Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Służba zdrowia

Dyrektor, co się Kopacz nie kłaniał

Janusz Kołakowski, dyrektor Szpitala Psychiatrycznego w Żurawicy (koło Przemyœla), słynie z nietypowych pomysłów, np. założył Małš Kapelę Goršcych Serc konkurencyjnš wobec Wielkiej Orkiestry Œwištecznej Pomocy
Rzeczpospolita
Szef Szpitala Psychiatrycznego w Żurawicy nie odpuszcza Ministerstwu Zdrowia. I dzięki wyrokom dostaje pienišdze
– W ten sposób może reagować przekupka na targu, a nie minister zdrowia – odpowiedział Janusz Kołakowski minister zdrowia Ewie Kopacz. – To nie mieœci się w kanonach dobrego ani żadnego wychowania – dodał, patrzšc prosto w oczy szefowej resortu. W maju tego roku na spotkaniu z dyrektorami podkarpackich szpitali minister puœciły nerwy. Zasugerowała, by dyrektor Szpitala Psychiatrycznego w Żurawicy (koło Przemyœla) Janusz Kołakowski „poszedł do szkoły uczyć historii, bo to skandal, żeby dyrektorem był ktoœ z politycznego nadania”. Uczestnicy spotkania spuœcili głowy. Żaden nie stanšł w obronie kolegi. – Jakim prawem potraktowała mnie jak œmiecia? – pyta dziœ oburzony. Tłumaczy, że nie zasłużył sobie na takš opinię, bo nie zadłużył szpitala i nie ugišł się pod żšdaniami lekarzy i pielęgniarek.
Mówi o swoich kompetencjach: zanim został dyrektorem w Żurawicy, wiele lat pracował na kierowniczych stanowiskach w samorzšdzie, skończył studia podyplomowe z zarzšdzania w służbie zdrowia i zarzšdzania zasobami ludzkimi. [srodtytul]Szefowie szpitali czujš się dyskryminowani[/srodtytul] Minister Kopacz miała powód, by się zdenerwować. Nie mogła wybaczyć Kołakowskiemu, że jako pierwszy z dyrektorów szpitali psychiatrycznych pozwał ministerstwo do sšdu, który zobowišzał je do zwrotu szpitalowi kosztów leczenia nieubezpieczonych pacjentów. Obawiała się, że może to wywołać lawinę podobnych pozwów. I miała rację. Kołakowski się œmieje, że dla dyrektorów innych szpitali psychiatrycznych – on, historyk z wykształcenia – stał się konsultantem od skutecznej egzekucji należnych pieniędzy z resortu. Szef placówki w Jarosławiu Józef Długoń już skorzystał ze szlaku przetartego przez Kołakowskiego i wygrał pierwszy proces. Zapowiada kolejne pozwy. [wyimek]Gdy pielęgniarki rozpoczęły protest głodowy, dyrektor z domu przywiózł œpiwór i głodował w swoim gabinecie [/wyimek] Na poczštku listopada podczas spotkania w Żurawicy dyrektorzy innych szpitali psychiatrycznych zapowiedzieli, że będš skarżyć ministerstwo, bo dyskryminuje ich placówki. Domagajš się nie tylko zaległych pieniędzy za leczenie nieubezpieczonych, ale przede wszystkim nie godzš się z regionalnš dyskryminacjš. – Na Mazowszu szpitale za punkt (na punkty przeliczane sš wszystkie zabiegi – red.) dostajš 11,5 zł, a my 2 zł mniej – wylicza Tomasz GoŸdzikiewicz, dyrektor Szpitala Psychiatrycznego w Choroszczy w Podlaskiem. W cišgu roku placówka traci na tym 8 mln zł. – To jest nierówne traktowanie podmiotów, bo spełniamy takie same warunki – dodaje dyrektor GoŸdzikiewicz. [srodtytul]Pienišdze proszę przelać na konto[/srodtytul] Pierwszy proces z resortem dyrektor Kołakowski wygrał w 2008 roku. W pozwie ograniczył się tylko do zaległoœci za 2006 rok, bo – jak tłumaczy – szpitala nie było stać na wpłacenie wyższego wadium. Po prawomocnym wyroku wysłał list do minister Kopacz, w którym podziękował za przelanie na konto szpitala zasšdzonych 111 tys. zł wraz z odsetkami. – Poprosiłem o przelanie na to samo konto zaległoœci za dziesięć miesięcy 2007 roku – wspomina. Ministerstwo odpowiedziało, że w Polsce nie obowišzujš wyroki precedensowe, a sprawa zaległoœci za 2006 rok była jednostkowa. – Złożyłem więc kolejny pozew – opowiada. Przed kilkoma dniami Sšd Okręgowy w Warszawie uznał, że ministerstwo ma zwrócić szpitalowi w Żurawicy 307 tys. zł. – Z odsetkami to będzie ponad 400 tys. – cieszy się dyrektor. Złożył już następny pozew. I zapowiada, że nie ostatni. Dziwi go, że resort zamiast normalnie płacić szpitalowi, wydaje pienišdze podatników na koszty sšdowe i odsetki. Według ustaw o zdrowiu psychicznym oraz o wychowaniu w trzeŸwoœci Ministerstwo Zdrowia ma pokrywać koszty leczenia nieubezpieczonych pacjentów. W szpitalu w Żurawicy to ok. 20 proc. chorych, ich leczenie kosztuje ponad 2 mln zł rocznie (a kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia na ten rok opiewa na ok. 12 mln zł). – Przywożeni sš często z ulicy i szpital nie może odmówić ich przyjęcia – podkreœla dyrektor. – Jest kontrowersyjny, ale ma rację, że walczy. I wygrywa procesy – ocenia dyrektora poseł PO z Żurawicy Piotr Tomański. [srodtytul]Konserwatysta z własnš Kapelš Serc[/srodtytul] – O Jezu! Co znowu Janusz wymyœlił? – jęknšł jeden z dyrektorów szpitali psychiatrycznych, zapytany o Kołakowskiego. – Na medycynie, a już na psychiatrii, to on się kompletnie nie zna, ale walczy o ten szpital jak lew i to z dobrym skutkiem – ocenia. – Ma swoje plusy i minusy – mówi poseł PiS z Jarosławia Andrzej Ćwierz. Plusy to jego zaangażowanie w działalnoœć społecznš. Od lat Kołakowski jest jednš z najbardziej rozpoznawalnych postaci w regionie. Był zwišzany z PiS, ale został wykluczony, bo złamał partyjne zasady i w wyborach samorzšdowych wystartował z listy lokalnego ugrupowania. – On zawsze lubi chodzić pod pršd – uważa jego dobry znajomy, samorzšdowiec z PiS. Kołakowski mówi, że jest konserwatystš. Ale słynie z niekonwencjonalnych pomysłów. Gdy zaczynała grać Wielka Orkiestra Œwištecznej Pomocy Jurka Owsiaka, w Jarosławiu powołał Małš Kapelę Goršcych Serc, która gra do dziœ i zbiera pienišdze dla miejscowego szpitala. Założył stowarzyszenie Mała Ojczyzna, by – jak mówi – pielęgnować tradycyjne, prawicowe wartoœci. Stowarzyszenie ma swoich przedstawicieli w samorzšdach, a on jest radnym powiatu jarosławskiego. Przez osiem lat był wicestarostš jarosławskim. Gromy posypały się na niego, gdy w maju 2007 roku został dyrektorem szpitala w Żurawicy. – To było polityczne posunięcie, by odwołać poprzedniego, dobrego dyrektora i zastšpić go Kołakowskim – uważa poseł Tomański z PO. „Ojcem chrzestnym” mianowania historyka dyrektorem szpitala psychiatrycznego był Kazimierz Ziobro, odpowiedzialny za służbę zdrowia wicemarszałek Podkarpacia z PiS. – Znamy się od lat – przyznaje Kołakowski. [srodtytul]Nie chcieli go wpuœcić, nie chcš wypuœcić[/srodtytul] Protestujšcy pracownicy nie wpuœcili nowego dyrektora do szpitala. Musiał nim przez kilka dni kierować z zewnštrz. Kilkunastu lekarzy zwolniło się z pracy. Za 24-godzinny dyżur żšdali ponad 1600 zł. Dyrektor tłumaczył im, że nie ma pieniędzy na tak duże podwyżki i nieetyczne jest, by za jeden dyżur płacić tyle, co pielęgniarce za miesišc. Zagroził, że w ich miejsce œcišgnie medyków z Ukrainy. Gdy lekarze się uspokoili, strajk zaczęły pielęgniarki. Rozpoczęły protest głodowy. Natychmiast dołšczył do nich... dyrektor. Z domu przywiózł œpiwór, odzież na zmianę i głodował w gabinecie. Na biurku postawił biało-czerwonš flagę z napisem „strajk pielęgniarek”. – Tylko w psychiatryku mogło się zdarzyć, że razem głodujš dwie strony konfliktu – komentowały siostry. PóŸniej pienišdze z pierwszego wygranego procesu z Ministerstwem Zdrowia w całoœci przeznaczył na podwyżki dla sióstr. Naczelna pielęgniarka szpitala Dorota Bobko wspomina, że protestowały przeciwko sposobowi, w jaki odwołano poprzedniego dyrektora. – Ale lepiej nie mogliœmy wówczas trafić – ocenia po ponad dwóch latach. Szpital jest teraz w dobrej kondycji, nie ma długów, tylko dyrektor przypłacił to zdrowiem. Przeszedł zabieg wszczepienia bajpasów. Pracownicy proszš go, by nie zostawiał szpitala, bo lepszego szefa sobie nie wyobrażajš. Kierujšca Zwišzkiem Zawodowym Pielęgniarek w szpitalu Alicja Kłyż przyznaje, że powitanie nowego dyrektora nie było dla niego miłe. – Dziœ też nie wszyscy, zwłaszcza lekarze, piejš z zachwytu, ale zjednał sobie uznanie większoœci. Przede wszystkim okazał się człowiekiem, który potrafi rozmawiać z personelem i rozwišzywać problemy – podkreœla szefowa zwišzku. Jej zdaniem dobrze się stało, że dyrektorem nie został lekarz, lecz człowiek z zewnštrz, bo jest bardziej obiektywny wobec wszystkich grup zawodowych. Chwali, że skutecznie zabiega o pienišdze dla szpitala, planuje jego rozwój, inwestycje. Chwali go też poseł Tomański z PO. – Po doœć trudnych poczštkach okazał się sprawnym menedżerem – ocenia. – To miłe, gdy po tylu zawirowaniach dostaje się płynšce z serca dowody sympatii – opowiada wzruszony Kołakowski. Powtarza swojš dewizę życiowš, że starostš czy dyrektorem się bywa, a człowiekiem trzeba być w każdej chwili. – Jest jakaœ linia graniczna, której nie można przekroczyć, bo człowiek staje się œwiniš – mówi. Zapewnia, że codziennie przeglšda się w lustrze i nie musi go odwracać. [i]masz pytanie, wyœlij e-mail do autora [mail=j.matusz@rp.pl]j.matusz@rp.pl[/mail][/i]
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL