Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Antysemicki świat antywartości

Alina Cała, historyk z Żydowskiego Instytutu Historycznego
Fotorzepa, Darek Golik
Przytłaczajšca większoœć przedwojennych elit wykluczała Żydów z polskiej wspólnoty obywatelskiej. A podczas okupacji żadna z głoszšcych wczeœniej antysemityzm partii się nie wycofała ze swoich założeń – pisze historyk z Żydowskiego Instytutu Historycznego
Epoka oœwiecenia i większoœć XIX w. były okresem względnie zgodnego współżycia między Europejczykami a wyznawcami judaizmu. Ustały przeœladowania, które były skutkiem chrzeœcijańskiego antyjudaizmu prowadzšcego do wykształcenia się w œredniowieczu przesšdnego wizerunku Żyda. Ustały procesy wytaczane pod zarzutem bezczeszczenia hostii czy porywania dzieci na mace. Antyjudaizm, choć wcišż obowišzywał w oficjalnej wykładni katolicyzmu, przestał być eksponowany w popularnych naukach koœcielnych. W poszczególnych krajach Żydzi zdobywali równe prawa i zaczęli uczestniczyć w życiu społeczeństw chrzeœcijańskich. [srodtytul] Polak katolik [/srodtytul]
Antysemityzm był reakcjš na ten proces. Powstał w latach 60. XIX wieku w Prusach i szybko rozprzestrzenił się na inne kraje Europy Œrodkowo-Zachodniej i Wschodniej. Na ziemiach polskich ideologia antysemityzmu była zapożyczana zarówno z Zachodu, jak i ze Wschodu, czyli z Imperium Rosyjskiego (a Rosja zapożyczała także z Polski). Pierwocinami antysemityzmu polskiego był tygodnik „Rola” wydawany w latach 1883 – 1913 w Warszawie. Dziennikarze tego pisma w dużej mierze ukształtowali język i symbolikę polskich antysemitów. Działacze Stronnictwa Demokratyczno-Narodowego przekuli je na program polityczny. Co ciekawe, i wydawca „Roli”, i aktywiœci endeccy spotykali się w XIX w. z krytykš ze strony Koœcioła katolickiego, który odrzucał teorię darwinizmu społecznego, potępiał rasizm i zasadę egoizmu narodowego. W wydanych w 1874 r. zasadach nauczania pasterskiego kierowanych do kleryków ks. Józef Krukowski stwierdzał, że Żydów nie wolno wykluczać „z obrębu miłoœci chrzeœcijańskiej”, i dodawał: „pleban powinien swoich zachęcać do zgody z Żydami, aby budowali przykładem”. Przed I wojnš œwiatowš coraz więcej duchownych sympatyzowało jednak z endecjš. W 1906 r. ks. Ignacy Kłopotowski założył pismo „Polak katolik”, które nazwał „wybitnie katolickim i antysemickim”. Polski Koœciół stawał się coraz bardziej narodowy, wbrew zastrzeżeniom Watykanu i wbrew zaczštkom budowania bardziej otwartego modelu religijnoœci, rodzšcego się w kilku krajach Europy Zachodniej. W Polsce międzywojennej hierarchia propagowała wzorzec Polaka katolika, którego wyznacznikiem była nienawiœć do Żydów, oskarżanych o dšżenie do zniszczenia chrzeœcijaństwa, demoralizowanie młodzieży, propagowanie ateizmu i bolszewizmu, o pornografię. Po œmierci Piłsudskiego zarówno obóz narodowy, jak i prasa katolicka wzmogły antyżydowskš agitację. Właœciwie wszystkie katolickie periodyki, o ile zabierały głos na temat Żydów, to zawsze był to głos nienawistny i antysemicki. Nieliczne periodyki, jak „Verbum”, milczały – żaden nie stanšł w obronie ofiar nagonki. Pseudonim Swastyka O nastawieniu polskiego Koœcioła niech œwiadczy kilka wypisów z prasy konfesyjnej. W założonym z inicjatywy episkopatu Polski „Małym Dzienniku”, wydawanym w klasztorze franciszkanów w Niepokalanowie w nakładzie ponad 200 tys. egzemplarzy, pisano w 1939 r., że Hitler „ma wzory wœród Wielkich papieży, którzy zwalczali złoœć żydowskš, ma on wzory wœród œwiętych, ma opatrznoœciowe posłannictwo, by poskromić złoœć żydowskš i uratować ludzkoœć od żydo-komuny”. Albo takie fałszywe uogólnienia, jak to: „kradzież i fałszywe œwiadectwo stały się dziœ głównym narzędziem działania trzymilionowej rzeszy ludnoœci, wychowanej nie na chrzeœcijańskich zasadach Ewangelii, ale ponurych mrokach Talmudu, który pozwala kraœć i kłamać, jeœli się ma do czynienia z obcym”. Charakterystyczne były tytuły artykułów, np.: „Rappaport nie może być Rapackim! Maskarada żydowskich muzyków musi być tępiona i zakazana” albo „Oaza palestyńska pod Warszawš. Rozpasanie żydostwa na odcinku Falenica – Otwock” lub ostrzej „Jeżeli nie wypowiemy im walki, żydowski powróz zadusi nas” czy „Żydzi przenoszš tyfus plamisty” i „Żydzi rozsadnikami tyfusu”. Kardynałowi Kakowskiemu najwyraŸniej podobał się ten ton i język, skoro w 224 numerze gazety cieszył się, że spełnia ona „chlubnš misję obrony i wzmacniania zdrowia moralnego”. A jak brzmiało chrzeœcijańskie potępienie „nocy kryształowej”, można się dowiedzieć z wypowiedzi zamieszczonej w „Posłańcu serca Jezusowego” (1939): „Możnaby zrozumieć, gdyby w tym opętaniu nienawiœci palono żydowskie banki i domy gier, żydowskie kina i domy publiczne, ale palenie synagog?”. W piœmie „Pro Christo”, wydawanym przez Zgromadzenie Księży Marianów na warszawskich Bielanach, ks. Marian Wiœniewski pisał: „Żydzi jako naród bogobójczy, największym w œwiecie szaleństwem i zbrodniš skalany, w większej też mierze niż chrzeœcijanie, a nawet poganie według prawa natury żyjšcy, zostali zaœlepieni i skażeni, a zatem jako rozsadnik zła od współżycia z innymi narodami majš być usunięci i œciœle odgrodzeni”. Albo takie nauki tegoż kapłana: „walka i dochodzenie swoich słusznych praw w niczym ani religii chrzeœcijańskiej, ani takiejże miłoœci bliŸniego nie sš przeciwne i skrupułów pod tym względem bronišcy się przed Żydami Aryjczycy robić sobie nie powinni”. W 1934 r. autor o wymownym pseudonimie Swastyka pisał na łamach „Pro Christo”: „w Polsce rdzennym Aryjczykiem może być ten, kto może udowodnić, że przynajmniej od pięciu pokoleń nie było w jego rodzie osoby rasy żydowskiej”, a ks. Wiœniewski dodawał: „Zwalczać was będziemy rasowo, ale nie dlatego, żeœcie rasš semickš, lecz dlatego, żeœcie zwyrodniałym odpryskiem tej rasy, zarażajšcym nasz organizm”. Ks. Witold Gronkowski w tak szacownym organie jakim było „Ateneum Kapłańskie” posunšł się do podważenia teologicznego sensu sakramentu chrztu, gdy dowodził, że Żydzi ochrzczeni nie przestajš być członkami narodu żydowskiego i rasy żydowskiej, bowiem liczš się nie względy religijne, lecz uczucia patriotyczne i stosunek do państwa, zaœ sakrament „nie jest zdolny przekształcić krwi, koloru skóry, cech rasowych tego osobnika, który go przyjmuje”. Ks. Franciszek Błotnicki w 1939 r. dowodził na łamach „Gazety Koœcielnej”, że „pomiędzy Aryjczykami a żydami istnieje przepaœć duchowa (moralna i umysłowa) a nawet fizyczna (...) Istnieje coœ fizycznego, coœ, co nas od żydów odtršca, jak np. białego od murzyna, których dzieli nie tylko kolor skóry, lecz i odmienny zapach”. W kierowanej do katolickiej inteligencji „Kulturze” można było przeczytać: „Żydzi sš pasożytami. Istotnie nasz emocjonalny stosunek do nich jest bardzo podobny do stanowiska, jakie zajmujemy wobec pchły czy pluskwy. Zabić, zniszczyć, pozbyć się. Pasożyt obchodzi mnie o tyle tylko, że mi przeszkadza”. Trudno było nie czuć nienawiœci do Żydów po przeczytaniu takich wypowiedzi, podpartych autorytetem Koœcioła[1]. [srodtytul] Nawet 70 ofiar [/srodtytul] Zmasowana agitacja antysemicka przyczyniła się do wybuchu przemocy. Jolanta Żyndul w dobrze udokumentowanej pracy „Zajœcia antyżydowskie w Polsce w latach 1935 – 1937” wymieniła ponad 100 miejscowoœci, w których wybuchły antyżydowskie rozruchy, między innymi w Odrzywole w powiecie opoczyńskim (20 i 27 listopada 1935 r.), gdzie zabito pięć osób, Mińsku Mazowieckim (1 – 4 czerwca1936 r.) oraz okolicznych Mrozach, Kołbieli, Dobrem, a ponadto w Przytyku (9 marca 1936 r.), w którym wœród ofiar był polski chłop zastrzelony przez żydowskš samoobronę oraz małżeństwo żydowskie. W procesie sšdowym skazano członków samoobrony, ale zabójcy małżeństwa zostali uniewinnieni. W tym samym czasie bojówki Stronnictwa Narodowego i ONR napadały na żydowskich przechodniów, lżšc ich, bijšc lub (w kilku przypadkach) oblewajšc kwasem żršcym. W Warszawie i Łodzi w pierwszej połowie 1936 r. doszło do 236 takich napaœci i pobić. Innš wygodnš (bo trudno wykrywalnš i niewymagajšcš siły ani odwagi) formš przemocy był wandalizm, zarówno spontaniczny, jak i organizowany przez narodowców. Polegał głównie na wybijaniu szyb w sklepach, domach i instytucjach żydowskich. W białostockim policja notowała kwartalnie ok. tysišca wybitych szyb.[2] W pogromach ponad 2 tys. ludzi zostało rannych lub poturbowanych, a ich mienie zrabowane lub zniszczone. Nie wiadomo dokładnie, ile osób zginęło, Jolanta Żyndul skłania się do liczby 17 ofiar œmiertelnych, ale przytacza inne Ÿródła, które mówiš o 25 a nawet 70 ofiarach. Niektóre zachowania uczestników pogromów stały się wzorem dla podobnych zachowań w czasie okupacji. Chłopi udajšcy się pustymi wozami, by szabrować mienie pozostałe po wysiedlanych, działali z chciwoœci uwolnionej przez nazistów, ale zarazem powtarzali wzór zachowań, który pojawił się podczas niektórych pogromów lat 1935 – 1937. Gdyby nie tamte ekscesy, to żerowanie na cudzym nieszczęœciu może byłoby bardziej wstydliwe. W póŸnych latach 30. wszystkie partie prawicowe oraz większoœć centroprawicowych włšczyło antysemityzm do swoich programów. Także władze państwa uznały, że ludnoœć żydowska szkodzi Polsce i opowiedziały się za projektem masowej jej emigracji, którš wspierać miały dyskryminacje i ograniczenia ekonomiczne. ONR domagał się, by Żydów pozbawić obywatelstwa, zarekwirować majštki, przesiedlić do gett. Pragnšł zmusić ich do emigracji za pomocš szykan ekonomicznych i przemocy, a ponadto żšdał, by „emigrację” (właœciwsze by tu było słowo „deportacja”) finansowały organizacje żydowskie. Przytłaczajšca większoœć politycznych elit wykluczyła Żydów ze wspólnoty narodowej i obywatelskiej. Podczas okupacji żadna z tych partii nie wycofała się ze swoich założeń programowych, a rzšd w Londynie zrobił to z oporami, na skutek nacisków ze strony Anglików. Stronnictwo Pracy, formacja chadecka, założona m.in. przez Władysława Sikorskiego w czasie okupacji postulowała usunięcie z Polski wszystkich młodych Żydów, którzy przetrwajš zagładę. Starzy mieli pozostać, ale pozbawieni obywatelstwa, odsunięci od urzędów, służby w wojsku oraz możliwoœci produkcji dóbr materialnych i kulturalnych poza własnym œrodowiskiem – był to zatem wariant programu totalitarnej prawicy spod znaku ONR[3]. [srodtytul] Schemat „żydokomuny” [/srodtytul] Narodowe Siły Zbrojne stworzone przez działaczy ONR i SN dokonywały zabójstw ukrywajšcych się Żydów, bowiem utożsamiły ich z „bolszewikami” i uważały za wrogów takich samych jak Niemcy. Tym faktom nie zaprzeczajš nawet apologetycy NSZ, jak Marek Jan Chodakiewicz w ksišżce „Narodowe Siły Zbrojne. »Zšb« przeciw dwu wrogom”, który o tych zbrodniach wspomina, choć próbuje je usprawiedliwiać. Przed powstaniem warszawskim, na wiosnę 1944 r., współpracujšcy z Delegaturš Rzšdu wywiad NSZ na liœcie domniemanych „komunistów, żydofilów i masonów” przeznaczonych do „likwidacji” umieœcił działaczy „Żegoty”, w tym Irenę Sendlerowš. Zwišzany z przedwojennym ONR Odział Chrobrego wymordował 11.09.1944 r. kilkanaœcioro ukrywajšcych się Żydów, w tym dzieci i kobiety (które przed œmierciš zgwałcono). Generał Stefan Grot-Rowecki wprawdzie w lutym 1943 r. rozesłał rozkaz do komendantów okręgowych AK nakazujšcy udzielanie pomocy Żydom walczšcym w gettach oraz zezwalajšcy na tworzenie żydowskich oddziałów leœnych, ale tylko „spoœród nastawionego patriotycznie elementu” – zaliczył do niego bundowców i syjonistów. Jednoczeœnie zabronił użycia tych oddziałów w walkach. O incydentach mordowania ukrywajšcych się przez oddziały AK można przeczytać w ksišżce wydanej przez IPN „Polacy i Żydzi pod okupacjš niemieckš”. Komendant Okręgu Białostockiego AK, pułkownik Władysław Liniarski „Mœcisław”, w lipcu 1943 r. wydał rozkaz, by podległe mu jednostki „likwidowały” ukrywajšcych się w lasach Żydów, których okreœlił mianem „band komunistyczno-żydowskich”. Adam Puławski, autor artykułu „Postrzeganie żydowskich oddziałów partyzanckich przez Armię Krajowš i Delegaturę Rzšdu na Kraj” („Pamięć i Sprawiedliwoœć” 2003, nr 2), po przeanalizowaniu raportów Komendy Głównej AK i Delegatury Rzšdu, a także sprawozdań dowództwa Okręgu Lubelskiego AK, podsumował: „Sposób myœlenia był więc następujšcy: Żydzi mieli prawo ukrywać się, ale nie mogli z tego powodu stosować „bandyckich” metod zdobywania œrodków na przetrwanie (…) W dokumentach brak jest rozważań o możliwoœci wystosowania apelu o powszechnš pomoc dla Żydów (…) Podobnie było w kwestii utożsamiania przez AK żydowskich partyzantów z komunistami – a przecież partyzanci żydowscy wstępowali lub przyłšczali się do oddziałów komunistycznych nie dlatego, że ulegali ideologii, ale chcšc ratować życie; nie mieli innego wyjœcia, nie byli bowiem przyjmowani do oddziałów akowskich”. Charakterystyczna dla poglšdów władz państwa podziemnego była depesza Grota-Roweckiego do Londynu (grudzień 1942 r.), w której tłumaczył obiekcje w sprawie dozbrojenia Żydowskiej Organizacji Bojowej: „Żydzi poniewczasie z różnych grupek, również komuniœci, zgłaszajš się do nas po broń, tak jakbyœmy mieli pełne magazyny. Tytułem próby wydałem trochę pistoletów, nie mam pewnoœci, czy w ogóle tę broń użyjš”. Jeszcze bardziej bezdusznie brzmiała opinia przedstawiciela policyjnego kontrwywiadu w Warszawie por. Bolesława Nanowskiego „Zadora” (11 lutego 1943 r.): „Nie można liczyć na taki opór Żydów, dla którego warto by było dawać im broń. Straty Niemców nie wyrównajš wartoœci broni, a opór Żydów nie zasłuży nawet na zaszczytnš wzmiankę o honorze polskich Żydów”. W konspiracyjnym organie Stronnictwa Demokratycznego i AK „Nowy Dzień” (26 lipca 1943 r.) zagładę getta nazwano „żydowskim kontredansem”. Wcišż żywy stereotyp rzekomo powszechnej kolaboracji Żydów z sowieckim okupantem służył w czasie okupacji usprawiedliwianiu denuncjacji, mordowania lub rabunku mienia. Trzech autorów, Krzysztof Jasiewicz („Pierwsi po diable. Elity sowieckie w okupowanej Polsce 1939 – 1941”), Jan Tomasz Gross („Upiorna dekada”) i Andrzej Żbikowski („U genezy Jedwabnego”) zadali sobie trud, by sprawdzić prawdziwoœć tego stwierdzenia. Mozolnie wyliczyli, ilu polskich i radzieckich Żydów pracowało w sowieckiej administracji, aparacie przemocy, ochotniczych milicjach itp. na terenach okupowanych przez ZSRR, zaprzeczajšc stereotypowi. Żbikowski zauważył, że we władzach samorzšdowych miast kresowych nastšpił spadek liczby Żydów w porównaniu ze stanem przedwojennym. Niewielu Żydów przyjmowano do struktur siłowych, a wywózki dotykały Żydów w proporcjonalnie większym stopniu niż pozostałš ludnoœć, zwłaszcza w 1941 r. Przekonanie o witaniu Armii Czerwonej, o powszechnej kolaboracji właœnie Żydów wynikało z zakorzenionego antysemickiego schematu „żydokomuny” eksploatowanego już przed wojnš (np. w tygodniku „Rycerz Niepokalanej”), a wzmocnionego zmasowanš propagandš hitlerowskš, która właœnie w wštku utożsamienia Żydów z Sowietami okazała się najskuteczniejsza, podczas gdy inne eksploatowane przez okupantów wštki propagandowe były mniej noœne. [srodtytul] Pomagała lewica [/srodtytul] Ci, którzy ratowali Żydów (do dnia dzisiejszego 6100 Polaków i Polek zostało uhonorowanych medalem Sprawiedliwy wœród Narodów Œwiata), ryzykowali życiem swoim i swoich rodzin przeważnie za sprawš sšsiadów donosicieli[4]. Bywało i tak, że razem z ukrywanymi byli mordowani przez narodowš partyzantkę, która nie tylko utożsamiała wszystkich Żydów z „bolszewikami”, ale ratujšcych uważała za zdrajców narodu. Ostracyzm społeczny otaczał Sprawiedliwych długo po wojnie, toteż obawiali się ujawnić swoje bohaterskie czyny. Działajšca w Żegocie Maria Hochberg-Mariańska, współautorka ksišżki o ocalonych dzieciach żydowskich („Dzieci oskarżajš”, 1947 r.), dziwiła się: „Nie wiem, czy jakiœ człowiek poza granicami Polski pojmie i zrozumie fakt, że uratowanie życia œciganemu przez zbrodniarza, bezbronnemu dziecku – może okryć kogoœ wstydem i hańbš lub narazić na przykroœci”. Michał Borwicz pod koniec lat 40. planował wydanie ksišżki, w której uhonorowani zostaliby Sprawiedliwi. Zrezygnował z tego zamiaru, bowiem wielu ratujšcych się obawiało ujawnienia swojej tożsamoœci. Potem długo otaczało ich dwuznaczne milczenie. O trwałoœci owego ambiwalentnego nastawienia œwiadczy i to, że po 1989 r. głosami prawicy Sejm dwukrotnie odrzucił wniosek o przyznanie Sprawiedliwym praw kombatanckich. Koœciół zainteresował się uhonorowaniem Sprawiedliwych dopiero teraz. Wybrał rodzinę Ulmów, bowiem œmierć kobiety w cišży pasuje do dyskursu na temat aborcji, w który to dyskurs coraz częœciej wplštywany jest Holokaust. I jeszcze jedna uwaga. Ikonš Sprawiedliwych, w dużej mierze dzięki publikacjom i wystšpieniom Władysława Bartoszewskiego, stała się Zofia Kossak-Szczucka, działaczka katolicka. Bohaterstwo Ireny Sendlerowej długo pozostawało w cieniu. Można zrozumieć intencje Władysława Bartoszewskiego, który był bliskim współpracownikiem Kossak-Szczuckiej i któremu zależało na uwypukleniu roli katolickiej wiary w podjęciu tak ryzykownej decyzji, jakš było pomaganie Żydom. Nie może to jednak przesłonić faktu, że stosunkowo więcej pomocy udzielały œrodowiska lewicowe (do których należała Irena Sendlerowa), odrzucajšce przedwojenny antysemityzm[5]. To w lewicowej partyzantce mogli dalej walczyć ci przywódcy ŻOB, którzy przeżyli powstanie w getcie. Po tej grupie żydowskich powstańców, którzy zostali skierowani do oddziałów AK w lasach kampinoskich – œlad zaginšł. O ratujšcych nie zapomniały po wojnie organizacje żydowskie. Komisja Pomocy Polakom przy Wydziale Prawnym Centralnego Komitetu Żydów w Polsce opiekowała się tymi Sprawiedliwymi, którzy się do niej zgłaszali. Udzielała im wsparcia finansowego, poszukiwała dla nich pracy, interweniowała, gdy weszli w konflikt z prawem (w jednym przypadku objęła opiekš więŸnia, wysyłajšc mu paczki). Skutecznie interweniowała w sprawie aresztowanego za kontakty z WiN syna księdza Antoniego Ptaszka, duchownego Koœcioła starokatolickiego w Krakowie. Podjęła jeszcze kilka interwencji, np. w sprawach odmowy prawa do repatriacji przez władze ZSRR. Rozumiem niedajšcy się ukoić ból pani Marii Fieldorf, ale jeżeli Żydami byli wszyscy, którzy wzięli udział w sšdowym mordzie na jej ojcu, to zamordowali go nie dlatego, że byli Żydami – lecz dlatego, że byli przedstawicielami państwa, które akowców zwalczało. [srodtytul] Likwidatorzy katolicyzmu [/srodtytul] Refleksja nad moralnym aspektem postaw w czasie okupacji i zagłady Żydów jest niezmiernie ważna. W krajach zachodnich już od dawna toczy się dyskusja nad problemem moralnego spustoszenia, jakie Europie i jej kulturze przyniósł Hitler. Stała się treœciš rozpraw filozoficznych, historycznych, socjologicznych, teologicznych, dzieł artystów, a także w dużym stopniu stała się Ÿródłem namysłu polityków nad prawami człowieka. W Polsce jest ona w powijakach, bowiem mogła się narodzić dopiero po 1989 r. Została zapoczštkowana i istnieje w naukach historycznych, a ponadto w ograniczonym obiegu wysokiej kultury (literatura, sztuka, w mniejszym stopniu publicystyka i teatr). Zastanawiajšce, że w kraju, w którym się zagłada dokonała – tak nikła jest wiedza o tym fragmencie dziejów. W podręcznikach szkolnych zajmuje zwykle stronę, pół strony. W dawnym obozie zagłady Auschwitz-Birkenau rzadko można spotkać polskie wycieczki. Pokolenie, które wydarzenia te pamięta – odchodzi. Na niewiedzy mógł wykwitnšć martyrologiczny mit heroiczny, w dodatku eksploatowany politycznie zarówno w przeszłoœci, jak i dziœ. Tymczasem prawda owych tragicznych wydarzeń poprzez nieuœwiadomione i zawikłane traumy wojenne pokolenia œwiadków sięga teraŸniejszoœci. Warto się zastanowić, czy ktoœ, kto w czasie wojny wraz z kolegami zgwałcił ukrywajšcš się Żydówkę, po czym skatowanš odtransportował na gestapo, a potem opijał z kolegami swoje czyny – mógł być póŸniej dobrym i czułym mężem oraz ojcem? Zbrodnie Fritzla, które niedawno wstrzšsnęły austriackimi i polskimi mediami, miały swoje korzenie w hitleryzmie jego rodziców. W Austrii to zauważono. Zwišzku między „jak się żony nie bije, to jej wštroba gnije”, albo obronš prawa do „klapsów” a kondycjš moralnš odziedziczonš po okrucieństwach wojny – nie potrafimy dostrzec. Dla naszego dobra warto rozważyć, czy wysoka tolerancja dla przemocy (słownej i fizycznej) w naszym społeczeństwie nie ma swojego Ÿródła właœnie w wojennej przeszłoœci. Hitlerowcy zbudowali rzeczywistoœć antywartoœci, w którym zachowania przyzwoite były karane, zaœ okrucieństwo i podłoœć – nagradzane. Już dawniej jednak, od zarania antysemickiej agitacji można się doszukać zaczštków przewartoœciowania systemu wartoœci, np. gdy usprawiedliwiano przemoc lub drwiono z jej ofiar. Ci, którzy wyłapywali ukrywajšcych się w lasach, uciekinierów z transportów do obozów zagłady lub mordujšcy zbiegłych więŸniów Sobiboru[6], postępowali zgodnie z hitlerowskim prawem, które musieli sobie przyswoić i zaakceptować. W okupacyjnym slangu owo wyłapywanie okreœlane było wyrażaniem „zdawanie Żydów” – tak jak zdawało się płody rolne w przymusowych kontrybucjach[7]. Ten proces internalizacji byłby zapewne wolniejszy, gdyby nie byli przed wojnš bombardowani antysemityzmem przez narodowców i Koœciół. Co więcej, nachalna agitacja nazistowska nie była skutecznie zwalczana, lecz jeszcze wzmocniona mowš nienawiœci, która nie znikła całkiem z ambon ani łamów niektórych gazetek podziemnych. Niektórzy politycy i niektórzy hierarchowie zdajš się nie dostrzegać zagrożeń płynšcych z jštrzšcej mowy, niebezpieczeństwa powtórnego odwrócenia wartoœci. Czytelnicy „Naszego Dziennika” i słuchacze Radia Maryja ulegajš tak silnemu wzburzeniu emocji pod wpływem zasłyszanych i przeczytanych tam treœci, że w stanie niemal histerii wysyłajš listy zaczynajšce się od słów: „Ty żydowskie œcierwo”, albo kierujš do ambasadora Izraela epistoły, takie jak: „Żydowskie bydło! Mam pretensje do Hitlera, że nie wymordował wszystkich Żydów”; „Naszym hasłem na całym œwiecie teraz jest: BIJ ŻYDA”; „Szewach[8], jak ty jeszcze raz przyjedziesz do Gdańska, to nie ręczę za siebie i moich kolegów”. Ich stan emocjonalny może œwiadczyć o gotowoœci do przemocy. Głoœna krytyka takiej pseudokatechezy w niczym nie zagraża ani wierze, ani instytucji Koœcioła. Natomiast katolicy, którzy nie protestujš przeciwko szczuciu do nienawiœci, może sš posłusznymi i wiernymi wyznawcami swojej religii, ale w rzeczywistoœci sš likwidatorami katolicyzmu. Odstręczajš od niego bowiem tych, którzy zachowali niepodległe sumienie i widzš hipokryzję w całej jej ostroœci. [i] Autorka jest pracownikiem naukowym Żydowskiego Instytutu Historycznego. Specjalizuje się w dziejach antysemityzmu. [/i] [ramka] [1] O stosunku prasy katolickiej do Żydów i judaizmu – zob. A. Landau-Czajka (1998), „W jednym stali domu: Koncepcje rozwišzania kwestii żydowskiej w publicystyce polskiej 1933-39”, Warszawa; D. Libionka (2002), „Obcy, wrodzy, niebezpieczni: Obraz Żydów i »kwestii żydowskiej« w prasie inteligencji katolickiej lat 1930-tych w Polsce”, „Kwartalnik Żydowskiego Instytutu Historycznego” nr 3 (203). [2] Zob. równ. S. Rudnicki (1985), „Obóz Narodowo-Radykalny. Geneza i działalnoœć, Warszawa”; J. Gapys, M.B. Markowski (1999), „Zajœcia antyżydowskie w Odrzywole w 1935 r. wyrazem wpływów endecji w woj. kieleckim”, „Biuletyn Kwartalny Radomskiego Towarzystwa Naukowego”, t. 34, z. 1. [3] A. Friszke (2000), „O kształt niepodległej”, Warszawa, s. 502. [4] Zob. B. Engelking (2003), „»Szanowny panie gistapo«. Donosy do władz niemieckich w Warszawie i okolicach, 1940-1941”, Warszawa. [5] O pomaganiu Żydom przez różne œrodowiska, zob. praca zbiorowa pod redakcjš K. Dunin-Wšsowicza (1996), „Społeczeństwo polskie wobec martyrologii i walki Żydów w latach II wojny œwiatowej”, Warszawa. [6] Zob. A. Żbikowski (2004), „Krótka historia stosunków polsko-żydowskich we wsi Gršdy Woniecko w r. 1942”, [w:] K. Jasiewicz (red.), „Œwiat niepożegnany”, s. 744 – 757; B. Engelking, J. Leociak, D. Libionka (red., 2007), „Prowincja noc. Życie i zagłada Żydów w dystrykcie warszawskim”, Warszawa; D. Libionka (red.), „Akcja Reinhardt. Zagłada Żydów w Generalnym Gubernatorstwie”, Warszawa. [7] To okreœlenie funkcjonuje do dziœ – zob. J. Tokarska-Bakir (2008), „Legendy krwi”, Warszawa. [8] Chodzi tu o ambasadora Izraela w Polsce w latach 1999 – 2003, Szewacha Weissa. [/ramka]
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL