Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Muzyka

McCoy Tyner, czyli anioł z piorunem w dłoniach

McCoy Tyner
Fotorzepa, Marek Dusza m.d. Marek Dusza
Koncertem na Bielskiej Zadymce Jazzowej amerykański pianista zostawił testament z zapisanym wzorcem improwizacji i rytmu
Kwartet Tynera nie odkrywa nowych kierunków w jazzie, ale doskonali muzykę, pokazujšc jej najatrakcyjniejsze aspekty: harmonię, pulsujšcy rytm i poruszajšce wyobraŸnię słuchaczy improwizacje. Porównujšc ostatnie koncerty pianisty (rocznik 1938) z nagraniami zarejestrowanymi w latach 60., jeszcze z kwartetem Johna Coltrane'a i jego własnymi zespołami, widać, że jego gra stała się oszczędniejsza, ale nie straciła mocy. Jego palce spadajš na klawiaturę nieomylnie jak pazury jastrzębia na ofiarę. By nabrać rozpędu, podnosi dłonie wysoko i, uderzajšc, gra niczym perkusista. Jego akordy majš moc pioruna, porzšdkujš muzykę, dodajš jej energii, która przenosi się na pozostałych muzyków i słuchaczy. Trudno było wysiedzieć w fotelach ustawionych w Klubie Klimat bielskiej Galerii Sfera i nie przytupywać do rytmu. Muzyka McCoya Tynera była jak duża dawka adrenaliny.
Przed Tynerem wystšpiło trio z Niemiec Three Fall, improwizujšc z żarliwoœciš, na jakš potrafiš się zdobyć tylko zapaleńcy. Zestaw instrumentów: saksofon, puzon i perkusja, jest w jazzie rzadko spotykany, ale młodzi muzycy pokazali wysokš sprawnoœć i oryginalne pomysły. Po nich na scenę wkroczył kwintet trębacza Jerzego Małka. Małek, saksofonista Radek Nowicki, pianista Dominik Wania, kontrabasista Wojciech Pulcyn i perkusista Arek Skolik tworzš muzykę godnš najlepszych scen œwiata. Błyskotliwe improwizacje lidera i Nowickiego, ekspresyjna sekcja rytmiczna idealnie przygotowały publicznoœć na przyjęcie jazzowej legendy. Najpierw organizatorzy festiwalu wręczyli McCoyowi Tynerowi prestiżowš Nagrodę Anioł Jazzu. Statuetki otrzymujš tylko największe gwiazdy. WyraŸnie wzruszony pianista powiedział po polsku: "dziękuję", czym wywołał radoœć zgromadzonych. Nie zwlekajšc, usiadł do fortepianu i pokazał to, co w jazzie najlepsze. Jego zespół nie potrzebował czasu na rozpędzenie się, od razu ruszyła maszyna rytmiczna napędzana siłš perkusji Erika Gravatta i kontrabasu Geralda Cannona. A wspomagały jš co chwila perkusyjne akordy Tynera wplatane w perliste solówki. Saksofonista Gary Bartz intrygujšco połšczył nowoczesnoœć i tradycję. Dysponujšc wyrafinowanym brzmieniem, współtworzył najlepszy jazzowy spektakl. Kiedy pianista zagrał ostatni motyw, publicznoœć poderwała się z miejsc. Sędziwy muzyk niechętnie odchodził od instrumentu, który daje mu młodzieńczš witalnoœć. Publicznoœci zasalutował, co na jego koncertach widziałem po raz pierwszy. Był bardzo zaskoczony, kiedy do sceny rzucili się fani, wycišgajšc do niego okładki płyt z proœbš o autograf. Wczeœniej szczelnie izolowany, teraz nie miał wyboru, podpisał kilka płyt, rozłożył przepraszajšco ręce i powoli, pochylony do przodu podšżył za kulisy krokiem staruszka. Takie chwile zapamiętuje się na zawsze.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL