Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Historia

Z orłem w koronie

Ujawnienie b. Obwodu AK Mińsk Mazowiecki wrzesień 1945 r.
IPN
Powojenne powstanie antykomunistyczne – życie codzienne w nowej rzeczywistoœci i walka zbrojna
Fakt, że setki konspiracyjnych inicjatyw lokalnych, które pojawiły się w Polsce po styczniu 1945 r. (tj. po rozwišzaniu AK), tworzyli konspiratorzy wyrastajšcy z szeregów Polskiego Państwa Podziemnego, powodował, iż w większoœci starały się one nawišzywać wprost do standardów wypracowanych w latach 1939 – 1944. [srodtytul]Wojsko narodowej samoobrony[/srodtytul] Wbrew opinii ukutej przez komunistycznš propagandę, cechš charakteryzujšcš większoœć oddziałów leœnych przynależnych do poważnych inicjatyw organizacyjnych był ich wymiar wojskowy. Poczšwszy od dyscypliny oraz szkoleń opartych na wzorcach Wojska Polskiego z okresu międzywojennego, a skończywszy na umundurowaniu (reguły te obowišzywały m.in. w DSZ, AKO, WSGO „Warta”, Zrzeszeniu WiN, KWP, Zgrupowaniu „Błyskawica”). Doœć powszechnie korzystano wprawdzie ze zdobycznych mundurów „ludowego” Wojska Polskiego, wyróżniajšc je jednak typowymi dla podziemia niepodległoœciowego emblematami: orzełkami z koronš, ryngrafami z wizerunkiem Matki Boskiej czy też naszywkami – np. Pogotowia Akcji Specjalnej NZW – SWO – Œmierć Wrogom Ojczyzny.
Wbrew tezom komunistycznej propagandy, konspiracja niepodległoœciowa, z racji dysproporcji sił, nigdy nie była stronš inicjatywnš w walce z komunistycznš władzš i siłami sowieckimi. Nawet w 1945 r., w okresie największej aktywnoœci bojowej, siły podziemia dysponujšce wyłšcznie broniš lekkš miały bowiem przeciwko sobie kilkaset tysięcy żołnierzy Armii Czerwonej, ludowego Wojska Polskiego, Wojsk Wewnętrznych NKWD, Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, funkcjonariuszy UB, MO dysponujšcych broniš ciężkš: czołgami i lotnictwem. W kolejnych latach proporcje te w dramatyczny sposób zmieniały się dalej na niekorzyœć strony niepodległoœciowej, osišgajšc swoje apogeum na poczštku lat 50., kiedy to sama polska komunistyczna bezpieka dysponowała siłami przekraczajšcymi 300 tysięcy funkcjonariuszy i żołnierzy, przy siłach podziemia szacowanych już tylko na kilkuset partyzantów i kilka czy kilkanaœcie tysięcy członków siatek konspiracyjnych stanowišcych zaplecze dla tych naprawdę już „ostatnich leœnych”. [wyimek]W latach 1944 – 1946 oddziały podziemia niepodległoœciowego zaatakowały w sumie 84 więzienia i areszty UB oraz cztery obozy NKWD[/wyimek] W tej niezwykle trudnej sytuacji konspiracje powojenne, zarówno te najważniejsze – jak DSZ, WiN czy NZW, jak i te lokalne – jak ROAK-i, KWP mogły co najwyżej starać się reagować na kolejne odsłony represji „serwowanych” społeczeństwu przez przywódców PPR–PZPR. Owe defensywne akcje sprowadzały się w znacznym stopniu do szeroko rozumianej samoobrony. Jeœli atakowano posterunki i oddziały przeciwnika, to zazwyczaj te, których funkcjonariusze i żołnierze okazali się szczególnie niebezpieczni i bezwzględni wobec ludnoœci. [srodtytul]Rodzinę Bieruta puszczono wolno[/srodtytul] Jeœli zwalczano przedstawicieli aparatu bezpieczeństwa i jego agenturę, to dlatego, że stanowili oni największe zagrożenie tak dla członków organizacji i ich rodzin, jak i całego społeczeństwa niezorganizowanego (w przypadku funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa w wielu organizacjach trzymano się zasady traktowania ich jako członków organizacji przestępczej i likwidowania, tak jak w latach okupacji niemieckiej funkcjonariuszy SS i gestapo). Byli oni też jedynymi reprezentantami aparatu represji, których podziemie mogło realnie dosięgnšć, reagujšc na ich rozliczne zbrodnie (według ustaleń reżimowych historyków liczba poległych po stronie komunistycznej wynieœć miała około 10 tysięcy funkcjonariuszy, żołnierzy i osób cywilnych nazywanych ongiœ „działaczami komunistycznymi” – dziœ jednak wiadomo, że w ogromnej większoœci byli to informatorzy oraz tajni współpracownicy UB i NKWD). Przez cały okres działalnoœci podziemia poza zasięgiem pozostawali zarówno partyjni architekci masowego, a póŸniej powszechnego terroru, jak i planiœci kolejnych fal represji z kręgów MBP. Prawdš jest jednak, że akcji takich po prostu nie planowano, nawet w sytuacji przypadkowego schwytania rodziny Bolesława Bieruta przez oddział WiN Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia” nie zastosowano wobec niej tak typowej dla strony komunistycznej zasady odpowiedzialnoœci zbiorowej i puszczono jš wolno. Prawdš jest, że na poziomie lokalnym akcje likwidacyjne, dokonywane często wœród osób znajomych, sšsiadów, niejednokrotnie byłych współtowarzyszy broni z szeregów konspiracji (pozostajšcych na służbie UB) czy nawet członków rodzin (zmuszonych do współpracy) miały niezwykle dramatyczny wymiar. Wynikał on jednak z nacisku bezpieki, która starała się wszelkimi sposobami rozbić œrodowiska niepodległoœciowe, zmuszajšc torturami, szantażem i groŸbš do wydawania przyjaciół, ojców, matek, braci, synów. Przez ponad pół wieku wydarzenia te przedstawiane były przez reżimowych historyków i publicystów w sposób całkowicie nieprawdziwy – jako przykłady okrucieństwa partyzantów. [srodtytul]Siekiera pod Chodakowem [/srodtytul] Jako typowy przykład tego rodzaju manipulacji może posłużyć historia likwidacji tzw. robotników z Chodakowa. 12 XII 1946 r. dowodzony przez ppor. Waleriana Nowackiego „Bartosza” 2. szwadron 6. Brygady Wileńskiej AK w zasadzce koło wsi Grochów pod Sokołowem Podlaskim ujšł oœmiu tzw. robotników z Chodakowa oraz dwóch żołnierzy KBW. Ludzie ci, będšcy aktywistami PPR, zostali oddelegowani do dyspozycji PUBP w Sokołowie z zadaniem „zorganizowania” wyborów do Sejmu Ustawodawczego – co w praktyce oznaczało ich sfałszowanie. Wszyscy wyposażeni byli w broń oraz dokumenty wystawione przez resort bezpieczeństwa. Zabrano ich ze sobš, podczas gdy innych schwytanych wówczas członków PPR i PPS puszczono wolno. Następnego dnia, gdy szwadron „Bartosza” został zagrożony przez poœcig UB i KBW, „robotnicy z Chodakowa” zostali rozstrzelani (według jednej z relacji nastšpiło to w trakcie podjętej przez nich próby ucieczki). Ciała ich partyzanci pozostawili na brzegu zamarzniętego Bugu. Po odnalezieniu ich przez poœcig, co nastšpiło dopiero po trzech dniach, trzeba było wyršbywać je z lodu siekierami. Dokonujšcy tej czynnoœci funkcjonariusze, pracujšcy w poœpiechu i niestarannie, pokaleczyli zwłoki. Obrażenia ujawniły się, gdy zamarznięte ciała przewieziono do gmachu PUBP w Sokołowie Podlaskim, w którym odtajały. Natychmiast wykorzystano tę okolicznoœć do ukucia propagandowej tezy, jakoby partyzanci znęcali się nad ujętymi PPR-owcami i zabili ich za pomocš siekier, podczas gdy przeczyła temu nawet relacja powiatowego sekretarza PPR z Sokołowa Podlaskiego, który przeżył opisywane spotkanie z partyzantami (wspominał on wręcz o dobrym traktowaniu zatrzymanych przez partyzantów). Pomimo ewidentnie zmanipulowanego charakteru owego przekazu, wykorzystano go jeszcze w latach 90. podczas posiedzenia Sejmu (wystšpienia marszałka Sejmu RP Marka Borowskiego oraz posła Longina Pastusiaka), usiłujšc przeciwstawić się podjęciu uchwały oddajšcej sprawiedliwoœć żołnierzom Zrzeszenia WiN (nota bene oddział „Bartosza” Zrzeszeniu WiN nie podlegał). Nie zadano sobie także wówczas trudu, aby przyjrzeć się reakcji władz komunistycznych na owo wydarzenie. Była nim zarzšdzona przez centralne władze partyjne i kierownictwo bezpieki pacyfikacja powiatu sokołowskiego w stylu iœcie hitlerowskim. Jej wynikiem było „przefiltrowanie” (aresztowanie i skatowanie) w cišgu dziesięciu dni 1200 mężczyzn pomiędzy 16. a 60. rokiem życia z ponad 40 wiosek oraz osiem publicznych egzekucji ludzi niemajšcych ze wspomnianš sprawš nic wspólnego. [srodtytul]Rozbijanie katowni[/srodtytul] Jeœli podejmowano operacje o pozornie ofensywnym charakterze, to w praktyce i tak były one kolejnymi przykładami samoobrony. Dotyczyły bowiem w większoœci akcji odbijania aresztowanych i więŸniów, nawet z większych miast. W latach 1944 – 1946 oddziały podziemia niepodległoœciowego zaatakowały w sumie 84 więzienia i areszty UB oraz cztery obozy NKWD. Jeœli dodamy do tego akcje na konwoje z więŸniami i areszty przy posterunkach MO oraz terenowych placówkach UB, to uzyskamy łšcznš liczbę ponad 5000 osób, które odzyskały wolnoœć w wyniku działań oddziałów partyzanckich. Do najsłynniejszych operacji przeprowadzanych z zaskoczenia stosunkowo niewielkimi siłami należš: rozbicie obozu NKWD w Rembertowie oraz więzień w Kielcach i Radomiu przeprowadzone przez oddziały „Wichury”, „Szarego” i „Harnasia” w 1945 r. Ostatniš spektakularnš operacjš podziemia polegajšcš na uwolnieniu aresztowanych było rozbicie więzienia w Pułtusku 25 XI 1946 r. dokonane przez oddział partyzancki WiN z Obwodu Ostrów Mazowiecka dowodzony przez ppor. Stanisława Łaneckiego „Przelotnego” (uwolniono wówczas 56 więŸniów politycznych, w tym członków WiN 5, AK 36, NSZ 15). „Operacja trwała do dwóch godzin. Zachodnia częœć miasta do kanału przy obsadzie dwóch mostków była opanowana przez nasze wojska i odcięta od głównych sił UB i MO. W akcji brało udział 39 ludzi. Oddział œ.p. „Przelotnego” liczšcy 25 ludzi, w skład którego wchodziło 3-ch: „Brzytew”, „Kruczek” i „Drozd”. Patrol „Wisa” 6-ciu ludzi nasz patrol w liczbie 8-miu ludzi. […] Operacja miała przebieg następujšcy: 1-wsze nastšpiło rozbicie centrali telefonicznej na poczcie. 2-gie wtargnięcie do gmachu zamieszkałego przez straż więziennš i jednoczeœnie obstawa gmachu więziennego i wysłanie patroli na obstawę mostków i ulic. UB i MO kilkakrotnie atakowało na te dwa mostki, lecz po otrzymaniu ognia z naszej strony uciekali z powrotem w popłochu”. [i](fragment meldunku Zygmunta Dšbkowskiego „Kryma” z 28 XI 1946 r.)[/i] [srodtytul]Zdobycze pod kontrolš[/srodtytul] Jeœli decydowano się na akcje finansowe lub gospodarcze – tzw. eksy, to było to wynikiem nie tyle postępujšcej demoralizacji, ile koniecznoœci zdobywania œrodków na prowadzenie jakiejkolwiek działalnoœci niepodległoœciowej. Wobec utraty dopływu funduszy z zewnštrz (od rzšdu polskiego na emigracji) wystarczajšcych i tak na pokrycie zaledwie częœci kosztów utrzymania organizacji, problem pozyskania œrodków musiał zostać przerzucony na czynniki krajowe. Skala tych obcišżeń, bioršc pod uwagę stale zwiększajšcš się liczbę ukrywajšcych się członków konspiracji, była doprawdy znaczšca, zwłaszcza jeœli weŸmie się pod uwagę tak skalę zniszczeń, jak i nałożonych przez komunistyczne władze podatków, domiarów, kontyngentów rujnujšcych ekonomicznie prowincję. Wobec takiego stanu rzeczy znaczna częœć organizacji starała się przede wszystkim obcišżyć kosztami swojego istnienia instytucje państwowe – zaopatrujšc się zarówno w œrodki finansowe, jak i dobra materialne w: bankach, spółdzielniach, sklepach, fabrykach etc. W dalszej kolejnoœci obiektem takich akcji byli beneficjenci komunistycznego reżimu: współpracownicy resortu bezpieczeństwa, rodziny funkcjonariuszy UBP, MO, ORMO, członkowie partii, aktywiœci różnego rodzaju przybudówek PPR–PZPR, osoby, które odniosły korzyœci materialne wynikajšce z różnych form represji karno-administracyjnych. W organizacjach i podległych im oddziałach partyzanckich utrzymujšcych dyscyplinę i standardy wypracowane jeszcze w czasach AK problem nadużyć był zminimalizowany. Zdobycze księgowane jako przychody podlegały bardzo szczegółowej kontroli, podobnie jak i wydatki przeznaczane tak na bieżšce potrzeby, jak i wsparcie dla represjonowanych i ich rodzin, pogrzeby, msze œwięte za poległych itp. Za naruszenie tych norm groziły poważne konsekwencje, do kary œmierci włšcznie. Nie znaczy to, że problemu nielegalnych rekwizycji nie było. Dotyczył on jednak w znacznie większym stopniu grup zbrojnych nieafiliowanych przy którejœ z organizacji niepodległoœciowych, jak i grup bandyckich stanowišcych plagę powojennej prowincji, złożonych niejednokrotnie także z byłych i ówczesnych członków siatek konspiracyjnych – tzw. nocnych, niewštpliwie kompromitujšcych takimi ekscesami swoje macierzyste organizacje. „Społeczeństwo nie wiedziało, jak odróżnić partyzantów od opryszków i szpiclów, gdzie należy szukać dowództwa i komu wierzyć, a komu nie, bo jednego i tego samego osobnika można było widzieć w milicji i w partyzantce, w Lublinie na ulicy i w krzakach pod Parczewem. Nocami pojawiali się uzbrojeni osobnicy, podawali się za partyzantów, odczytywali i wykonywali wyroki, rabowali i znikali, by następnej nocy pojawić się gdzie indziej. Ofiarami w tych wypadkach bywali czasem ludzie najuczciwsi. Załatwianie porachunków było na porzšdku dziennym. […] Aby pohamować rozszerzajšcš się samowolę i ratować sławę partyzantów, zmuszeni byliœmy do strzelania groŸniejszych opryszków. Wykonywało się to z bólem serca. Bo najczęœciej osobnik taki mógłby być pożytecznš jednostkš, gdyby nie istniejšce owe podłe warunki sprzyjajšce przestępczoœci”. [i](fragment dziennika kpt. Zdzisława Brońskiego „Uskoka” – dowódcy oddziałów partyzanckich Zrzeszenia WiN w Inspektoracie Lublin)[/i] „Œrodki materialne należy czerpać bšdŸ z ofiar społecznych, bšdŸ też ze zdobyczy, które można czerpać z akcji na urzędy i instytucje państwowe, samorzšdowe, spółdzielcze. Nie wolno grabić mienia prywatnego, nawet u PPR-ów” (z rozkazu Komendy Okręgu WiN Lublin z 27 VI 1946 r.) [srodtytul]Prawdziwi wrogowie bandytów[/srodtytul] Komunistyczny aparat przemocy, skupiony na niszczeniu strony niepodległoœciowej, w pierwszych latach po wojnie niewiele uwagi poœwięcał walce z przestępczoœciš pospolitš (element przestępczy stanowił wręcz bazę do werbunku jego agentury). Na wielu terenach to właœnie podziemie niepodległoœciowe zapewniało spokój i bezpieczeństwo ludnoœci, tępišc bandytyzm i złodziejstwo, zwalczajšc plagę bezprawnych rekwizycji dokonywanych przez osoby podszywajšce się pod uczestników ruchu niepodległoœciowego. Działania tego rodzaju były niezwykle istotne z punktu widzenia utrzymania wœród społecznoœci lokalnych wiarygodnoœci konspiracji powojennej. Z reguły odpowiadały za niš wyspecjalizowane pododdziały partyzanckiej żandarmerii bšdŸ też pełnišce ich rolę stałe oddziały lotne, a zestaw stosowanych w praktyce kar obejmował zarówno konfiskaty mienia, kary pieniężne, jak i kary cielesne – aż do wyroków œmierci włšcznie. Warto podkreœlić, że w obrębie zachowań piętnowanych przez podziemie znajdziemy nie tylko grabieże, rabunki i bezprawne „kontrybucje”, ale też dewastację lasów państwowych polegajšcš na ich dzikim wyrębie. A także, szczególnie godne potępienia, rozkopywanie masowych grobów ofiar terroru niemieckiego – w celu poszukiwania złota. Na terenach, na których cišgłoœć pracy konspiracyjnej nie została naruszona przez blisko dwa lata po wojnie, to właœnie organizacje podziemne zajmowały się w praktyce utrzymaniem porzšdku publicznego. Przyznawali to bezwiednie sami UB-ecy, piszšc w meldunkach, że na tych właœnie terenach kradzieże i morderstwa zdarzajš się zdecydowanie rzadziej. „Teren gminy Miedzna [powiat węgrowski] jest gruntem podatnym na rozwój bandytyzmu [sic]. Ludnoœć tejże gminy w 70 proc. jest negatywnie ustosunkowana do obecnej rzeczywistoœci i przesišknięta wrogš propagandš podziemia. Napady i kradzieże na tejże gminie zdarzajš się bardzo rzadko”. [i](sprawozdanie z działalnoœci operacyjnej GO KBW o kryptonimie „Z” z 1948 r.).[/i] „2 II 1946 r. Zbliżamy się do sławetnej Treblinki. Według opowiadań ludnoœci, cišgłe rozkopywanie i ograbianie trupów doszło do ostatnich granic zezwierzęcenia. Wyrywa się zęby, całe szczęki, obcina ręce, nogi głowy, aby zdobyć kawałek złota. Profanacja, a władze nic nie robiš, celem zabezpieczenia tego jedynego swoim rodzajem cmentarzyska, na którym spoczywa przeszło 3 miliony Polaków, Żydów, Cyganów, Rosjan i innych narodowoœci [sic – błędna ocena liczby ofiar]. 3-4 II 1946 r. Chmielnik. Jesteœmy o trzy kilometry od obozu œmierci. Wywiad przeprowadzony w obozie potwierdził dane o profanacji. Wieczorem 4 II 1946 r. jedziemy do wsi Wólka Okršgli na ekspedycję konnš przeciw poszukiwaczom złota w Treblince […] 6 II 1946 r. Rostki kolonia. Wczorajszej nocy (z 5 na 6 II) oddział ukarał grzywnš i karš chłosty „kopaczy złota” w Treblince”. [i](fragment dziennika 6. Brygady Wileńskiej AK)[/i] „Prócz MO i UB rabujš również bandy złodziejsko-rabunkowe, z którymi WiN prowadzi bezwzględnš walkę. Każdy złodziej-bandyta pochwycony przez oddziały WiN jest karany œmierciš”. [i](fragment ulotki z Okręgu Lubelskiego WiN z 20 I 1947 r.).[/i] „W miesišcu czerwcu i lipcu patrole zlikwidowały 14 szpicli UB, w tym 4 oficerów UB oraz ponad 20 band rabunkowych i nakładajšcych kontrybucje. [W sierpniu 1946 r.] patrole WiN interweniowały w 64 wypadkach rabunku dokonanego i nałożonych kontrybucji. W 3-ch wypadkach sprawcy zostali ukarani œmierciš, w pozostałych silna chłostš” [i](fragmenty meldunków prezesa Obwodu WiN Bielsk Podlaski z lipca i sierpnia 1946 r.)[/i]
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL