesištych w kontekœcie debaty o przedawnieniu zbrodni nazistowskich i nie było „bardziej masowo reprezentowane” już wczeœniej, kiedy „wštpliwoœci dotyczšce historycznego wyrównania byłyby mniej powszechne” (str. 71). Musiałoby to jednak zdarzyć się jeszcze przed rokiem 1952, jeszcze zanim Theodor Heuss dał zwolennikom takiego wyrównania następujšcš odprawę: „Nazywanie bezprawnoœci i brutalnoœci innych po to, aby się na to powoływać, to postępowanie osób bez moralnych wymagań, które istniejš we wszystkich narodach. Taryfa cnoty, którš narody same się przystrajajš, jest sprawš szkodliwš i banalnš. Zagraża ona jasnemu, przyzwoitemu uczuciu do ojczyzny, które poniesie każdego, kto œwiadomie stoi w swojej historii, które temu, kto widzi wielkie rzeczy, może dać dumę i bezpieczeństwo, nie może go jednak sprowadzać na złš drogę tępoty faryzejskiej pewnoœci siebie. Gwałtownoœć i bezprawie nie sš rzeczami, które powinno się i wolno używać do wzajemnej kompensacji; ponieważ niosš one w sobie to złe niebezpieczeństwo kumulowania się w œwiadomoœci duchowej; ich waga staje się najgorszym ciężarem w pojedynczym losie, gorzej jeszcze, w losie ludów i narodów.”[31] [srodtytul]Kittela „łańcuchy motywów” i wypędzenie [/srodtytul] Pół wieku po dobitnym upomnieniu pierwszego prezydenta Republiki Federalnej Niemiec Manfred Kittel uskarża się na to, że w przeciwieństwie do œcigania zbrodni narodowego socjalizmu „setki tysięcy zbrodni wypędzeń” nie tylko nie było œciganych, ale „że to zło nie wywołało nawet większych debat społecznych w Republice Federalnej” (str. 180). Te debaty chciałby teraz oczywiœcie nadrobić. Wskutek rewolucji z lat 1989/90 i rozszerzenia UE na wschód miejscom pamięci „wypędzenie” i „niemiecki Wschód” przyrosła znowu „funkcja polityczna”, jaka w erze odprężenia w logiczny sposób już by jej prawie” nie przysługiwała (str. 183). W jakim kierunku powinna przebiegać dyskusja, unaocznia krytyczna postawa Kittela wobec owych „częœci œrodowiska publicystycznego i intelektualnego”, u których widzi on tendencję „do postrzegania przymusowych wysiedleń Niemców ze Wschodu jedynie jako sprawiedliwej pokuty za winę wojny œwiatowej i Holocaustu i rozwišzania niesprawiedliwego charakteru samego wypędzenia w prostej analizie przyczyn i skutków”. Przedstawienie utraty terenów wschodnich jako „wyłšcznej konsekwencji wojny Hitlera” uważa za niewystarczajšce (str. 136), co kończy się przepisywaniem historii, a tym samym sprzeciwem wobec Angeli Merkel, która takim próbom udzieliła jednoznacznej odmowy. W swojej mowie na Westerplatte koło Gdańska wygłoszonej z okazji 70. rocznicy napaœci Niemiec na Polskę oœwiadczyła: „Kiedy w moim kraju do dziœ myœlimy też o losie Niemców, którzy wskutek wojny stracili swojš ojczyznę, to czynimy to w œwiadomoœci odpowiedzialnoœci Niemiec, która była na poczštku wszystkiego. Wtedy czynimy to, nie chcšc zmieniać niczego w trwajšcej zawsze historycznej odpowiedzialnoœci Niemiec. To się nigdy nie zdarzy.” Wraz z powołaniem na dyrektora fundacji „Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie” Manfredowi Kittelowi przybyły nowe możliwoœci do odrobienia „szerokich deficytów w kulturze pamięci”, na które się uskarżał. Sami Wypędzeni od poczštku okazywali niewielkie zainteresowanie zorganizowanym zajęciem się przeszłoœciš. Według ankiety z Allensbach w połowie lat osiemdziesištych tylko jeden procent Wypędzonych należał do jakiegoœ ziomkostwa, jak donosił hamburski tygodnik Die Zeit w dniu 25. stycznia 1985 r. Według Kittela „tylko częœć” członków uczestniczy w działaniach organizacji wypędzonych. Konkretne zapytania o iloœć członków BdV pozostawia bez odpowiedzi. Od trzydziestu lat wcišż jest mowa o dwóch milionach, przy tym wszystkie ziomkostwa należšce do BdV majš w sumie tylko 323 000 członków. Swojš krytykę „prostej analizy przyczyn i skutków” Kittel wyjaœnia w przypisie do swojej ksišżki o „Wypędzeniu Wypędzonych” (str. 169). Mówi tam o „łańcuchach motywów rodzaju polityki narodowej, polityki władzy, ideologicznego i psychologii mas”, które współdziałały przy podejmowaniu decyzji o wypędzeniu i odsyła do „porównywalnie pod względem europejskim naszkicowanego” artykułu „Dekrety Beneša i wypędzenie”, który napisał wspólnie z byłym promotorem swojej pracy doktorskiej Horstem Möllerem.[32] W przeciwieństwie do tego, co obiecuje tytuł, autorom mniej chodzi o te dekrety, ale o wiele bardziej o nowe wyjaœnienie nowszej historii europejskiej. Chcieliby oni wyjšć wydalenie Niemców z Polski i Republiki Czechosłowackiej z bezpoœredniego kontekstu historycznego, a mianowicie przyczynowoœci wojny i wypędzenia i tym samym tak dalece, jak to tylko możliwe, odcišżyć Niemców ze współodpowiedzialnoœci za wydarzenia powojenne, tak jak w roku 1986 Ernst Nolte próbował zrelatywizować niemieckš winę za masowy mord na Żydach przez odesłania do stalinowskiego „Archipelagu Gułag”. To, co Nolte wtedy drobiazgowo opisał, deputowany do Bundestagu z ramienia CSU i rzecznik Ziomkostwa Niemców Sudeckich, Walter Becher, sformułował już w roku 1979: „Holocaust był wszędzie”.[33] Dawnemu towarzyszowi broni Konrada Henleina przysługuje prawdopodobnie także duchowe autorstwo Kittela „Wypędzenia Wypędzonych”, w końcu Becher w zwišzku z nowymi zaleceniami podręczników pod koniec lat siedemdziesištych mówił o zamierzonym „wygnaniu niemieckiej kultury i historii”.[34] Zdaje się, że także słownictwo Ernsta Noltego zachwyciło Kittela. U niego czytaliœmy: „Czy ‘morderstwo klasowe bolszewików’ nie było logicznym i faktycznym prius dla ‘mordu rasowego’ narodowych socjalistów?”[35] Kittel wyraża się podobnie. U niego czytamy: „Wprawdzie wypędzenie bez faktycznego prius terroru narodowosocjalistycznego zapewne nie miałoby miejsca, ale sam ten czynnik nie wystarcza do wyjaœnienia historycznie wielopłaszczyznowej akcji wypędzeń.”[36] Do przyczyn przymusowych wysiedleń na wschodzie Europy i ich nieobecnoœci w zachodniej częœci kontynentu Kittel i Möller zaliczajš ideę etnicznie homogenicznego państwa narodowego. Czesi mieli przez stulecia doœwiadczać Niemców jako „narodu z roszczeniem wyższoœci kulturalnej i – wywodzšcym się z niego roszczeniem dominacji politycznej”. Ponieważ rany narodów słowiańskich – jak wyrażajš się obaj autorzy – po długich latach obcego panowania „mocno paliły”, to w „niejako nadrabianym akcie nacjonalistycznym zrealizowały one mniej lub bardziej represyjnš politykę przeciwko niemieckim – i innym –mniejszoœciom”, teza, którš narodowy ruch Niemców sudeckich od dawna przytacza na usprawiedliwienie swojej nielojalnoœci wobec państwa czechosłowackiego. Hitler musiał jakoby „nie dopiero zdobyć, ale jedynie celowo podpalić materiał wybuchowy”, aby pod pretekstem rewizji Wersalu (i St. Germain) stworzyć geostrategiczne warunki wyjœciowe dla planowanej „wojny o przestrzeń życiowš” ze Zwišzkiem Radzieckim. To, że nacjonalistycznie usposobieni aktywiœci mniejszoœci niemieckich swoim nielojalnym zachowaniem przyczynili się do wywołania potencjału konfliktu, Kittel/Möller uznajš tylko w sposób ograniczony. Ten argument jest według nich niewystarczajšcy jako „generalny klucz do wyjaœnienia” kolektywnego wypędzenia Niemców, chociaż jest możliwe – jak pisze Alfred M. de Zayas, krytyk alianckiej polityki wypędzeń – „wykazanie na podstawie dokumentów” udziału osób o narodowoœci niemieckiej w „nielojalnych akcjach lub sprzysiężeniach przed wojnš w Polsce i Czechosłowacji”.[37] Według relacji de Zayasa niemieckie mniejszoœci zrobiły niewiele dla wywołania inwazji Hitlera – wzięły na siebie więcej winy, niż częœciowo zgodziły się na rasistowskš arogancję nowych władców i traktowały narody słowiańskie w latach okupacji po ludzku. Z rozgoryczenia wobec folksdojczów w Polsce i Czechosłowacji powstał według słów de Zayasa „potężny impuls do rozwišzania sprawy raz na zawsze”.[38] [srodtytul]Masaryk nie lepszy niż Henlein? [/srodtytul] Przez „grubiańskš współczesnš logikę” postrzegania wypędzenia jako „jšdra usprawiedliwionego odwetu i wskazujšcego przyszłoœć etnicznego rozwišzania” (str. 564), Kittel i Möller niewiele majš na myœli. Dla „nieustabilizowanych, chwiejnych demokracji” w Europie Œrodkowowschodniej niemieckie grupy narodowe oznaczały „nieprzejrzane wyzwanie egzystencjalne”. Brakowało im „pewnoœci siebie wielkiego narodu” i owego opanowania, z którym Francuzi respektowali „szczególne cechy” Niemców w Kraju Saary. Od samego poczštku ojcowie założyciele Czechosłowacji mieli „bardzo problematyczny stosunek” do Niemców w kraju. Jakby wcišż jeszcze nie pojšł „procesu budzenia się narodów bez historii”[39], jakby wcišż jeszcze także po 90 latach trzeba było wštpić w legalnoœć utworzenia państwa czechosłowackiego, pisał Kittel w Frankfurter Allgemeine Zeitung: „skoro mówi się, że sudecki przywódca Konrad Henlein w roku 1938 stał się zdrajcš państwa czechosłowackiego, to kim wobec tego byli – według tych samych kryteriów – Masaryk i Beneš w 1918 w stosunku do monarchii Habsburgów?” [40] To, że historyk ma odwagę wyjœcia do opinii publicznej z takim porównaniem, wišże się z rozpowszechnionš nieznajomoœciš zdarzeń pomiędzy Morawš a Wełtawš. Ta nieznajomoœć, wynikajšca po częœci również z niechęci większoœci Niemców, ale też większoœci Europejczyków do zajmowania się historiš i rolš niemieckich mniejszoœci w Europie Œrodkowowschodniej umożliwiła niemieckiemu ruchowi narodowemu zakotwiczenie swojego obrazu historii jako prawdy historycznej w publicznej œwiadomoœci. Rolę Henleina przed rokiem 1938 Kittel i Möller opisujš całkowicie bezkrytycznie z punktu widzenia ziomkostwa Niemców Sudeckich, chociaż jako œrodka zaradczego należało użyć np. dobrze ugruntowanej dwutomowej historii stosunków niemiecko-czeskich, tak samo jak Jana Křena „Wspólnoty konfliktów”. [41] Sam Henlein swojš rolę opisał póŸniej tak: „Aby chronić się przed wtršcaniem się Czechów, byliœmy zmuszeni kłamać i wypierać się naszego przywišzania do sprawy narodowego socjalizmu. Chętniej przyznawalibyœmy się otwarcie do narodowego socjalizmu. Pytanie jednak, czy bylibyœmy wówczas w stanie wypełnić nasze zadanie – zniszczyć Czechosłowację.”[42] Także „Anschluss” Sudetów do Rzeszy Niemieckiej obaj historycy przedstawiajš w stylu „Propagandy Heim ins Reich”. Według ich słów wypełniało się w ten sposób najgorętsze życzenie większoœci Niemców sudeckich, aby zobaczyć swojš ojczyznę „znowu pod zwierzchnictwem niemieckim”, tak jakby kiedykolwiek już żyli pod zwierzchnictwem niemieckim. Sami Czesi według wrażenia Kittela i Möllera w porównaniu z Polakami czy Jugosłowianami wyszli z tego bez szwanku, chociaż niemiecka polityka okupacyjna w „poniżonych do protektoratu Czechach” zawsze była wystarczajšco straszna. Mimo to wszystko miałoby przemawiać za tym, aby „kwestię rzeczywistego wymiaru terroru narodowosocjalistycznego traktować z ostrożnoœciš jako czynnik doœwiadczenia dla polityki wypędzeń lub nie-wypędzeń”.[43] Beneš dał rozpoznać, że u podstaw jego polityki nie leżały doœwiadczenia z Trzeciš Rzeszš, ale „motywy leżšce historycznie głębiej”. Jako dowód na „starsze, zakorzenione od długiego czasu w konfliktach narodowoœciowych motywy wypędzeń” Kittel bez podania Ÿródeł cytuje Beneša słowami: „Przypomnijcie sobie o tym, co przydarzyło się nam w wyniku germanizacji przez wszystkie te stulecia od czasu Husytów”.[44] W każdym razie doœwiadczenia z Niemcami nazistowskimi i Niemcami nie były ponoć jedynš przyczynš przymusowego wydalenia; co najwyżej przyczyniły się „decydujšco do radykalizacji starszych narodowych afektów” (str. 562). W opublikowanym 2 kwietnia 2005 r. wywiadzie Manfred Kittel snuł dalej ten wštek. Pytanie do niego brzmiało: „Wypędzenie Niemców z terenów wschodnich byłej Rzeszy Niemieckiej jest ważnym tematem dla prawicowych ekstremistów. Pan twierdzi, że o tym nie wolno mówić w Niemczech. Dlaczego prawicowi ekstremiœci instrumentalizujš ten temat?” OdpowiedŸ: „Wišże się to z błędnym wyobrażeniem prawicowych ekstremistów, że istniejš homogeniczne wspólnoty narodowe. Prawicowi ekstremiœci wyobrażajš sobie etnicznie homogenicznš niemieckš ‘aryjskš’ wspólnotę narodowš, którš należy za wszelkš cenę utrzymywać „czystš”, wzmacniać czy też podnosić na duchu. Widocznie kręgi prawicowych ekstremistów sšdzš, że uda się to, jeœli wystylizujš rzekomš rolę ofiarnš własnego narodu. Ten topos wcišż powtarza się w retoryce prawicowych ekstremistów: biedny i mniej lub bardziej niewinny obu wojen œwiatowych naród niemiecki jest stale dyskryminowany moralnie i wykorzystywany finansowo przez międzynarodowš wspólnotę państw, najpóŸniej od roku 1945. Na tym tle debata o wypędzeniu dostarcza argumentów pasujšcych do schematu ofiary prawicowych ekstremistów. Prezydent Federalny Köhler mówił kiedyœ o ‘przyczynie wywołujšcej’. Tš ‘przyczynš wywołujšcš’ wypędzenie Niemców była więc kiedyœ polityka przemocy Narodowych Socjalistów na wschodzie Europy podczas Drugiej Wojny Œwiatowej. Natomiast prawicowi ekstremiœci uważajš, że fenomeny i rozwoje, jak choćby panslawizm czy ucisk mniejszoœci niemieckojęzycznych wskutek Traktatu Wersalskiego doprowadziły w końcu do tego wypędzenia. Jak ważne by w rzeczywistoœci nie były jednak te czynniki dla głębszego zrozumienia ideologii wypędzeń, tak mylne jest nadawanie im większej wagi niż polityce narodowych socjalistów.”[45] [srodtytul] Podsumowanie [/srodtytul] Tym, co Manfred Kittel chce nam powiedzieć swoimi publikacjami jest: Po pierwsze: możemy zapomnieć o przeszłoœci narodowosocjalistycznej, ona jest już załatwiona. Po drugie: Wypędzonym (czytaj: Niemcom) musi być w końcu oddana sprawiedliwoœć. Po trzecie: państwa wypędzajšce muszš w końcu załatwić też swojš przeszłoœć. Polska i Czechy powinny przyznać, że sama wojna i zbrodnie narodowych socjalistów nie skłoniłyby ich do wypędzenia Niemców, gdyby już od dawna nie chodziło im o rozliczenie się z Niemcami. Poza tym, przy całym złu, jakie ich spotkało, nie powinni zapomnieć, jakich dobrodziejstw użyczyła im niemiecka pilnoœć. To, o co zdaniem Kittela chodzi, opisuje on powołujšc się na polityka CDU i przewodniczšcego Towarzystwa Polsko-Niemieckiego, Friedberta Pflügera, na koniec tak: „Na pewno Wypędzeni i œwiadomi historii Niemcy zaakceptujš wewnętrznie ‘ostatecznoœć dzisiejszej granicy pomiędzy Niemcami a Polskš’, tak jak została ona przypieczętowana w roku 1990 na gruncie prawa międzynarodowego, tym szybciej ‘kiedy odczujš’, że nie zaprzecza się ’700-letniej niemieckiej przeszłoœci‘ w dużych częœciach dzisiejszej Polski – i do niemieckiego dziedzictwa kulturowego w dzisiejszych Czechach czy innych regionach Europy Œrodkowowschodniej odnosi się to samo” (str. 185). Ponad tym wszystkim nie można zapominać, jaki kierunek wyznaczył Bundestag. W Ustawie o utworzeniu fundacji Niemieckie Muzeum Historyczne cel fundacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie w § 16 opisany jest następujšco: „Celem tej niesamodzielnej fundacji jest podtrzymywanie w duchu pojednania pamięci o ucieczkach i wypędzeniach w20. wieku w historycznym kontekœcie Drugiej Wojny Œwiatowej i narodowosocjalistycznej polityki ekspansji i zagłady i jej skutków.” [i]Tłumaczenie Małgorzata Wilczyńska[/i] [i]W oryginale tekst ukazał się w niemieckim piœmie nauk historycznych "Zeitschrift fur Geschichtswissenschaft", nr 1, 2010 rok [/i] [ramka]Kurt Nelhiebel Urodził się w 1927 roku w okolicach Liberca w Czechosłowacji, na pograniczu z Niemcami. Jest niemieckim dziennikarzem prasowym i radiowym. Należał do tych Niemców sudeckich, którzy demonstrowali poglšdy antyfaszystowskie. Mimo to po wojnie został wysiedlony do Niemiec. Na poczštku lat 60. był reporterem gazety „Gemeinde”, pisma wspólnoty żydowskiej w Wiedniu. W 1963 roku napisał 21 relacji z procesu strażników obozowych z Auschwitz, który odbył się we Frankfurcie nad Menem. Pracował w dziale informacji rozgłoœni w Bremie. Jest autorem siedmiu ksišżek o skrajnej prawicy w RFN i historii Niemców Sudeckich [/ramka] [ramka]Przypisy [1] Manfred Kittel, Vertreibung der Vertriebenen? Der historische deutsche Osten in der Erinnerungskultur der Bundesrepublik (1961 – 1982) [Wypędzenie Wypędzonych? Historyczny Wschód niemiecki w kulturze pamięci Republiki Federalnej (1961 – 1982), Monachium 2007. [2] Ralph Giordano, Die zweite Schuld oder Von der Last, ein Deutscher zu sein [Druga wina albo O ciężarze bycia Niemcem], Hamburg 1987. [3] die tageszeitung, 9.5.2006 [4] Informacja Zwišzku Wypędzonych (BdV) z dnia 7.7.2009. W wywiadzie dla Spiegla Kittel przypomniał najpierw swojš tezę o wypędzeniu Wypędzonych: „Czasami Wypędzeni w Republice Federalnej musieli czuć się wypędzonymi po raz drugi – tym razem z publicznej pamięci.” Der Spiegel, nr 53, 28.12.2009, Str. 38. [5] Manfred Kittel, Die Legende von der „Zweiten Schuld”. Vergangenheitsbewältigung in der Ära Adenauer [Legenda o „Drugiej winie”. Pokonywanie przeszłoœci w erze Adenauera], Berlin 1993. [6] Gustav Seibt, w: Die Zeit, nr 23/2000. [7] Junge Freiheit, 14.1.2000. [8] Protokół Bundestagu, 18. lutego 1960, str. 5584 i nast. [9] Hermann Greive, Geschichte des modernen Antisemitismus in Deutschland [Historia nowożytnego antysemityzmu w Niemczech], Darmstadt 1983, str. 173. [10] Frankfurter Rundschau, 10.3.1964. [11] Conrad Taler (Kurt Nelhiebel), Asche auf vereisten Wegen. Eine Chronik des Grauens – Berichte vom Auschwitz-Prozeß [Popiół na zlodowaciałych drogach. Kronika zgrozy – raporty z procesu oœwięcimskiego], Kolonia 2003, str. 22. [12] Die Tat. Wochenzeitung der deutschen Widerstandsbewegung. Interessenorgan der Hinterbliebenen und Opfer [Die Tat. Tygodnik niemieckiego ruchu oporu. Organ interesów pozostałych przy życiu i ofiar], nr 38/1959. Por. Der Bund, Berno, 18.3.1960. [13] Kurt Nelhiebel, So war das mit Herrn Oberländer [Tak to było z panem Oberländerem], w: Blätter für deutsche und internationale Politik, nr 9-2004. [14] Marc von Miquel, Ahnden oder amnestieren? Westdeutsche Justiz und Vergangenheitspolitik in den sechziger Jahren [Karać czy udzielać amnestii? Zachodnioniemiecki wymiar sprawiedliwoœci i polityka przeszłoœci w latach szeœćdziesištych], Getynga 2004, str. 63; Alexander von Brünneck, Politische Justiz gegen Kommunisten 1949-1968 [Polityczny wymiar sprawiedliwoœci przeciwko komunistom 1949-1968], Frankfurt nad Menem 1978, str. 229. [15] Die Welt, 22. listopada 1958. [16] Manfred Messerschmidt/Fritz Wüllner, Die Wehrmachtsjustiz im Dienste des Nationalsozialismus. Zerstörung einer Legende [Wymiar sprawiedliwoœci Wehrmachtu w służbie narodowego socjalizmu. Upadek legendy], Baden-Baden 1987. [17] Conrad Taler (Kurt Nelhiebel), Zweierlei Maß. Oder: Juristen sind zu allem fähig [Podwójna miara. Albo: Prawnicy sš do wszystkiego zdolni], Kolonia 2002, str. 140 i nast. [18] ródła: Die Tat, 21.3.1964; Israelitisches Wochenblatt, Zürich, 25.3.1964; Associated Press (AP), 30.4.1964; Der Spiegel, nr 15/1964; Taler, Asche auf vereisten Wegen. [19] Der Tagesspiegel, 16.7.2009. [20] Kittel, Vertreibung der Vertriebenen?, str. 7. [21] Manfred Kittel/Horst Möller, Die Beneš-Dekrete und die Vertreibung der Deutschen im europäischen Vergleich [Dekrety Beneša i wypędzenie Niemców w porównaniu europejskim], w: Vierteljahrshefte für Zeitgeschichte 54 4 (2006), str. 568. [22] Ingo Haar, Die deutschen „Vertreibungsverluste” – Zur Entstehungsgeschichte der „Dokumentation der Vertreibung” [Niemieckie „straty w wyniku wypędzeń“ – o historii powstania „Dokumentacji wypędzeń“], w: Tel Aviver Jahrbuhfrdush ecihe3 20) t.2122 oe he/ŁgnRuek/anrMcesn(y.,Usrne re n ogndsKntut Bvleug o,i n ahdmĽrte ecď u ecihedrdushnBvleugwseshf uch für deutsche Geschichte 35 (2007), str. 251-272. Josef Ehmer/Jürgen Reulecke/Rainer Mackensen (wyd.), Ursprünge, Arten und Folgen des Konstrukts „Bevölkerung“ vor, im und nach dem „Dritten Reich“. Zur Geschichte der deutschen Bevölkerungswissenschaft [ródła, rodzaje i następstwa konstruktu „ludnoœć“ przed, w i po „Trzeciej Rzeszy“. O historii niemieckiej nauki o ludnoœci , Wiesbaden 2009. [23] Volker Rhode, Völker auf dem Wege. Verschiebungen der Bevölkerung in Ostdeutschland und Osteuropa [Ludy w drodze. Przesunięcia ludnoœci w Niemczech Wschodnich i Europie Wschodniej], Kilonia 1952. [24] Kittel/Möller, Die Beneš-Dekrete, str. 541. [25] Frankfurter Allgemeine Zeitung, 2.4.1959. [26] Frankfurter Allgemeine Zeitung, 24.1.1961. [27] Frankfurter Rundschau, 11.6.1963. [28] Doskonały przeglšd organizacji Niemców Sudeckich w okresie pomiędzy 1945 a 1955 daje Tobias Weger, „Volkstumskapf” ohne Ende? Sudetendeutsche Organisationen, 1945-1955 [„Walka narodowoœciowa” bez końca? Organizacje Niemców sudeckich, 1945-1955], Frankfurt nad Menem m.in. 2008. [29] Kittel, Vertreibung der Vertriebenen?, str. 106. [30] Tamże, str. 173. [31] Mowy niemieckich Prezydentów Federalnych Heussa, Lübkego, Heinemanna, Scheela, Monachium 1979, str. 20. [32] Kittel/Möller, Die Beneš-Dekrete. [33] Mowa podczas Dnia Niemców Sudeckich w Monachium, 3.6.1979, w: Deutsch-Tschechische Nachrichten, nr 66/2005, str. 10. [34] Kittel, Vertreibung der Vertriebenen?, str. 142. [35] Frankfurter Allgemeine Zeitung, 6 czerwca 1986. [36] Kittel, Vertreibung der Vertriebenen?, str. 169. [37] Alfred M. de Zayas, Die Anglo-Amerikaner und die Vertreibung der Deutschen [Anglo-Amerykanie i wypędzenie Niemców], Monachium 1977, str. 28. [38] Tamże str. 30. [39] Karl Renner, cyt. za: Johann Wolfgang Brügel, Tschechen und Deutsche 1918-1938, Band I [Czesi i Niemcy 1918-1938, tom I], Monachium 1967, str. 109. [40] Frankfurter Allgemeine Zeitung, 12.7.2005. [41] Brügel, Tschechen und Deutsche; Jan Křen, Die Konfliktgemeinschaft. Tschechen und Deutsche 1780-1918 [Wspólnota konfliktów. Czesi i Niemcy 1780-1918], Monachium 2000. [42] Der Neue Tag, 5.3.1941. [43] Kittel/Möller, Die Beneš-Dekrete, str. 578. [44] Frankfurter Allgemeine Zeitung, 12.7.2005. [45] www.netz-gegen-nazis.de [/ramka]
ródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL