Media i internet

Wciąż mało e-dzienników w szkołach

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Ledwie kilka procent polskich szkół będzie w nowym roku szkolnym korzystać z e-dzienników, szacują przedstawiciele firm dostarczających tego typu oprogramowanie
Taką możliwość daje nowelizacja rozporządzenia resortu edukacji (weszła w życie z początkiem sierpnia) w sprawie sposobu prowadzenia dokumentacji szkolnej.
Elektroniczne dzienniki nie są żadną nowością ale, według danych resortu oświaty, w poprzednim roku szkolnym, funkcjonowały jedynie w 0,3 proc. placówek. Zmiana przepisów miała sprawić, że e-dzienniki miały się stać produktem używanym masowo. Tak się jednak nie stanie, przynajmniej w rozpoczynającym się wkrótce roku szkolnym. – Myślę, że kluczową sprawą jest czynnik ludzki. Kadra nauczycielska jest przyzwyczajona do korzystania z papierowych dzienników. Boi się, że elektroniczne dzienniki oznaczają dodatkową pracę związaną z wprowadzaniem danych – tłumaczy Marcin Kempka, dyrektor generalny firmy Librus, lidera na rynku e-dzienników. Problemem są również ograniczenia techniczne. – Żeby system działał właściwie w każdej klasie powinien stać komputer podłączony do internetu, żeby nauczyciel na bieżąco mógł wprowadzać dane do e- dziennika. Doskonale wiemy, że to nie jest możliwe. Do tego dochodzą kwestie zapewnienia ciągłości funkcjonowania z powodu awarii sieci energetycznej – mówi Władysław Brzozowski, nauczyciel z Zespołu Szkół Ponadgimazjalnych nr 10 w Łodzi. Stworzył tego typu aplikację, która z powodzeniem działa w ok. 30 szkołach.
Przedstawiciele firm produkujących e-dzienniki (rynek jest bardzo rozdrobniony bo system od strony technologicznej nie jest zbyt skomplikowany) przyznają jednak, że zmiana przepisów spowodowała znaczny wzrost liczy zamówień. – Jeszcze rok temu dostawaliśmy 30-40 zapytań w tej sprawie i podpisywaliśmy kilka umów. W tym roku zgłosiło się do nad już ponad1 tys. zainteresowanych a liczba klientów wzrosła parokrotnie – twierdzi Marcin Iwaniec, właściciel wrocławskiej firmy 4proweb.net. Pytanie dotyczą przede wszystkim czy produkt jest zgodny z zaleceniami MEN (najczęściej podnoszone są kwestie bezpieczeństwa przechowywanych danych i selektywności dostępu) czy kosztów wdrożenia i użytkowania. Według naszych rozmówców cena wcale nie jest głównym problemem, który powstrzymuje szkoły czy władze lokalne, które finansują zakup rozwiązania, od takich inwestycji. Koszt zależy od wielkości szkoły i ilości modułów (system może być rozbudowywany o najróżniejsze funkcje, np. e-rekrutację), które będą implementowane. – W przypadku małej szkoły, a wśród naszych klientów są również wiejskie placówki mające 40 uczniów, roczny koszt nie przekracza 400 zł – mówi Iwaniec. W średniej wielkości szkole kwota wzrasta do ok. 2 tys. zł. Jego zdaniem na korzystanie z e-dzienników najczęściej decydują się gimnazja i szkoły średnie. – W podstawówkach rozwiązanie sprzedaje się słabo – przyznaje. Producenci aplikacji stosują najróżniejsze techniki sprzedaży rozwiązań. – Udostępniamy nasze rozwiązanie organom prowadzącym szkoły bezpłatnie. Opłaty pobierane są od rodziców, którzy chcą mieć dostęp do informacji o swoich dzieciach z innych komputerów, niż zainstalowanych w szkole – tłumaczy Kempka. Przeciętnie jest to 20 zł rocznie. Według przedstawiciele Librusa, w tym roku szkolnym e-dzienniki będą funkcjonowały w 3-4 proc. placówek (w Polsce działa ponad 30 tys. placówek). – W zdecydowanej większości e-dzienniki będą używane równolegle z papierowymi. Mało, która szkoła zdecyduje się na wycofanie tradycyjnych dzienników – mówi. W kolejnych latach ten współczynnik będzie szybko rósł. - Zgłaszają się do nas gminy, które chcą za jednym zamachem wprowadzić ten system we wszystkich szkołach, które prowadzą – opowiada Iwaniec. - Często chcą finansować takie inwestycję dotacjami unijnymi – dodaje Kempka.
Źródło: PARKIET

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL