Na łożu śmierci przyznał się do mordu... i wyzdrowiał
58-letni Amerykanin Michael Anderson umierał po ciężkim wylewie. W przypływie świadomości kazał sprowadzić do swojego szpitalnego łóżka policjantów. Powiedział, że chce przed śmiercią „oczyścić sumienie”.
Przybyłym na miejsce zaskoczonym funkcjonariuszom wyznał, że w 1977 roku zastrzelił swojego sąsiada, 20-letniego Jimmy’ego Carrolla. Sądził bowiem, że Carroll dobierał się do jego żony.
Wyznanie umierającego człowieka ostatecznie zamknęłoby sprawę mordu sprzed 32 lat, gdyby nie to, że skruszony morderca... nieoczekiwanie wyzdrowiał. Diagnoza przedstawiona mu przez lekarzy okazała się błędna. Po wyjściu ze szpitala został natychmiast aresztowany przez policję. Teraz czeka go proces i grozi mu nawet kara śmierci. Sprawa zelektryzowała amerykańskie media. Okazuje się, że po dokonaniu zabójstwa morderca uciekł z Tennessee do Oklahomy, gdzie zamieszkał pod zmienionym nazwiskiem (jego prawdziwe nazwisko brzmi James Brewer). Anderson – wraz z żoną Dorothy – należał do najbardziej szanowanych obywateli w miasteczku Shawnee. Był aktywnym członkiem jednego z lokalnych Kościołów protestanckich. Założył nawet klub wspólnego czytania Biblii.
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.



DRUKUJ
WYŚLIJ
Kup artykuł
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook
co to jest?
