Polityka

Podwyżka dla byłych prezydentów?

Lech Wałęsa podczas wykładów w Nowym Sączu w 2005 r.
Fotorzepa, Bartosz Siedlik
Po kontrowersyjnym wystąpieniu Wałęsy: Udział w kongresie eurosceptyków tłumaczy niskimi zarobkami. A PO rozważa podniesienie emerytur byłym głowom państwa
Po tym, jak Lech Wałęsa wystąpił w Rzymie na kongresie partii Declana Ganleya – Libertas, wciąż sypią się na niego gromy.
– Nie wykazał się ani rozsądkiem ani wyczuciem politycznym, przyjmując to zaproszenie. Od osoby, która zasiada w unijnej radzie mędrców, wymaga się, by nie brała udziału w projektach, które godzą w reformę UE – komentuje dr Jacek Kucharczyk, socjolog z Instytutu Spraw Publicznych. – Były prezydent i legenda „Solidarności” nie może być ot tak sobie wynajmowany przez każdego. – Kompromituje się takimi działaniami. To jego polityczna porażka, stanął po złej stronie – mówił Stefan Niesiołowski (PO), wicemarszałek Sejmu.
Premier Donald Tusk wystąpienie Wałęsy nazwał wpadką. A minister spraw zagranicznych Francji Bernard Kouchner przyznał, że jest nim „nieco zasmucony”. [srodtytul]Czy PO przeforsuje podniesienie emerytur[/srodtytul] Dla Platformy wystąpienie Wałęsy stało się problemem politycznym. – PO bardzo silnie zaangażowała się w obronę Lecha Wałęsy, a on nie zamierza się jej specjalnie odwdzięczać – mówi dr Jacek Kloczkowski, politolog z Ośrodka Studiów Politycznych. – PO uczyniła z Wałęsy jedną z gwiazd konwencji Europejskiej Partii Ludowej, do której ta partia należy, a on następnego dnia był już gwiazdą kongresu Libertas. [wyimek]To polityczna porażka, Wałęsa stanął po złej stronie [i]- Stefan Niesiołowski, wicemarszałek Sejmu,PO[/i][/wyimek] Wałęsa stwierdził jednak, że premier Tusk wiedział o tym, że wybiera się na zjazd Libertasu. Krytyką ze strony PO się nie przejął. – Oni nie chcą rozmawiać, nie potrafią, boją się przeciwników, dlatego takie rzeczy opowiadają – mówił Wałesa w TVN 24. Nie ukrywał, że zaproszenie przyjął również z przyczyn finansowych. – Zarabiam około trzech tysięcy złotych, to mi nie wystarcza. Muszę mieć za co kupić sobie nowy garnitur, koszulę czy skarpetki – stwierdził były prezydent. Po kontrowersyjnym wystąpieniu Wałęsy PO zastanawia się nad zwiększeniem emerytur byłych prezydentów. Taki pomysł pojawił się już rok temu. Popierał go wówczas szef Klubu Platformy Zbigniew Chlebowski. Czy teraz PO przeforsuje zmiany? – Od ubiegłego roku okoliczności trochę się zmieniły ze względu na kryzys i konieczne oszczędności – uważa Waldy Dzikowski, wiceszef klubu PO. – Ale być może mimo wszystko powinniśmy spróbować wprowadzić standardy panujące w Europie w tej sprawie. [srodtytul]Czarnecki idzie do sądu[/srodtytul] Kontrowersje wobec Wałęsy wykorzystał PiS. Eurodeputowany tej partii Ryszard Czarnecki kpił, że były prezydent kasuje wysokie honoraria, wyjeżdżając za granicę. „Mógłby też wprowadzić cennik dla partii” – napisał w swoim blogu. Wałęsa odpowiedział, że Czarnecki „nie walczył o Polskę” i wytykał mu wiele zmian partyjnych barw. Europoseł poczuł się urażony i zapowiedział złożenie pozwu w trybie wyborczym. [srodtytul]Tony Blair i inni[/srodtytul] Na Zachodzie dorabianie przez byłych polityków nie jest niczym nadzwyczajnym. Były brytyjski premier Tony Blair ma prawo do kilku tysięcy funtów emerytury miesięcznie. Jako doradca banku inwestycyjnego JP Morgan oraz specjalny wysłannik UE i ONZ ds. Bliskiego Wschodu zarabia ok. pół miliona funtów rocznie. Były kanclerz Niemiec Gerhard Schröder ma wysoką emeryturę (5 tys. euro plus dodatki), a mimo to zasiada m.in. w zarządzie konsorcjum ds. gazociągu północnego NGEP należącego w 51 proc. do Gazpromu oraz pracuje jako doradca dla chińskiego MSZ. [ramka][b]Co dostaje była głowa państwa [/b] Ustawa o uposażeniu byłego prezydenta RP określa jego zarobki. Zakłada, że były prezydent do końca życia będzie dostawać co miesiąc pensję równą połowie wynagrodzenia zasadniczego, które otrzymuje urzędujący prezydent. Obecnie wynosi ono 12 tys. zł brutto. Z naszych wyliczeń wynika, że Lech Wałęsa może dostawać na rękę ok. 3,5 tys. zł (zakładając, że urząd skarbowy potrąca mu 32 proc. podatku, co może mieć miejsce, gdy ma jeszcze inne źródła dochodu – jeśli zaś były prezydent płaci 18 proc. podatku, to na rękę powinien dostawać ok. 4,3 tys. zł). Dożywotnia pensja to niejedyny bonus dla byłej głowy państwa. Byli prezydenci otrzymują też co miesiąc z państwowej kasy ponad 11 tys. zł na prowadzenie biura. Do końca życia na terenie kraju chronią ich funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu opłacani przez MSWiA. Byłemu prezydentowi oraz członkom jego rodziny przysługuje również dożywotnie prawo do korzystania z opieki medycznej w szpitalu MSWiA, uznawanym za jeden z najlepszych w kraju. Jeśli były prezydent, pobierając uposażenie, chciałby podjąć pracę na etacie lub na zlecenie, zająć jakieś stanowisko w administracji, zostać posłem albo pobierać z ZUS emeryturę, musi wybrać: albo pensja prezydencka, albo inne źródło zarobkowania. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL