Oświata i edukacja
Subwencja słabo powiązana z edukacją
- Czy gminy odzyskają pieniądze
- Debata: gminy wiejskie potrzebują więcej pieniędzy na rozwój
- Samorządom brakuje pieniędzy na pensje nauczycieli
- Projekt: więcej pieniędzy dla gmin na przedszkola
- Projekt dotyczący finansowania przedszkoli jest w Sejmie
- Niepełnosprawni uczniowie dotują pełnosprawnych
- Ustawowe wagary sześciolatków
Subwencja słabo powiązana z edukacją - twierdzi Jan Herczyński z Uniwersytetu Warszawskiego, współautor książki „Finansowanie oświaty w Polsce”, w rozmowie z Jolantą Ojczyk
Samorządy otrzymują co roku z budżetu państwa ponad 35 mld zł subwencji oświatowej. Twierdzą jednak, że to za mało i muszą dokładać z własnych budżetów.
Jan Herczyński: Prowadzenie szkół to zadanie własne samorządów, nic zatem dziwnego, że współfinansują oświatę z dochodów własnych. Niektóre, zwłaszcza te bogatsze, utrzymują mniejsze oddziały klasowe, finansują zajęcia dodatkowe bądź dopłacają do wynagrodzeń nauczycieli, gdyż subwencja wystarcza im na podstawowe zadania. Moim zdaniem jednak państwo przeznacza bardzo dużo na edukację.
Wiele samorządów – zwłaszcza małe gminy wiejskie czy miejskie – twierdzi, że dokłada do wynagrodzeń nauczycieli.
To, że subwencja jest wysoka, nie oznacza przecież, że jest dobrze dzielona. Zasady jej podziału reguluje coroczne rozporządzenie ministra edukacji. Przewiduje aż 40 różnych wag. Najważniejsza jest tzw. waga wiejska. To ona determinuje nieefektywny podział subwencji, opiera się bowiem na klasyfikacji miejsca położenia szkoły jako terenu wiejskiego (poza granicami miast) lub miasta liczącego do 5 tys. mieszkańców. Tymczasem jest wiele gmin, które – choć administracyjnie wiejskie – są bardzo bogate, np. Kleszczów, Nowe Warpno, Lesznowola czy Czerwonak. Są nie tylko bogate, ale i duże, mają miejski charakter sieci szkolnej. One także otrzymują zwiększoną subwencję, prawie o 50 proc., choć tego nie potrzebują. Więcej środków powinno trafić do gmin naprawdę wiejskich, w których racjonalizacja sieci szkolnej jest trudna i kosztowna finansowo oraz społecznie. Gminy te są też ubogie, a ich dochody z tytułu np. udziału w PIT niemal zerowe. Nie stać ich np. na prowadzenie przedszkoli. Tymczasem jest to jedno z ważnych i coraz droższych zadań oświatowych gmin.
Edukacja przedszkolna nie jest jednak finansowana z subwencji.
I to duży błąd. Kiedy przedszkola zostały przekazane gminom, środki były im przydzielano niezależnie od liczby wychowanków, głównie jako udział w podatkach. Gminy zaczęły zamykać przedszkola, bo – po pierwsze – spadł na nie popyt (wzrost bezrobocia), po drugie – miały wiele pilniejszych zadań, a po trzecie – system finansowania nie motywował do ich utrzymywania. To załamanie opieki przedszkolnej trwało bardzo długo. Staramy się je nadrabiać. To jednak nie budżet państwa ją finansuje, ale samorządy z wydatną pomocą środków unijnych. Tymczasem o zasadach prowadzenia przedszkoli, zatrudniania nauczycieli decyduje minister edukacji. A samorządy, choć nie mają dużego wpływu na koszty prowadzenia przedszkoli, muszą je finansować z dochodów własnych. Na szczęście wprowadzono tzw. inne formy opieki przedszkolnej. Dodam, że ze zrozumiałych powodów w gminach wiejskich udział wydatków na szkoły podstawowe i gimnazja jest o wiele wyższy niż w miastach, czasem nawet sięga 80 proc. Odwrotnie jest z udziałem w budżecie gminy wydatków na przedszkola. To dlatego, że nie ma na nie subwencji.
Czy jednak państwo stać na wprowadzenie subwencji przedszkolnej w warunkach kryzysu finansowego?
Trudno sobie wyobrazić wprowadzenie jej teraz do polskiego systemu finansowania gmin i w efekcie zwiększenie dochodów j.s.t. o parę miliardów złotych. Ministerstwo Finansów będzie zresztą słusznie twierdzić, że środki te są przekazywane gminom w innych transferach, zwłaszcza w udziałach w PIT. Obecnie gminy wydają na przedszkola miliardy złotych rocznie, tak więc te pieniądze w systemie są. Szkopuł w tym, że są one bardzo nierównomiernie rozłożone, a wydatki bogatych miast na przedszkola są nieporównywalnie wyższe niż gmin wiejskich. Trzeba więc myśleć raczej o redystrybucji niż o nowych środkach budżetowych.
Ale przedszkola współfinansują też rodzice.
Oczywiście, i tu się ujawnia kolejne źródło nierówności w polskiej oświacie. Z badań prof. Pawła Swianiewicza wynika, że w skali kraju opłaty rodzicielskie to ok. 12 proc. wydatków na przedszkola, w miastach jednak znacznie więcej. Ze względu na rolę w wyrównywaniu szans życiowych dostęp do edukacji przedszkolnej ani jej poziom nie powinny zależeć od zasobności gminy i jej mieszkańców.














