Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Wspomnienia

Marek Edelman nie żyje

Marek Edelman ze swoimi czytelnikami
Fotorzepa, Darek Golik DG Darek Golik
Œmierć bohatera. Ostatni z przywódców powstania w getcie warszawskim, lekarz kardiolog, zmarł w Warszawie. Miał 87 lat.
Maj 1943. Warszawa. Huk pękajšcych granatów i walšcych się budynków. Gęsta kanonada i ludzkie krzyki. Nad ulicami unoszš się kłęby gęstego dymu. Getto płonie. Po aryjskiej stronie muru otwiera się właz kanalizacyjny i wychodzi z niego kilkudziesięciu Żydów. W brudnych ubraniach, przestraszeni i zdenerwowani. Częœć krwawi. Ledwie uszli z życiem, sš rozbrojeni psychicznie. W każdej chwili może wybuchnšć panika. – I wtedy z włazu wyszedł Marek. Choć minęło blisko 70 lat, pamiętam to, jakby to było wczoraj. Marek był całkowicie spokojny i opanowany. Na wszystkich obecnych, także i na mnie, zrobiło to wielkie wrażenie, wszyscy od razu się uspokoili – wspomina podwładny Edelmana podczas walk w getcie Kazik Ratajzer. – Właœnie w taki sposób Marek dowodził. Nie tracił głowy nawet w tej straszliwej, beznadziejnej sytuacji, w jakiej przyszło nam walczyć. Jakkolwiek patetycznie by to zabrzmiało: zapisał wtedy pięknš kartę.  
  Kazik Ratajzer po wojnie zamieszkał w Izraelu, ale z Edelmanem przyjaŸnił się do końca. Spotykali się regularnie w Polsce lub w Paryżu, póŸniej Edelman kilka razy pojechał do Izraela. – Ostatni raz odwiedziłem go w zeszłym miesišcu. Był już w bardzo kiepskiej formie fizycznej. Ale psychicznie zupełnie co innego! Zupełnie jak wtedy, w 1943 roku. Marek w swojej najlepszej formie. Do końca zachował jasnoœć umysłu. Trudno opisać, jak wielkš stratš jest jego odejœcie – mówi Ratajzer. Edelman rzeczywiœcie do końca pozostał aktywny. Jeszcze niecałe dwa tygodnie temu udzielił wywiadu „Rzeczpospolitej”. Opowiadał wówczas o zmarłej prof. Barbarze Skardze. – Była osobš ukształtowanš jeszcze przez przedwojennš Polskę. O społeczeństwie myœlała kategoriami tamtej epoki. Niewiele takich osób pozostało już w polskim życiu publicznym – mówił Marek Edelman. Pytany o to, co jest najważniejsze w życiu odpowiedział: "W zasadzie najważniejsze jest samo życie. A jak już jest życie, to najważniejsza jest wolnoœć. A potem oddaje się życie za wolnoœć. I już nie wiadomo, co jest najważniejsze" Właœnie odeszła kolejna z nich. Edelman był bowiem „dzieckiem II RP”, urodzony w Homlu – prawdopodobnie w 1922 roku – dzieciństwo i młodoœć spędził w Warszawie. Jako syn znanej działaczki BUND-u Cecylii Percowskiej wyrastał w domu pełnym polityki i spraw publicznych. Już jako dziecko wstšpił do działajšcego przy BUND-zie Socjalistycznego Zwišzku Dziecięcego, następnie do samej partii, a wreszcie, podczas okupacji, był jednym z twórców Żydowskiej Organizacji Bojowej. Edelman na zawsze pozostał BUND-owcem, a więc zadeklarowanym antysyjonistš. I choć w polskim œrodowisku żydowskim odgrywał rolę najwyższego autorytetu, często szokował ostrš krytykš Państwa Izrael. – Oni zachowujš się jak pospolici gangsterzy. Czy pan wie, co te bandziory wyrabiajš tam z Palestyńczykami? – mówił, charakterystycznym dla siebie ostrym językiem, w jednym z wywiadów dla „Rz”. – Edelman jako BUND-owiec uważał, że miejsce polskich Żydów jest w Polsce. Tworzenie państwa żydowskiego na Bliskim Wschodzie uważał za błšd. W zwišzku z tym byli w Izraelu ludzie, którzy za nim nie przepadali. Dla wielu był niewygodny – mówi „Rz” Benjamin Anolik, ocalały z Holokaustu, jeden z założycieli kibucu im. Bohaterów Getta w Izraelu. Mimo krytycznego stosunku do żydowskiego państwa, dla większoœci Izraelczyków Edelman był jednak jednym z największych bohaterów. Represjonowany w 1968 roku. Jego żona z dziećmi zdecydowała się wyjechać do Francji, ale on nie chciał o tym słyszeć. – Co to, ktoœ mi będzie narzucał, co ja mam robić i gdzie ja mam jechać? – mówił. I dodawał: – Poza tym ktoœ przecież musiał zostać z tymi wszystkimi, którzy tu zginęli.     Edelman pozostał aktywny politycznie również w wolnej Polsce, działał w Unii Demokratycznej i jej kolejnych mutacjach. Co roku, w rocznicę wybuchu powstania w getcie, organizował prywatne, niezależne od oficjalnych, obchody. – Podczas ostatnich obchodów przyjechał na wózku. Miał wielkie kłopoty z poruszaniem się, był bardzo słaby. Gdy wtedy szliœmy za nim pod pomnik, wielu z nas domyœlało się, że być może to już ostatni raz. Niestety, mieliœmy rację – mówi jeden z przyjaciół zmarłego. Edelman nie miał łatwego charakteru. Często się irytował, gdy ktoœ się z nim nie zgadzał, potrafił być grubiański. Mimo to nawet wœród osób, które się z nim spierały, cieszył się wielkš estymš i szacunkiem. – Ludzie często mówili, że jest niewychowany czy niegrzeczny. Co za głupota! Po tym wszystkim, co przeszedł, żeby normalnie funkcjonować, musiał się schować za tym żelaznym pancerzem. To był człowiek, którego cały œwiat przestał istnieć. Rozsypał się, zniknšł. Nie bez powodu mówił o œwiecie przed i po Holokauœcie – mówi przyjaciółka Edelmana, autorka szeregu wywiadów z nim Anna Grupińska. Edelman był „dzieckiem II RP”, urodzony prawdopodobnie w 1922 roku, wyrastał w domu pełnym polityki i spraw publicznych Według niej nie można jednak fenomenu Marka Edelmana sprowadzać do roli, jakš odegrał w historii. – Nie był wielki dlatego, że był bojownikiem getta czy ocalałym z Holokaustu. Takich osób było i nadal jest na œwiecie sporo. Przede wszystkim był potwornie mšdrym, prawym człowiekiem. Człowiekiem niesamowitym. Kimœ, kogo spotka się tylko raz w życiu – podkreœla Anna Grupińska. Niespełna dwa lata temu Edelman przeprowadził się z Łodzi do Warszawy. Ostatnie dni spędził pod opiekš Pauliny Sawickiej. Tydzień temu po transfuzji krwi jego stan się pogorszył. Wiedzšc, że umiera, zdšżył się pożegnać z przyjaciółmi.     Szewach Weiss izraelski politolog i polityk, był m.in. przewodniczšcym Knesetu i ambasadorem Izraela w Polsce: Marek Edelman był dla mnie legendš. Ale w Izraelu nie był oficjalnie uwielbiany, gdyż nie był syjonistš. Od dzieciństwa mnie to denerwowało. Taki bohater! Taki człowiek œwiata! To, co zrobił, to dla mnie szczyt odwagi, której ja nie mam. Edelman przyjeżdżał do Izraela, do swojego kibucu im. Bohaterów Getta. Ale ja poznałem go dopiero w Polsce w 1993 roku, gdy jako przewodniczšcy Knesetu przyjechałem z delegacjš premiera Icchaka Rabina. Spotkaliœmy się na obiedzie u prezydenta Lecha Wałęsy. To było bardzo wzruszajšce spotkanie. Potem wydarzyło się coœ niezwykłego. Edelman nie był syjonistš i krytykował Państwo Izrael, ale Lech Wałęsa postanowił, że będzie jednym z mówców, który wystšpi podczas uroczystoœci z okazji 50. rocznicy powstania w getcie warszawskim. To nie spodobało się syjonistom. Lech Wałęsa zrobił zatem coœ innego. Idšc złożyć wieniec, wzišł za rękę Edelmana, a za drugš – jego wnuczkę. To był wspaniały widok. Byłem taki szczęœliwy. Podszedłem do Wałęsy i bardzo mu za to podziękowałem. Potem, będšc już ambasadorem w Warszawie, postanowiłem, że za każdym razem, jak pojadę do Łodzi, to spotkam się z Markiem Edelmanem. Żył w skromnym mieszkaniu. Trzy, cztery pokoje. Bałagan typowy dla intelektualistów, ale czysto. Miło było z nim rozmawiać przy kieliszku koniaku. To były takie filozoficzne rozmowy. Był trochę snobem, bo mówił, że Ben-Gurion był z małego miasteczka Płońska, a on pochodził z Łodzi. Czy często wracał do przeszłoœci? Tylko gdy go o to pytałem. Był bardzo zainteresowany teraŸniejszoœciš. Raz zaprosiłem go do mojej rezydencji na Mokotowie. Moja żona przygotowała żydowski obiad: rosół, domowe makarony, pierogi, barszcz po żydowsku, czulet. Ale najważniejsze było to, że Edelman z mojš żonš rozmawiali w jidysz – języku większoœci Żydów w Polsce, który był o wiele popularniejszy niż język hebrajski. Rozmawiali przez trzy godziny, na mnie nie zwracajšc uwagi. Moja żona spytała go m.in., dlaczego nie był dowódcš podczas powstania. Odpowiedział: Bo Mordechaj zawsze chciał nim być. Był mšdry, inteligentny i mało dyplomatyczny. Ostry w wypowiedziach. Mówišc prawdę, mógł nawet obrazić człowieka. Nie można było się z nim nie pokłócić. Ja jednak zawsze byłem ostrożny i nie miałem z nim żadnych konfliktów. Nisko się przed nim kłaniam. —k.z. prof. Andrzej Żbikowski z Żydowskiego Instytutu Historycznego: Marek Edelman nigdy nie zmieniał poglšdów. Był bardzo pryncypialny, gotowy bronić tego, co uważał za słuszne wszelkimi œrodkami. Piętnował zaœ to, co wydawało mu się podłe. Zawsze był po stronie słabszych i uciœnionych, niezależnie od tego, jakiej byli narodowoœci. Myœlę, że właœnie dzięki temu był postaciš tak bardzo szanowanš i podziwianš. Marek Edelman przez całe życie był lewicowcem. Ale lewicowcem antykomunistycznym. Gardził wszelkš represjš i przymusem. —p.z. Krzysztof Burnetko dziennikarz, współautor biografii Marka Edelmana: Z pozoru mógł się wydawać opryskliwym, ale to był bardzo dobry człowiek, który kochał innych. Przez całe życie przeprowadzał ludzi przez œmierć. Tak było w getcie warszawskim, tak było też, gdy pracował po wojnie jako lekarz. Bronił słabszych i w czasach PRL-u, i w III RP. Poprzeczkę stawiał bardzo wysoko. Obcujšc z nim, chciało się naœladować jego uczciwe życie. Wszystkie sprawy sprowadzał do właœciwych proporcji, momentalnie ustawiał problemy na właœciwym miejscu. Mówił zawsze, że najważniejsze, by iœć po słonecznej stronie i mieć wokół siebie przyjaciół. Do dziennikarzy, którzy tłumnie go odwiedzali, podchodził z dystansem, ale i dużš dozš humoru. Pytany, czy te cišgłe wywiady go nie męczš, odpowiadał: najgorzej jest w kwietniu, bo to szczyt sezonu. Poznałem wielu wielkich ludzi, ale Marek Edelman był tym największym. —anie Marek Czekalski były prezydent Łodzi i przyjaciel Marka Edelmana: ŁodŸ straciła jednego z najwybitniejszych swoich obywateli, ambasadora miasta – jednoosobowš placówkę dyplomatycznš. Swoim życiem zaœwiadczał, że sš wartoœci najważniejsze, jak pomoc biednym i skrzywdzonym. Był dla mnie autorytetem moralnym i przyszywanym ojcem. Potrafił tworzyć niewyobrażalnš atmosferę i zarażać ludzi optymizmem. —ma.go.  
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL