Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Historia

Po ponad pół wieku wróci do Bawarii?

ROL
Odnaleziony po latach. Polscy poszukiwacze natrafili na szczštki niemieckiego pilota i jego samolotu w lesie w Wielkopolsce
23 stycznia 1945 r. Na lotnisku wojskowym w Œrodzie Wielkopolskiej 20-letni Harald Himmelstoss siada za sterami messerschmitta. Wzbija się w powietrze i kieruje w stronę Babimostu. Dziœ nie wiadomo w jakim celu. Nie wiadomo, skšd padły strzały, które dosięgły maszynę. Gdy samolot zaczyna płonšć, Himmelstoss zawraca. Ale silnik się krztusi, maszyna traci wysokoœć. Kilka kilometrów dalej spada w las. Pilot ginie. 20 czerwca 2009 r. W lesie między Karnš a Reklinem w Wielkopolsce Tomasz Czabański z polsko -niemieckiego Stowarzyszenia Pomost pochyla się nad płytkim dołem. Po chwili oglšda pierwsze znaleziska: fragment grubej pleksi, pogięte i nadpalone kawałki blachy i tabliczkę, a na niej rzšd cyfr i nazwę niemieckiej firmy. – To częœci kabiny i tabliczka znamionowa z rozbitego samolotu. Ale najważniejszego jeszcze nie mamy – pojedynczy grób trudno namierzyć. Musimy kopać dosłownie co kilkadziesišt centymetrów – tłumaczy Czabański.
Styczeń 1945 r. Zestrzelony samolot dopala się w lesie pod Karnš. Niemców już prawie nie ma. W popłochu uciekajš przed Armiš Czerwonš. Polacy przeszukujš wrak, zabierajš dokumenty. Dwa lata póŸniej wysyłajš je do Niemiec, do Czerwonego Krzyża. Tam trafiajš do rodziny. Kto powiadomił rodzinę nieznanego Niemca? – W dokumentach Czerwonego Krzyża figuruje tylko nazwisko – Janowscy. Ale w tej okolicy nikt o nich nie słyszał. Być może byli to przymusowi robotnicy? – zastanawia się Czabański. Swojš historię dopisuje Helena Zmuda, jedna z najstarszych mieszkanek Karny. – Gdy w lutym wróciliœmy z robót, w lesie był już usypany grób. Chłopaka pochował stary Niemiec, który jeszcze przed wojnš gospodarował w tutejszym majštku. A papiery zabrał parobek, co u niego pracował – wspomina. Mijały lata. Porzucony samolot topniał w oczach. – Gospodarze brali, co się dało, i oddawali na złom – wspomina Stanisław Węglarz, sołtys Karny. Rozpadł się też grób lotnika. I na tym historia mogłaby się zakończyć, gdyby nie Harald Kaiss, siostrzeniec pilota. Kilka lat temu w domowym archiwum odnalazł dokumenty krewnego i postanowił rozpoczšć poszukiwania. Czabański: – Poczštkowo prosił o pomoc lokalne samorzšdy. Gdy nic to nie dało, zwrócił się do nas. 20 czerwca 2009 r., póŸne popołudnie. Trzej mężczyŸni pracujš od kilku godzin. Wreszcie jeden z nich prostuje się nad kolejnym wykopem. W dole leżš fragmenty koœci. Gdy Kaiss dowiaduje się, że Polacy odkryli grób jego wuja, jest w szoku. Podobnie siostra zaginionego pilota. Ona jednak nie wie – cieszyć się czy płakać. Do tej pory uznawała brata za zaginionego, teraz wie – Harald nie żyje. – Nie wiadomo, co stanie się ze szczštkami. Może przeniesiemy je do niemieckiej kwatery w poznańskim Miłostowie. Niewykluczone, że rodzina będzie chciała zabrać je do siebie, do Bawarii – mówi Czabański. Stanisław Węglarz: – Mieszkańcy pomagali w poszukiwaniach. Bo choć Niemcy nie przyjechali tu po bułki i ten pilot też nie leciał na wycieczkę, to przecież wszyscy jesteœmy ludŸmi. Kwestię poszukiwań szczštków niemieckich obywateli, którzy zginęli podczas II wojny œwiatowej, reguluje umowa między Polskš i RFN z poczštku lat 90. Prace wnioskuje i koordynuje Fundacja Pamięć, a prowadzi kilka organizacji i firm. – W Polsce przeprowadza się rocznie od 5 do 6 tysięcy ekshumacji niemieckich żołnierzy – wyjaœnia Andrzej PrzewoŸnik, sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Każda musi być poprzedzona zgodš wojewody. Szczštki zwykle sš grzebane w niemieckich kwaterach na polskich cmentarzach.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL