Publicystyka

Izraelska wojna rakietowa

Fotorzepa, Monika Zielska Monika Zielska
Polacy, którzy przemycali broń dla Hezbollahu, popełnili grzech. Bo celem rakiety, którą przemycali, są tysiące dzieci w Izraelu – twierdzi izraelski polityk
Izrael łączą z Polską bardzo dobre stosunki. I z dnia na dzień nasze relacje rozwijają się w coraz lepszym kierunku. Dlatego przemyt broni na pokładzie statku przechwyconego przez Izrael, którego część załogi stanowili Polacy, nie będzie miał wpływu na wzajemne relacje. Jednak chciałbym, żeby Polacy dobrze zrozumieli sytuację, w jakiej przyszło nam w Izraelu żyć.
[srodtytul]W stanie wojny[/srodtytul] Państwo Izrael powstało 61 lat temu. Po dwóch tysiącach lat braku suwerenności i niepodległości. Do Izraela przyjechali Żydzi z całego świata. Według ostatnich danych – ze 117 krajów. Bardzo dużo Żydów przyjechało z Polski i Rosji, ale też z krajów Afryki Północnej oraz z Ameryk Południowej i Środkowej. Przyjechali nawet z Indii i Afganistanu. Pod koniec 2008 r. Izrael miał prawie 7,6 mln obywateli, w tym prawie 6 mln Żydów.
Od początku powstania państwa Izrael był w stanie wojny. A nawet wcześniej. Tak naprawdę żydowskie społeczeństwo żyjące w Palestynie znajdowało się w stanie wojny jeszcze przed powstaniem Państwa Izrael, a cały konflikt żydowsko-palestyński trwa już ponad 120 lat. I niestety jeszcze się nie zakończył. Oto jak dziś przedstawia się sytuacja na froncie. Na północy Izraela jest Hezbollah – z którym w 2006 roku toczyliśmy drugą wojnę libańską. Na południu Izraela, w Strefie Gazy, jest Hamas. Z nim ostatnia wojna toczyła się pod koniec 2008 i na początku 2009 roku. Dość spokojna jest jedynie granica z Autonomią Palestyńską – w ciągu ostatnich dwóch lat terror napływający stamtąd się zmniejszył. Ostatnio trwa wojna rakietowa. Rakiety wysyła Iran. Z pomocą Syrii trafiają one do Hezbollahu i Strefy Gazy. To Iran rządzi Hezbollahem i Hamasem. Dlatego na północy Izraela mamy republikę irańską, tak samo na południu. I Syria też nie jest neutralna pod tym względem. Według ostatnich informacji izraelskiego wywiadu Hezbollah ma dziś więcej rakiet niż podczas drugiej wojny libańskiej. Wtedy mówiono o około 16 – 18 tysiącach rakiet. Dziś – o około 40 tysiącach. W przypadku Hamasu nie znamy dokładnych danych, ale wiemy, że używając podziemnych tuneli między Egiptem i Strefą Gazy, również powiększa swój arsenał rakietowy. Na początku listopada – podczas spotkania komisji obrony i spraw zagranicznych w Knesecie – generał Amos Jadlin, szef izraelskiego wywiadu wojskowego, powiedział, że w rękach Hamasu znajduje się już rakieta o zasięgu 60 km. A zatem cały Izrael jest frontem. Bo rakiety z północy mają zasięg 80 – 90 km i są w stanie dosięgnąć Tel Awiwu. Te z południa, które ma Hamas, też doleciałyby do Tel Awiwu. To nie jest tylko teoria. W tej sprawie mamy już doświadczenie. Podczas wojny libańskiej rakiety spadły koło Hadery – miasta między Hajfą a Tel Awiwem. A rakiety ze Strefy Gazy dotarły aż 27 km od Tel Awiwu. Nie ma innego takiego państwa na świecie, które żyłoby normalnie, na wysokim poziomie i zgodnie z zasadami demokracji, w której biorą udział wszyscy obywatele – Żydzi i Arabowie. Ale żyjącego w cieniu rakiet. Bo Izrael jest jedynym państwem na Bliskim Wschodzie, które ma system demokratyczny. Nasz ustrój jest podobny do ateńskiego. Ale nasza sytuacja przypomina sytuację Sparty. Dlatego obrona Izraela jest tak dramatyczna. Z dnia na dzień ta obrona jest niestety trudniejsza. Nie mówimy przecież o normalnym froncie, gdy jedna armia staje naprzeciw drugiej. Mówimy o walce rakietowej. Nie mogę sobie wyobrazić, jak w takiej sytuacji wyglądałoby życie w państwie europejskim czy w Ameryce Północnej. Potrzebnych byłoby chyba dziesięć komisji Richarda Goldstone’a (ten południowoafrykański Żyd przewodniczył komisjom badającym zbrodnie międzynarodowe), które zbadałyby zachowanie państw broniących się i walczących z terrorem. [srodtytul]W armii i w rezerwie[/srodtytul] W Izraelu służba wojskowa jest obowiązkowa. Mężczyźni służą trzy lata. Do 40. roku życia są w rezerwie. Większość z nich raz na rok – minimum trzy tygodnie, a czasem półtora miesiąca – odbywa służbę w armii. Kobiety służą dwa lata. W armii służą też Druzowie. Ze służby zwolnieni są tylko Arabowie. Tak jeszcze w 1948 roku postanowił twórca Państwa Izrael i pierwszy minister obrony Dawid Ben Gurion. Nie chciał tworzyć wewnętrznego konfliktu między Arabami. Nie chciał, by walczyli o swoje państwo, ale przeciwko swojemu palestyńskiemu narodowi. To sprawiedliwe rozwiązanie. Ale jednak – proporcjonalnie do liczby mieszkańców – Izrael ma największą armię na świecie i największą armię w historii świata. Polacy, którzy przemycali broń, popełnili grzech. Chciałbym ich przekonać, że to, co zrobili, jest bardzo niebezpieczne. Bo ta rakieta, którą przemycali, ma cel. Ten cel to tysiące dzieci w Izraelu. Żydzi i Arabowie. Podczas drugiej wojny libańskiej rakiety, które wysyłał Hezbollah, zabijały też Arabów. Arabowie – obywatele Izraela – stanowili 16 proc. ofiar. [i]Szewach Weiss jest izraelskim politologiem i politykiem, był m.in. przewodniczącym Knesetu i ambasadorem Izraela w Polsce. Współpracuje z „Rzeczpospolitą” i UW[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL