Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Ekonomia

Pani z pałacu Łomnica

Wchodzšcy do pałacu często zastajš gospodynię, Elisabeth von Küster, w fotelu przed kominkiem
Fotorzepa, Filip Frydrykiewicz F.F. Filip Frydrykiewicz
W niedzielę wieczorem Ulrich jedzie do pracy do Görlitz. Wróci w pištek. Elisabeth zostaje sama. Na głowie ma całe dominium: duży pałac, mały pałac, park, folwark, ogród warzywny, 50 hektarów ziemi uprawnej i 10 hektarów lasu
To nie poczštek opowieœci z życia niemieckich junkrów. To zwykła sytuacja – tak jš przynajmniej traktujš – małżeństwa von Küsterów. Niemców, którzy 19 lat temu wybrali życie w Polsce. Ulrich jest wiceprezesem Sšdu Rejonowego w Görlitz. Zabiera ze sobš troje starszych dzieci, które chodzš do szkoły w tym mieœcie. Von Küsterowie majš tu też dom. Tymczasem jego żona Elisabeth zarzšdza rodzinnym majštkiem w Łomnicy pod Jeleniš Górš. Stara się odtworzyć przedwojenne dominium ze wszystkimi jego funkcjami i atmosferš.
Lubi to, bo – jak mówi – „tu jest Europa”. Teren na pograniczu polsko-niemiecko-czeskim z wpływami wszystkich tych kultur wydaje jej się najbardziej predestynowany do tego miana. [srodtytul]Kolumbowie na Œlšsku[/srodtytul] Na poczštku lat 90. XX wieku Elisabeth i Ulrich studiowali w Berlinie prawo. Ona ze starej baronowskiej rodziny von Eschenbach, on z von Küsterów, mniejszej rangi szlachty o XVII-wiecznym rodowodzie. – Te tytuły nie majš dzisiaj w Niemczech żadnego znaczenia – podkreœla Elisabeth. – Nie budzš żadnych skojarzeń, jak w Polsce nazwiska Radziwiłł, Potocki czy Tarnowski. To nie snobizm popchnšł ich do zamieszkania w pałacu, raczej lekkomyœlnoœć, młodzieńcza naiwnoœć i chęć robienia czegoœ innego niż większoœć rówieœników. – W Berlinie interesowały mnie głównie dyskoteki, bary, beztroskie studenckie życie. Ale poczułam, że czas zaangażować się w coœ ważnego. Czułam się na Œlšsku jak Kolumb odkrywajšcy nowe lšdy, bo w szkole uczono nas, że Europa leży między Niemcami a Hiszpaniš. A wszystko, co było za wschodniš granicš, jawiło się jako dzikie i niebezpieczne. Wtedy jeszcze nie myœleliœmy o turystycznym przeznaczeniu pałacu. Po prostu chcieliœmy go ratować. Rodzina von Küsterów mieszkała przed wojnš w Lomnitz, dzisiejszej Łomnicy w Kotlinie Jeleniogórskiej. – Wyjechali dopiero w 1945 r., gdy nadcišgała Armia Czerwona. Ostatnim pocišgiem. Niczego prócz albumu ze zdjęciami rodzinnymi nie zabrali. Przed wyjazdem zamurowali trochę dokumentów w pałacu, ale œlady murowania były tak œwieże, że Rosjanie łatwo odkryli skrytkę i rozszabrowali zawartoœć. Czerwonoarmiœci wynosili meble i palili przed pałacem – opowiada Elisabeth. Von Küsterowie pogodzili się z wyrokami historii, bez większego sentymentu wspominali dawny majštek. W 1986 r. przyjechali wprawdzie wielkim samochodem kempingowym odwiedzić rodzinne strony, ale to, co zobaczyli, upewniło ich, że nie ma powrotu do Łomnicy. Pałac był zrujnowany. Nie miał okien, dach się zawalił. Do 1977 r. mieœciła się w nim szkoła, ale kiedy budynek był już zużyty, zamiast go odremontować, szkołę wyprowadzono. W oddalonym o 100 metrów od dużego małym pałacu, zwanym Domem Wdowy, rezydowała dyrekcja miejscowego PGR. [srodtytul]Lepsze belki stropowe niż porcelanowy serwis[/srodtytul] Mimo to Ulrich i Elisabeth przyjechali do Łomnicy w 1991 r., kiedy się dowiedzieli, że Agencja Nieruchomoœci Rolnych wystawiła pałac na sprzedaż. – Starszy brat Ulricha – inżynier – pracował już wtedy w Oplu. Jako jedyny z nas zarabiał jakieœ pienišdze. Sprzedał kabriolet i kupiliœmy pałac. Potem szybko się wycofał, zajmowanie się ruinš nie interesowało go – opowiada Elisabeth. Ona i Ulrich postanowili się jednak nie zniechęcać. W spółce, którš zawišzali do transakcji, był jeszcze ich przyjaciel ze studiów Wojtek, Polak z Lublina. On jednak był tylko figurantem, dzięki któremu można było zawrzeć umowę, bo przepisy nie zezwalały na sprzedaż nieruchomoœci cudzoziemcom. Ojciec Ulricha, który pamiętał, jak już przed wojnš trudno było utrzymać pałac, kręcił z dezaprobatš głowš. – Kupiliœcie to, co najgorsze z dawnego dominium, pałac to worek bez dna – mówił. Rzeczywiœcie, pałac okazał się workiem, ale na szczęœcie gdzieœ głęboko dno się znalazło. Küsterowie przenieœli się z Berlina do Görlitz i zaczęli dojeżdżać do Łomnicy, by remontować budynek. – Ludzie patrzyli na nas z mieszanymi uczuciami, ale raczej bez zawiœci, bo byliœmy tak samo biedni jak oni – wspomina Elisabeth. – Wszystko przeliczałam wtedy na belki stropowe i worki cementu, czyli to, czego najbardziej potrzebowaliœmy. Kiedy więc w prezencie œlubnym dostaliœmy wytworny porcelanowy serwis, sprzedaliœmy go, a uzyskanych kilka tysięcy marek przeznaczyliœmy na odbudowę. Moja babcia zaœ oddała nam pienišdze odłożone na nagrobek. Wszystko miało jeszcze posmak wielkiej przygody. Nocowali w namiocie przed pałacem, urzšdzali grilla z przyjaciółmi z Berlina, których zapraszali do pomocy przy porzšdkowaniu terenu i oczyszczaniu budynku. Ponieważ nie mieli własnych pieniędzy, pałac remontowali głównie za pożyczone. Pomagało im Stowarzyszenie Pielęgnowania Sztuki i Kultury Œlšskiej (Verein zur Pflege Schlesisicher Kunst und Kultur), a póŸniej Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej. Do 1995 r. nakryli pałac nowš więŸbš dachowš i papš, ale całkowita odbudowa trwała 14 lat. – Naszym dobrym duchem był jeleniogórski konserwator zabytków Wojciech Kapałczyński, który nas dopingował, a jednoczeœnie pilnował, by wszystko odbywało się zgodnie z zasadami konserwatorskimi – mówi Elisabeth. Ulrich, mniej bezpoœrednio zaangażowany w sprawy pałacu, by utrzymać rodzinę, rozpoczšł pracę w sšdzie. Elisabeth, która studiowała wczeœniej w Berlinie, Paryżu i Londynie prawo i historię sztuki, rzuciła wszystko i poœwięciła się wyłšcznie pałacowi i rodzinie. Ciepły uœmiech niemal nie schodzi jej z ust, kiedy rozmawia z kimœ, ciekawie mu się przyglšda, jakby pomagała sobie wzrokiem w rozumieniu polskiego. Zielona, męska, wzorowana na myœliwskiej kurtka. Czarne spodnie, znoszone buty. Włosy spięte w kok z tyłu głowy, by nie przeszkadzały w domowych zajęciach – Elisabeth przypomina raczej zapracowanš farmerkę niż baronowš z pałacu. – Czasem przyjeżdżajš szkolne wycieczki. Nauczyciele proszš: tylko niech pani nie mówi dzieciom, że nie jest księżniczkš, bo będš rozczarowane – œmieje się. W 1995 r. von Küsterowie odkupili od Agencji Nieruchomoœci Rolnych Dom Wdowy i oœmiohektarowy park. – Zrozumieliœmy, że pałac bez otoczenia to jak samochód bez silnika. Szybko zamienili mały pałac w hotel z restauracjš, co pozwoliło zdobywać pienišdze na kolejne inwestycje. – Pierwszych goœci podejmowaliœmy w małym pałacu kawš i domowym ciastem. Tylko tyle mogliœmy im zaoferować – wspomina Elisabeth. – Pierwszy goœć, który u nas nocował, jakiœ niemiecki biznesmen, wyjechał bez płacenia. Oszust. A my tak liczyliœmy na te 40 marek. PóŸniej nadarzyła się okazja odkupienia dawnego parku pałacowego – podłużnego skrawka ziemi cišgnšcego się wzdłuż rzeki Bóbr, która płynie u stóp położonych na niewysokiej skarpie pałaców. Park, projektowany prawdopodobnie przy udziale ogrodnika pracujšcego dla pruskiego króla Petera Josefa Lannego, stanowił obraz nędzy i rozpaczy – zdziczały, zaœmiecony, przetrzebiony. Trzeba go było uporzšdkować, nasadzić nowe drzewa, asfaltowe alejki zastšpić żwirowanymi. [srodtytul]Trudne słowo „spociwczki”[/srodtytul] Nie było dla Elisabeth przeszkód nie do pokonania, nic jej nie zniechęcało. Szykan wielkich nie pamięta. Raz tylko pracownicy urzędu skarbowego zablokowali im konto. – Mówili, że muszę zapłacić podatek dochodowy od pożyczek, jakich Ulrich udzielał fundacji Dominium Łomnica na remont pałacu. Sugerowali, że jak dam łapówkę, odblokujš konto. Musiałam sprzedać krowy, żeby zapłacić robotnikom. Ulrich powiedział, że z punktu widzenia prawa oni nie majš racji. Kilka lat się procesowaliœmy, aż wygraliœmy w Naczelnym Sšdzie Administracyjnym. W biegu von Küster uczyła się polskiego. – W rozmowach używałam ršk i nóg. Największy kłopot sprawiało mi słowo „spociwczki” (spożywczy). Było najbardziej komplikowane (tak zawsze mówi na coœ skomplikowanego). Jednym z pierwszych słów, które poznała, była „pieczštka”. – Bez sztempel nie ma człowieka, to była odkrywka (odkrycie) – Elisabeth, choć mówi dosyć swobodnie po polsku, cišgle ma kłopoty z odmienianiem i wymowš. Na przykład o mężczyznach zawsze mówi w rodzaju żeńskim (robiły, poszły...). – Urzędnicy w Polsce byli elastyczni. Nawet jeœli nie chcieli iœć na rękę, można było z nimi dyskutować, kłócić się, a ja to lubię – uœmiecha się Elisabeth. – Niemieccy urzędnicy sš jak beton i bez poczucia humoru. – Kiedyœ wezwał mnie urzšd wojewódzki, domagajšc się pozwolenia na pracę. Po długich dyskusjach machnęli rękš. „Pani jest gorsza od pištej kolumny” – usłyszałam. – Ale nie wiedziałam, o co chodzi. Dopiero póŸniej się dowiedziałam, co to była pišta kolumna. Przeciwnoœci losu Elisabeth znosi z uœmiechem. Uważa, że zawsze może być gorzej. Uczy się na własnych błędach. Jak wtedy, gdy wydzierżawiła 60 hektarów ziemi od Agencji Nieruchomoœci Rolnych i posiała tam grykę, którš stratowały dziki i sarny. – Codziennie się w czymœ mylę, robię błędy. Ale nie można tracić z oczu celu, rezygnować – deklaruje. [srodtytul]Œmieciowe meble[/srodtytul] W 1998 r. urodziło się von Küsterom pierwsze dziecko – Anna. Potem co dwa lata rodzina się powiększała o kolejne: Friedricha (Fryderyka), Albrechta (Alberta), Luise (Luizę), Marie (Marię). Trójka najstarszych dzieci chodzi teraz do niemiecko-polskiej klasy w szkole w Görlitz. Dwoje najmłodszych wychowuje się w Łomnicy. Głównie pod opiekš licznych „cioć”, czyli zaprzyjaŸnionych kobiet z okolicy, które zajmujš się nimi, kiedy trzeba odcišżyć Elisabeth. Wszystkie dzieci sš dwujęzyczne. W zimie dominium Łomnica daje pracę 25 osobom, w lecie – nawet dwa razy większej liczbie. Dom Wdowy stał się stylowym hotelem z 36 miejscami do spania. Parter zajęła restauracja. To tutaj toczy się życie towarzysko-rodzinne Łomnickiego majštku. W zimowe sobotnie przedpołudnie w kominku w hallu pali się ogień. Goœcie hotelowi lubiš siadać przed nim w wielkich, obitych zielonym pluszem fotelach i czytać ksišżki. Inni prowadzš rozmowy w przytulnej, jasnej restauracji. Przy jednym ze stołów dzieci Küsterów malujš lub grajš w gry planszowe (teraz doszły jeszcze gry na laptopie). Często majš towarzyszy zabaw, bo goœcie przyjeżdżajš z dziećmi. Większoœć przyjezdnych to Niemcy. – Poczštkowo najwięcej było wizyt sentymentalnych. Starsi Niemcy przyjeżdżali autokarami w rodzinne strony. Teraz to się zmienia, przyjeżdżajš dobrze wykształceni berlińczycy, którzy podróżujš bez sentymentalnego bagażu. Nazywamy ich frakcja Toscana, bo oni już wszędzie byli, a teraz docenili, że tak blisko majš takie piękne karkonoskie krajobrazy – opowiada Elisabeth. Duży pałac zimš jest mniej przyjazny, bo nieogrzewany. Na parterze mieœci się sklepik ze œlšskimi wyrobami: lnianymi serwetami, drewnianymi zabawkami, szlifowanymi szklankami, owocowymi przetworami pałacowej kuchni. Na piętrze – wystawa ilustrujšca dzieje pałaców w Kotlinie Jeleniogórskiej. Na drugim – mieszkanie gospodarzy. Życiowe zasady Elisabeth von Küster wyniosła z domu (jej rodzice byli konserwatorami zabytków w Poczdamie): mówić prawdę, żyć skromnie, nie okazywać nikomu wyższoœci, oceniać ludzi nie po tym, jak sš ubrani, ale po tym, co majš w głowie. – Mam więcej szacunku dla wykonujšcego sumiennie swojš pracę stolarza niż dla zadufanego w sobie urzędnika czy lokalnego polityka – deklaruje. Hołduje surowemu wychowaniu bez zbędnych dóbr materialnych. Wystarczy powiedzieć, że rodzina mieszka wprawdzie w pałacu, ale w wielkich, nieprzytulnych pokojach, bez ogrzewania (na styczeń – marzec przenoszš się do Domku Ogrodnika) i z łazienkš jak w M-2. Wszystkie dzieci œpiš w jednym pokoju. Sprzęty do pałaców Elisabeth przywozi z Niemiec. XVIII-, XIX- i XX-wieczne szafy, skrzynie, komody, stoły, kanapy, fotele, obrazy. Tam sš o wiele tańsze niż w Polsce. Polscy stolarze odnawiajš je nieco, tapicerzy obijajš kanapy nowš materiš. Taki miszmasz tworzy jednak wnętrza z atmosferš. – Celnicy nieraz mi docinali, że wwożę do Polski œmieci. I mieli rację, bo czasem zwoziłam meble wyrzucone na œmietnik. Ale przyzwyczaili się do „pani z pałacu” i machali już rękš. A pewnego dnia przyjechali na piwo do pałacowej restauracji i zobaczyli, że te meble to nie œmieci. [srodtytul]Folwark żyje[/srodtytul] Von Küster cišgle stawia sobie nowe zadania. Teraz jej oczkiem w głowie jest folwark, który kupili w 2004 r. Położone opodal pałacu długie budynki z zewnštrz wyglšdajš nieefektownie. Wnętrza kryjš jednak pięknie sklepione lub przykryte stropami XVIII- i XIX-wieczne stodoły, obory, stajnie. Baronowej marzy się odtworzenie dawnych funkcji i pokazanie ludziom, jak kiedyœ żyło i pracowało dominium. Liczy, że rodziny z dziećmi będš przyjeżdżały oglšdać wiejskie życie. Już w tym roku ruszy: tania restauracja samoobsługowa, piekarnia, kuŸnia, gotowe będš pomieszczenia dla kur, kaczek, œwiń, owiec. Wikliniarz będzie wyplatał koszyki, piekarz piekł chleb, a kowal kuł podkowy. W kuchni będš prowadzone kursy gotowania tradycyjnych potraw. Od kilku lat w pałacu organizowane sš adwentowe i wielkanocne kiermasze, na które œcišgajš tysišce goœci z obu stron granicy. Sprzedawać wolno tylko wyroby autentyczne, produkowane przez rolników i rzemieœlników. – Niektórzy znajomi z Niemiec myœlš, że zrezygnowaliœmy z kariery, wygodnego życia w mieœcie. Tymczasem myœmy po prostu wybrali to, co nam najbardziej odpowiadało. Mamy stres ekonomiczny, ale mamy też niezależnoœć – mówi Elisabeth von Küster. – Poczštkowo lokalne władze patrzyły na nas z dystansem. Teraz chwalš się Łomnicš i innymi pałacami w Kotlinie Jeleniogórskiej jako atrakcjš turystycznš. [ramka][srodtytul]Œlšskie Elizjum odzyskuje blask[/srodtytul] Elisabeth i Urlich von Küsterowie byli po 1989 r. pionierami, jeœli chodzi o restaurowanie dawnych pałaców w Kotlinie Jeleniogórskiej. Region jest nadzwyczaj bogaty w liczne (ponad 30) zamki, pałace i dwory. I to ze wszystkich epok architektonicznych – od œredniowiecza przez renesans, barok, do klasycyzmu i neogotyku. Gdy po wojnach œlšskich (1740 – 1763) Fryderyk Wielki przyłšczył Œlšsk, który odebrał habsburskiej Austrii, do Prus, Kotlina Jeleniogórska stała się modnym miejscem wypoczynku berlińskiej arystokracji. Przycišgały jš tu góry z owianš romantycznš legendš Œnieżkš (1602 m n.p.m.), najwyższym szczytem Karkonoszy i zarazem najwyższym szczytem całego królestwa. Przebudowywali dawne zamki obronne i budowali nowe rezydencje, otaczajšc je parkami krajobrazowymi ze starannie przemyœlanymi programami. Wystarczy powiedzieć, że w Mysłakowicach pałacyk według projektu słynnego architekta klasycyzmu Karla Friedricha Schinkla postawił dla siebie król Fryderyk Wilhelm III. Do kotliny poprowadzono też linię kolejowš z Berlina, dzięki czemu można tu było przyjechać w nieco ponad trzy godziny. „Œlšskie Elizujm” malował Caspar David Friedrich, opiewał Johann Wolfgang Goethe i Theodor Fontane. W drugiej połowie XIX w. kotlina stała się celem wycieczek turystycznych. Dominium Łomnica o historii sięgajšcej XII wieku trafiło w ręce von Küsterów w 1835 r., gdy pałac kupił poseł pruski na dworze sycylijskim Carl Gustav Ernst von Küster. Nowy właœciciel przebudował barokowy pałac z 1720 r. i założył park. Przed 1945 r. do dominium należały 430 hektarów ziemi, cegielnia, tartak, gorzelnia, młyn, mleczarnia, sklep w Jeleniej Górze, w którym sprzedawano œwieże warzywa, owoce, sery i mleko z dominium. Historia Łomnicy sięga jednak XII wieku. Poczštkowo należała ona do jednego z najpotężniejszych œlšskich rodów – von Zedlitz. W 1650 r. w Zedliztów wżenił się podpułkownik cesarski włoskiego pochodzenia Matthias de Thomaginini. A w 1738 roku pałac przeszedł w ręce kupca Christiana Menzla. Teraz co roku jakiœ obiekt w kotlinie odzyskuje blask. Nowi właœciciele odnawiajš dawne siedziby i letnie rezydencje arystokracji, urzšdzajš w nich hotele, restauracje, spa. Pałace w Łomnicy, Wojanowie, Staniszowie, Jeleniej Górze (Paulinum), Karpnikach (Dębowy Dwór) zachwycajš architekturš, goœcinnoœciš, atmosferš. Wokół nich ogniskuje się życie regionu: odbywajš się tu koncerty, spotkania, festyny, kiermasze. Właœciciele powołali fundację Dolina Pałaców i Ogrodów i zabiegajš o wpisanie tego miejsca na listę œwiatowego dziedzictwa kulturowego UNESCO.[/ramka]
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL