Skarbówką rządzą zaufani ministra

aktualizacja: 09.11.2009, 23:00
Foto: ROL

Aby zostać naczelnikiem urzędu skarbowego,
nie wystarczy być najlepszym z kandydatów

REDAKCJA POLECA
08.09.2015
Konkursy na wysokie stanowiska w urzędach to fikcja
kancelarierp.pl
Stwórz swoją umowę - szybko i profesjonalnie!
Ministerstwo Finansów ogłosiło w lutym konkurs na naczelników 201 urzędów skarbowych. Kandydaci przeszli dwustopniowy egzamin: pisemny z wiedzy zawodowej i ustny, m.in. sprawdzający umiejętności zarządzania.
Jak twierdzi resort, konkurs miał wytypować najlepszych. Ale gdy pod koniec lipca skarbówkami zaczęli rządzić nowi naczelnicy, okazało się, że nominacji nie otrzymało aż 11 osób, które wygrały konkursy. Dlaczego? Bo nie mieli zaufania wiceministra finansów odpowiedzialnego za skarbówki – Andrzeja Parafianowicza.
[srodtytul]Odrzuceni prymusi[/srodtytul]
Nominacji nie dostał m.in. Dariusz Przysucha, pracownik skarbówki od 15 lat, który przystąpił do czterech konkursów na stanowisko naczelnika urzędu skarbowego: w Opatowie, Sandomierzu, Ostrowcu Świętokrzyskim i Starachowicach. W trzech zdobył najwyższą liczbę punktów, w Starachowicach był drugi. Ale minister nie powołał go na żadne stanowisko. Np. do Starachowic wybrał Andrzeja Jarosińskiego, byłego funkcjonariusza ABW, choć ten zdobył najmniejszą liczbę punktów.
Odrzucił także Beatę Koziarę, byłą naczelniczkę Urzędu Skarbowego w Brzesku, która aplikowała na stanowiska naczelnika w Wieliczce i Brzesku, choć z wiedzy była najlepsza w kraju (otrzymała 59 punktów).
Nominacji nie dostała też Hanna Mazurkiewicz. Przewodniczącym komisji konkursowej był dyrektor Departamentu Administracji Podatkowej w Ministerstwie Finansów Henryk Świniarski. Trzy lata wcześniej osobiście wręczała mu odwołanie ze stanowiska dyrektora Izby Skarbowej w Katowicach. Była wtedy wicedyrektorem departamentu kierowanego dziś przez Świniarskiego.
[srodtytul]Art. 5 – bez odwołania[/srodtytul]
Wobec 11 odrzuconych kandydatów zastosowano art. 5 [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr;jsessionid=86678FC543EE729C85C527F17A1AE317?id=173741]ustawy o urzędach i izbach skarbowych[/link]. Zgodnie z nim minister może nie powołać kandydata wyłonionego w konkursie „w przypadku, jeżeli żaden z kandydatów nie gwarantuje obiektywnego wypełniania obowiązków”. Zastosowanie takiego trybu nie musi być uzasadnione, a od decyzji nie ma odwołania.
– To niekonstytucyjny przepis dający pole do nadużyć władzy – twierdzi posłanka PiS z Tarnowa Barbara Marianowska, była pracownica skarbówki.
– 11 osób to niepokojąco dużo, absolutnie premiowani powinni być ci, którzy w konkursach byli najlepsi – twierdzi Stanisław Stec, poseł SLD i były wiceminister finansów ds. skarbówki za rządów Leszka Millera.
Magdalena Kobos, rzeczniczka resortu finansów, podkreśla, że minister działał zgodnie z prawem.
– Orzecznictwo Sądu Najwyższego wskazuje ponadto, że powoływanie i odwoływanie naczelników urzędów skarbowych to element ich podległości i metoda sprawowania nad nimi kontroli – wyjaśnia.
Zdaniem posła Steca stosowanie art. 5 powinno być absolutnym wyjątkiem. – Gdy byłem wiceministrem, został zastosowany tylko raz, po zasięgnięciu opinii dyrektora izby skarbowej – zaznacza. – Naczelnikiem została osoba z drugą lokatą.
Ile razy ostatnio minister finansów zastosował art. 5? – Nie prowadzimy tego rodzaju statystyk – ucina Kobos.
Andrzej Sadowski, ekonomista, wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha, krytykuje arbitralne kryteria przy wyborze urzędników.
– Dopuszczenie do uznaniowości w procedurach mieniących się konkursami jest źródłem tworzenia się nieformalnych powiązań i zależności nie tylko w aparacie skarbowym. Patologie to jedynie rezultat – podkreśla Sadowski.
[srodtytul]Była afera, jest awans[/srodtytul]
Zaufaniem wiceministra Parafianowicza cieszy się za to Andrzej Konewka, były naczelnik skarbówki z Sosnowca, dziś rządzący w Zabrzu, choć nie startował w konkursie (przeszło go pomyślnie dwóch innych kandydatów). Stanowisko zaproponował mu Świniarski, który kiedyś jako dyrektor IS w Katowicach był jego przełożonym.
Jak wielu naczelników nie brało udziału w konkursie? – To wyjątek wśród 201 naczelników – przyznaje resort finansów.
Nominacja zbulwersowała urzędników fiskusa na Śląsku. Powód? W 2006 r. kontrola wewnętrzna wykryła aferę w Urzędzie Skarbowym w Sosnowcu, którym Konewka kierował sześć lat, najpierw jako zastępca naczelnika, potem naczelnik. Kontrolerzy z IS odkryli, że kilkanaście spółek powiązanych kapitałowo i personalnie z biznesmenem Krzysztofem P. unika spłacania wielomilionowych długów podatkowych. W sosnowieckiej skarbówce przedawniały się ich zaległości, a sygnały z innych urzędów o nieprawidłowościach spółek P. trafiały do kosza.
[srodtytul]Pozorowanie czynności[/srodtytul]
Raport izby był miażdżący. Napisano, że sposób kontroli m.in. spółek P. „nasuwa podejrzenie celowego ich wstrzymywania, nieefektywnego przeprowadzenia, a nawet pozorowania pewnych czynności i utrudniania kontroli”.
Urzędowi zarzucono „zgubienie lub celowe ukrycie” dokumentów z kontroli sprzedaży majątku likwidowanej kopalni Niwka-Modrzejów. Kawałek ziemi od kopalni kupił Edward E., przedsiębiorca, który miał przekazać atrakcyjną działkę (jako darowiznę) synowi Andrzeja Wilka, naczelnika sosnowieckiej skarbówki do 2002 r. i przełożonego Konewki. Kontrolerzy podkreślili, że odpowiedzialność za nieprawidłowości ponosi ścisłe kierownictwo urzędu.
Naczelnika Konewkę zdymisjonowano dwa dni po zakończeniu kontroli, 30 kwietnia 2006 r. Trzy lata pracował jako starszy poborca w innym urzędzie. W 2008 r. poważne nieprawidłowości w sosnowieckiej skarbówce z czasu, kiedy rządził nią Konewka, potwierdziła NIK.
[srodtytul]Umorzone śledztwo[/srodtytul]
Czy minister finansów wiedział o przeszłości Konewki? Ko- bos zapewnia, że nieprawidłowości są wyjaśnione. Konewka nie ma sobie nic do zarzucenia. Mówi, że „wątpliwości dotyczące jego osoby zostały wyjaśnione”.
Tymczasem, jak ustaliła „Rz”, następczyni Konewki w Sosnowcu złożyła w prokuraturze zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa dopiero rok i dwa miesiące po zakończeniu kontroli. W dodatku nie doniosła o niedopełnieniu obowiązków przez kierownictwo urzędu (grozi za to do trzech lat więzienia), a tego dotyczył jeden z głównych zarzutów, lecz że urzędnicy mogli nie zachować tajemnicy skarbowej.
Prokuratura nawet nie przesłuchała Konewki i po pół roku umorzyła śledztwo. Nie wyjaśniła ani jednego wątku z raportu kontrolerów.
Postępowanie dyscyplinarne wobec niego też skończyło się niczym, choć rzecznik dyscyplinarny żądał najwyższej kary w korpusie służby cywilnej – nagany. Postawił mu 11 zarzutów. W lipcu 2008 r. komisja dyscyplinarna w katowickiej IS uniewinniła Konewkę.
– Ten przykład pokazuje, że po 20 latach III RP administracja rządowa, w tym skarbowa, nie funkcjonuje prawidłowo – ocenia Sadowski. – Przełożonym nie zależy, by ujawniać jakiekolwiek nieprawidłowości, a winnych karać, bo to może uderzyć w nich samych.
[i]masz pytanie, wyślij e-mail do autorki [mail=i.kacprzak@rp.pl]i.kacprzak@rp.pl[/mail][/i]
[link=http://blog.rp.pl/goracytemat/?p=743]Skomentuj ten artykuł[/link]
Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Business Communication. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Business Communication lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych". Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE