REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Opinie » Publicystyka

Publicystyka

Złoty cielec III RP

Bronisław Wildstein 18-01-2010, ostatnia aktualizacja 18-01-2010 18:32
Bronisław Wildstein
autor: Ryszard Waniek
źródło: Fotorzepa
Bronisław Wildstein

Establishment III RP chętnie przykroi „Solidarność" do wymiaru orszaku triumfalnego Wałęsy. I tak heroiczny zbiorowy wysiłek zmieni się w prywatne przedsięwzięcie elektryka z Gdańska – pisze publicysta „Rzeczpospolitej"

Skomentuj

Kilka dni temu Piotr Semka opisał na łamach "Rzeczpospolitej" wykluczenie IPN z obchodów 30. rocznicy powstania "Solidarności". Świadczy to o tym, że obchody te będą się odbywały pod dyktando Lecha Wałęsy. Nie będzie więc wielkiej narodowej uroczystości, która mogłaby pozwolić Polakom odzyskać słuszne poczucie dumy i uporządkować historię. Będzie celebracja cielca III RP, który za pomocą establishmentu zawłaszczył sobie wielki bezprecedensowy narodowy ruch. Nie chodzi o negowanie ogromnej (acz w wielu wypadkach kontrowersyjnej) roli Wałęsy w "Solidarności", chodzi o zasadniczo fałszywą tezę, że ruch ten został stworzony i przeżył wyłącznie dzięki niemu. Powtarzana przez Wałęsę i jego rzeczników teza, zgodnie z którą to on osobiście i nieomal jednostkowo wywalczył dla Polaków wolność oraz obalił komunizm, jest niszcząca dla narodowej świadomości. Zbiorowy heroiczny wysiłek, jakim była "Solidarność", zmienia się w prywatne przedsięwzięcie elektryka z Gdańska. Właściwie nie mamy podstaw, aby czuć dumę. Możemy czuć jedynie wdzięczność dla naszego zbawiciela.

Akademia ku czci

Przy tej okazji splotły się dwie tendencje. Dążność establishmentu do utrzymania dominującej roli, której istotnym elementem jest kontrola historii, idzie w tym wypadku w parze z partyjnymi rachubami Platformy Obywatelskiej, dla której Wałęsa jest niezwykle znaczącym, choć uciążliwym, sojusznikiem. Stał się nim zgodnie z najprostszą zasadą, którą posługuje się partia Donalda Tuska od blisko czterech lat: wróg PiS-u jest naszym sprzymierzeńcem. Wałęsa zaś nienawidzi Kaczyńskich, a eliminacja niewygodnych dla niego kart najnowszej historii jest dziś racją jego bytu.

W efekcie zamiast narodowego święta grozi nam akademia ku czci Wałęsy pełna niedopowiedzeń, przemilczeń, a nawet fałszerstw. Przedsmak tego daje sposób, w jaki dawny lider traktuje swoich towarzyszy walki, którzy wnieśli ogromny wkład w tworzenie "Solidarności" – choćby Andrzeja Gwiazdę czy Annę Walentynowicz. Dziś Wałęsa mówi, że głównie "przeszkadzali mu".

Eliminacja IPN, jedynej rzeczywiście niezależnej instytucji badającej naszą najnowszą historię, jest kolejnym dowodem tego, co może nas czekać. Uniwersyteckie ośrodki w sporej części wyrastające z PRL, powiązane z establishmentem III RP, dysponujące mniejszymi środkami i naciskane przez władze (przykład pracy magisterskiej Pawła Zyzaka jest tego najlepszym dowodem) nie mogą spełnić tej roli.

Czarny lud do straszenia

Historia Wałęsy w III RP jest niezwykle pouczająca. Jej początki zaczynają się od starcia przywódcy "Solidarności" z Tadeuszem Mazowieckim, z którym stanął on w szranki w prezydenckich wyborach 1990 roku. Wówczas Wałęsa startował pod hasłami przyspieszenia i zerwania z polityką "grubej kreski", rozliczenia afer oraz z programem, który przygotował mu Jarosław Kaczyński. Pomogło mu to triumfalnie wygrać wybory. Ale spowodowało też, że Wałęsa był czarnym ludem, którym "Gazeta Wyborcza" straszyła swoje dzieci. Zestaw szyderstw i obelg, którymi obdarzali go ci, którzy dziś oburzają się na jakąkolwiek próbę badania jego przeszłości i domagają się kary za zbrodnię obrazy majestatu Wałęsy, jest trudny do wyobrażenia.

Prędko jednak się okazało, że hasła i program wyborczy, tak jak i wszystko inne zresztą, Wałęsa traktował instrumentalnie. Miały one dać mu władzę i pozwolić ją utrzymać. Władzę zaś rozumiał osobiście i maksymalnie szeroko. Błyskawicznie więc zwrócił się przeciwko siłom i osobom, które wyniosły go do prezydentury i stworzyły Porozumienie Centrum.

Partia ta jako autonomiczny byt polityczny z tego powodu właśnie uznana została przez niego za zagrożenie, a Wałęsa zrobił wszystko – i skutecznie – aby ją zniszczyć. Nikt nie ma takich zasług w rozbiciu obozu solidarnościowego jak Wałęsa i to on w największej mierze doprowadził do sukcesu postkomunistów w wyborach 1993 roku. Już wcześniej zresztą zaczął "wzmacniać lewą nogę", czyli obóz postkomunistyczny, przeciwko któremu zwrócił się, dopiero gdy się zorientował, jak bardzo mu on zagraża. Ale wtedy było już za późno.

Poprzednia
1 2 3
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Zychowicz: KARTA na krawędzi

Ośrodek KARTA od ćwierć wieku wyręcza państwo, kompletując wiedzę o sowieckich zbrodniach na Polakach. Teraz państwo może doprowadzić do upadku tej instytucji >>