Publicystyka
Błąd w myśleniu o Białorusi
To nie niechęć do Polaków decyduje o aresztowaniach, lecz kwestia niezależności organizacji, którą Aleksander Łukaszenko postrzega jako jeden z najgroźniejszych czynników antyreżimowych – pisze europoseł PO
Nim powtórnie wprowadzimy zakaz wjazdu na terytorium UE dla przedstawicieli reżimu, by w końcu – dając dowód naszej bezradności – zamknąć rynki zbytu dla rządzonej przez Aleksandra Łukaszenkę Białorusi, zastanówmy się, czy jest szansa na to, że białoruskie społeczeństwo faktycznie będzie nam za to wdzięczne? Jakie konsekwencje rodzi nasze koncentrowanie się wyłącznie na prawach rodaków? Wreszcie, czy sankcje są skuteczną odpowiedzią na łamanie swobód obywatelskich przez Łukaszenkę?
To pytania, na które warto odpowiedzieć na chłodno, gdyż dotyczą naszego wpływu na los sąsiedniego narodu i wiarygodności Polski, rzetelnie podnoszącej problem wartości w relacjach międzynarodowych.
Dlaczego wcześniej milczeliśmy
Zacznijmy od rachunku sumienia. Ostre protesty przeciwko represjom wobec działaczy Związku Polaków na Białorusi obnażyły fakt, że z równą zaciętością nie walczyliśmy o innych, których prawa obywatelskie były podobnie łamane. I nie chodzi tu o zdarzenia sprzed kilku dni, ale narastające nękanie opozycji, które choć zmniejszyło się na chwilę, to nie zostało zaniechane od otwarcia na władze w Mińsku.
Przykłady z ostatniego roku? Rozpędzenie walentynkowej demonstracji młodzieży, szykany wobec mediów, zwiększona cenzura Internetu, uprowadzenie w grudniu dwóch działaczy opozycyjnych i pozostawienie ich w głuszy daleko od Mińska, rozbicie manifestacji i zatrzymania opozycjonistów w październiku, zasądzenie roku więzienia dla Artioma Dubskiego w lipcu i samobójstwo skazanej na dwa i pół roku robót Jany Polakowej w marcu ubiegłego roku.
Problem z polskim stanowiskiem sprowadza się do tego, iż nasze wcześniejsze milczenie i nagła ostra reakcja stwarzają argumenty dla propagandy Łukaszenki, iż głównym celem Warszawy jest ochrona bastionów polskości. Choć oczywiste jest, że reagujemy w tak skandalicznych sytuacjach, nie możemy zapominać, że naszą siłą jako kraju członkowskiego europejskiej rodziny, a jednocześnie strażnika jej strategicznej wschodniej flanki, jest zdolność promieniowania ideami demokratycznymi na sąsiadów.
Patrząc na to z perspektywy konfliktu europejskich idei – od wzniosłych koncepcji integracji czyniących z Unii światowe mocarstwo po narastające w jej ramach protekcjonizmy – można dostrzec paradoks. Oto niepostrzeżenie i wyraźnie wbrew swoim intencjom sytuujemy się w gronie państw traktujących integrację wyrywkowo. Korzystamy z niej, gdy jest nam potrzebna. Natomiast gdy jest związana z ideami, które pozwoliły nam na integrację wokół wspólnych wartości, jesteśmy pasywni.
Sól w oku Łukaszenki
Wpadamy w pułapkę walki o naszych rodaków, tak jakby byli oni prześladowani wyłącznie ze względu na kontekst historyczny. Przecież to nie niechęć do Polaków decyduje o aresztowaniach ani alergia na biało-czerwone barwy, lecz kwestia niezależności i społecznego potencjału samodzielnej organizacji postrzeganej przez Łukaszenkę jako jeden z najgroźniejszych czynników antyreżimowych.
Polska mniejszość na Białorusi jest solą w oku Łukaszenki, który doskonale rozumie, że brak skutecznej pacyfikacji tej grupy społecznej może doprowadzić do wzrostu aktywności Białorusinów i przyczynić się do osłabienia kruchego fundamentu, na którym opierają się jego rządy. Dla prezydenta Łukaszenki walka z rzutkimi, konsekwentnymi i dobrze zorganizowanymi liderami ZPB w rzeczywistości jest walką z czynnikami obywatelskimi i wolnościowymi, dla których w białoruskim systemie politycznym nie ma miejsca.
W tym kontekście zajęcie Domu Polskiego w Iwieńcu, zamach skarbówki i podporządkowanych reżimowi sądów na firmę Polonica kierowaną przez Andżelikę Borys, która prowadząc działalność edukacyjną i kulturalną, generowała środki pozwalające utrzymać samodzielność Domów Polskich, dowodzi, że władza w Mińsku obawia się wszelkich inicjatyw, których nie może kontrolować lub przejąć. Nie jest dowodem na niechęć do samej polskości. A jeśli tak, to czy nie jest obarczone błędem wkraczanie na wojenną polsko-białoruską ścieżkę, skoro spór istnieje na polu wartości i idei będących fundamentem wolnej Europy, a nie narodowej niechęci?















