Mieszkaniowe

Niższe ceny na aukcji

Rzeczpospolita, Paweł Gałka
Lokal tańszy o 20 – 40 procent niż w rynkowej ofercie? Z takimi cenami wywoławczymi wystartują deweloperzy i pośrednicy podczas aukcji, która odbędzie się w przyszłym tygodniu. Mieszkania można też licytować w Internecie
Jesienną aukcję nieruchomości, w której na żywo będzie można licytować mieszkania – zarówno nowe, jak i używane – organizuje firma Colliers International oraz domy aukcyjne Rick Levin & Associates i Desa Unicum. Do wzięcia jest 29 nieruchomości.
– Ich ceny wywoławcze mają być niższe nawet o 40 proc. niż rynkowe – zachęcają organizatorzy. Zanim przystąpimy do licytacji, możemy nieruchomości obejrzeć podczas specjalnie organizowanych dni otwartych. Jeśli się zdecydujemy na udział w aukcji, musimy wpłacić depozyt, który w przypadku wygranej będzie zaliczony w poczet ostatecznej ceny.
Licytacje mieszkań nie są nowością na rynku, choć mają różne zasady. Rok temu podczas targów mieszkaniowych tzw. aukcje malejące organizowała firma RedNet. Podczas aukcji ceny nie szły w górę, ale w dół. Stawki spadały podczas licytacji, a wygrywał ten, kto zatrzymał aukcję, kiedy uznał, że cena jest dla niego atrakcyjna. Aukcje malejące od kilku tygodni organizuje w Internecie pośredniczka w obrocie nieruchomościami Joanna Finfando ze spółki Fovis. Do tej pory do aukcji firma wytypowała 11 mieszkań, z których jedno już zostało sprzedane. Część licytacji trwa, reszta czeka na rozpoczęcie. Co będzie można licytować w listopadzie na aukcji Colliers International, Rick Levin & Associates i Desy Unicum? W ofercie są m.in. nowe lokale w inwestycji Dobrolin przy ul. Wolskiej firmy Dantex. – Do wzięcia będzie m.in. niespełna 53-metrowe mieszkanie na pierwszym piętrze. Cena wywoławcza to 256 tys. zł, a wartość rynkowa: 426 tys. zł – podaje Paweł Hardej, dyrektor departamentu aukcji nieruchomości w Colliers International. Będzie też można powalczyć o dwa mieszkania z rynku wtórnego. Licytowany będzie m.in. 64-metrowy, trzypokojowy lokal w bloku z 1991 roku przy ul. Modzelewskiego. Cena wywoławcza tej nieruchomości to 399 tys. zł. Organizatorzy aukcji wyliczają, że jest ona niższa od rynkowej o 21 tys. zł. Mieszkań nie licytuje się w ciemno, wcześniej można je obejrzeć podczas tzw. dni otwartych. – Jeśli ktoś zdecyduje się na daną nieruchomość, musi wpłacić depozyt na zastrzeżony rachunek prowadzony przez notariusza oraz podpisać akt notarialny dotyczący danego rachunku – tłumaczy Hardej. Jeśli wygra licytację, depozyt będzie zaliczony na poczet ostatecznej ceny nieruchomości, jeśli nie – zostanie zwrócony. Wysokość depozytu zależy od wartości nieruchomości. Dla przykładu – przy licytacji mieszkania w Dobrolinie, wartego 426 tys. zł, depozyt wynosi 6,5 tys. zł. W przypadku 214-metrowego apartamentu w wilanowskiej Rezydencji Królewskiej o wartości 1,7 mln zł – już 15,5 tys. zł. Jak informuje Hardej, nieruchomość można kupić także na kredyt. Chętni do licytowania nieruchomości powinni jednak wcześniej zbadać swoją zdolność kredytową. Na czym zarabia organizator aukcji? – Podobnie jak w przypadku tradycyjnych transakcji pobieramy prowizję od kupującego. Jej wysokość na pierwszej aukcji to 2,5 proc. ceny wylicytowanej nieruchomości. Marża jest pobierana dopiero w momencie podpisania umowy przeniesienia własności – informuje Hardej. [srodtytul]... i przez Internet[/srodtytul] Aukcje malejące, czyli tzw. holenderskie, podczas których cena mieszkań spada, od paru tygodni organizuje w Internecie pośredniczka w obrocie nieruchomościami Joanna Finfando ze spółki Fovis. Do tej pory do aukcji jej firma wytypowała 11 mieszkań, z których jedno już zostało sprzedane. Część licytacji trwa, reszta czeka na rozpoczęcie. – Do aukcji wybieramy lokale z uregulowanym stanem prawnym, które są nam oddawane na wyłączność. Mogą to być mieszkania z rynku pierwotnego i wtórnego. Najniższą cenę, za jaką właściciel jest skłonny sprzedać nieruchomość, ustalamy podczas negocjacji – tłumaczy Finfando. Nieruchomość jest wystawiana z rynkową ceną ofertową, która nie uwzględnia rabatów. Stawki podczas aukcji spadają zaś z dwóch powodów – rabatu, jakiego był skłonny udzielić sprzedający oraz kliknięć uczestników aukcji, którzy sprawdzają cenę mieszkania. – Każde sprawdzenie ceny w Internecie kosztuje od 1,75 do 4,88 zł, a stawka za nieruchomość jest obniżana automatycznie o złotówkę – mówi Finfando. Licytując mieszkania w ten sposób, nie ma mowy o cenie minimalnej. Ostateczne ceny, jak przyznaje właścicielka Fovis, mogą znacznie przekroczyć uzyskany od właściciela rabat. – Różnicę w cenie na rzecz sprzedającego pokrywa serwis. Załóżmy, że właściciel zgodził się na 10 tys. zł rabatu, uczestnicy aukcji obniżyli cenę jeszcze o 5 tys. zł. Wtedy dopłacamy te 5 tys. zł z pieniędzy, jakie wpłacali licytanci przy sprawdzaniu ceny – tłumaczy Finfando. Zanim nieruchomość trafi na aukcję, znajduje się w poczekalni. Wtedy można ją obejrzeć i sprawdzić swoją zdolność kredytową. Aukcje zazwyczaj trwają 30 dni, ale można je otworzyć także na dziesięć czy 60. – Wszystko zależy od właściciela nieruchomości – wyjaśnia Finfando. Na razie udało się jej sprzedać prawie 76-metrowe, trzypokojowe nowe mieszkanie z rynku wtórnego przy ul. Dywizjonu 303. Cena transakcyjna: 470,3 tys. zł. – Startowaliśmy zaś z ceną ofertową 508 tys. zł – podaje szefowa Fovis. Organizator internetowych aukcji, podobnie jak tych na żywo, zarabia – tak jak w klasycznej agencji nieruchomości – na prowizji od dokonanej transakcji. [srodtytul]Mało chętnych[/srodtytul] Aukcje malejące podczas ubiegłorocznych targów mieszkaniowych organizowała też firma redNet Media. Do licytacji w Poznaniu, Warszawie i Gdańsku trafiło ok. 35 mieszkań. Sprzedano dwa. Stawki za nieruchomości malały co kilkadziesiąt sekund. Wygrywał ten, kto nacisnął guzik, uznając, że cena jest już dla niego atrakcyjna. Mieszkania były wystawiane z ceną minimalną, której jednak licytanci nie znali. Lokal nie mógł być więc sprzedany poniżej tej stawki. – W tym roku zrezygnowaliśmy z tej formy sprzedaży – mówi Katarzyna Szuba z redNet Property Group. – Sale licytacyjne były pełne, jednak do poszczególnych aukcji w każdym z miast przystąpiło około dziesięciu osób. Wielu potencjalnych nabywców obserwowało aukcje, nie dowierzając, jak szybko spada cena. Malejące aukcje mieszkań organizowaliśmy w Polsce pierwszy raz, więc trudno się dziwić, że ludzie chętniej się im przyglądali, niż brali w nich udział. [ramka][srodtytul]Licytowane mieszkania[/srodtytul] [b]Od dewelopera[/b] >> ul. Wolska, inwestycja Dobrolin, Dantex, 53 mkw., cena rynkowa: 426 tys. zł, wywoławcza: 256 tys. zł >> ul. Kostki Potockiego, Rezydencja Królewska, Delphy, 214 mkw., cena rynkowa: 1,7 mln zł, wywoławcza: 1,45 mln zł >> ul. Gwiaździsta, Wiślane Ogrody, Star Investment, 69 mkw., cena rynkowa: 493 tys. zł, wywoławcza: 309 tys. zł [b]Od pośrednika[/b] >> ul. Modzelewskiego, 64 mkw., 1991 r., cena rynkowa: 420 tys. zł, wywoławcza: 399 tys. zł >> ul. Nowoursynowska, 85 mkw., 1999 r., cena rynkowa: 675 tys. zł, wywoławcza: 635 tys. zł [i]źródło: Colliers International[/i][/ramka] [ramka]OPINIE [srodtytul]Marek Kiełpikowski, Arenda w Bydgoszczy[/srodtytul] – Tak drogi towar jak nieruchomość musi być przed kupnem zbadany wyjątkowo starannie. Nie wystarczy tu zdjęcie lokalu czy wizualizacja. Dla nabywcy istotne są przecież inne czynniki: poziom nasłonecznienia, hałasu, odległość do komunikacji miejskiej, szkoły, sklepów itd. Ważny jest też widok z okna, plac zabaw dla dzieci, a nawet... wysokość stopni na klatce schodowej, nie mówiąc o sąsiedztwie. To wszystko powoduje konieczność odwiedzenia i obejrzenia przyszłego miejsca zamieszkania. Jeśli zaś chodzi o plusy, to mocno ograniczony czas na składanie deklaracji kupna może sprzyjać tańszym zakupom. Niska cena wywoławcza i mała liczba licytantów to ewentualne szanse dla kupującego. Podobne zresztą szanse niektórzy potrafią wykorzystywać już teraz – przy licytacjach komorniczych. [srodtytul]Jarosław Jaczewski, PIB Ebejot[/srodtytul] – Organizatorzy spóźnili się z aukcjami o co najmniej rok. Wówczas licytacja mieszkań mogła być alternatywą dla deweloperskich promocji. Dziś, kiedy sytuacja na rynku się ustabilizowała, trudno oczekiwać, by firmy chciały przeceniać mieszkania aż o 40 proc. Oczywiście, znajdą się wyjątki, ale będą to raczej duże lokale, które nie mogą znaleźć nabywców od miesięcy, a nawet lat. Trzeba się też oswoić z samą formułą zakupu. A to może potrwać nawet kilka lat, tym bardziej że w najbliższych latach popyt na mieszkania z pewnością wzrośnie, co będzie dodatkową przeszkodą w popularyzacji niestandardowych form sprzedaży. Lepiej więc się udać bezpośrednio do dewelopera, wybrać mieszkanie spośród wszystkich dostępnych – na aukcji będzie ich ograniczona liczba – i wynegocjować satysfakcjonującą cenę. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL