Rzucili wszystko i ruszyli w świat
Gap year to przerwa w karierze zaplanowana po to, by podróżować. Ten szalony pomysł znajduje wykonawców nawet w czasie kryzysu. Jest wśród nich spora grupa Polaków.
Magda Biskup o podróżach marzyła od zawsze. Skończyła studia na UW, była na stażu w Malezji, pracowała w Irlandii, turystycznie objechała kawał świata, zwiedziła Europę i sporą część Azji, aż końcu osiadła w Australii. Na antypodach poznała Przemka, pochodzącego ze Szczecina. Razem postanowili, że zrezygnują z pracy i wyjadą w podróż. W drodze są od Bożego Narodzenia. Od tego czasu nurkowali na Filipinach, odwiedzali wioski i klasztory w Birmie, pływali łódkami po Mekongu w Laosie. Właśnie dotarli do Kambodży.
- Żeby ruszyć w podróż rzuciliśmy pracę i sprzedaliśmy wszystko co mieliśmy. Do tego dochodzą 2 lata intensywnego oszczędzania – mówi Magda. - Czy żałujemy decyzji? Absolutnie nie. Dłuższa podróż była naszym wielkim marzeniem, i wiedzieliśmy, że to już ostatni dzwonek, żeby to marzenie zrealizować. Gdybyśmy nie wyjechali, to pewnie właśnie pakowalibyśmy się w 25-letni kredyt na zakup mieszkania.
Decyzja była racjonalna i skalkulowana. - Rozumowaliśmy następująco: wieloletnie zadłużenie można bez większego problemu przełożyć na później, za to na kolejną okazję na roczną podróż musielibyśmy czekać dosyć długo.
Wieloletnie zadłużenie można bez większego problemu przełożyć na później, za to na kolejną okazję na roczną podróż musielibyśmy czekać dosyć długo
Kilkumiesięcznej podróży po Ameryce Południowej nie żałuje też Edyta Moczulska. - Nie żałuję, że zostawiłam przytulny pokoik, że nie mam chwilowo dochodu, że nie odkładam na moje małe cztery kąty. To niewielka cena za zachód słońca nad Salar de Uyuni, za wschód słońca pod Cerro Torre, za hamak z widokiem na Amazonkę, za Machu Picchu i setki innych miejsc, ludzi, zwierząt i wszystkiego, co widziałam przez ostatnie pół roku – twierdzi stanowczo.
Mianem gap year określa się roczną (czasem dłuższą bądź krótszą) przerwę w pracy zawodowej bądź po studiach, a przed podjęciem pracy. Na Zachodzie, zwłaszcza w krajach anglosaskich gap year cieszy się duża popularnością, ale coraz więcej Polaków decyduje się na taką przerwę w życiorysie.
Przygoda dla zuchwałych
Przed podjęciem decyzji o wyjeździe Magda pytała o doświadczenia w popularnym serwisie społecznościowym. W dyskusję zaangażowało się kilkadziesiąt osób, tylko nieliczni uważali gap year za stratę czasu. Większość chętnie pojechałaby, ale się boi, nie ma pieniędzy, ma kredyty, rodzinę, zobowiązania, pracę.
Na dłuższą podróż odważyli się Beata i Tomek Kochanowscy, którzy zrobili sobie 14-miesięczną przerwę na podróż, w czasie której zwiedzili 24 kraje. - Nie żałujemy ani złotówki wydanej na naszą podróż. To była największa przygoda naszego życia. Gdybyśmy mogli, zrobilibyśmy to jeszcze raz!– twierdzą jednogłośnie.
Bycie w drodze to również wybór pomiędzy mieć czy być
Na powtórkę z gap year zdecydował się Wojtek Wójcik. I to na niejedną. Wojtek z wykształcenia jest prawnikiem i filozofem. Pierwszy raz wyjechał w czasie studiów. Wziął dziekankę i – jak cytuje Kartezjusza “przyszedł czas na wyjście z biblioteki i na naukę z wielkiej księgi świata”. Najpierw były Indie i Nepal, gdzie spędził półtora roku. Później przyszedł czas na Azję Południowo-Wschodnią. Przed paroma tygodniami Wojtek zakończył kilkumiesięczną podróż po Ameryce Południowej, gdzie podróżował z Edytą Moczulską. W międzyczasie Wojtek zrezygnował z kariery prawniczej i otworzył studio fotograficzne. - W podróży głównie chodzi o przyjemność i o dobre życie pełne historii – mówi Wojtek - Niektórzy uważają, że jest to ucieczka od prawdziwego życia w społeczeństwie i mają rację. Ale bycie w drodze to również wybór pomiędzy mieć czy być. Zamiast gromadzić dobra, budować dom, mieć fajny samochód i oszczędności na koncie, ma się setki godzin w autobusach, spanie w tanich hotelach, wieczne targowanie i bycie wciąż w drodze.
Niektórzy szczęściarze nie muszą rezygnować z pracy. Edycie trafił się wyrozumiały szef, który dał jej bezpłatny urlop na osiem miesięcy. Także Barbarze i Jaromirowi Wojciechowskim udało się wrócić do firm, w których pracowali przed wyjazdem.
Doświadczenia przydatne w korporacji
Czy gap year jest więc ucieczką nieudaczników od odpowiedzialnego życia? Wiecznym poszukiwaniem dla osób, które nie mogą znaleźć dla siebie miejsca? Podróżnicy zgodnie mówią: nie. Motywacja do wyjazdu jest zupełnie inna.
- Nie wyjechałam dlatego, że nie potrafię sobie poradzić w życiu, wyjechałam, żeby bardziej doświadczać życia, poznawać świat, rozszerzać swoje horyzonty, otwierać drzwi kolejnych możliwości – tak tłumaczy decyzję o podróży Edyta, która z sukcesami pracuje w Polsce jako projektantka odzieży.
Podobnie uważa Basia Wojciechowska, na co dzień menedżer. - W podróży można wkońcu odpowiedzieć sobie na trudne pytania, na które brak czasu w drodze z i do pracy.Dla mnie ten rok można porównać do ładowania akumulatorów na lata.
Wojtek Wójcik mimo wielu lat spędzonych w drodze nie przecenia swojego doświadczenia. Owszem – przyznaje – człowiek staje się bardziej wrażliwy, tolerancyjny, otwarty. Ale czy jest to głęboki proces wewnętrzny? Stare buddyjskie powiedzenie mówi: “mnich poznaje świat nie wychodząc z domu”...
O ile na głębokie zmiany wewnętrzne nie można liczyć, to gap year może być cennym doświadczeniem z zawodowego punktu widzenia. “Podczas wyprawy nauczysz się zarządzania budżetem, zarządzania kryzysem, zarządzania ryzykiem” - piszą podróżujący autorzy bloga “Mieszczuchy w drodze”. Zupełnie jak w korporacji. Trzeba ustalić plan, przygotować wycenę, zgromadzić fundusze. Zdecydować, co ze sobą zabrać, żeby mieć wszystko, co jest potrzebne, a równocześnie być w stanie udźwignąć plecak.
- Determinacja, ciągłe zmiany planów, trudności organizacyjne to rzeczy na porządku dziennym. Ale jednocześnie podróż uczy elastyczności, korzystania z nadarzających się okazji, otwartości na ludzi i zdarzenia wokoło. To są cechy, które mogą być bardzo przydatne w poszukiwaniu nowej pracy, po powrocie do domu – mówią Kochanowscy.
Pogoda dla bogaczy?
Skąd brać pieniądze na roczną podróż? Taki wyjazd to wydatek rzędu kilkudziesięciu tysięcy. Kogo stać na taka podróż? Magda na swojej stronie www.careerbreak.wordpress.com cytuje Wojciecha Cejrowskiego („Gringo wśród dzikich plemion”): “Sprzedaj lodówkę i jedź! Różnica między ludźmi, którzy realizują swoje marzenia, a całą resztą świata nie polega na zasobności portfela. Chodzi o to, że jedni całe życie czytają o dalekich lądach i śnią o przygodach, a inni pewnego dnia podnoszą wzrok znad książki, wstają z fotela i ruszają na spotkanie swoich marzeń.”
Podczas wyprawy nauczysz się zarządzania budżetem, zarządzania kryzysem, zarządzania ryzykiem
Magda i Przemek radę Cejrowskego wykorzystali twórczo i z talentem. Stworzyli skuteczny system maksymalizacji dochodów i minimalizacji wydatków, poczynając od najdrobniejszych kwot, następnie sporządzili fachowy budżet podróży w postaci tabelki w Excelu, dodali do tego 10 proc. wydatków na wszelki wypadek. Budżet sprawdza się w drodze.
Edyta Moczulska sprzedała samochód oraz parę drobniejszych rzeczy, do tego przez kilka miesięcy oszczędzała. Wystarczyło na tanie podróżowanie.
Można też pracować w drodze. W niektórych państwach, takich jak Australia i Nowa Zelandia, dostać wizę turystyczną z pozwoleniem na pracę. Taką opcję obrał niegdyś Wojtek Wójcik, który przez jakiś czas pracował w Australii jako kelner.
Wojciechowscy nie pracowali w drodze, tylko podróżowali z oszczędności - Nie chcieliśmy pracować po drodze, ponieważ więcej zarobimy w Polsce w zawodzie niż na zmywaku w Australii- tłumaczy.
Wiele państw jest tanich. Po Indiach, Birmie czy Indonezji można podróżować na grosze. Można też wstąpić do Hospitality Club albo Couchsurfing i nocować za darmo u miejscowych gospodarzy.
Moment z pustką na koncie i pytaniem, co dalej
Każda podróż kiedyś się kończy. Jest radość ze spotkania z bliskimi, dzielenie się wrażeniami, pokazywanie fotografii. Powstaje jednak też pytanie: co teraz? Trzeba przestawić się na spokojne i ustabilizowane codzienne życie, wrócić do obowiązków, codziennego wstawania rano i jechania do pracy. Może też być tak, że pracodawca przez rok znalazł kogoś na nasze miejsce.
- Powrót do „normalnego” życia może być trudny – przyznają Basia i Tomek Kochanowscy.- I nie chodzi wcale o to, że człowiek martwi się o pracę i pieniądze. Ładunek energii i wiary w swoje możliwości jest tak wielki, że praca nie jest problemem - nam udało się nową pracę znaleźć bardzo szybko. Problemem jest przestawienie się na monotonię codziennego życia. Brakuje nowych wrażeń, nowych ludzi i ciągłej zmiany krajobrazu.
- Koniec każdej podróży to dla mnie czas przygotowania wystaw fotograficznych, organizowanie pokazów slajdów oraz snucie opowieści z rodziną i przyjaciółmi - mówi Wojtek Wójcik. - Jest to także moment z pustką na koncie i pytaniem co dalej. Doświadczenie uczy, że po każdym przyjeździe jest lepiej, więc coraz rzadziej się tym martwię.
Magda Biskup także tryska optymizmem. - Jesteśmy bardziej ciekawi przyszłości niż wystraszeni. Nie wiemy, w jakim kraju wylądujemy na stałe ani gdzie będziemy pracować, ale wiemy, że jakoś na pewno się ułoży.
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.



DRUKUJ
WYŚLIJ
Kup artykuł
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook
co to jest?
