Spółdzielnia "Ucho" świetnie działa nad Wisłą

aktualizacja: 28.10.2009, 19:26
Mariusz Max Kolonko
Mariusz Max Kolonko
Foto: archiwum prywatne

Oburzone dziś podsłuchiwaniem rozmów przez ABW środowisko dziennikarskie trzy lata temu nagradzało swoich kolegów za zorganizowanie nagrania w hotelowym pokoju posłanki Renaty Beger

[wyimek][link=http://blog.rp.pl/blog/2009/10/28/mariusz-max-kolonko-spoldzielnia-ucho-swietnie-dziala-nad-wisla/]skomentuj na blogu[/link][/wyimek]
Polak uwielbia podsłuchiwać. Uwielbia zbierać teczki i gromadzić je w szufladach "na wszelki wypadek". Taką już mamy naturę. Zresztą nie tylko my, także (między innymi) nasi wschodnioniemieccy sąsiedzi i Rosjanie. Tego uczył nas przez ponad 40 lat aparat PZPR-owskiej władzy, rodząc przez kilka pokoleń nowy typ człowieka: homo sovieticus – kreaturę snującą się do dziś nad Wisłą jak wampirowaty opryszek z Bourbon Street z mrocznego hitu Stinga.
[srodtytul]Wprasowany nadajnik[/srodtytul]
Sposób myślenia homo sovieticus przenika dziś polskie dziennikarstwo i politykę. Podsłuchy okazały się narzędziem przydatnym w tasowaniu politycznych koterii w Polsce. Brak precyzyjnej regulacji prawnej tego zjawiska sprzyja grupom wyposażonym w odpowiednie środki techniczne do dokonywania podsłuchów, przy których afera Watergate wygląda jak trabant przy cadillacu.
Właściciel jednego z licznych sklepów dla szpiegów w Nowym Jorku mówi, że jego najlepsi klienci pochodzą z Europy Wschodniej – przede wszystkim z Rosji i Polski. Największe wzięcie u kupujących zza byłej żelaznej kurtyny mają osobiste wykrywacze podsłuchów, które – założone na nadgarstku – ostrzegawczo wibrują przy "przyjacielskim" uścisku dłoni z osobą noszącą nadajnik. Nieźle idą długopisy zapisujące także obraz i dźwięk oraz okulary słoneczne z taką samą funkcją (a także dające podgląd tego, co się dzieje za naszymi plecami), kamery wielkości małego guzika oraz zegarki z okiem kamery ukrytym w zerze godziny dziesiątej. Panie mogą nabyć aparaty-szminki robiące zdjęcia podczas malowania ust i podróbki torebek Louis Vuitton rejestrujące obraz w niezłej rozdzielczości.
W sklepie można kupić także "podarunki" dla szefów korporacji: portfele z cielęcej skóry z wprasowanymi nadajnikami i samochodowe breloczki z ukrytym GPS (pozwalające nam śledzić obdarowanego). Nie wspominając o przerobionych telefonach komórkowych, które po zdalnym ich uaktywnieniu, zamieniają telefon w nadajnik podsłuchowy. Były agent CIA (którego wypowiedź ja też nagrałem na taśmie) twierdzi, że po wylądowaniu w Warszawie wystarczą mu dwie godziny, by zdobyć zapis z ekranu komórki dowolnego polskiego polityka.
[wyimek]Były agent CIA twierdzi, że wystarczą mu dwie godziny w Polsce, by otrzymać zapis z ekranu komórki dowolnego tutejszego polityka[/wyimek]
Zauważyłem, że w Polsce, mniej więcej od czasu afery Rywina, elektroniczne urządzenie rejestrujące fale głosowe stało się niezbędnym atrybutem wielu pnących się mozolnie po szczeblach kariery rodaków. Dlatego krzyk oburzenia dziennikarzy po wybuchu niedawnej afery podsłuchowej jest dla mnie niezrozumiały.
Polscy dziennikarze notorycznie rejestrują telefoniczne rozmowy, nie powiadamiając o tym rozmówcy. W dźwiękowym piractwie królują tabloidy tłumaczące się potem po sądach z nielegalnie uzyskanych nagrań.
I nie zapominajmy, że tak oburzone dziś podsłuchiwaniem rozmów przez ABW środowisko dziennikarskie ledwie trzy lata temu nagradzało swoich kolegów z TVN nagrodą Grand Press za zorganizowanie w tajemnicy nagrania w pokoju hotelowym posłanki Renaty Beger.
[srodtytul]W wielkim studiu nagraniowym [/srodtytul]
Więcej: mam wrażenie, jakbym był w jednym wielkim studiu nagraniowym. W hotelu kelnerki nagrywają mnie komórką. Siedzącemu w krzakach pod domem paparazzi sam ofiarowałem ciepłą herbatę, czapkę i czterogigabajtową kartę na zdjęcia.
Nagrywała mnie moja była sympatia razem ze swoją mamą przyciśniętą do drugiej słuchawki. A także moja koleżanka celebrytka – tak długo, aż mikroprocesor zaprotestował pikaniem, ogłaszając wykorzystanie całej cyfrowej pamięci.
Nagrywali mnie telewizyjni dyrektorzy w dźwiękoszczelnych gabinetach i sprzątaczki na korytarzach sądów – za pomocą mikrofonów ukrytych w miotłach.
Nic więc dziwnego, że z jednym ze znanych polskich biznesmenów umówiłem się na Nowym Świecie i na przystanku autobusowym, siedząc na ławce i zakrywając usta (gdyby ktoś chciał wynająć głuchoniemych czytających z ruchu warg lub kogoś takiego) – niczym Joe Pesci i Robert De Niro w filmie "Casino" – omawiałem wyniki piłkarskich spotkań.
Wielki Brat dziś w Polsce uważnie słucha i uważnie patrzy. Ma też całkiem już dorosłą Wielką Siostrę wyposażoną w markową torebkę szpiegowską z szybkostrzelnym aparatem ukrytym w szmince. I za każdym razem, gdy owa Siostra puszcza do ciebie oko, ktoś zapełnia twoją teczkę fotografiami, które kiedyś zamienią się w asy sypane z rękawa.
[i]Autor jest dziennikarzem, byłym korespondentem TVP i TVN w USA, publicystą, prezenterem i producentem telewizyjnym. W Stanach Zjednoczonych od 1988 roku[/i]
Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE