Już dawno można się było porozumieć z Rosją

aktualizacja: 19.01.2010, 01:44
Foto: ROL

Wicepremier Waldemar Pawlak odpowiedzialny za bezpieczeństwo energetyczne kraju uważa, że w tym kwartale nie powinno być problemów z zaopatrzeniem w gaz

Optymizmu ministra gospodarki nie podzielają eksperci. Ostrzegają, że bez porozumienia gazowego z Rosją mogą być problemy na rynku, gdy nadejdą duże mrozy. I wówczas trzeba będzie sięgnąć po zapasy obowiązkowe.
[b]Rz: Czy to nie dziwne, że zaopatrzenie Polski w gaz zależy od pogody i dobrej woli strony rosyjskiej, która dostarcza nam więcej gazu, niż wynika to z obowiązującego kontraktu?[/b]
[b]Waldemar Pawlak:[/b] Rosjanie są dużo bardziej praktycznie i pozytywnie nastawieni do współpracy biznesowej z Polską niż ci politycy polscy, którzy widzą w nich tylko samo zło i źródło problemów. Warto zauważyć, że w 2009 roku, choć też nie mieliśmy porozumienia, gaz rosyjski płynął tak, że nie było w kraju kłopotów. Teraz sytuacja jest podobna. Nikt nie ma wątpliwości, że porozumienie jest konieczne. Liczę, że spółki pragmatycznie podejdą do kwestii spornych i uzgodnienia nastąpią szybko.
[wyimek]Gdyby to ode mnie zależało, to dawno byśmy załatwili (z Rosjanami)sporne kwestie [/wyimek]
[b]Pragmatyzm PGNiG może nie wystarczyć. Jak pan widzi rozwiązanie sprawy zaległych należności Gazpromu wobec EuRoPol Gazu?[/b]
Obecnie te negocjacje utknęły w punkcie bardziej symboliki politycznej niż biznesu. Patrząc na sprawę tylko w kategoriach politycznych, można było się porozumieć już dawno. I to nawet tak, że jeśli teraz my poczynilibyśmy ustępstwo, to może wkrótce udałoby się z drugiej strony osiągnąć coś innego. To w długoterminowych relacjach jest bardzo potrzebne. Przypomnę, że w 2007 r. rząd odpuścił Rosjanom zastrzeżenia związane z WTO, a kilka miesięcy  potem Moskwa zgodziła się na zniesienie embarga na polskie mięso. Utrzymywanie napiętej sytuacji prowadzi do absurdalnych efektów. Tak było w 2006 r., gdy Polska i PGNiG uprawiały zadziorną politykę. Skutki były fatalne – zgodzono się na 10-proc. podwyżkę cen gazu, co przez trzy lata kosztowało nas miliard dolarów. Teraz potrzebne jest inne podejście – praktyczne.
[b]Czy to znaczy, że PGNiG może odpuścić i zgodzić się, by Rosjanie nie zapłacili na przykład części zaległych kwot za tranzyt gazu? [/b]
Mówimy o przeszłych należnościach i kwotach spornych. Warto pamiętać, że sąd uznał w ub.r. cześć tych kwot i to tylko za 2006 r. Jeżeli w tym tempie miałyby postępować sprawy sądowe, to w tym roku będziemy mieć wyrok dotyczący 2007 r. I tak dalej możemy czekać na kolejne, a  tymczasem dodatkowego gazu z Rosji potrzebujemy już teraz. W obecnej sytuacji warto się zastanowić, czy wraz z dyskusją o zaległych kwotach nie porozmawiać o przyszłych rozliczeniach. Może, odpuszczając w jednym miejscu, moglibyśmy zyskać np. obniżkę ceny za przyszłe dostawy gazu. Nawet gdyby to była obniżka tylko o 1 proc., to przedkłada się na miliony dolarów, tym samym uzyskalibyśmy wyrównanie starych zaległości z lat 2006 – 2008.
[b]Czy tę koncepcję przedstawił pan ministrowi skarbu?[/b]
Zrobiłem to kilka miesięcy temu. Na poziomie korporacyjnym za negocjacje odpowiada resort skarbu. Minister zastrzegł sobie prawo do wyrażenia zgody na porozumienie między PGNiG i Gazpromem. Gdyby to wyłącznie ode mnie zależało, to dawno byśmy załatwili sporne kwestie i pewnie nawet mieli tańszy gaz. W takim biznesie jak gazowy, gdy relacje są długo- terminowe, raz jedna raz druga strona ma problem, który chce rozwiązać. Warto patrzeć w dłuższej perspektywie, a nie doraźnie – na zasadzie, kto komu jednorazowo ustąpi czy dokuczy.
[b]Czy nie sądzi pan, że ustępstwa w kwestii należności EuRoPol Gazu są niemożliwe, bo natychmiast w Sejmie opozycja zacznie protestować i pojawi się wniosek o postawienie ministra, który odpuścił Rosjanom miliony dolarów, przed Trybunał Stanu?[/b]
Można odwrócić sytuację i postawić pytanie, dlaczego nikt nikogo nie chciał stawiać przed Trybunałem Stanu za porozumienie z 2006 r. Do tej pory w MSP nie można znaleźć pisma akceptującego te decyzje ówczesnego zarządu PGNiG. Odpowiedzialność za długoterminowe projekty wymaga wzięcia też na siebie pewnego ryzyka. Nie mam takich obaw jak nasi koledzy z Platformy, którzy – mam wrażenie – nie wytrzymują tego typu presji. Nie można robić histerii ze spraw trudnych do załatwienia. Strach przed wszelką krytyką relacji z Rosją jest tak wielki, że na praktyczne, kompromisowe rozwiązania mało kto chce się odważyć.

POLECAMY

KOMENTARZE