Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Wiadomoœci

Nowa twarz przywraca do życia

Prof. Maria Siemionow
Fotorzepa, Bartosz Jankowski
Po operacji pacjentka może oddychać przez własny nos, pić kawę własnymi ustami. Bez strachu wychodzi na ulicę – mówi prof. Maria Siemionow, autorka pionierskiego przeszczepu twarzy
[b]RZ: Dlaczego akurat przeszczep twarzy? Przedtem zajmowała się pani łatwiejszš i bezpieczniejszš chirurgiš ręki.[/b] prof. Maria Siemionow: Nie ma łatwych procedur chirurgicznych. Można umrzeć nawet po Ÿle przeprowadzonym wyrwaniu zęba. Rzeczywiœcie, przeszczep twarzy to bardzo skomplikowany zabieg, w dużej mierze opierajšcy się na mikrochirurgii. Ale z tš akurat dziedzinš miałam do czynienia przez wiele lat, kiedy pracowałam jako chirurg ręki. Kontaktujšc się z dziećmi, które miały poparzone ręce, zauważyłam, że większoœć z nich miała również uszkodzone twarze – człowiek, chcšc się ochronić, odruchowo osłania twarz rękoma. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że można zrobić coœ więcej dla tych małych pacjentów – nie tylko usprawnić im ręce, ale i przywrócić twarze.
[b]A więc o zmianie specjalizacji zadecydowało współczucie?[/b] Chodzi raczej o humanitarne niesienie pomocy innym. Danie im możliwoœci powrotu do dawnego życia. [b] Pod koniec zeszłego roku przeszczepiła pani 80 proc. powierzchni twarzy pacjentce w Cleveland Clinic. Czy to pomogło jej rozpoznać w lustrze siebie sprzed wypadku?[/b] Pacjentka akceptuje siebie takš, jaka jest w tej chwili. Nie może siebie zobaczyć, w sensie dosłownym, bo ma uszkodzony wzrok po wypadku. Jednak myjšc twarz, czuje, że ma usta i nos, a poprzednio wyczuwała w tych miejscach otwory. [b]To przerażajšce.[/b] Przerażajšce było to, że kiedy przed operacjš wyszła na ulicę, ludzie obrzucali jš wyzwiskami. Teraz wychodzi z domu i nikt nie zwraca na niš uwagi, wtapia się w tłum. Wreszcie jest w stanie oddychać przez własny nos, ma poczucie węchu i smaku, może jeœć stałe pokarmy, a nie tylko płynne. Spełniła też swoje wielkie marzenie, jakim była możliwoœć wypicia kawy z filiżanki – za pomocš swoich własnych warg. [b]Kim jest ta osoba?[/b] Na razie jej rodzina nie zgadza się na zdradzenie personaliów, choć myœlę, że już niedługo będziemy mogli ujawnić te informacje. [b]Niektórzy twierdzš, że poczucie smaku i oddychanie przez nos to niewystarczajšce powody, by przeprowadzać tak niebezpieczny zabieg, który nie służy ratowaniu życia. Tak uważa na przykład znany amerykański bioetyk prof. Arthur Kaplan.[/b] Prof. Kaplan nie rozmawiał z żadnym kandydatem do przeszczepu twarzy. Nie widział tych osób, nie zna ich problemów, nie wie, jakie jest ich życie na co dzień. Nie powinien więc wyrażać takich opinii z zacisza swojego gabinetu. [b]Moim zdaniem przeszczep twarzy jest w pewnym sensie przywracaniem życia – tyle że społecznego. Ani ja, ani prof. Kaplan nie mamy prawa dyktować pacjentowi, co ma ze swoim życiem robić. To jego własna decyzja, czy chce chodzić po ulicy bez twarzy. Jeœli ktoœ go będzie obrzucał wyzwiskami, to gdzie będzie wówczas prof. Kaplan, by go bronić? [/b] Mimo że w tym wypadku nie zgadzam się z etykami, to uważam, że ich rolš jest monitorowanie naszych działań, abyœmy nie przeholowali w żadnš stronę. [b]Przecież operacja mogła się nie udać. Czy była pani na to przygotowana?[/b] Oczywiœcie. W razie niepowodzenia, a więc odrzucenia przeszczepu przez organizm pacjentki, musieliœmy mieć zapas zdrowej skóry na jej ciele, który pozwoliłby na wymianę skóry twarzy. Tak więc na przykład osoba z rozległymi oparzeniami nie kwalifikowałaby się do takiego zabiegu. A trzeba wiedzieć, że naszej pacjentce przeszczepiliœmy 535 cm kw. samej skóry, co stanowi 80 proc. twarzy. Naprawdę niewiele jest miejsc na ciele, na których znajduje się aż tyle unaczynionej skóry. [b]A co z koœćmi, mięœniami?[/b] W razie odrzucenia przeszczepu bierze się koœci i mięœnie z nóg lub ršk i próbuje je ukształtować tak, aby odtwarzały brakujšce elementy twarzy. [b]Z jakim skutkiem?[/b] Wysoce niezadowalajšcym. Sš to zabiegi nastawione wyłšcznie na ratowanie życia, ale nieprzywracajšce funkcji twarzy, np. możliwoœci samodzielnego jedzenia. Dodatkowo takie łatanie ciała po odrzuceniu przeszczepu obcišża inne częœci organizmu, a więc nogi i ręce. Sama pani widzi, że za wszelkš cenę nie mogliœmy do tego dopuœcić, dlatego mozolnie ćwiczyliœmy wszystkie procedury i ewentualnoœci. Tak naprawdę przygotowywałam się do tej operacji od lat, a tempo prac wzrosło, kiedy w 2004 roku mój zespół uzyskał pierwszš na œwiecie zgodę komitetu badań etycznych na wykonanie przeszczepu twarzy. Prowadziliœmy doœwiadczenia w laboratorium anatomicznym na ludzkich zwłokach, wykonywaliœmy przeszczepy na modelu doœwiadczalnym szczura. [b]Francuzi przeprowadzili już drugi przeszczep twarzy w cišgu dwóch tygodni. Mówiš, że to przeszczep całkowity. Podczas jednej operacji wymienili pacjentowi twarz i obie dłonie. Czy na takim poœpiechu nie cierpi jakoœć zabiegu?[/b] Czy zrobili to za szybko, naprawdę trudno mi powiedzieć. Kierujšcy zespołem prof. Laurent Lantieri, skšdinšd mój dobry znajomy, najwyraŸniej czuł się do tego gotowy. Mogę tylko porównywać nakład pracy jego i mojego zespołu. Wiem, że Francuzi przygotowywali się do tego od trzech lat, my – od 20 lat. Zanim doszło do operacji, opublikowaliœmy około 50 artykułów w czasopismach naukowych, a prof. Lantieri kilka, dopiero po transplantacji. Czy ich przeszczep był całkowity? Z rozmowy, jakš przeprowadziłam w ubiegły wtorek w Paryżu z prof. Lantierim, wiem, że nasz przeszczep był najbardziej skomplikowany z dotychczas wykonanych. Operacja przeprowadzona przez Francuzów nie obejmowała na przykład głębokich struktur kostnych, a więc podniebienia, zatok, zębów. Nie ujmujšc nikomu jego zasług, nazwałabym to przeszczepem odtwarzania powierzchni twarzy, co jednak nie jest równoznaczne z odtworzeniem funkcji twarzy. [wyimek]To był najbardziej skomplikowany z przeszczepów. Pacjentka dostała nowe dolne powieki, nos, górnš wargę, podniebienie, koœci szczęki i zatoki[/wyimek] [b]Prof. Lantieri narzucił duże tempo w dziedzinie przeszczepów twarzy. Czy i paniš to w jakiœ sposób zmobilizowało do przyspieszenia prac nad kolejnym zabiegiem?[/b] Prof. Lantieri ma nieco ułatwione zadanie, bo w Europie uzyskanie zgody na pobieranie organów jest znacznie sprawniejsze niż w Stanach Zjednoczonych. Ale nie sšdzę, żeby jego działania miały przyspieszyć nasze plany. Oczywiœcie, mamy wielu kandydatów do przeszczepu. Jednak na razie chcemy starannie monitorować naszš pierwszš pacjentkę, aby się przekonać, jak przebiega jej proces zdrowienia. Z tego powodu uważam, że damy sobie trochę czasu, zanim zdecydujemy się na kolejny przeszczep. [wyimek]80 procent powierzchni twarzy przeszczepił pacjentce zespół pod kierunkiem prof. Marii Siemionow [/wyimek] [b]Kto ma szansę na takš transplantację?[/b] Tylko ktoœ, kto ma bardzo dużš deformację twarzy i komu już nie sš w stanie pomóc konwencjonalne techniki rekonstrukcji, czyli przeszczepy fragmentów ich własnej skóry i innych tkanek. Nasza pacjentka miała przedtem ponad 20 operacji i nie udało się jej własnymi tkankami odtworzyć funkcjonalnego układu twarzy. Dla porównania: u francuskich pacjentów nie próbowano wczeœniej przeprowadzać żadnych rekonstrukcji, a transplantacja była w ogóle pierwszš operacjš w ich życiu. Zgłasza się do nas wiele osób, które w swojej opinii majš bardzo duże deformacje twarzy. Jednak u wielu z nich te „deformacje“ sš tylko niewielkimi niedoskonałoœciami, dla zlikwidowania których ludzie ci sš gotowi poddać się transplantacji i zażywać przez resztę życia leki przeciwko odrzutowi. Z tego powodu jesteœmy bardzo ostrożni, zapraszajšc potencjalnych biorców na rozmowy kwalifikujšce. Aby ktoœ trafił do nas, musi mieć bardzo starannie udokumentowanš historię choroby. O tym, kto kwalifikuje się do przeszczepu, ostatecznie decyduje specjalna komisja. [b]Czy te staranne procedury obejmujš też życie po przeszczepie, tak aby nie powtórzył się dramat Chińczyka, który zmarł w zeszłym roku w wyniku odrzucenia nowej twarzy?[/b] Tutaj zawinił system, który pozostawił tego człowieka bez dostępu do leków zapobiegajšcych odrzutowi. Chiński rolnik wrócił do domu, gdzie nikogo nie interesowało to, czy i jak się leczy. Dlatego umarł. Człowiek po przeszczepie powinien do końca życia pozostawać pod kontrolš lekarza prowadzšcego. Nie doœć, że musi przyjmować leki przeciwko odrzutowi, to jeszcze kilka razy w roku trzeba weryfikować dawki tych leków. W żadnym wypadku nie można tego pacjenta pozostawić samemu sobie. To najgorsze zaniedbanie, jakie mogę sobie wyobrazić. [ramka]Między Cleveland a Poznaniem Prof. Maria Siemionow jest absolwentkš Akademii Medycznej w Poznaniu. Na stałe mieszka w Stanach Zjednoczonych, ale z macierzystš uczelniš zwišzana jest do dziœ – kilka razy w roku prowadzi tam wykłady, a najzdolniejsi doktoranci trafiajš na staże do kierowanego przez niš wydziału eksperymentalnej chirurgii plastycznej w Cleveland Clinic w stanie Ohio. To jeden z pięciu największych i najlepszych szpitali w USA. Zespół prof. Siemionow na poczštku grudnia 2008 roku przeprowadził pierwszy przeszczep twarzy w USA, a czwarty na œwiecie. Pacjentce wymieniono aż 80 procent powierzchni oblicza. [/ramka]
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL