REKLAMA

Rozmowa "Rz"

Giertych: były teczki na polityków Platformy

Małgorzata Subotić 15-02-2010, ostatnia aktualizacja 16-02-2010 04:50

Na wszystkich zbierał, na Tuska, na Sławomira Nowaka, na Schetynę, na Komorowskiego - mówi Roman Giertych o Jarosławie Kaczyńskim

Rz: Okazuje się, że nie tylko na Bronisława Komorowskiego coś kryje się „w lochach BBN”, jak pan to powiedział niedawno, ale są też jakieś haki na Radosława Sikorskiego. Jest pan tym zaskoczony?

Roman Giertych: Wszyscy politycy PO mieli założone teczki przez PiS.

Jak to mieli założone teczki?

Zbierano w nich różne rzeczy. Także na polityków ówczesnej koalicji. W owym czasie, czyli w okresie rządów PiS, była to dość standardowa procedura. Pamiętam, że wiele razy rozmawialiśmy o tym z premierem Kaczyńskim, podpytywałem jakie ma materiały pozbierane. Na wszystkich zbierał, na Donalda Tuska, na Sławomira Nowaka, na Grzegorza Schetynę, na Komorowskiego.

Co na przykład zbierał?

Choćby informacje na temat zupełnie odległej przeszłości, kwestii małżeńskich Tuska. Zastanawiał się, czy to się już wszystko przedawniło, czy nie można postawić zarzutu. Nie chcę być propagatorem tych obrzydliwych insynuacji, ale pamiętam takie rozważania. Mniej wiem o tym, co zbierano na Sikorskiego, bo on był w innej kategorii osób.

W jakieś haki na Sikorskiego z okresu ministrowania zupełnie nie wierzę

W jakim sensie w innej kategorii?

Był ministrem w rządzie PiS. Ale znajdował się w ostrym konflikcie z Antonim Macierewiczem. To co mówi dzisiaj Kaczyński, że dymisja Sikorskiego była wynikiem jakiś zdarzeń w okresie jego ministrowania, jest bzdurą. Dymisja była efektem tego, że Sikorski nie akceptował działań Macierewicza w komisji weryfikacyjnej WSI. I stale dążył do jego odwołania. Zresztą z moja pomocą. Wielokrotnie publicznie wypowiadałem się o konieczności odwołania Macierewicza. Premier nawet obiecał, że do września 2006 roku Macierewicz będzie odwołany.

Coś chyba się panu pomyliło, przecież został powołany w lipcu 2006 roku?

Nic mi się nie pomyliło. Premier tej obietnicy po prostu nie dotrzymał. I trwała nieustanna wojna między Macierewiczem a Sikorskim, m.in. o zbieranie materiałów na Sikorskiego. A także o wypowiedź Macierewicza w Radiu, o ministrach spraw zagranicznych, którzy jakoby byli agentami. Wtedy konflikt osiągnął apogeum. Ale premier którymś momencie postawił na Macierewicza i dlatego zdymisjonował Sikorskiego. To była prawdziwa przyczyna.

Ten konflikt Macierewicz—Sikorski trwał przecież długo, dlaczego dopiero po wielu miesiąca doszło do dymisji Sikorskiego?

Czynnikiem zapalnym, kroplą przechylająca szalę, było zdarzenie na Radzie Ministrów, które Kaczyński odebrał jako osobistą zniewagę ze strony Sikorskiego.

Co zrobił Sikorski?

To nie była specjalna zniewaga. Omawialiśmy projekt ustawy o oświadczeniach majątkowych, które miały objąć 300 tys. osób, w tym - co powinno panią zainteresować - także dziennikarzy. Chodziło również o rozszerzenie obowiązku składania oświadczeń majątkowych na przykład na darowizny na rzecz małżonka, na stan majątkowy rodzeństwa i ich małżonków itp. Taki zakres był praktycznie nie do wykonania w sposób rzetelny. Ale taki był cel — by mieć największa grupę osób, które mogłyby się bać.

Jak ktoś miałby czyste sumienie, to by się chyba nie bał?

Sporządzanie tak drobiazgowych oświadczeń jest trudne, o pomyłkę byłoby łatwo. Ale abstrahuję od oceny tej ustawy. W każdym razie Zyta Gilowska, która siedziała obok mnie, trąciła mnie i powiedziała: „Panie premierze, na litość boską, niech pan coś zrobi”. Zgłosiłem się i powiedziałem: panie premierze, w tej ustawie jest luka. Ponieważ często wytykałem różne błędy prawne w projektach, więc Jarosław Kaczyński się zainteresował.

Jaką lukę pan wykrył?

Powiedziałem, że oświadczeniami majątkowymi nie zostali objęci konkubenci, i coś zacząłem dalej tłumaczyć.

Po prostu pan sobie zażartował, tak?

To był nie tyle żart, co wrzutka. I tak została potraktowana. Nie sądziłem, by Kaczyński ocenił, że sobie z niego kpię. Po chwili dyskusji uznał, że ten konkubinat należy wpisać do ustawy. W tym momencie odezwał się Sikorski, który wiedział, że jest to szyderstwo z mojej strony. Ale przesadził, bo poszedł krok dalej. Bo powiedział: A może wpisali byśmy do tej ustawy także konkubinaty jednopłciowe, przecież jesteśmy rządem europejskim.

Poprzednia
1 2
rp.pl
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Cięcia mogą poprawić konkurencyjność Aten

Gdyby Grecja upadła, nie byłoby tragedii. Dopiero bankructwo Włoch wywołałoby wstrząs i powstanie prawdziwej unii fiskalnej – mówi Zsolt Darvas >>