Kamyczek do ogródka prezesa Farfała

aktualizacja: 07.03.2009, 10:21

Komentatorzy naszych przeglądów prasy na internetowej stronie dziennika „Rzeczpospolita” narzekają często, że mamy obsesję i piszemy tu ciągle o innych gazetach. O „Wyborczej”, „Dzienniku”...

[b][link=http://blog.rp.pl/blog/2009/03/07/dominik-zdort-kamyczek-do-ogrodka-prezesa-farfala/]skomentuj na blogu[/link][/b]
Więc, żeby sprawić przyjemność narzekaczom, tym razem w przeglądzie prasy parę słów o telewizji. Bo w Magazynie „Dziennika” Luiza Zalewska przypomina postać Andrzeja Kwiatkowskiego – prawdziwego wampira TVP, nieco już dziś zapomnianego, ale za sprawą prezesa Piotra Farfała powracającego z własnym programem do telewizji publicznej. Zalewska doskonale pokazuje, jak Kwiatkowski łączył w sobie w wyjątkowym stężeniu wszystkie najgorsze cechy pracownika tej instytucji: niekompetencję i umiejętność do wykorzystania stanowiska we własnym interesie; kiedy można - polityczną stronniczość i usłużność wobec postkomunistów, a kiedy trzeba - lizusostwo wobec niektórych środowisk postsolidarnościowych.
Zetknąłem się kiedyś z panem Kwiatkowskim i mogę zapewnić, że Luiza Zalewska nie przesadza, a nawet, że jest zbyt łagodna.
W Magazynie zresztą dziś mamy festiwal wybitnych publicystów „Dziennika”. Najważniejszy chyba jest tekst Piotra Zaremby i Jerzego Jachowicza, analizujący stosunek prymasa Józefa Glempa do ks. Jerzego Popiełuszki. Autorzy odnoszą się do histerycznej reakcji „Gazety Wyborczej” na ujawnienie przez „Rzeczpospolitą”, że ksiądz prymas nie był entuzjastą szybkiej beatyfikacji zamordowanego przez esbeków kapłana. Przytaczają wypowiedź Józefa Glempa umieszczoną w książce Ewy Czaczkowskiej i Tomasza Wiścickiego: „musiałem odczekać, aby ks. Popiełuszko nie był ogłoszony z inicjatywy Solidarności, ale z inicjatywy Kościoła” – mówił prymas.
W ostatnich zdaniach swojego tekstu Zaremba i Jachowicz przytaczają opinię Józefa Glempa na temat innego niepokornego kapłana, ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego – nazwanego przez prymasa „nadubowcem”. Ale pytanie o stosunek miał kardynała Glemp do ks. Jerzego i do solidarnościowej opozycji pozostawiają otwarte.
Ponieważ wszyscy wybitni publicyści „Dziennika” uciekli do Magazynu, dodatek Europa pozostaje od dawna intelektualną pustynią. Obok kilku przedruków nudnawych artykułów zagranicznych autorów mamy debatę Cezarego Michalskiego z Rafałem Matyją. Czyli dwóch publicystów „Dziennika”. W ubiegłym tygodniu debatowali również we własnym, ale nieco szerszym gronie. Zgodnie z przewidywaniami – bezsensowne międlenie zużytych tez za pomocą wytartych argumentów. Na podobnym poziomie komentarz naczelnego „Dziennika” Roberta Krasowskiego: pochwała cynizmu.
„Gazeta Wyborcza” w środku, a „Dziennik” na pierwszej stronie opisują nową inicjatywę Donalda Tuska (zbliża się moment, że w „Dzienniku” na froncie będą nagłaśniać każde kichnięcie premiera). Szef rządu wzywa do debaty na temat… eutanazji. No, no, wreszcie mamy premiera-radykała. Mirosław Orzechowski i Magdalena Środa nie powstydziliby się tej inicjatywy. W gospodarce szalejący kryzys, załamanie budżetu i perspektywa siedmiu lat chudych, a Tusk chce rozmawiać o eutanazji. To oczywiste, że chodzi o wywołanie ideologicznej wojny w Polsce, szef rządu szuka pola, na którym będzie mógł ją przeprowadzić, aby odwrócić uwagę od bezradności rządu w kryzysie.
„Dziennik” tę „oczywistą oczywistość” zauważa jednym zdaniem dopiero w trzeciej szpalcie swojego tekstu. Wcześniej domniemywa, że premier w ten sposób robi „ukłon w kierunku opinii publicznej” i „reaguje na problem, który zajmuje obecnie Polaków”. Całe szczęście, że obok usłużnych wobec szefa rządu redaktorów w taki sposób konstruujących teksty jest jeszcze Piotr Zaremba, ze smutkiem w komentarzu demaskujący złe intencje Donalda Tuska.
Inny temat dnia – Włodzimierz Cimoszewicz zostanie wysłany przez rząd PO do Rady Europy. Po Danucie Huebner kolejny polityk lewicy, który stał się zdobyczą Donalda Tuska. Nie tylko Piotr Zaremba, ale nawet kibicująca od lat Cimoszewiczowi „Gazeta Wyborcza” zauważają, że za decyzją stoją polityczne rachuby. Pytanie brzmi: jakie? Czy chodzi tylko o „zjedzenie SLD”, przejęcie jej elektoratu, czy może o przestawienie Platformy na lewicowe tory? I co na to tradycyjni wyborcy PO? Czy zacisnął zęby i zniosą pokornie fakt, że Donald Tusk hołubi postkomunę? Pytania tym bardziej aktualne w kontekście wywiadu Radka Sikorskiego w „Gazecie Wyborczej”. Na pytanie „czy czerwony może być zbawiony” szef MSZ odpowiada twierdząco.
Dla „Gazety” nominacja Cimoszewicza przez Tuska to „powiew normalności”, dla odmiany niemal równoczesne powołanie byłej szefowej MSZ Anny Fotygi na ambasadora przy ONZ to „mniejsze zło”. Można tylko pogratulować obiektywnego spojrzenia i dobrego samopoczucia.
Na koniec – drobiazgi. „Gazeta Wyborcza”, która wygrała proces o to, czy miała prawo nazwać prezesa TVP Piotra Farfała „byłym neonazistą” posuwa się krok dalej. Farfał już nie jest „byłym neonazistą”, ale „b. neonazistą”. Widać jasno, w jakim kierunku to zmierza. I przy wszystkich - naprawdę ogromnych ¬- zarzutach wobec Farfała, ta metoda niszczenia człowieka jest niegodna. Specjalistka od takich chwytów ta sama co zwykle. Podpisano „knysz” – czyli Agnieszka Kublik.
I jeszcze jedna rzecz – a propos Farfała. Niedawno telewizja ARTE zerwała współpracę z TVP, stwierdzając, że jej nie odpowiadają poglądy prezesa telewizji. Dziś we wspominanym wywiadzie z Sikorskim w „Gazecie” - w pytaniu dziennikarzy - pojawia się informacja, że ta sama ARTE pokazała niedawno film („łzawą historię”) o wysiedleniu Niemców z Gdyni, nie przypominając w nim, że owo wysiedlenie było efektem wojny. W dodatku Gdynia była w tym filmie niemieckim miastem Gotenhafen.W moich oczach to kolejny kamyczek do ogródka prezesa Farfała. Bo to on powinien był zerwać współpracę z ARTE.
Komentarz dnia

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE