Publicystyka
Gramatyka debaty publicznej
Dlaczego sędzia Solecka posłużyła się wyrażeniem „język nienawiści”? Albo nie rozumie jego znaczenia, albo rozumie i nie widzi nic złego w obrażaniu uczestników procesu. Obie możliwości są bardzo niepokojące – pisze filozof
Alicja Tysiąc, obawiając się utraty wzroku, chciała usunąć ciążę. Jednak ginekolog uznał, że w jej przypadku nie ma medycznych podstaw do dokonania aborcji. Po urodzeniu dziecka wzrok pani Tysiąc bardzo się pogorszył. Kobieta złożyła w Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu skargę na Polskę. Trybunał przyznał jej zadośćuczynienie za to, że nie miała możliwości odwołania się od decyzji ginekologa.
Sprawa była szeroko omawiana w mediach. Szczególnie krytycznie Alicję Tysiąc oceniał „Gość Niedzielny”. Jej starania o przerwanie ciąży pismo określiło jako próbę zabicia własnego dziecka, a zjawisko aborcji porównało z Holokaustem. Pani Tysiąc poczuła się wypowiedziami tego typu zniesławiona, pozwała katolicki tygodnik do sądu i sprawę wygrała.
Nie podzielam opinii prezentowanych na łamach „Gościa Niedzielnego”. Ich język był mało subtelny, oceny nazbyt surowe. Rozumiem, że pani Tysiąc mogła poczuć się nimi dotknięta. Mimo to uważam, że wyrok wydany w tej sprawie przez sąd w Katowicach jest bardzo niepokojący. Dotyczy on reguł rządzących debatą publiczną. Sędzia Ewa Solecka, przyjmując wyraźnie aktywistyczną postawę, postanowiła reguły te zmodyfikować.
Szczególnie niebezpieczne wydają się dwa stwierdzenia, które pojawiły się w ustnym uzasadnieniu wyroku. Sędzia Solecka uznała, że niedopuszczalne jest moralne potępianie działań konkretnych jednostek oraz posługiwanie się w debacie publicznej „językiem nienawiści”.
Kogo można oceniać?
Sprawa, którą musiał rozstrzygnąć katowicki sąd, nie była prosta. Jej istotą był klasyczny konflikt dwóch wartości: wolności wypowiedzi i dóbr osobistych jednostki.
Sąd, próbując znaleźć wyjście z tej sytuacji, uznał, że wolność słowa powoduje, iż katolicy mogą twierdzić, że aborcja jest zabójstwem, ale ze względu na pewne prawa przysługujące jednostkom nie mogą tego ogólnego twierdzenia przenosić na oceny działań konkretnych osób. Na pierwszy rzut oka rozstrzygnięcie to wydaje się słuszne.
Opinie na łamach „Gościa Niedzielnego” prezentowano językiem mało subtelnym, oceny były nazbyt surowe. Ale wyrok wydany w tej sprawie bardzo mnie martwi
To, czy aborcję potraktujemy jako zabójstwo czy też nie, jest pochodną naszych przekonań religijnych lub filozoficznych. Gdyby sąd zabronił głoszenia tego typu twierdzeń, byłoby to jawne pogwałcenie tak istotnych wartości, jak wolność sumienia, wyznania czy słowa. Europejski Trybunał Praw Człowieka w swoim orzecznictwie wielokrotnie podkreślał, że swoboda wypowiedzi dotyczy również poglądów, które mogą pewnym osobom czy grupom społecznym wydać się obraźliwe, oburzające, a nawet szokujące.
Z drugiej strony publiczne piętnowanie określonych osób budzi sprzeciw moralny. Godność jednostki oraz jej prawo do prywatności powinny być równie chronione jak wolność wypowiedzi.
Stanowisko sądu sprawia więc wrażenie wyważonego kompromisu, który sprawdza się w większości typowych sytuacji. Jednak przypadek Alicji Tysiąc ma szczególny charakter.
Pani Tysiąc z własnej woli stała się postacią publiczną. Jej tragiczna historia jest powszechnie znana. Środowiska lewicowe traktują tę historię jako argument w dyskusjach dotyczących przerywania ciąży.
W takim wypadku druga strona sporu ma prawo się odnieść do tego argumentu. W uczciwej wymianie zdań nie możemy odmawiać jednej ze stron prawa do zajęcia stanowiska na temat konkretnych faktów przytaczanych przez drugą stronę. Trzymanie się we wszystkich przypadkach zaproponowanej przez sąd zasady doprowadzi do zdeformowania debaty publicznej.
Gdyby „Gość Niedzielny” w celu zilustrowania prezentowanego na swoich łamach stanowiska w sprawie aborcji posłużył się przykładem osoby, która pragnie zachować anonimowość i nie uczestniczy w debacie publicznej, byłoby to działanie niedopuszczalne. Podobnie, gdyby tygodnik katolicki zaczął ujawniać zdarzenia z życia pani Tysiąc, które nie mają związku z omawianą sprawą, naruszyłby jej prywatność. Dopóki jednak ogranicza się do oceny ujawnionych przez Alicję Tysiąc faktów, nawet gdy robi to w przesadnie surowy sposób, działania takie













