Kiszczak na miarę waszych możliwości

aktualizacja: 02.05.2009, 06:54
Rafał A. Ziemkiewicz
Rafał A. Ziemkiewicz
Foto: Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek

Obrońcy tezy, iż III Rzeczpospolita jest naszym wielkim historycznym sukcesem, zwykli szermować argumentem uważanym przez nich za nieodparty.

[b][link=http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2009/05/02/kiszczak-na-miare-waszych-mozliwosci/]skomentuj na blogu[/link][/b]
Był to argument z gatunku „reductio ad absurdum”, oparty na ulubionym przez salon chwycie wykpiwania przeciwnika: „jakim trzeba być oszołomem, żeby coś tak nonsensownego powiedzieć”. Z każdej próby zakwestionowania sielankowej wizji „porozumienia Polaków z obu stron historycznego podziału”, z każdej próby dociekania, jak dochodzili komuniści do decyzji o oddaniu władzy i skąd wzięły się takie a nie inne okoliczności jej przekazania, szydzili funkcjonariusze Salonu sugestią: „Ha, ha, to niby bezpieka obaliła siebie sama, co? Agenci komunizm obalili, ha, ha?”
W istocie tak przedstawił teraz sprawę nie byle oszołom, tylko osoba we wszystkich szczegółach operacji przekazania władzy najlepiej zorientowana, a przy tym trudna do wykpienia, bo z dawna już ogłoszona przez guru Salonu „człowiekiem honoru”. Innymi słowy ? we własnej osobie Czesław Kiszczak. I nie jest to jakieś tam sobie chlapnięcie w pośpiesznie udzielanym wywiadzie, ale oświadczenie złożone przed sądem, przed którym stary ubek odpowiada dziś jako „autor” stanu wojennego (swoją drogą, ten propagandowy bełkot wymyślony na użytek jego i Jaruzelskiego przyjął się już wśród niedouczonych dziennikarzy; psychopatę lub zbrodniarza, który zabił kilka przypadkowych osób, niektóre media uparcie nazywają „autorem” zamachu na holenderską królową).
Mowy Kiszczaka, w przeciwieństwie do wcześniejszej oracji Jaruzelskiego, nie przedrukowała gazeta wyspecjalizowana w obronie generałów. W ogóle przyjęto ją pełnym zakłopotania milczeniem, podobnie, jak kiedyś zeznania tegoż Kiszczaka przed komisją sejmową, gdy opowiadał, jak to u zarania III RP prominenci środowiska świeżo dokooptowanego do władzy odwiedzali go w gabinecie pytając co na nich ma, a on kazał sobie przynosić teczki z archiwum i przy zainteresowanych wrzucał je do niszczarki (śmiejąc się w duchu, bo przecież miał kopie ? ale frajerzy się na to nabierali). Ale władza Salonu nad mediami była wtedy znacznie szczelniejsza niż dziś, więc wyznania te, choć Kiszczak wprost przyznawał się do popełnienia przestępstwa, nie przedarły się do opinii publicznej.
Tymczasem Kiszczak, pośród horrendalnych i bezczelnych stwierdzeń o tym, że SB była organizacją patriotyczną, a on, jako komunista, kierował się dobrem państwa i narodu, stwierdza dziś wprost: ci, którzy tak puszą się, że należy im się szczególna pozycja w debacie publicznej, bo wywalczyli wolność, niczego nie wywalczyli. Dostali władzę na tacy od bezpieki, ode mnie, Kiszczaka. To ja wybrałem na partnerów w operacji przekazania władzy właśnie ich, i niech o tym pamiętają. Tyle mniej więcej wynika ze składanych pod przysięgą wyjaśnień Kiszczaka ? dokładnie tyle, że to właśnie komuniści zaplanowali proces swojego obalenia i kontrolowali go przez swych agentów. Plus jeszcze niewypowiedziana, ale wyraźna sugestia: i lepiej mnie nie wkurzajcie, bo mogę powiedzieć więcej!
Ta pogróżka pojawiała się w wypowiedziach nadubeka wcześniej, pewnie pojawi się jeszcze później ? choć nie robię sobie nadziei, by rzeczywiście poszły za nią konkretne wyznania albo ujawnianie dokumentów. A szkoda. Chętnie bym poznał jego wersję wydarzeń. Bo przecież „człowiek honoru” chyba nie kłamie?
Waldemar Łysiak zreprodukował w jednej z książek bibliofilskie cimelium ze swych zbiorów: książkę Jacka Kuronia z odręczną, bardzo ciepłą, a zgoła hołdowniczą dedykacją dla Kiszczaka właśnie. I nie to jest wymowne, że Kuroń taką dedykację napisał, ale to, że Kiszczak jeszcze za jego życia prezent ten szurnął do antykwariatu, albo może wręcz na śmieci, skąd wygrzebują podobne obiekty wyspecjalizowani w recyklingu menele. To dobitnie pokazuje, że miłość przywódców Salonu do szefa peerelowskiego aparatu przemocy była nieodwzajemniona. Oni stracili dla niego głowę; on nie, rozegrał leszczy na zimno. Zachował sobie zdjęcia z Magdalenki, różne dokumenty, może je komuś przekaże, może już przekazał.
Wiktor Suworow pisał kiedyś: kto gra z szulerem, przegrał już w chwili, gdy usiadł do stołu. I konkretny kształt tego stołu nie ma tu wielkiego znaczenia.
Komentarz dnia

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE