Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Spółdzielnia "Ucho" świetnie działa nad Wisłš

Mariusz Max Kolonko
archiwum prywatne
Oburzone dziœ podsłuchiwaniem rozmów przez ABW œrodowisko dziennikarskie trzy lata temu nagradzało swoich kolegów za zorganizowanie nagrania w hotelowym pokoju posłanki Renaty Beger
[wyimek][link=http://blog.rp.pl/blog/2009/10/28/mariusz-max-kolonko-spoldzielnia-ucho-swietnie-dziala-nad-wisla/]skomentuj na blogu[/link][/wyimek] Polak uwielbia podsłuchiwać. Uwielbia zbierać teczki i gromadzić je w szufladach "na wszelki wypadek". Takš już mamy naturę. Zresztš nie tylko my, także (między innymi) nasi wschodnioniemieccy sšsiedzi i Rosjanie. Tego uczył nas przez ponad 40 lat aparat PZPR-owskiej władzy, rodzšc przez kilka pokoleń nowy typ człowieka: homo sovieticus – kreaturę snujšcš się do dziœ nad Wisłš jak wampirowaty opryszek z Bourbon Street z mrocznego hitu Stinga. [srodtytul]Wprasowany nadajnik[/srodtytul]
Sposób myœlenia homo sovieticus przenika dziœ polskie dziennikarstwo i politykę. Podsłuchy okazały się narzędziem przydatnym w tasowaniu politycznych koterii w Polsce. Brak precyzyjnej regulacji prawnej tego zjawiska sprzyja grupom wyposażonym w odpowiednie œrodki techniczne do dokonywania podsłuchów, przy których afera Watergate wyglšda jak trabant przy cadillacu. Właœciciel jednego z licznych sklepów dla szpiegów w Nowym Jorku mówi, że jego najlepsi klienci pochodzš z Europy Wschodniej – przede wszystkim z Rosji i Polski. Największe wzięcie u kupujšcych zza byłej żelaznej kurtyny majš osobiste wykrywacze podsłuchów, które – założone na nadgarstku – ostrzegawczo wibrujš przy "przyjacielskim" uœcisku dłoni z osobš noszšcš nadajnik. NieŸle idš długopisy zapisujšce także obraz i dŸwięk oraz okulary słoneczne z takš samš funkcjš (a także dajšce podglšd tego, co się dzieje za naszymi plecami), kamery wielkoœci małego guzika oraz zegarki z okiem kamery ukrytym w zerze godziny dziesištej. Panie mogš nabyć aparaty-szminki robišce zdjęcia podczas malowania ust i podróbki torebek Louis Vuitton rejestrujšce obraz w niezłej rozdzielczoœci. W sklepie można kupić także "podarunki" dla szefów korporacji: portfele z cielęcej skóry z wprasowanymi nadajnikami i samochodowe breloczki z ukrytym GPS (pozwalajšce nam œledzić obdarowanego). Nie wspominajšc o przerobionych telefonach komórkowych, które po zdalnym ich uaktywnieniu, zamieniajš telefon w nadajnik podsłuchowy. Były agent CIA (którego wypowiedŸ ja też nagrałem na taœmie) twierdzi, że po wylšdowaniu w Warszawie wystarczš mu dwie godziny, by zdobyć zapis z ekranu komórki dowolnego polskiego polityka. [wyimek]Były agent CIA twierdzi, że wystarczš mu dwie godziny w Polsce, by otrzymać zapis z ekranu komórki dowolnego tutejszego polityka[/wyimek] Zauważyłem, że w Polsce, mniej więcej od czasu afery Rywina, elektroniczne urzšdzenie rejestrujšce fale głosowe stało się niezbędnym atrybutem wielu pnšcych się mozolnie po szczeblach kariery rodaków. Dlatego krzyk oburzenia dziennikarzy po wybuchu niedawnej afery podsłuchowej jest dla mnie niezrozumiały. Polscy dziennikarze notorycznie rejestrujš telefoniczne rozmowy, nie powiadamiajšc o tym rozmówcy. W dŸwiękowym piractwie królujš tabloidy tłumaczšce się potem po sšdach z nielegalnie uzyskanych nagrań. I nie zapominajmy, że tak oburzone dziœ podsłuchiwaniem rozmów przez ABW œrodowisko dziennikarskie ledwie trzy lata temu nagradzało swoich kolegów z TVN nagrodš Grand Press za zorganizowanie w tajemnicy nagrania w pokoju hotelowym posłanki Renaty Beger. [srodtytul]W wielkim studiu nagraniowym [/srodtytul] Więcej: mam wrażenie, jakbym był w jednym wielkim studiu nagraniowym. W hotelu kelnerki nagrywajš mnie komórkš. Siedzšcemu w krzakach pod domem paparazzi sam ofiarowałem ciepłš herbatę, czapkę i czterogigabajtowš kartę na zdjęcia. Nagrywała mnie moja była sympatia razem ze swojš mamš przyciœniętš do drugiej słuchawki. A także moja koleżanka celebrytka – tak długo, aż mikroprocesor zaprotestował pikaniem, ogłaszajšc wykorzystanie całej cyfrowej pamięci. Nagrywali mnie telewizyjni dyrektorzy w dŸwiękoszczelnych gabinetach i sprzštaczki na korytarzach sšdów – za pomocš mikrofonów ukrytych w miotłach. Nic więc dziwnego, że z jednym ze znanych polskich biznesmenów umówiłem się na Nowym Œwiecie i na przystanku autobusowym, siedzšc na ławce i zakrywajšc usta (gdyby ktoœ chciał wynajšć głuchoniemych czytajšcych z ruchu warg lub kogoœ takiego) – niczym Joe Pesci i Robert De Niro w filmie "Casino" – omawiałem wyniki piłkarskich spotkań. Wielki Brat dziœ w Polsce uważnie słucha i uważnie patrzy. Ma też całkiem już dorosłš Wielkš Siostrę wyposażonš w markowš torebkę szpiegowskš z szybkostrzelnym aparatem ukrytym w szmince. I za każdym razem, gdy owa Siostra puszcza do ciebie oko, ktoœ zapełnia twojš teczkę fotografiami, które kiedyœ zamieniš się w asy sypane z rękawa. [i]Autor jest dziennikarzem, byłym korespondentem TVP i TVN w USA, publicystš, prezenterem i producentem telewizyjnym. W Stanach Zjednoczonych od 1988 roku[/i]
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL