Publicystyka

Rada ocalenia czci

Piotr Semka
Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Dla polskiego obozu liberalno-lewicowego obrona Jaruzelskiego i całkowite, bezkrytyczne rozgrzeszenie jego działalności w PRL staje się kanonem politycznej poprawności – pisze publicysta „Rzeczpospolitej"
[wyimek][link=http://blog.rp.pl/semka/2010/02/04/rada-ocalenia-czci/" "target=_blank]Weź udział w dyskusji[/link][/wyimek]
Starania o świecką hagiografię szefa WRON trwają od dawna. Jednak wybuch i gwałtowność emocji wobec filmu "Towarzysz generał" zadziwia.Trudno więc nie potraktować tego jak przekroczenie kolejnej granicy. W Telewizji Polskiej przez ostatnie lata oglądaliśmy wiele filmów dokumentalnych o PRL. Wiele z nich zawierało wyraziste tezy lub ilustrowało stan emocji reżyserów wobec przywódców PRL. Filmy o Marcu'68 na przykład przedstawiały I sekretarza PZPR Władysława Gomułkę w jednoznacznie negatywnym świetle – bez żadnego pokazywania kontekstu epoki czy uwarunkowań międzynarodowych. Bardzo jednostronne w wymowie filmy robi też ikona lewicowych filmowców Michael Moore.
A jednak żaden obraz nie wywołał ostatnio takiej burzy jak ten, w którym przypomniano przebieg komunistycznej kariery Wojciecha Jaruzelskiego. [srodtytul]Lewicowy kanon [/srodtytul] Z drugiej strony faktem jest jednak i to, że dotąd filmu na ten temat po prostu nie było. Milczenie to ma długą tradycję. Zapoczątkował ją jesienią 1989 r. prezes TVP Andrzej Drawicz, który w specjalnym piśmie do szefów publicystyki ówczesnej TVP wyraźnie zalecił, by unikać krytykowania generała Jaruzelskiego. W pewnym sensie zalecenie to złamali po 21 latach dopiero Grzegorz Braun i Robert Kaczmarek. I co się wtedy okazało? Że naruszenie tego niepisanego tabu obudziło furię. Ostrość tych reakcji daje sporo do myślenia. W "Gazecie Wyborczej" Paweł Wroński i Rafał Kalukin oburzali się na "propagandowy" charakter filmu. W "Newsweeku" Wojciech Maziarski przypomniał, że Jaruzelski "umiał w 1989 r. przegrać z klasą", i poradził Grzegorzowi Braunowi, by zapisał się na warsztaty dla początkujących filmowców, gdzie się dowie, czym "różni się publicystyka od poligramoty". Z kolei gwiazda lewicowej blogosfery Azrael Kubacki ogłosił, że "telewizja polska, telewizja publiczna, nadając ten film w swoim flagowym programie, staje się narzędziem propagandy i walki politycznej. Prawda objawiona w filmie "Towarzysz generał" ma służyć walce o dusze i poglądy Polaków – według kanonów zwolenników IV RP". I tak oto niepostrzeżenie w polskim obozie liberalno -lewicowym obrona Jaruzelskiego i całkowite bezkrytyczne rozgrzeszenie jego działalności w PRL staje się kanonem politycznej poprawności. [srodtytul]W ideowym obozie [/srodtytul] Myślenie polskiej lewicy solidarnościowej zmieniło się niemal na naszych oczach. Jeszcze 15 lat temu wielu jej przedstawicieli uważało, że generał powinien odpowiadać za swoje zbrodnie. Dziś okazuje się, że Adamowi Michnikowi, z całą jego miłością do generała, skutecznie udało się wyperswadować im przekonanie o konieczności ukarania Jaruzelskiego. Co więcej, hołdy składane generałowi stają się sprawdzianem, jak bardzo jest się odpornym na "PiS -owską wersję historii" i czy jest się odpowiednio czujnym na groźbę "recydywy IV RP". Obrońcy generała lubią zaczynać polemiki z filmem od słów: "nigdy nie byłem admiratorem Wojciecha Jaruzelskiego". To odwoływanie do swojej byłej opozycyjnej działalności przestaje jednak cokolwiek znaczyć. Może i obrońcy generała nie byli jegoadmiratorami , ale dzisiaj nimi są. I to, że kiedyś mogli dostać po głowie pałką od zomowców, naprawdę nie ma tu wiele do rzeczy. Bo jeśli dziś tak emocjonalnie reagują na film o szefie Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, to znaczy, że stał się on jednym z ważnych liderów ich obozu ideowego. W swoim świętym oburzeniu przypominają nieco starych KPP -owców, którzy łatwo wytłumaczyli sobie tortury i pobyty w stalinowskich więzieniach w latach czystek. Uznali je za epizod, na który trzeba machnąć ręką wobec powojennego dzieła budowy socjalizmu w Polsce. [srodtytul]Dziwne milczenie[/srodtytul] Dominacja tego dziwacznego kultu wśród byłych działaczy "Solidarności" nie narodziła się od razu po 1989 roku. Za jego rozwój odpowiedzialność ponoszą przedstawiciele środowisk KOR-owskich. Ileż razy słyszałem od dawnych bohaterów podziemia, że "Adam zwariował na punkcie generała". Ta dosyć połowiczna polemika nie zamieniła się jednak nigdy w twardą krytykę. Nie powstały żadne listy otwarte, żadne teksty, które przypominałyby, że Jaruzelski ma mało pochlebną przeszłość. Weźmy choćby czystki antysemickie w wojsku. Nikogo nie zdumiewa, gdy Wojciech Mazowiecki w studiu TVP bagatelizuje te naganne moralnie działania, zadając prowokacyjne pytanie: "ile tak naprawdę takich wypadków było?". Nie mogłem uwierzyć własnym uszom, gdy publicysta posługiwał się argumentami starych moczarowców, tłumacząc, by w ocenie wydarzeń z '68 w wojsku widzieć nie tylko antysemityzm, ale zjawiska tak banalne jak zwykłą chęć skorzystania na odgórnej walce o władzę czy skłonność ludzi do podkładania innym świni. Jeszcze bardziej zdumiewa zamieszczony niedawno w "GW" tekst Jerzego Jedlickiego "Ponury cień pogardy". Autor oburza się w nim na pikietę przed domem Jaruzelskiego, która odbywa się co roku w noc 13 grudnia. Jedlicki w obronie Jaruzelskiego używa języka, którym wcześniej opisywał proceder zaszczuwania ludzi w marcu '68. Jeszcze trochę, a admiratorzy generała zaczną go zaliczać do ofiar tej nagonki. Ale dlaczego milczą starzy KOR-owcy? Dlaczego milczą działacze Komitetu Helsińskiego czy Stowarzyszenia Otwarta Rzeczpospolita? Czyżby wszyscy oni wierzyli, że Jaruzelski w '68 roku czy w grudniu '70 był szarmanckim dżentelmenem w tweedowej marynarce? Czy nie zauważają, że podtrzymując kult generała, zbliżają się niebezpiecznie do poglądów elektoratu ORMO-wskiego, który zawsze zachwycał się jego niepokalanym honorem. [srodtytul]Wymazane winy[/srodtytul] Wydawałoby się, że trudno znaleźć postać skupiającą w sobie więcej cech, wobec których lewica tradycyjnie wykazuje nieufność. Wojciech Jaruzelski to wieloletni wojskowy, generał oskarżany o akceptację antysemickich czystek w wojsku oraz za masakrę robotników na Wybrzeżu, polityk, który moralnie odpowiada za zakatowanie licealisty na milicyjnym posterunku. Mimo to okazuje się, że jedna zasługa – współtworzenie Okrągłego Stołu – wymazuje wszystkie winy i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zamienia go w człowieka, którego jego dawne ofiary chcą bronić do upadłego. To chyba wyraźna wskazówka, jak gigantyczne znaczenie dla Adama Michnika i jego środowiska miały ustalenia Okrągłego Stołu z 1989 r. Jedna zaleta, która przekreśliła tysiące wad. Mojemu pokoleniu, które stan wojenny wspomina jak najgorzej, uzmysławia to jedno – walka o prawdę o Jaruzelskim i o stanie wojennym będzie teraz bardzo trudna.
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL