Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki.

REKLAMA
|
  • Warszawa
  • Białystok
  • Bydgoszcz
  • Gdańsk
  • Kalisz
  • Katowice
  • Kielce
  • Kraków
  • Lublin
  • Łódź
  • Olsztyn
  • Opole
  • Poznań
  • Rzeszów
  • Szczecin
  • Toruń
  • Wrocław
  • Zielona Góra
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Piątek+

Piątek+

Moje sny się spełniły

Barbara Hollender 18-06-2009, ostatnia aktualizacja 18-06-2009 18:06
Krzysztof Zanussi
Krzysztof Zanussi
źródło: Fotorzepa
autor: Rafał Guz
Reżyser w swoim ogrodzie w Laskach w towarzystwie ulubionych psów
Reżyser w swoim ogrodzie w Laskach w towarzystwie ulubionych psów
źródło: Fotorzepa
autor: Rafał Guz

Barbara Hollender rozmawia z Krzysztofem Zanussim. Dwa dni temu skończył 70 lat. Przybyło mu kilogramów, siwych włosów i doświadczeń, ale nie zmieniła się jego wielka ciekawość świata. I nadal broni inteligenckiego etosu.

Panie Krzysztofie, no i stuknęła panu siedemdziesiątka...

Potworność! Wiedziałem, że to się ludziom przydarza, ale dlaczego właśnie mnie?

Taka rocznica skłania do podsumowań?

Mam świadomość, że pokonuję pewien próg statystyczny, jestem blisko granicy przeżywalności mężczyzn w Polsce. Ale jednocześnie noszę w sobie głupie złudzenie, że jeszcze sporo mi się uda zrobić. Mam różne plany i poczucie, że wiem, z czym się zmagam. Wiem, kto jest moim przeciwnikiem, a kto sprzymierzeńcem. Nie czuję się w świecie zagubiony.

Kim chciał pan zostać w dzieciństwie?

Księdzem, ale nie wyszło. A potem już nie myślałem, jakie chcę mieć życie. Zastanawiałem się, jakiego mieć nie chcę. I zrobiłem wszystko, by nie skończyć pod budką z piwem albo w zarękawkach, do których czułem awersję. Widziałem, jak męczyła się moja matka, która była projektantką mebli, a musiała pracować w planowaniu i statystyce. Spędzała noce na mozolnych obliczeniach, z których nic nie wynikało, bo dostarczane dane były sfałszowane. Jako syn przedwojennych "krwiopijców" zostałem wyrzucony z ogólniaka i skierowany do szkoły rzemieślniczej. Jednak miałem w sobie determinację, żeby się nie zdeklasować. Uczyłem się języków i marzyłem, by robić w życiu coś pięknego.

Pana sny się spełniły...

Wręcz fantastycznie. Zwłaszcza w ostatnich 20 – 30 latach mam ogromnie dużo stymulujących bodźców, podróży, spotkań, rozmów. Poruszam się w wielu środowiskach. To wszystko jest tak ciekawe, że stanąłem przed innym problemem: nie nadążam, by te doświadczenia przetworzyć.

Kiedy patrzy pan wstecz, jakie najszczęśliwsze chwile pan wspomina?

Czuję się nieustającym szczęściarzem. Naturalnym losem artysty jest bezrobocie, a ja stale pracuję. Robię filmy i na dodatek nie mam w dorobku żadnego tytułu kłopotliwego, o którym chciałbym zapomnieć. Radość dają mi też spotkania z ludźmi.

Spotyka się pan z "możnymi" tego świata. Ktoś z nich wywarł na pana szczególny wpływ?

Mógłbym sporządzić snobistyczny katalog prezydentów i premierów, z którymi miałem okazję długo rozmawiać. Chirac, Schroeder, Jelcyn, Putin, tylu innych... Ale politycy to najczęściej ludzie, którym atrakcyjności dodaje władza. Sami bywają mało interesujący. Oczywiście poza kilkoma, takimi na przykład jak Vaclav Havel, ale on ma właściwie inny zawód. Ciekawsze są spotkania z naukowcami, artystami. Najbardziej szczycę się przyjaźnią, jaka łączyła mnie z dwoma kolegami – Krzysztofem Kieślowskim i Andriejem Tarkowskim. Z Tarkowskim byliśmy bardzo różni, ale mieliśmy podobne ideały i podobny stosunek do sztuki. Z Krzysztofem też się czasem spinaliśmy. Pamiętam, jak krzyczał na mnie podczas jednej z naszych ostatnich rozmów. Oburzyło go, że w moim filmie mówi się o benzynowym samochodzie, a po ekranie jeździ diesel. Dla jego duszy dokumentalisty było to niewybaczalne oszustwo. Ale byliśmy sobie wierni przez lata. Mimo że w czasie tej przyjaźni nasze pozycje uległy zamianie, co zawsze bywa ryzykowne. Na początku ja byłem dla niego wzorem kariery światowej, po czym nagle, po sukcesach "Dekalogu", "Weroniki" "Trzech kolorów", on mnie prześcignął.

Potrafił pan nie zazdrościć?

Zazdrość rzecz ludzka, ale byłem w stanie nad nią zapanować i zepchnąć na drugi plan.

Tarkowskiego i Kieślowskiego już nie ma. Czuje pan po nich pustkę?

Po każdym człowieku zostaje pustka. Ale mam i inne bliskie dusze. W dawnych latach przyjacielem, któremu wiele zawdzięczam, był Edward Żebrowski, razem pisaliśmy scenariusze, dużo się od niego nauczyłem. Specjalne więzy łączą mnie z Wojciechem Kilarem i z fizykiem, profesorem Sylwestrem Porowskim. Mocno został w mojej pamięci Jan Józef Szczepański, pisarz i najbardziej surowy krytyk moich filmów. Wśród ludzi dla mnie ważnych jest mnóstwo tych, których nazwiska nic nikomu nie powiedzą. Zaczynając od mojej szkolnej nauczycielki, która przesiedziała długie lata w stalinowskim więzieniu i jak się do mnie dobierała ubecja, radziła mi, jak postępować, by ten czas z godnością przetrwać. Dużo od ludzi dostałem i teraz staram się czasem spłacać swój dług.

Poprzednia
1 2 3
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Business Communication. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Business Communication lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł, oddano głosów: 

Sonda: Konflikt ukraiński a Polska?

Czy konsekwencje sytuacji na Ukrainie mogą spowolnić tempo wzrostu gospodarczego Polski?

    E-booki "Rzeczpospolitej"

    Co się od 2013 roku zmieni w przepisach emerytalnych

    Co się od 2013 roku zmieni w przepisach emerytalnych

    Poradnik prawny dla przyszłych emerytów
    Rozwody, separacje, alimenty

    Rozwody, separacje, alimenty

    Rozwód czy separacja to zawsze porażka, często finansowa. Z reguły jednak okazuje się mniejszym złem, niż formalne pozostawanie w związku, którego nie da się utrzymać
    Testamenty, spadki, darowizny

    Testamenty, spadki, darowizny

    Poradnik o regułach dziedziczenia oraz praktyczne wskazówki dotyczące sporządzania testamentu
    Brak kategorii do wyświetlenia.
    Tu nas znajdziesz: DO GÓRY
    Zamknij

    Przeczytaj też: >>

    Kiedy rządzą żądze

    Rośnie liczba seksoholików. I to nie tylko wśród osób z pierwszych stron gazet – ostrzegają zagraniczni i polscy terapeuci >>
    common