Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Piłka nożna

Jak Polska Obraniaka kusiła

Ludovic Obraniak
Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Gdyby nie pasja jednego człowieka i presja mediów, Ludovic Obraniak być może nie zagrałby w reprezentacji
Obraniak po zdobyciu jednej, półtorej, a może dwóch bramek dla Polski w meczu z Grecjš stał się nowym bohaterem kibiców. Jeszcze kilka miesięcy temu znali go tylko miłoœnicy ligi francuskiej, a to, że jego dziadek był Polakiem stanowił jedynie ciekawostkę. Nadziei dla Polski zwišzanej z tym faktem raczej sobie nie robiono. Pierwszš osobš, która pomyœlała, że to mógłby być nowy piłkarz naszej kadry, był Marcin Żewłakow. Kiedy w roku 2005 przeniósł się z belgijskiego Mouscron do FC Metz, Ludovic Obraniak, wychowanek tego klubu, był w kadrze pierwszej drużyny już od trzech lat. Żewłakow opowiadał mu o Polsce i namawiał do przyjęcia obywatelstwa, mimo że Obraniak miał już za sobš występy w reprezentacji Francji juniorów i młodzieżowej. To dlatego kiedy przyjechał na zgrupowanie reprezentacji przed meczem z Grecjš, za swojego przewodnika uznał brata Marcina - Michała Żewłakowa. Pod wpływem Marcina, ale prawie trzy lata póŸniej, Obraniak wysłał do konsulatu polskiego w Lille dokumenty, œwiadczšce o polskim pochodzeniu dziadka, który w roku 1937 wyjechał z Pobiedzisk do Francji w poszukiwaniu pracy. Problem w tym, że dokumenty, jakie przekazał pracownikowi konsulatu były oryginałami, a on je zgubił. Sprawa znowu utknęłaby w martwym punkcie gdyby nie „Przeglšd Sportowy”. Dziennikarze zaczęli pisać o francuskim piłkarzu polskiego pochodzenia, który przez opieszałoœć PZPN i władze administracyjne może powiększyć grupę tych, którzy mogli grać dla Polski, ale nikt z Polski o to nie zadbał.
W PZPN istniała już wtedy sekcja zajmujšca się wyszukiwaniem takich piłkarzy, ale koncentrowała się na tych, którzy sš jeszcze w wieku juniora. Twórcš sekcji był ówczesny wiceprezes Jerzy Engel, jednak od poczštku pracuje w niej tylko jedna osoba. Jest niš 35-letni dziœ Maciej Choršżyk, absolwent wydziału dziennikarstwa i socjologii na Uniwersytecie Opolskim, współpracujšcy z „Tygodnikiem Kibica”, menedżer sportu z dyplomem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ma na swojej liœcie około pół tysišca takich piłkarzy, rozsianych po całym œwiecie. Współpracuje z kilkoma osobami, szukajšcymi takich graczy w Europie, Stanach Zjednoczonych i Ameryce Południowej. Mimo że w cišgu trzech lat trenerzy reprezentacji juniorów i młodzieżowej sprawdzili około 40 zawodników z polskimi korzeniami, sens poszukiwań jest najbardziej widoczny dopiero przy znanym piłkarzu, trafiajšcym od razu do pierwszej reprezentacji Polski. Obraniak takim był. - Pierwszy raz pojechałem obejrzeć go w meczu ligowym Lille - Lens, w maju ubiegłego roku - mówi Maciej Choršżyk. - Lille zwyciężył 2:1 a Ludovic uznany został za najlepszego zawodnika meczu. Spotkaliœmy się potem w Paryżu, żeby porozmawiać o jego przyszłoœci w naszej reprezentacji. Przekazał mi kopie dokumentów, które wysłał do konsulatu w Lille, a dla podkreœlenia nastroju poszliœmy do restauracji polskiej na żurek. Dokumenty były niezbędne nie do nadania, ale przywrócenia obywatelstwa, ponieważ dziadek Obraniaka nigdy z polskiego obywatelstwa nie zrezygnował. Ale starania napotykały na trudnoœci. Obraniakowi pomagał Tadeusz Fogiel, mieszkajšcy w Paryżu korespondent „Przeglšdu Sportowego”, od lat będšcy kimœ w rodzaju przewodnika niemal wszystkich piłkarzy, którzy z Polski wyjechali grać do Francji. Od Henryka Kasperczaka poczynajšc. Jednak większoœć spraw Obraniak musiał załatwiać osobiœcie, a konsulat wcišż zwracał mu uwagę, że jeszcze czegoœ nie doniósł. Choršżyk był w kontakcie z konsulatem w Lille i MSW w Warszawie, rozmawiał z kancelariš prezydenta ale niewiele mógł zrobić. Wszystko toczyło się normalnym trybem, trwajšcym w takich przypadkach około trzech lat. Obraniak był innym przypadkiem niż Emmanuel Olisadebe czy Roger, nie grał w Polsce, mało kto go tu znał, nie mieliœmy w perspektywie mundialu lub Euro i politycy nie angażowali się w tę sprawę. Ruszyło się dopiero kiedy Choršżyk wykorzystał prywatne znajomoœci i w maju dotarł do gabinetu wojewody mazowieckiego. W efekcie po dwóch tygodniach Ludovic Obraniak otrzymał potwierdzenie polskiego obywatelstwa. Choršżyk pojechał do niego jeszcze raz, zawiózł gadżety z PZPN - krawat, spinki do koszuli, portfel i proporczyk a od siebie dorzucił œliwowicę łšckš, która nawiasem mówišc wywołała spustoszenie w organizmie przyjaciela piłkarza. Tłumaczem w tych rozmowach była narzeczona piłkarza Laura Sieger, niezwykle efektowna dziewczyna ze Strasbourga, która zresztš wraz ze wspomnianym przyjacielem i Tadeuszem Foglem przyjechała na mecz do Bydgoszczy. Obraniak miał prawo czuć się dowartoœciowany, że Polska się nim interesuje jeszcze w lipcu, niecały miesišc przed debiutem w polskiej reprezentacji. Tak się złożyło, że grał ze swojš drużynš mecz pucharowy w Belgradzie, gdzie w tym samym czasie Maciej Choršżyk wraz z przyjaciółmi przemierzał trasy znane mu z czasów kiedy pracował w polskiej misji wojskowej na Bałkanach. Gdy zorientował się, że Obraniak też tam jest, pojechał na jego mecz, wbiegł bez biletu na trybuny stadionu Partizana, przekrzyczał serbskich kibiców zwracajšc tym uwagę piłkarza, a potem rozmawiał z nim. Usłyszał, że Ludo czeka na powołanie, ale boi się, że nie znajšc polskiego nie będzie się mógł porozumieć z kolegami. W dodatku nigdy wczeœniej nie rozmawiał z Leo Beenhakkerem, który nie oglšdał go na żywo w żadnym meczu. Reszta jest znana. Trzy tygodnie póŸniej Ludovic Obraniak został bohaterem narodowym. Maciej Choršżyk prosi skromnie żeby podkreœlić rolę PZPN w staraniach o pozyskanie Obraniaka. - Ja też słyszałem, że każdy zawodnik aspirujšcy do polskiej kadry, znaleziony za granicš jest ciosem dla polskiej myœli szkoleniowej. Ale to zwišzek płacił za moje podróże a Jerzy Engel podpisywał moje delegacje - kończy Choršżyk.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL